1. Link do strony z możliwością wsparcia forum:
https://pomagam.pl/forumdss_2020_22

2. Konta nowych użytkowników są aktywowane przez Administrację
(linki aktywacyjne nie działają) - zwykle w ciągu ok. 24 ÷ 48 h.

DUM SPIRO-SPERO Forum Onkologiczne Strona Główna

Logo Forum Onkologicznego DUM SPIRO-SPERO
Forum jest cz?ci? Fundacji Onkologicznej | przejdź do witryny Fundacji

Czat Mapa forum Formularz kontaktowyFormularz kontaktowy FAQFAQ
 SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  AlbumAlbum
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: DumSpiro-Spero
2013-04-06, 19:58
Żałoba
Autor Wiadomość
Aniaha 
PRZYJACIEL Forum



Dołączyła: 21 Mar 2010
Posty: 655
Skąd: trzeci swiat
Pomogła: 136 razy

 #16  Wysłany: 2011-08-20, 21:31  


Moj tato zmarl na ziarnice ponad dwadziescia lat temu. Z tej perspektywy oczywiscie pogodzilam sie z jego odejsciem, ale... nadal czasem za nim tesknie. Chcialabym z nim porozmawiac, poradzic sie, zwyczajnie - spedzic razem czas.

To odchodzenie wpisane jest w nasze zycie, niby o tym wiemy, ale to tak bardzo boli...

Moja ciocia dwa lata temu stracila meza. Rok po diagnozie - rak pluc. Wielka bohaterka walczaca o kolejne tygodnie, o jakosc zycia swojego ukochanego mezczyzny. I nagle stala sie slaba i bezbronna jak dziecko. Przeszla wszystkie etapy zaloby, pomocna okazala sie jej starsza siostra, a moja mama. Ale pamietam, ze patrzylam na nia i myslalam - jak ona strasznie cierpi. I mimo, ze nie jest sama w swym cierpieniu, jest otoczona ludzmi ja kochajacymi, w jej oczach widzialam taka bezgraniczna samotnosc. Nikt z bliskich nie byl w stanie jej zrozumiec.

Gdy uzyskalam remisje calkowita i przylecialam do Polski, ciocia bardzo lgnela do mnie. Szukala kogos, kto wyslucha jej ze zrozumieniem i kogo nie przerazaja opowiasci "onkologiczne". Spedzilysmy razem wspaniale chwile, opowiadajac sobie na wzajem o kroplowkach, naswietlaniach, obgadujac lekarzy ;) Widzialam, ze cierpienie nauczyla ja jednego - nie podgrzewala w sobie zlych emocji, starala sie zatrzymac w pamieci wszystko co dobre (ale to bylo juz rok po smierci jej meza, byl to juz moment pogodzenia sie). Przekazala mi ktoregos dnia wszystkie ksiazki "branzowe"- od Durczoka do Armstronga ;) I widzialam, ze sprawilo jej duza przyjemnosc, ze ida w rece kogos, kto rozumie. Stalysmy sie sobie bardzo bliskie.

Z czasem moja ciotka nauczyla sie zyc nowym zyciem. Nadal teskni, cierpi jednak duzo mniej, jest aktywna.

Nie da sie przeskoczyc z jednego etapu zaloby do drugiego. Wszystko musi sie odbyc w swoim czasie. Dobrze, za mozecie tutaj sie spotkac, poplakac razem i pocieszyc. Warto tez zadbac o siebie w swiecie mniej wirtualnym, sygnalizowac wyraznie i z taktem swoje potrzeby wobec tych, ktorzy zostali.
Sciskam Was wszystkie bardzo mocno. ::rose::
_________________
jest dobrze
http://raknieborak-aniaha.blogspot.com/
 
