DUM SPIRO-SPERO Forum Onkologiczne Strona Główna
Logo Forum Onkologicznego DUM SPIRO-SPERO
Forum jest częścią Fundacji Onkologicznej | przejdź do witryny Fundacji

Czat Mapa forum Formularz kontaktowyFormularz kontaktowy FAQFAQ
 SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  AlbumAlbum
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Rak szyjki macicy
Autor Wiadomość
...nadzieja... 



Dołączyła: 06 Lis 2009
Posty: 14

 #1  Wysłany: 2009-11-06, 22:19  Rak szyjki macicy


...:::Witam:::...

Moja mama ma 43 lata... Miała pobrany wycinek z szyjki macicy. Wynik wyszedł:

Carcinoma planoepitheliale aceratodes invasivum. (G2)

Czyli: Rak płaskonabłonkowy nierogowaciejący inwazyjny średnio zróżnicowany, czyli o średnim stopniu aktywności komórkowej (o średnim stopniu złośliwości)...

Później miałam porobione różne badania w szpitalu... a wczoraj odebrała karty z wynikami i na nich pisze tak (czego właśnie nie mogę zrozumieć)... :

W wykonanym badaniu TK - potwierdzono obecność zmiany rozrostowej szyjki macicy z możliwą migracją zmian guzowatych do światła pochwy w badanym zakresie nie stwierdzono objawów rozsiewu NPL.
Diagnoza rak szyjki macicy III b. c53

Bardzo proszę o pomoc... - w określeniu o co konkretnie chodzi z tych wyników - byłabym bardzo wdzięczna...
Jestem bardzo załamana... boje się że stracę moją mamę... Zadaję sobie pełno pytań, na które nie mam odpowiedzi...
W ogóle co dalej - jak ta sprawa dalej się potoczy - czy jest możliwość wyleczenia tego... w jaki sposób...
Co można jeszcze zrobić? Czego się domagać od lekarzy?

Dodam tyle, że mama ma mieć w poniedziałek robioną jeszcze CYSTOSKOPIE...
a we wtorek ze wszystkimi wynikami ma się udać do szpitala w Katowicach na raciborskiej - i tam mają stwierdzić co dalej...
z czym lekarz uprzedził że możliwe będzie że będzie musiała czekać w kolejce na swoją kolej leczenia nawet do dwóch miesięcy...
Czy to nie za długo jak na swój stan?
A sam wcześniej lekarz nawet mówił, że w takim stanie powinna podjąć natychmiastowe leczenie...
Co to przecież od nas samych nie zależy... Już sama nie wiem... :(
To tak jakby człowiek czekał na swoją śmierć... I człowiek taki bezradny na to wszystko...
Tym bardziej, że mama ma tylko mnie, a ja ją... Na rodzinę człowiek nawet nie ma szansy liczyć... :(
Jestem tak bardzo załamana, że nawet sama nie mam siły żyć - bo nie wiem co dalej począć... Jak jej pomóc...

Jeśli ktoś jest w stanie mi na to odpisać, lub podzielić się swoją opinią - bardzo proszę - z góry ślicznie dziękuję...
_________________
Nadzieja... nie umiera nigdy...
 
zufed 
MODERATOR



Dołączyła: 10 Kwi 2009
Posty: 2473
Skąd: Kraków
Pomogła: 315 razy


 #2  Wysłany: 2009-11-06, 23:00  


Witaj

opis badania TK potwierdza poprzednia diagnozę i mówi również, że w obrzarze badanym nie stwierdza się przerzutów nowotworu.

Co do czekania 2 miesiące też uważam że to trochę długo.Spróbujcie uderzyc do innego ośrodka:Gliwice, Kraków może?

