Moj tata miał założoną jejunostomie i karmiliśmy go dojelitowo. Takie karmienie nie jest tanie bo dieta wysokokaloryczna będzie kosztowała około 500 zl miesięcznie. Od 2007 roku jest to dofinansowanie od NFZ, ale niestety trzeba mieć w wypisie ze szpitala skierowanie na oddział Kliniczny Żywienia i Chirurgii. Później trzeba czekać około 4-6 tygodni w kolejce(szpital w wawie). Moj tata nie doczekał , radze wiec ludziom którzy maja chorobę układu pokarmowego aby wraz z początkiem problemów z przełykaniem zarezerwowali miejsce w szpitalu. To nie wyleczy nowotworu, jedynie troszkę polepszy stan chorego.
ALaska - a może objawy Twojej mamy są spowodowane działaniem leków i chemioterapii ?
alaska
Dołączyła: 18 Sty 2011 Posty: 23 Pomogła:2 razy
moja mama ostatnia chemie wziela na poczatku grudnia. Jej stan byl do poczatku stycznia dobry, chodzila, gotowala. Ale potem dostala okropnych boli glowy, po ktorych zaczela miec problemy z mowa, swiadomoscia i obsluga prostych urzadzen, jak np telefon. Ten stan psychiczny pogarszal sie z dnia na dzien, potem zlamala noge i trafila do szpitala, od 3 tygodni jest w domu i jej stan jest okreslany przez lekarza domwego jako terminalny, dlatego nie sadz, ze to skutki chemii albo lekow.
Ostatnio mecza ja dziwne skurcze, wykreca jej cialo i robi sie czerwona, nie wiemy co to jest, lekarze z pogotowia podali mamie relanium, ale nie pomoglo. Morfina tez nie pomaga, skurcze caly czas sa obecne . Od 2 dni praktycznie nie znikaja, chwytaja ja co 5 minut a my tylko probujemy mame uspokoic, bo lekarze stweirdzili, ze to normalne przy przerzutach do mozgu i ze tak juz bedzie i oni nic tu juz nie pomoga!!!
... Morfina tez nie pomaga, ... ze tak juz bedzie i oni nic tu juz nie pomoga!!!
Bzdura, mama jest dobrze nawodniona Pytam, bo podobno przy kiepskim nawodnieniu organizmu chorego morfina nie działa jak należy. O leczeniu bólu nie gadaj z lekarzem pogotowia, czy kimś takim, bo on nie od tego. Poszukaj pomocy w poradniach leczenia bólu lub hospicjach, ci lekarze mają znacznie większą wiedzę na temat "leczenia" bólu. Przeczytaj ten: [Gazeta.pl : Error 404 artykuł.
Witam. Alaska mysle ze z hospicjum lekarz by przepisal cos na te skurcze. Moj brat mial podobne, chwytalo go to co jakis czas, nie tak czesto jak twoją mame ale spinal sie caly i tez tak jakby nim wykrecalo i wtedy byl nie swiadomy, glaskalam go i mowilam do niego, po chwili puszczalo. Odkad hospicjum u Nas bylo to przepisalo leki na to i ustapilo. Trzymaj sie! sciskam.
Kochani. dzis znow wzywalismy pogotowie, oddech mamy byl bardzo plytki i przyspiesony. Lekarz z pogotowia zbadal mame obejrzal jej karte i poweidzial, ze lewego pluca juz nie ma i dlatego mamma ma klopoty z oddychaniem. Potem powiedzial, ze to jest stan agonalny i mamy mu powiedziec co ma robic. Ja poprosilam go zeby mamie pomogl, zeby nie cierpiala, wstrzyknieto jej 8mg dexavenu i sie uspokoila. Teraz spi caly czas.
Od 4 tygodni slysze od lekarzy ze to juz stan agonalny, ile trwa taki stan? Ja zawsze myslalam, ze agonia to ostanie dni zycia, a to juz trwa od tygodni...Mama nadal dostaje 1 litr plynow dozylnie i jest od 4 tygodni nieswiadoma, nie reaguje na bodzce z zewnatrz- jak lalka.
Lekarz rodzinny stwierdzil, ze mama nie moze urzec z lodu i pragnienia i dlatego podaje jej kroplowki. DSS a co sadzisz o postawie lekarza z pogotowia? Powinnam go byla poprosic aby nic nie robil i dal mamie odejsc? Ale ona sie meczyla??
alaska, jak czytam o Twojej Mamusi włos mi się jeży na głowie.
Jestem wdzięczna losowi, że trafiłam na lekarkę- mądrą kobietę, która radziła na nawadniać Mamy. Nie wyobrażam sobie aby miała dodatkowo tak cierpieć. Podawaliśmy kroplówki tylko, dwa dni i tylko 0,250 l., podskórnie. Teraz widzę, że dobrze się stało, że nie dłużej. Myślę, że wpływ miał na to czas, gdyby były dożylnie (które zlatują szybciej) to pewnie byśmy podawali dłużej, a podskórnie robi się balon i szła taka kroplówka jakieś 3 godz.- nie chciałam na tak długo Mamy obarczać.
Trzymaj się, życzę dużo siły i oby Mamusia nie cierpiała.
_________________ Nie rezygnuj z nadziei, nie daj się ponieść rozpaczy z powodu tego, co się stało. Opłakiwanie tego, co nie wróci, co zostało stracone bezpowrotnie, jest najgorszą z ludzkich słabości.
Mama dzis miala kolejne dwa ataki dusznosci, podalismy morfine i sie uspokoila. Zupelnie nie wiem co robic, czy mam wzywac pogotowie za kazdym razem kiedy mama ma ataki, czy mama jeje nadal podawac morfine i miec nadzieje, ze szybko ustana?
Podobno mozna tez podawac choremu tlen i jakies srodki uspokajajace w szpitalu oczywiscie, zeby umniejszyc cierpienie w umieraniu. Prosze pomozcie, ja juz nie wiem do kogo sie zglaszac i co robic, mama wrazenie, ze lekarze u nas sa zupelnie niekompetentni i bez serca. W poniedzialaek mama ma miec pobrana krew a potem we wtorek bedzie lekarz- jak sobie radzic do wtorku???
Alasko
Przykro mi potwornie, ale nie potrafie pomóc:(
Wiem, że sa koncentratory tlenu - można kupić, albo wypożyczyć...
Nie pojmuję, że żaden dr nie potrafi Mamie ulżyć cierpieniu, by odeszła w miare spokojnie i bez bólu...
Alasko, czytam co piszesz i płaczę. Można powiedzieć, że ja mam to już za soba. Bądź dzielna kochana, trudne chwile przed tobą. Dobrze, że jesteś przy mamusi.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum