DUM SPIRO-SPERO Forum Onkologiczne Strona Główna

Logo Forum Onkologicznego DUM SPIRO-SPERO
Forum jest cz?ci? Fundacji Onkologicznej | przejdź do witryny Fundacji

Czat Mapa forum Formularz kontaktowyFormularz kontaktowy FAQFAQ
 SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  AlbumAlbum
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Przesunięty przez: missy
2018-01-30, 09:35
czy jestem winny
Autor Wiadomość
dzien 


Dołączył: 30 Sty 2018
Posty: 2

 #1  Wysłany: 2018-01-30, 09:03  czy jestem winny


Witam,

Moja mama zmarła w piątek po 4 latach walki z chorobą. Jestem w żałobie, dręczą mnie wyrzuty sumienia, że to ja przyczyniłem się do szybszego odejścia mamy.

Ostatnie leczenie wdrożone u mamy, to Faslodex. Zostało ono przerwane w grudniu, ponieważ przestało działać. Lekarz zaproponował Xelodę. Przyjechaliśmy do szpitala za tydzień, ale mama była osłabiona i wymiotowała (prawdopodobnie wzrost napięcia czaszkowego je powodował).

Lekarz odmówił wtedy podawania leku z uwagi na zły stan mamy. Dostaliśmy jednocześnie informacje, że możemy przyjechać jeszcze raz po świętach gdyby mama nie wymiotowała i jej stan trochę się poprawił.

Przez święta mama nabrała apetytu, trochę podjadła, lekko się wzmocniła. Była oczywiście dalej bardzo osłabiona w porównniu z tym co było jeszcze miesiąc temu, ale stwierdziłem, że chciałbym jeszcze raz pojechać do szpitala, żeby mieć czyste sumienie, że zrobiłem dla niej wszystko i wykorzystałem wszystkie środki medyczne, aby jej pomóc.

Przyjął nas ten sam lekarz. Powiedziałem, że mama dostała apetytu, lekko się wzmocniła więc przyjechaliśmy znowu, ale to doktor musi podjąć decyzje, czy warto stosować leczenie. Absolutnie nie chciałem wymusić na lekarzu żadnej decyzji, czy też ubłagać stosowania leczenia. Byłem gotowy na wszystko, nawet na to, że odeślą na z kwitkiem i zostanie nam spędzenie ostatniego czasu tylko ze wsparciem hospicjum domowego.

Lekarz postanowił przepisać Xelodę w dawce o ponad połowę mniejszej niż zwykle się podaje.
Ucieszyłem się bardzo, że jest jeszcze jakaś nadzieje żeby choć trochę powstrzymać chorobą i żeby mama była dłużej z nami. Podczas wydawania leków, mama była już bardzo słaba, nie mogła podisać zgody na chemię.

Mama wzięła przez 3 dni xelodę i czuła się dobrze, miała dobry apetyt. Po 5 dniu spadł jej apetyt i jeszcze bardziej opadła z sił, więc już więcej nie dawaliśmy jej leku. Niestety po 7 dnia od podania chemii mamie mocno wzrosła temperatura (do 39.5*), wezwaliśmy pogotowie, lekarz stwierdził, że to agonia. :-(

Mama zacząła ciężo oddychac o 5 i o godzinie 8:30 zmarła. Dręczą mnie wyrzuty sumienia, że to ja zabiłem własną mamę. Widziałem, że mama jest słaba, ale zdecydowalem się pojechać jeszcze do szpitala. Chciałem po prostu być pewnym, że zrobiłem wszystko, cieszyłem się, że jeszcze można podać chemie pomimo, że mama jest słaba, a bardzo możliwe, że przynajmniej nieświadomie przyczyniłem się do śmierci. Obwiniam się za to i nie mogę tego znieść.

Czy powinienem czuć się winny?
Czy ktoś z was miał podobną sytuację?
 
missy 
MODERATOR



Dołączyła: 05 Paź 2014
Posty: 4211
Skąd: Trójmiasto
Pomogła: 1126 razy


 #2  Wysłany: 2018-01-30, 09:34  


dzien,
Bardzo mi przykro z powodu śmierci Twojej Mamy.
Obwinianie sie jest bardzo częstym zjawiskiem/reakcją wśród najbliższych chorej osoby. To naturalne, że będąc blisko, opiekując się codziennie chorym zaczynamy często przerzucać na siebie ciężar wszelkich decyzji - również tych lekarskich.
Twoją Mamę zabiła choroba nowotworowa, Ty nie miałeś z tym nic wspólnego - to oczywiste.
O leczeniu i jego dostosowaniu do aktualnego stanu pacjenta decyduje lekarz i jesli on widział pewien sens w kontynuowaniu leczenia paliatywnego to trudno wymagać od Ciebie, nie-specjalisty, żebyś miał odrębny plan postępowania.
Prawdopodobnie gdybyś nie zawiózł Mamy do szpitala to również miałbyś wyrzuty sumienia, że czegoś nie zrobiłeś. Nie ma prostych rozwiązań, niestety.
Życzę Ci dużo sił teraz. I spokoju.
Pozdrawiam, M.
 