Co do leczenia to możecie się spodziewać radioterapii ( wewnętrznej tzn brachyterapii lub zewnętrznej teleradioterapii) wraz z chemioterapią ale ostatecznie kwalifikować i decydować będzie lekarz.
Możecie zerknąć w to opracowanie, omówione są tak stadia zaawansowania raka szyjki macicy w bardzo przystępny sposób: http://www.profilaktykarsm.pl/files/05.03.03.pdf

Wiem, że zabrzmi to jak banał, ale myśl pozytywnie i wspieraj mamę. Zafundujcie sobie jakąś małą przyjemność jak np wspólny spacerek, jakaś dobra kawa w fajnej kawiarni, należny Wam się :)

Pamiętaj, musisz być silna dla mamy, będzie potrzebowała Twojego wsparcia.

trzymaj się cieplutko i daj znać co powie lekarz we wtorek.jak będziesz miała jakieś pytania pisz, postaramy się wspólnymi siłami pomóc.

pozdrawiam

zuza
 
 
maja12 


Dołączyła: 12 Lip 2009
Posty: 39
Pomogła: 7 razy

 #3  Wysłany: 2009-11-06, 23:24  


zufed napisał/a:
Witaj

opis badania TK potwierdza poprzednia diagnozę i mówi również, że w obrzarze badanym nie stwierdza się przerzutów nowotworu.

Co do czekania 2 miesiące też uważam że to trochę długo.Spróbujcie uderzyc do innego ośrodka:Gliwice, Kraków może?

Co do leczenia to możecie się spodziewać radioterapii ( wewnętrznej tzn brachyterapii lub zewnętrznej teleradioterapii) wraz z chemioterapią ale ostatecznie kwalifikować i decydować będzie lekarz.
Możecie zerknąć w to opracowanie, omówione są tak stadia zaawansowania raka szyjki macicy w bardzo przystępny sposób: http://www.profilaktykarsm.pl/files/05.03.03.pdf

Wiem, że zabrzmi to jak banał, ale myśl pozytywnie i wspieraj mamę. Zafundujcie sobie jakąś małą przyjemność jak np wspólny spacerek, jakaś dobra kawa w fajnej kawiarni, należny Wam się :)

Pamiętaj, musisz być silna dla mamy, będzie potrzebowała Twojego wsparcia.

trzymaj się cieplutko i daj znać co powie lekarz we wtorek.jak będziesz miała jakieś pytania pisz, postaramy się wspólnymi siłami pomóc.

pozdrawiam

zuza


Prawie we wszystkim zgadzam się z Zuzą- moja mama też chorowała- gdzieś tutaj jest jej wątek, Też miała 3b- a to duże prawdopodobieństwo przerzutów np w kościach, więc ja bym naciskała na scyntygrafię- teraz więdząć tyle ile wiem.Dobrze że zrobią badanie pęcherza, ale przydałoby się sprawdzić jeszcze jelito- kolonoskopią.
Na pewno duże znaczenie ma stan Mamy- jeśli jest w dobrej kondycji to ok, tylko jeśli można by przyspieszyć leczenie byłoby dobrze. Moja Mamusia jeszcze dostawała raz w tygodniu chemię, żeby uwrażliwić nowotwór.
 
zosia bluszcz
PRZYJACIEL Forum


Dołączył: 06 Lut 2009
Posty: 362
Pomógł: 123 razy

 #4  Wysłany: 2009-11-06, 23:55  


Nadzieja,

Stadium III b raka szyjki macicy oznacza, ze guz wyszedl poza szyjke i ze moze blokowac jeden lub oba przewody moczowe. Dlatego beda robic Twojej Mamie cystoskopie.

Cytat:
w badanym zakresie nie stwierdzono objawów rozsiewu NPL

oznacza, ze badania, ktore zrobiono nie wykryly rozsiewu raka (co niestety nie oznacza, ze ich nie ma - niewykrywalne mikroprzerzuty sa przyczyna wznowy po leczeniu).