Mark 
PRZYJACIEL Forum



Dołączył: 25 Sty 2010
Posty: 361
Skąd: Polska
Pomógł: 149 razy

 #17  Wysłany: 2011-08-21, 21:37  


Mój post nie dotyczył nikogo konkretnie, bo ... nikogo z was nie znam w realu, a gdybym znał to może starałbym się jakoś pomóc. Zgadzam się, że każdy inaczej przeżywa żałobę, ale należy odróżnić pamięć o zmarłym od żałoby. To nie to samo, mam chyba jeszcze gdzieś książkę z fraszkami Sztautyngera, który napisał "jak atutowy as zabija wszystko czas". To prawda. O ile żałoba "nie pozwala" nam cieszyć się doczesnością, o tyle pamięć już tak. Nie ganię nikogo za "celebrowanie" żałoby, uważam jednak, że przeżywanie jej z co dzień zmniejszającym się natężeniem i powrót do życiowej codzienności jest normalne. Myślę zresztą, że żałobę znacznie bardziej przeżywają osoby bardzo blisko związane ze zmarłym, czy też takie, które się nim opiekowały przez trwającą dłużej chorobę oraz w jakiś - dobry/zły - sposób od niej uzależnione ( np. psychicznie ). Długa opieka nad chorym psychicznie uzależnia opiekuna od chorego i poza tym, że "złe" uzależnienie faktycznie niewiele można pomóc opiekunowi, bo taka sytuacja rodzi się zazwyczaj wtedy, gdy ów opiekun jest faktycznie jedynym "dostępnym" opiekunem. Znam takie sytuacje i wiem, że nie wpływa to dobrze na kondycję psychofizyczną opiekuna. Tego stanu nie należy mylić z żałobą.

ps. Piszę oczywiście we własnym imieniu, może powinien wypowiedzieć się jakiś psycholog piszący na forum ? Naprawdę wam współczuję i wiem co przeżywacie, choć pewnie macie ku temu wątpliwości.
_________________
c'est la vie
 
 
aneri 


Dołączyła: 29 Mar 2011
Posty: 121
Skąd: Bydgoszcz
Pomogła: 9 razy

 #18  Wysłany: 2011-08-22, 08:03  


Zgadzam się z tym co napisały Gosiaczek, Katarzynka, Kruszynka - czas żałoby to bardzo indywidualna sprawa, każdy przeżywa go na swój sposób i w odpowiednim dla siebie czasie. Wg. nie można mówić, że żałoba trwa rok bo co po tym roku? następnego dnia mamy zachowywać sie jakby nic się nie stało? nie wyobrażam sobie tego. Tęsknotę za ukochaną osobą będziemy odczuwać już zawsze, ciągle będziemy o tej osobie pamiętać - zresztą nie wyobrażam sobie żeby było inaczej, to przecież były dla nas najbliższe osoby. Z pewnością ta tęsknota i wspomnienia będę z czasem się zmieniały ale zawsze będą. Od śmierci mojego Taty za 2 dni miną 3 miesiące i to wszystko jest bardzo świeże, cały czas przypominają mi się wydarzenia z czasu jego choroby, przypominam sobie praktycznie dzień po dniu co się wydarzyło ale nie uważam tego za coś złego. Pewnie z czasem do tych wspomnień będą dochodziły również inne, z czasów kiedy Tata nie był chory ale to pewnie później bo teraz te z ostatnich miesięcy są dominujące.
A wizyty na tym forum są przynajmniej dla mnie pewnego rodzaju terapią, spotykam tutaj ludzi, którzy przeżywają to co ja. Teraz dla mnie temat choroby Taty i cierpienia po Jego śmierci jest tematem nadrzędnym, tylko o tym myślę, jakos nie bardzo potrafię rozmawiac na inne tematy ( może jeszcze nie czas na to) , wolę więc wygadać się na forum niż kolejny raz opowiadać to samo moim znajomym.
Wg. mnie łatwiej zrozumieć to co my teraz przeżywamy osobie, która przeżyła to samo dlatego zaglądam na forum.

gorąco pozdrawiam
 
drMarta 
Psychoonkolog



Dołączyła: 06 Cze 2011
Posty: 92
Skąd: Warszawa
Pomogła: 89 razy

 #19  Wysłany: 2011-08-22, 09:54  


Tak właśnie można myśleć o żałobie – jak o procesie, który trwa zazwyczaj od roku do dwóch lat. Ramy czasowe są jednak umowne.

Uczucia towarzyszące żałobie (smutek, tęsknota, żal, przygnębienie) nie znikają ot tak pewnego dnia. Raczej z czasem coraz więcej jest przeżywania zmarłej osoby przez pryzmat wszystkich dobrych chwil razem, wspomnienie zabawnych sytuacji, typowych dla tej osoby „powiedzonek” czy zachowań.

To trochę tak, jakby na początku wspomnienia były bolesne (zwłaszcza te związane z chorowaniem), towarzyszyły im łzy. Z czasem przez łzy zaczyna wychodzić nieśmiały uśmiech do dawnych dni i czasu spędzonego wspólnie. W uczuciach może się pojawić wdzięczność (że osoba ta była z nami) oraz poczucie dumy czy siły na resztę życia (skoro on/ona nie poddał/a się tak łatwo, ja też się nie poddam).