gaba 
PRZYJACIEL Forum


Dołączyła: 18 Kwi 2010
Posty: 3284
Skąd: warszawa
Pomogła: 1772 razy

 #3  Wysłany: 2018-01-30, 10:18  


Ani podawanie xelody, ani wyjazd do szpitala nie wpłynęłyby na życie osoby która miałaby szanse przeżycia np miesiąca. Ta śmierć by się tak czy inaczej w tych dniach wydarzyła bo organizm był już na wyczerpaniu. Pewnie było to niepotrzebne ale nie szkodliwe, a tak jak napisała missy w leczeniu onkologicznym nigdy nie wiadomo czy lek zadziała czy nie - można było mieć nadzieję. Lekarz też nie wiedział.
_________________
sprzątnięta
 
Ola Olka 



Dołączyła: 11 Lip 2016
Posty: 2482
Skąd: DE / PL śląskie
Pomogła: 256 razy

 #4  Wysłany: 2018-01-30, 11:36  


dzien bardzo mi przykro że to się tak a ne inaczej potoczyło. Tak jak pisały ju koleżanki w takich sytuacjach nie ma lepszych i gorszych rozwiązań, działamy intuicyjnie chcąc po prostu pomóc naszym kochanym bliskim. Nie jesteśmy specjalistami, lekarzamy nie mamy nic oprócz naszych uczuć.
I ty też tak robiłeś. Co mogłeś, co uważałeś za słuszne. Ale mama była już ciążko chora i po prostu tak musiało się stać. Nie rozważaj już tej smutnej sytuacji, myśl o dobrych czasach, o tym dobrym, byłym wspólnym czasie. Dobre wpomnienia są takie cenne...
Przyjmij wyrazy współczucia. ::rose::
_________________
Niech nasza nadzieja będzie większa od wszys­tkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać.
 
KasiaKasiaKasia 



Dołączyła: 30 Cze 2014
Posty: 421
Pomogła: 28 razy

 #5  Wysłany: 2018-01-30, 13:35  


dzien.
Co byś nie zrobil to i tak podem będziesz myśleć, że mogłeś postąpić inaczej.
Osobiście nie widze tutaj nigdzie Twojej winy.

Nie zadręczaj się :*

Pozdroawiam serdecznie :*
_________________
Co Cie nie zabije to Cie wk....zdenerwuje... :)
 
marzena66 
MODERATOR



Dołączyła: 13 Lip 2014
Posty: 9817
Skąd: gdańsk
Pomogła: 1756 razy


 #6  Wysłany: 2018-01-30, 13:58  


dzien,
Dziewczyny już napisały wszystko ale i ja wtrącę swoje zdanie. To nie Ty mamę zabiłeś to zabił Ją rak/choroba. W tej chorobie jaką decyzję byśmy nie podjęli przeważnie jest zła bo tracimy zazwyczaj kogoś kogo bardzo kochamy.

Nie obwiniaj się za nic, to i tak nic nie zmieni, mama na pewno by nie chciała żebyś cierpiał, tak widocznie miało być, co mogłeś zrobiłeś i na pewno zrobiłeś to wszystko tylko dla dobra mamy, żeby była z Tobą jak najdłużej, los jednak chciał inaczej.

Przyjmij wyrazy współczucia.
 
dzien 


Dołączył: 30 Sty 2018
Posty: 2

 #7  Wysłany: 2018-02-06, 08:56  


Dziękuję Wam za słowa wsparcia. Wszystkie uczucia wracają. Od smutku, żalu, po ogromną tęsknotę. To tęsknota generuje poczucie winy przez myśl, że mogłem coś zrobić inaczej, żeby mama była dłużej z nami. Chciałem za wszelką cenę zatrzymać ją na jeszcze dłużej i zwyczajnie ufałem medycynie.

Wiem, że nie jestem Panem życia i śmierci i nie wszystko da się przewidzieć, mieć nad wszystkim kontrolę, bo jako ludzie jesteśmy na to za mali. Wiem też, że nawet gdyby mama żyła dłużej, mogłaby cierpieć bardziej. To wszystko gdybanie, którego nie mogę się pozbyć w czasie żałoby, tak samo jak obwiniania się.