Leczenie polega na kombinowanej chemio - radioterapii.
Jednoczesne zastosowanie chemii (PlatinolŸ, 5-fluorouracil lub inne leki) oraz naswietlan (zewnetrzne i wewnetrzne- brachyterapia) daje lepsze wyniki niz samo naswietlanie

Naswietlanie zewnetrzne jest prowadzone w trybie ambulatoryjnym przez 4-6 tygodni.
W tym samym czasie lub zaraz po naswietlaniu zewnetrznym pacjentka moze zostac poddana naswietlaniu wewnetrznemu poprzez umieszczenie w szyjce macicy implantu zawierajacego material radioaktywny. Pobyt w szpitalu trwa 1-3 dni. Zabieg moze byc powtorzony.


Niedawno zakonczone amerykanskie badania kliniczne (403 pacjentki)
terapia radiacyjna vs terapia radiacyjna plus JEDNOCZESNE zastosowanie chemioterapii
(5-fluorouracil PLUS PlatinolŸ)
daly nastepujace wyniki:

- 5-letnia przezywalnosc pacjentek z rakiem szyjki macicy w stadium III lub IVA poddanych leczeniu metoda kombinowana zwieksza sie o 5% (63% vs 57%)

- ryzyko nawrotu raka przy terapii kombinowanej zmniejsza sie o 20% i wynosi 42% (ryzyko nawrotu choroby przy samej radioterapii = 62%)

http://www.ufscc.ufl.edu/...on=ufscc&id=679


Kombinowana terapia jest na ogol dobrze znoszona przez pacjentki. Drobne problemy gastro- i hematologiczne sa odwracalne.


2 miesiace czekania na leczenie to chyba zart :-(
Mysle, ze trzeba bedzie poszukac innego szpitala/ Centrum onkologii .

Pozdrawiam Cie serdecznie,
Zosia

PS Czy Mama robila regularnie cytologie ? - tak zaawansowane stadium raka szyjki macicy nie powstaje raczej z dnia na dzien...
 
...nadzieja... 



Dołączyła: 06 Lis 2009
Posty: 14

 #5  Wysłany: 2009-11-07, 14:10  


Hmm... No tak - właśnie... :( Mama nie robiła regularnie cytologi... I to jest tego największy błąd... Poszła dopiero z objawami... :( Krwawienia o nieprzyjemnym zapachu - koloru krwistego...zauważyła, że częściej się musi załatwiać... :( Człowiek zdaje sobie sprawę z tego wszystkiego - jak już jest za późno... :( Zgłębia wiedzę, którą mógł mieć wcześniej... Dziękuję wszystkim za odpowiedzi - dużo to człowiekowi pomaga... Tym bardziej, że obcy więcej doradzi, pomoże niż własna rodzina... Dziękuję raz jeszcze...
_________________
Nadzieja... nie umiera nigdy...
 
madziorek
[konto usunięte]



Posty: 0

 #6  Wysłany: 2009-11-07, 14:59  


Nadzieja a ja Ci powtarzam i zdania nie zmienię : NIE JEST ZA późno!!! Trzeba po prostu zacząć to leczyć a nie rozkładać ręce, Stało się Mama zachorowała a teraz wypłakać się i szybciutko pozbierać do walki. Więc spędźcie razem fajny weekend a w poniedziałek kierunek GLIWICE czy inna onkologia!! Koniec lania łez tylko do lekarza i nie wychodzić bez skierowania na oddział CITO!!! Nie wiem jak to zrobisz, ale załóż sobie że do przyszłego weekendu mama będzie miała ustawione leczenie.
Metoda małych kroczków.
ściskam Ciebie i Mamę, ocieram łzy i zagrzewam do walki
 
