DUM SPIRO-SPERO Forum Onkologiczne Strona Główna

Logo Forum Onkologicznego DUM SPIRO-SPERO
Forum jest cz?ci? Fundacji Onkologicznej | przejdź do witryny Fundacji

Czat Mapa forum Formularz kontaktowyFormularz kontaktowy FAQFAQ
 SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  AlbumAlbum
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Signet ring cell carcinoma rak zoladka zlosliwy przerzuty
Autor Wiadomość
prezesowaaa 


Dołączyła: 03 Wrz 2017
Posty: 14

 #1  Wysłany: 2017-09-03, 08:56  Signet ring cell carcinoma rak zoladka zlosliwy przerzuty


Czesc. Kilka dni temu moj maz otrzymal przerazajaca diagnoze - zlosliwy rak zoladka z przerzutami do wezlow chlonnych oraz przerzutem pepkowym marie joseph (singet ring cell carcinoma). Przez 3 miesiace chodzil do gastroenterologa i innych specjalistow ktorzy bagatelizowali wyniki tomografii, usg jamy brzusznej czy pepka... A tam byly juz widoczne zmiany. Niestety lekarze traktowali meza niczym hipochndryka.
Wiem ze nowotwor nie jest typowy. Dodatkowo jest to 4 stadium. Choroba uderzyla doslownie z dnia dzien. Zylismy normalnie - w miare zdrowe jedzenie (jezeli w naszym kraju cos takiego istnieje wogole...) sport, brak uzywek.
Maz zostal skierowany na chemie. Jezeli organizm zareaguje dobrze jest szansa na operacje usuniecia zoladka. Nie duza ale jest.
Jestesmy bardzo mlodzi, dopiero zaczynamy zycie... Spodziewamy sie dziecka...
Czy ktos mial podobny przypadek? Czy jest choc cien szansy? Przeciez czasem cuda sie zdarzaja i ludzie wychodza z najciezszych przypadkow... Jestem zalamana, choc przy mezu staram sie byc twarda aby widzial ze walcze. Zeby sie nie poddal.
Moze ktos z was bedzie mogl doradzic co mozemy zrobic, co zmienic, gdzie sie zglosic... Jestesmy z krakowa, ale pojade chocby na koniec swiata zeby tylko moj maz byl ze mna i naszym maluszkiem.
 
fijałka 


Dołączyła: 23 Lis 2014
Posty: 119
Pomogła: 4 razy

 #2  Wysłany: 2017-09-03, 10:58  


Witaj kochana, napisz wiecej szczegółów, tu są wspaniali ludzie, ktoś Was pokieruje.
Niestety z tego co tu napisałas, że jest to 4 stopień, to znaczy, że choroba jest bardzo zaawansowana i nie ma raczej szans na wyleczenie.
Jak się czuje mąż? W jakim jest wieku?
 
prezesowaaa 


Dołączyła: 03 Wrz 2017
Posty: 14

 #3  Wysłany: 2017-09-03, 11:09  


Maz ma 30lat. Czuje się w miarę dobrze. Na razie nie odczuwa bólu. Gorzej z samopoczuciem - boi się śmierci, boi się o mnie i o dziecko. Nie może uwierzyć w to co go spotkało.
W załączniku dodałam chyba najważniejsze części z dokumentacji.







Screenshot_2017-09-03-12-06-17.png
Pobierz Plik ściągnięto 7230 raz(y) 1,08 MB

Screenshot_2017-09-03-12-04-46.png
Pobierz Plik ściągnięto 7747 raz(y) 1,08 MB

Screenshot_2017-09-03-12-05-10-1.png
Pobierz Plik ściągnięto 7259 raz(y) 1,68 MB

 
fijałka 


Dołączyła: 23 Lis 2014
Posty: 119
Pomogła: 4 razy

 #4  Wysłany: 2017-09-03, 13:45  


Oj bardzo źle to wygląda :( musicie przygotować się na najgorsze. Starajcie się zorganizować hospicjum domowe. Ściskam Cię kochana bardzo mocno. Bądź przy mężu, ale i uważaj na siebie. W którym jesteś tc?
 
prezesowaaa 


Dołączyła: 03 Wrz 2017
Posty: 14

 #5  Wysłany: 2017-09-03, 14:39  


21tc. Naprawde jest az tak zle? Nie ma zadnych szans? Nawet chemia nie da zadnuch szans??
 