W psychologii żałobę rozumie się jako wycofanie energii psychicznej z obiektu, jakim była utracona osoba. Tym samym żałoba dotyczy tylko osób, z którymi jesteśmy związani – jakby określił to Freud – inwestowaliśmy naszą energię psychiczną w te właśnie osoby/obiekty. Z drugiej strony symboliczna więź z bliską osobą nigdy się nie kończy a trwa w zmienionej formie. Symbolicznie nadal pozostaje wyobrażenie osoby, która odeszła. Utkane ze wspomnienia jej głosu, uśmiechu, dotyku, zapachu. Dlatego nawet wiele lat po odejściu osoby bliskiej możliwe jest głębokie wzruszenie i tęsknota w szczególnych okolicznościach – podczas Świąt, urodzin tej osoby itp. Jest to w pełni normalne.

Wiem, że bywają dni, gdy tęsknota jest tak wszechogarniająca, że trudno znaleźć siły by zająć się zwykłą codziennością. Nie należy się oszukiwać, życie po odejściu bliskiej osoby nie będzie takie samo, jak kiedyś. Będzie inne, co nie znaczy gorsze czy lepsze.

Wiedząc jak bardzo bliscy walczyli o swoje zdrowie i życie, nie pozostaje nam nic innego, jak tylko żyć.
_________________
dr Marta I. Porębiak
http://www.ipsycholog.com
 
Mark 
PRZYJACIEL Forum



Dołączył: 25 Sty 2010
Posty: 361
Skąd: Polska
Pomógł: 149 razy

 #20  Wysłany: 2011-08-23, 07:10  


... a wy z tym rocznym terminem, przypięłyście się jak "rzep psiego ogona". Roczny czas żałoby to oczywiście zwyczaj, ale co do zasady wydaje się być to wystarczająco długi termin do tego, by po zmarłym pozostała należna mu pamięć, a wy mogłybyście wrócić "do życia".
_________________
c'est la vie
 
 
skorupka 


Dołączyła: 28 Lip 2011
Posty: 88
Skąd: zachodniopomorskie
Pomogła: 7 razy

 #21  Wysłany: 2011-08-23, 20:18  


..,mój tata nie żyje od ponad roku.Wiem,że zrobiłyśmy z mamą wszystko,co było możliwe,ale wiadomo ,dla najbliższych zawsze za prędko..Jego niewyobrażalne cierpienie sprawiło,że sama siebie pocieszałam,że już nie cierpi.W ciągu niecałych3 miesięcy schudłam 15 kg
na wiosnę okazało się ,że mam czerniaka,gdzieś czytałam,że ten rak uaktywnia sie pod wpływem stresu
nie wierzę ,że tata chciałby takich moich kłopotów
w mich stronach dzieci i żona noszą żałobę przez rok:na czarno i bez imprez,to małe miasteczko więc każdy wie co jest grane
ale następnego dnia po magicznym terminie nic się nie zmienia
żal ciągłe pozostaje,tęsknota,a nawet ciągła obecność-"tacie nie spodobałoby się to...."
do normalnego życia wróciłam dawno,ale...
byłam w niedzielę w kościele i był pan,który tak jakoś złapoł swoją córeczkę,że w tym geście zobaczyłam tatę,z trudem powstrzymałam łzy
a mój tatko był serdecznym,ciepłym człowiekiem,często przytulał
moin zdaniem żałoba to niewyobrażalna tęsknota za tym kimś,a na to nie ma terminu
 
Mark 
PRZYJACIEL Forum



Dołączył: 25 Sty 2010
Posty: 361
Skąd: Polska
Pomógł: 149 razy

 #22  Wysłany: 2011-08-25, 19:38  


... bo rok to nie żaden magiczny termin, tylko pewien standard, może nawet tylko skrót myślowy. By ktokolwiek chciał wreszcie porzucić żałobę musi chcieć. Podtrzymuję swoje zdanie, że zbyt długa żałoba wymaga interwencji, chociażby terapeutycznej.
_________________
c'est la vie
 
 
maganana 
PRZYJACIEL Forum


Dołączyła: 12 Kwi 2009
Posty: 241
Skąd: Bytom
Pomogła: 39 razy

 #23  Wysłany: 2011-08-26, 07:27  


U nas było 2 lata w maju. Tak jak u skorupki żałoba u nas trwa dokładnie tak samo czyli rok w czerni. Ja i moja mama tak chodziłyśmy ubrane.
Moja ciocia a mamy siostra od czasu do czasu mnie pytała co u mamy, jak się ma.
Odpowiadałam jej za każdym razem to samo "że chodzi codziennie na cmentarz,że nadal bardzo przeżywa" Na to ona " Przecież minął już rok,minęły już dwa lata ile można, powinna już przestać" Rodzona siostra mojej mamy tak powiedziała. Ale to nie jedyna osoba, dużo ludzi mi mówi ,że minęły już dwa lata to ....terfe fere bere. Tak właśnie jakby było w umowie że rok i koniec cierpienia żałoby czas normalności. To absurd!Każdy jest z Nas inny,inny ma charakter, osobowość...Uważam że to nasza indywidualna sprawa jak długo będzie trwała żałoba,smutek a kiedy zacznie się rzeczywistość,normalność o ile można to tak nazwać
_________________
Pozdrawiam
Marzena
 