molka73


Dołączył: 08 Lis 2009
Posty: 1

 #7  Wysłany: 2009-11-08, 19:47  


dziekuje wam bardzo za wasze wiadomosci. sma nie wiem czy brak wiedzy jest lepszy od rozeznania. stwierdzono u ojeje mamy raka szyjki macicy w zaawansowanym stadium- carcionoa planoepitheliale akeratodes g3 invasivum. niestety mam swiadomosc jak sprawa wyglada. wszystko zaczelo sie od operacjo zapalenia otrzewnej w wyniku ktorej w dsalszych badaniach potawiono diagnoze. mamy to "szczescie", ze mama mieszka w gliwicach i zostala juz poddana cystoskopii i urografii w instytucie onkologii. pod koniec miesiaca ma sie zglosic na dalsze konsultacje i mam nadzieje bedzie zakwalifikowana do dalszej terapii( podobno 8 tygodni pierwszej laczonej terapii). jest ktos w stanie opisac jaka milaby to byc terapia? radioterapia i chemie. w jakich odstepach czasowych? ja mieszkam od dawna za granica i chcialabym jak najwiecej dowiedziec sie o terapii, diagnozie, itd. kazda chwila, nawet ta najmniejsza jest najwazniejsze. ja wierze i zaciskam kciuki, ze jeszcze sie uda. tym bardziej, ze mama czuje sie ogolnie dobrze, ma apetyt i czasem nawet potrafi sie na nas wkurzyc! pozdrawiam i zycze wszystkim cierpliwosci i wiary.
e
 
...nadzieja... 



Dołączyła: 06 Lis 2009
Posty: 14

 #8  Wysłany: 2009-11-11, 16:46  


Hmm... W poniedziałek mama była na tej cystoskopii... lekarz tylko tyle powiedział, że pęcherz jest ładny - wszystko ok... I nic więcej nie wiadomo... Wyniki do odebrania jutro... jak i jutro z wynikami do specjalisty : onkologa - radioterapeuty... Ciekawe co to będzie... - tak się martwię... Ciekawe czy przyjmą mamę od razu czy będzie trzeba czekać - bo teraz w tych szpitalach to tylko ludzi odsyłają i trzeba czekać na swoją kolej - i to jest najgorsze :( Sama już jestem tym wszystkim wykończona, a co dopiero mama...
_________________
Nadzieja... nie umiera nigdy...
 
...nadzieja... 



Dołączyła: 06 Lis 2009
Posty: 14

 #9  Wysłany: 2009-11-13, 21:56  


Już po wizycie... Lekarz zaproponował leczenie radiochemioterapie... Tylko najgorsze jest to, że leczenie ma się rozpocząć dopiero w połowie grudnia... :( Martwię się czy to nie za późno... jak na mamy wyniki, stan... Czy do tego czasu choroba jeszcze dalej się nie rozprzestrzeni... Jestem strasznie załamana... :(
_________________
Nadzieja... nie umiera nigdy...
 
zufed 
MODERATOR



Dołączyła: 10 Kwi 2009
Posty: 2473
Skąd: Kraków
Pomogła: 315 razy


 #10  Wysłany: 2009-11-13, 22:26  


nadziejko termin to w sumie za miesiąc.z jednej strony trochę długo z drugiej przygotowanie do radioterapii troszkę też trwa.Mówił lekarz jak będą wyglądać naświetlania?Będą z wewnątrz czy zewnątrz?

Coś więcej mówił?

ściskam Cię mocno

zuza
 
 
AK 
Lekarz RADIOTERAPEUTA specj.O.PALIATYWNA



Dołączył: 02 Maj 2009
Posty: 93
Skąd: Kraków
Pomógł: 73 razy

 #11  Wysłany: 2009-11-18, 16:12  


Na pewno będzie radiochemioterapia w pierwszym etapie, a później brachyterapia - to jest standard w tym stadium zaawansowania.

Termin nie jest - wbrew pozorom - bardzo odległy. Pewnie, że chciałoby się szybciej, ale w polskich warunkach to niemożliwe - raz, że lekarzy radioterapeutów jest za mało, dwa - że akceleratorów jest mało, trzy - że osoby pracujące z promieniowaniem jonizującym mają 5-ciogodzinny czas pracy, co też skraca przy brakach kadrowych możliwości pracy ośrodków.