fijałka 


Dołączyła: 23 Lis 2014
Posty: 119
Pomogła: 4 razy

 #6  Wysłany: 2017-09-03, 15:11  


Ja nie chciałabym się wypowiadać, aby przypadkiem nie wprowadzić Ciebie w błąd. Zaraz pewnie wypowie się ktoś kompetentny.
Ja mogę tylko Ci napisać co mi mówiono gdy mój brat chorował na raka żołądka. Jak chcesz możesz napisać do mnie na priv.
 
marzena66 
MODERATOR



Dołączyła: 13 Lip 2014
Posty: 9806
Skąd: gdańsk
Pomogła: 1753 razy


 #7  Wysłany: 2017-09-03, 16:55  


Cytat:
Signet ring cell carcinoma
- Rak pierścieniowy Signet (SRCC) jest rzadką formą bardzo złośliwego gruczolakoraka.
prezesowaaa, niestety nie jest dobrze, rak żołądka, pakiet powiększonych węzłów chłonnych, w których najprawdopodobniej również są przerzuty raka, T4, wysoko więc zaawansowanie niestety bardzo duże.
prezesowaaa napisał/a:
Zylismy normalnie - w miare zdrowe jedzenie ......

Ten rodzaj raka jest często spowodowany przez mutacje w genie i jedzenie czy zdrowe życie nie będzie miało większego znaczenia.
prezesowaaa napisał/a:
Maz zostal skierowany na chemie. Jezeli organizm zareaguje dobrze jest szansa na operacje usuniecia zoladka.

To fakt, na razie szanse na operacje są małe, dużo zależy jak mąż zareaguje na leczenie. Niestety ale ten typ raka ma dość słabą skuteczność leczenia chemioterapią ale nie można niczego przesądzać i trzeba mieć nadzieję.

prezesowaaa napisał/a:
Naprawde jest az tak zle? Nie ma zadnych szans?

Na prawdę jest źle ale póki są możliwości leczenia trzeba wierzyć, że są jakieś szanse może nie na całkowite wyleczenie ale zatrzymanie choroby na jakiś czas. Musisz mieć jednak świadomość, że choroba męża jest bardzo poważna, zaawansowana i niestety dość agresywna.

Przykro mi, że nie mam dla Ciebie lepszych informacji, życzę Wam obojgu dużo sił, jednocześnie uważaj na siebie bo nosisz w sobie Wasz wielki skarb, pozdrawiam serdecznie i witam Cię a forum.
 
prezesowaaa 


Dołączyła: 03 Wrz 2017
Posty: 14

 #8  Wysłany: 2017-09-04, 07:05  


Dziekuje za wszystkie odpowiedzi. Rozumiem jakie jest ryzyko, staram sie przygotowac psychicznie ze moze byc roznie, chociaz nie rozumiem dlaczego nas to spotkalo. Mimo to nie poddam sie i nie pozwole mezowi zeby sie poddal. Bedziemy walczyc oboje, ile tylko starczy sil. Musi walczyc. Dla naszego dzidzka.

W kazdym razie dziekuje wszystkim za odpowiedzi. Postaram sie akutualizowac nasze poczunania. Moze troche kiedys ktos bedzie szukal informacji.
 
marzena66 
MODERATOR



Dołączyła: 13 Lip 2014
Posty: 9806
Skąd: gdańsk
Pomogła: 1753 razy


 #9  Wysłany: 2017-09-04, 15:27  


prezesowaaa napisał/a:
chociaz nie rozumiem dlaczego nas to spotkalo.

Moglibyśmy kochana wszyscy na tym forum powiedzieć to samo. Walczymy sami z własną chorobą, walczymy o własne dzieci, żony, mężów, rodziców, dziadków i każdy z nas może zadać to samo pytanie tylko nikt nie dostanie odpowiedzi bo takiej nie ma. Nikt nie wie, kiedy i kogo dopadnie choroba, może się przytrafić niestety każdemu bez względu na wiek i sposób życia.
prezesowaaa napisał/a:
Mimo to nie poddam sie i nie pozwole mezowi zeby sie poddal

Ależ oczywiście, że trzeba walczyć, póki są jakiekolwiek szanse nawet najmniejsze trzeba próbować, póki lekarze mają propozycje leczenia trzeba z tego korzystać. Wspierajcie się wzajemnie i nie myślcie co będzie za jakiś czas, żyjcie tym co jest teraz podchodząc zadaniowo do choroby.

Dużo sił dla Was, pozdrawiam.
 
Iwonalaura 


Dołączyła: 28 Paź 2016
Posty: 1

 #10  Wysłany: 2017-09-06, 05:25  


Co u Was prezesowaa?

Coś idzie do przodu?

Ściskam wirtualnie, musiałam sie zalogować.
Masz ode mnie całe stosy Ciepłych i wspomagających myśli!
Zawsze jest nadzieja!!
 
prezesowaaa 


Dołączyła: 03 Wrz 2017
Posty: 14

 #11  Wysłany: 2017-09-06, 18:25  


Dzisiaj bylismy w instytucie onkologii. W zyciu nie sadzilam ze osoba chora moze byc traktowana jak intruz. Termin na przyjecie do szpitala za dwa tygodnie. Z wielka laska. Zalamujace.

Bedziemy probowac jeszcze w innym szpitalu, bo bylismy na konsultacji u jednego ze znanych krakowskich profesorow. Powiedzial ze idealnie nie jest (glownie chodzi o gromadzacy sie plyn) ale mamy myslec pozytywnie i nie poddawac sie bo wiele zalezy od postawy.

Oczywiscie wlaczamy diete warzywno-kaszowa. Miesko wyszukane z wlasnej hodowli (bardzo male ilosci). Oprocz tego aloe vera, pestki moreli, sielmie lniane - nie wiem czy to cos da ale moze warto sprobowac? Tonacy brzytwy sie chwyta wiec juz nic do stracenia nie mamy.

Probuje zalozyc subkonto w fundacji - tak nam doradzono, bo nigdy nie wiadomo co przyniesie jutro.

Boje sie. Bardzo sie boje kazdego kolejnego dnia. Ale staram sie nie poddawac. Moze nam sie uda, kto wie...
 
gaba 
PRZYJACIEL Forum


Dołączyła: 18 Kwi 2010
Posty: 3273
Skąd: warszawa
Pomogła: 1769 razy

 #12  Wysłany: 2017-09-06, 18:55  


Jak tonący brzytwy się chwyta to kiedyś znalazłam taki przepis: zupka z fasoli mung gotowana z wkrojonymi suszonymi grzybami shitake (tylko pieprz ziołowy)- jeść codziennie niedużą porcję. To nie kaleczy

Pestki moreli raczej wyrzuć - podrażniają żołądek

Konsultuj szeroko czy na pewno nie byłoby celowe włączenie chemii przed operacją
_________________
sprzątnięta
 
fijałka 


Dołączyła: 23 Lis 2014
Posty: 119
Pomogła: 4 razy

 #13  Wysłany: 2017-09-06, 20:12  


Ściskam Was mocno :tull: :tull:
 
marzena66 
MODERATOR



Dołączyła: 13 Lip 2014
Posty: 9806
Skąd: gdańsk
Pomogła: 1753 razy


 #14  Wysłany: 2017-09-06, 21:05  


prezesowaaa napisał/a:
Termin na przyjecie do szpitala za dwa tygodnie. Z wielka laska

Ja wiem, że jak coś się złego dzieje to chcemy, już zaraz i pewnie tak powinno być ale nie jest ale uwierz, że dwa tygodnie to na prawdę nie jest długi termin. Na pewno nie powinno to być z łaski, tylko musi mąż przejść diagnostykę i leczenie i to żadna łaska.

Trzymajcie się, życzę sił.
 
Rafus 



Dołączył: 21 Sie 2015
Posty: 151
Pomógł: 28 razy

 #15  Wysłany: 2017-09-09, 09:28  


Miejcie w sobie nadzieję. Może chemia zaskoczy i dojdzie do takiego zmniejszenia masy guzów, że będzie możliwa jeszcze operacja. Rak sygnetokomórkowy oprócz tego, że jest bardzo złośliwy jest też nieprzewidywalny w swoim rozwoju. Walczcie z chorobą i żyjcie normalnie, cieszcie się sobą, kochajcie się. Tylko w taki sposób dacie gadzinie znać, że się nie poddajecie, że walczycie i że Wasze życie nie zostało zagarnięte przez raka. Bierzcie na klatę i nie zadawajcie sobie pytania "czemu ja?" Na nie nigdy nie ma odpowiedzi i ono nic nie wnosi w Wasze życie.
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


logo

Statystki wizyt z innych stron
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group