 
granda 
PRZYJACIEL Forum


Dołączyła: 30 Cze 2011
Posty: 227
Pomogła: 20 razy

 #24  Wysłany: 2011-08-26, 09:37  


Ja żałobę noszę w sercu. Nie muszę ogłaszać jej całemu światu. Nie muszę być w czerni. Na przekór wszystkiemu co rano wyciągam te NIE czarne ubrania (chociaż czarnych jest mnóstwo). JA chcę żyć, chcę żyć jak mogę najlepiej, najpiękniej i najintensywniej. Wiem, że tego chciałaby moja Mama. Ona tak właśnie żyła. Dopóki mogła. Rzeczywistość i normalność trwają po prostu. Cały świat wokół nas funkcjonuje bez zmian.
W moim sercu żałoba pozostanie do końca życia, bo Mama była i jest częścią mnie. Ale nie zamierzam obnosić się z żałobą. Wypłakuję się najbliższym, nie całemu światu.
Nie chcę, żebyście mnie źle zrozumieli, bo nie jest tak, że mnie nie boli, nie cierpię.... Boli przeraźliwie. Ale to jest moje. Wręcz intymne.

I jeszcze jedno, chyba już pisałam tu na forum o tym - ja we wszystkim staram się znajdować pozytywy. I pozytywem tej piekielnej choroby jest to, że dany jest nam czas na przygotowanie się do śmierci najbliższych. Na pożegnanie. Na intensywne przeżycie pozostałego do końca czasu. Na przygotowanie się na rozstanie. I na pogodzenie się ze śmiercią. Bo taka kolej rzeczy.
_________________
"Ważne jest nie to, co ze mną zrobiono, lecz to co ja sam zrobiłem z tym, co ze mną zrobiono"
 
JustynaS1975 
Administrator



Dołączyła: 24 Cze 2011
Posty: 12614
Skąd: Warszawa
Pomogła: 2742 razy


 #25  Wysłany: 2011-08-26, 09:53  


granda napisał/a:
I jeszcze jedno, chyba już pisałam tu na forum o tym - ja we wszystkim staram się znajdować pozytywy. I pozytywem tej piekielnej choroby jest to, że dany jest nam czas na przygotowanie się do śmierci najbliższych. Na pożegnanie. Na intensywne przeżycie pozostałego do końca czasu. Na przygotowanie się na rozstanie. I na pogodzenie się ze śmiercią. Bo taka kolej rzeczy.

Również sam chory może przygotować się na rozstanie, na pożegnanie, na to co kiedyś będzie nieuniknione (wcześniej czy później, to co spotka każdego z nas), na intensywne i świadome przeżycie danego (darowanego) czasu.
Kiedyś przeczytałam wywiad z jakimś człowiekiem Wschodu i zapamiętałam jego motto:
Wczoraj to przeszłość, dziś to DAR, jutro to tajemnica.
granda, podobają mi się Twoje wpisy. Wydajesz mi się osobą świadomą, która potrafi wyciągnąć lekcje z tego co doświadczasz. Refleksyjną.

Zresztą Twój 'podpis' jest wiele mówiący:
Cytat:
"Ważne jest nie to, co ze mną zrobiono, lecz to co ja sam zrobiłem z tym, co ze mną zrobiono"

Fakty są takie jakie są. Czasami nie możemy zmienić faktów. Ale możemy zmienić myślenie o tym co nas spotyka, o faktach.
_________________
Człowiek ma dwa życia. To drugie zaczyna się wtedy, gdy zrozumiesz, że życie jest tylko jedno.
Choroba moim nauczycielem, nie panem.
 
granda 
PRZYJACIEL Forum


Dołączyła: 30 Cze 2011
Posty: 227
Pomogła: 20 razy

 #26  Wysłany: 2011-08-26, 09:58  


JustynaS1975, Dziękuję za miłe słowo :)
JustynaS1975 napisał/a:
Wczoraj to przeszłość, dziś to DAR, jutro to tajemnica.

Piękne. I prawdziwe. Muszę zapamiętać.
_________________
"Ważne jest nie to, co ze mną zrobiono, lecz to co ja sam zrobiłem z tym, co ze mną zrobiono"
 
Zebra 
PRZYJACIEL Forum



Dołączyła: 08 Lip 2011
Posty: 553
Skąd: Gdańsk
Pomogła: 52 razy

 #27  Wysłany: 2011-08-26, 10:46  


Ja natomiast chodziłam ubrana na czarno, ponieważ nie mogłam inaczej i nie uważam tego za "obnoszenie się", po prostu mój świat przestał być kolorowy.

Dzisiaj są urodziny mojej Mamy i z tej okazji ubrałam się odświętnie i nie na czarno,
w zwiewną kieckę w groszki z falbankami, bardzo dziewczęco i romantycznie, tak jak Mama lubi :)

Widocznie potrzebowałam 4 m-cy (wczoraj minęły), aby do tego momentu dojrzeć
i wcale się z tym źle nie czuję. Nie żyłam "na siłę". Widzę, że przechodzę przez różne etapy, jest i czas na smutek, jest i czas na uśmiech :)

[ Dodano: 2011-08-26, 11:48 ]
drMarta napisał/a:
Nie należy się oszukiwać, życie po odejściu bliskiej osoby nie będzie takie samo, jak kiedyś. Będzie inne, co nie znaczy gorsze czy lepsze.
_________________
"Bywają rozłąki, które łączą trwale."
 
JustynaS1975 
Administrator



Dołączyła: 24 Cze 2011
Posty: 12614
Skąd: Warszawa
Pomogła: 2742 razy


 #28  Wysłany: 2011-08-26, 17:24  


Cytat:
drMarta napisał/a:
Nie należy się oszukiwać, życie po odejściu bliskiej osoby nie będzie takie samo, jak kiedyś. Będzie inne, co nie znaczy gorsze czy lepsze.

W. Szekspir napisał: "Nie poddawaj się rozpaczy. Życie nie jest lepsze ani gorsze od naszych marzeń, jest tylko zupełnie inne." :)
_________________
Człowiek ma dwa życia. To drugie zaczyna się wtedy, gdy zrozumiesz, że życie jest tylko jedno.
Choroba moim nauczycielem, nie panem.
 
skorupka 


Dołączyła: 28 Lip 2011
Posty: 88
Skąd: zachodniopomorskie
Pomogła: 7 razy

 #29  Wysłany: 2011-08-26, 21:01  


na pewno najwięcej zależy od kondycji psychofizycznrj nas,pozostających
moja mama np.,czego wtedy nie rozumiałam,wzięła się za generalne porządki,żeby było czysto,jak przyjadą na pogrzeb(tata żył jeszcze),bo jest osobą niesłychanie pragmatyczną
ja wolałam jeżdzić codziennie do szpitala ,choć tata nie poznawał już nikogo,nie chciałam,żeby mi coś umknęło
być może postąpiłabym tak samo,gdydy to chodziło o męża?na ppewno lekkiego życia z nim nie miała

Grando,to prawda,że żałobę nosi się w sercu,ale my z małych środowisk jesteśmy oportunistami, u nas żałobę nosi się także na zewnątrz ,z różnych wzlędów ,najpierw ,bo tak czujemy,potem ,bo tak wypada.Wrony zawsze zadziobią kolorowego ptaka.
Zawsze można pod prąd,ale na to trzeba siły
 
granda 
PRZYJACIEL Forum


Dołączyła: 30 Cze 2011
Posty: 227
Pomogła: 20 razy

 #30  Wysłany: 2011-08-26, 21:13  


skorupka napisał/a:
,bo tak wypada

Przykro mi, zupełnie tego nie rozumiem. Nie ma tego we mnie.
skorupka napisał/a:
Zawsze można pod prąd

Ja całe życie pod prąd :mrgreen:
Ale zupełnie nie dlatego nie chodzę w czerni. Myślałam dzisiaj o tym trochę i uświadomiłam sobie, że nosiłam czarne ubrania przez czas choroby mojej Mamy - najprawdopodobniej taki miałam nastrój. Teraz wracam do życia. Chyba nawet nadrabiam zaległości...

Nie neguję czerni absolutnie. Mówię tylko o tym, że ja nie potrzebuję komunikować światu mojej żałoby. Kto ma wiedzieć ten wie. A najważniejsze jest to co ja wiem i czuję.
_________________
"Ważne jest nie to, co ze mną zrobiono, lecz to co ja sam zrobiłem z tym, co ze mną zrobiono"
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


logo

Statystki wizyt z innych stron
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group