Zatem: głowa do góry, bo jeśli czegoś nie da się zmienić, to trzeba się przystosować.
_________________
Medycyna to nie matematyka, tu 2+2=3,9 lub 4,1. 4,0 to rzadkość...
 
dominika_z


Dołączył: 19 Lis 2009
Posty: 2

 #12  Wysłany: 2009-11-19, 10:56  


Witam wszystkich . Niestety problem raka wczoraj dotknął i moją mamę :(
Mama ma 59 lat. Jest totalnie załamana, ja nie ukrywam, że tez mi strasznie cieżko. Widzę, że na tym forum są nie tylko laicy tacy jak ja dlatego zwracam się do Was z goracą prośbą o 'przetłumaczenie' szaremu człowiekowi wyników badania:
"Infiltratio carcinomatosa colli uteri G3.
Utkanie raka niskozróżnicowanego z przemianą myksoidną i rozległym polami martwicy.
Nacieki raka wnikają w głąb podścieliska.
WIdoczne zatory z komórek raka w świetle naczyń"

Wybaczcie, że tak się wypytuję ale nie mam kogo zapytac. Mama jak wczoraj odbierała wyniki to trafiła na dwóch lejarzy (bardzo mlodych) którzy mieli dwa przeciwstawne zdania, jeden mówił że do wycięcia a drugi że w żadnym wypadku wiec mama się strasznie pogubiła i zdezorientowała. Dzis miala jechać na Ursynów do centrum onkologii ale wiem, ze ona chcąc mnie oszczędzić pewnie nic mi nie powie. Bardzo bym prosiła o wytłumaczenie mi wyników badań, tego co najprawdopodobniej dalej, czy jest to silne stadium, czy jest możliwość przerzutów (moje pytanie są chaotyczne ale to wynika z tego, że pierwszy raz w życiu mam styczność z rakiem).


Pozdrawiam wszystkich serdecznie!
 
awilem 
MODERATOR



Dołączył: 23 Cze 2009
Posty: 1496
Skąd: Toruń
Pomógł: 280 razy


 #13  Wysłany: 2009-11-19, 14:14  


Rak jest niskozróżnicowany a to oznacza dużą złośliwość nowotworu (G3) co niestety nie wróży najlepiej.
Pozdrawiam
_________________
Andrzej W.
 
 
dominika_z


Dołączył: 19 Lis 2009
Posty: 2

 #14  Wysłany: 2009-11-19, 18:25  


Dziękuję za odpowiedź- szkoda tylko, że taka kiepska diagnoza :(((

Mamę bardzo boli brzuch, ma bardzo wzdęty, cały czas krwawi po zabiegu łyżeczkowania i pobierania wycinka. Była dziś w centrum onkologii na Ursynowie i rozmawiała z lekarzem. Pewnie on jej tego nie powiedział co wyżej napisane (albo ona mi nie przekazała). Natomiast powiedział, że krwawienie najprawdopodobniej wynika z błędu lejarzy podczas łyżeczkowania, że coś nie tak zrobili. Natomiast co do brzucha zalecił usg w poniedziałek, wtedy wg tego co powiedziała mi mama ma się wszystko wyjaśnić.
Boję się teraz, ze ten brzuch ma dużo wspólnego ze złośliwością tego raka :(
Obym się myliła

Ciekawe co dalej, czy wycięcie czy naświetlanie czy jeszcze coś innego... nie wiem co lepsze a co gorsze- jak już wspominałam totalnie ten problem jest mi obcy.

Pozdrawiam
 
aina


Dołączył: 18 Lis 2009
Posty: 81
Pomógł: 5 razy

 #15  Wysłany: 2009-11-19, 19:03  


Witam wszystkich .
Moze jak napisze tu to ktos mi odpowie :-(
Jakie jest rokowanie przy rozpoznaniu Carcinoma planeopitheliale Ib
wynik badania histologicznego
wezły bez przerzutów nowotworowych. Ogniskowo obecne ognisko raka inwazyjnego oraz czopy komórek nowotworowych w naczyniach. Jestem po radioterapi. Bardzo prosze o odpowiedz :-( jakie jest rokowanie w moim przypadku, od lekarzy ciezko cokolwiek wyciagnac
Mam 4 dzieci i strasznie sie martwie co dalej ze mna bedzie
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

logo

Statystki wizyt z innych stron
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group