Kiedy mama umierała a jej oddech stawał się coraz trudniejszy, miała otwarte oczy. Cały czas mówiłem jej, że ją kocham i żeby się nie bała, bo jestem przy niej. Trzymałem ją za rękę i przypominałem sytuacje kiedy byłem małym chłopcem i bałem się nadlatującego samolotu - mama zawsze stała nad gankiem z otwartymi ramionami, żeby mnie uspokoić. Mówiłem jej o tym, że tak jak ona wtedy, tak teraz ja jestem przy niej.
 
Ola Olka 



Dołączyła: 11 Lip 2016
Posty: 2482
Skąd: DE / PL śląskie
Pomogła: 256 razy

 #8  Wysłany: 2018-02-06, 09:08  


dzien napisał/a:
mogłem coś zrobić inaczej, żeby mama była dłużej z nami.
Nie mogłeś. To choroba zabrała mamę a ty zrobiłeś wszystko co się dało zrobić.
dzien napisał/a:
Chciałem za wszelką cenę zatrzymać ją na jeszcze dłużej i zwyczajnie ufałem medycynie.
Wszyscy tego chcemy i wszyscy ufamy medycynie... ale ona też ma swoje granice i przychodzi taki czas że jest już ona bezsilna. I tak było też u mamy. Przykro mi.
dzien napisał/a:
Trzymałem ją za rękę i przypominałem sytuacje kiedy byłem małym chłopcem i bałem się nadlatującego samolotu - mama zawsze stała nad gankiem z otwartymi ramionami, żeby mnie uspokoić.
To cudowne wspomnienia, pielęgnuj je - tym samym mama zawsze zostanie z tobą, w twojej pamięci.
Pozdrawiam serdecznie
_________________
Niech nasza nadzieja będzie większa od wszys­tkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać.
 
DaltonFix 



Dołączył: 29 Gru 2017
Posty: 42
Pomógł: 6 razy

 #9  Wysłany: 2018-02-16, 13:43  


Nie jestes winny. Nie jestes nie byles i niegdy nie bedziesz. To przeciez nie ty wsadziles mamie raka do organizmu.
Poczucie winy sa normalnym objawem w zalobie.

Z wlasnego doswiadczenia powiem ci tyle, ze nagle pogorszenie sie stanu z minuty na minute to niestety typowe objawy odchodzenia. Moj kuzyn o 15 mial dialize o 18 jeszcze echo serca a o 22 juz nie zyl. Wszystko tego samego dnia.

Nie mozemy sie winic za to ze nie mamy takiej mocy uzdrawiania.

Byc moze u Twojej mamy po tej chemii nastapila "liza guza" czyli zespol rozpadu guza.
Z pwnoscia nie bylo w tym Twojej winy.
Powiem Ci jeszcze jedna rzecz
badz przygotowany na to ze zaczniesz po pewnym czasie byc zly na twoja mame. Zaczniejsz miec do niej pretensje , ze odeszla ze cie zostawila> bedziesz na nia wsciekly. - To tez normalny objaw zaloby. trzymaj sie - wiem co przezywasz, ja mam to samo od tygodnia.
Duzo sily.
Trzymaj sie.

[ Dodano: 2018-02-16, 13:48 ]
dzien napisał/a:
Kiedy mama umierała a jej oddech stawał się coraz trudniejszy, miała otwarte oczy. Cały czas mówiłem jej, że ją kocham i żeby się nie bała, bo jestem przy niej. Trzymałem ją za rękę


i ten moment paradoksalnie powinien byc dla ciebie nagroda. To wielki dar mimo iz bolesny ale jednak dar, moc towarzyszyc biskim przy odejsciu trzymac ich za reke.
Dotknales misterium odchodzenia, odprowadziles twoja ukochana osobe na tamten swiat. To najpiekniejsze co mozna zrobic za wszystkie lata troski jaka ciebie obdarzala Twoja mama. Byc z nia i przeprowadzic ja na druga strone trzymajac za reke.

[ Dodano: 2018-02-16, 13:54 ]
dzien napisał/a:
Wiem też, że nawet gdyby mama żyła dłużej, mogłaby cierpieć bardziej. To wszystko gdybanie, którego nie mogę się pozbyć w czasie żałoby, tak samo jak obwiniania się.


to nie gdybanie - to medyczny fakt. Mialem dokladnie te same odczucia i nawet pytalem lekarza dlaczego w razie odchodzenia nie beda reanimowac.
Powiedzial ze w takich sytuacjach uporczywa terapia jest nieetyczna, przedluza cierpienie chorego a nie pomaga mu w ogole wyzdrowiec i nie wyleczy go gdyz chory umierajacy w agonii przekracza tzw. moment bez powrotu po ktorym juz nic sie nie da zrobic.
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


logo

Statystki wizyt z innych stron
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group