Link do strony z możliwością wsparcia forum:

https://pomagam.pl/forumdss_2020_22

DUM SPIRO-SPERO Forum Onkologiczne Strona Główna

Logo Forum Onkologicznego DUM SPIRO-SPERO
Forum jest cz?ci? Fundacji Onkologicznej | przejdź do witryny Fundacji

Czat Mapa forum Formularz kontaktowyFormularz kontaktowy FAQFAQ
 SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  AlbumAlbum
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Przesunięty przez: JustynaS1975
2015-11-25, 08:17
Początek - czy to nowotwór?
Autor Wiadomość
Dronka82 



Dołączyła: 04 Cze 2014
Posty: 477
Skąd: Gliwice
Pomogła: 89 razy

 #16  Wysłany: 2015-08-05, 19:42  


Dużo czyta, nie wszyscy znają odpowiedź. Ci co znają, pewnie niebawem się wypowiedzą, przy czym:
a) są wakacje - ludzie wyjeżdżają
b) ci mądrzejsi pracują charytatywnie, po swoich godzinach pracy, a też mają domy... ble, ble, ble.
Każdy jest Ci tu życzliwy, trzymam kciuki i wiem, co przechodzicie. Cierpliwości:)
_________________
"Jes­teś duszą Wszechświata i duszy Wszechświatem!" (złotousty Tuwim)
 
sia 


Dołączyła: 22 Cze 2015
Posty: 21

 #17  Wysłany: 2015-08-05, 21:02  


Dronka,
naprawdę bardzo szczerze Ci dziękuję za słowa wsparcia..
Bardzo wiele to teraz dla mnie znaczy, tym bardziej, że często ostatnio mam wrażenie, że sytuacja mnie przerasta, a wszyscy na mnie liczą.. Ledwie sama się ogarniam..
To wszystko wydarzyło się w ciągu 1,5 miesiąca, a czasu coraz mniej..
Do tej pory nie mogę sobie wybaczyć, że nie udało mi się więcej zrobić dla Taty (glejak mózgu '93), ojczyma (rak płuc '08) i teścia (rak żołądka, najprawdopodobniej przerzutowy '13).
 
asia333 


Dołączyła: 17 Cze 2015
Posty: 185
Pomogła: 26 razy

 #18  Wysłany: 2015-08-05, 21:26  


sia, sporo juz przeszlas :( kochana ja nie pomoge ale mocno bede trzymac kciuki!
Trzymaj sie cieplo
 
sia 


Dołączyła: 22 Cze 2015
Posty: 21

 #19  Wysłany: 2015-11-23, 14:42  


Pokrótce streszczę dalszą sytuację Mamy.

Na kolejną biopsję gruboigłową wątroby Mama się nie zgodziła (z powodu bólu i wątpliwości czy badanie da odpowiedź, pierwsze nic nie dało: "bez cech nacieku nowotworowego"), więc została terapia kierunkowana na NRP - karboplatyna i etopozyd - łącznie miała 4 cykle po 3 wlewy. Zakończone na początku października. Chemię Mama zniosła dzielnie, po pierwszej było kiepskawo, ale po kolejnych już znośnie (bez mdłości, mogła normalnie jeść, pić, miała apetyt i bez problemów z wypróżnianiem). Był problem z przełykiem - dostawała Nystatyne na grzybicę, no i ogólne problemy z drętwieniem nóg aż do kolan. Do bólów kręgosłupa i ogólnie kości - twierdzi, że przez całe życie się przyzwyczaiła...
Do zażytej chemii z uwagi na przerzuty w kościach Mama dostaje raz w miesiącu Osporil, od grudnia Zomikos i zgodnie z zaleceniem prowadzącego onkologa - suplementacja Ca400. Pabi-dexamethason już zmniejszony do 0,5 tabletki raz na 2 dni. Więc "bateria lekowa" została mocno ograniczona w porównaniu do początkowej.

Wyniki po 2, 3 i 4tym cyklu:
2015-09-09
Leukocyty 11,4 tys/ul
Erytrocyty 3,7 mln/ul
Hemoglobina 11,7 g/dl
Hematokryt 36 %
MCHC 32,1 g/dl
Płytki krwi 301 tys/ul
Neutrofile 7,72 tys/ul
Limfocyty 2,84 tys/ul
Monocyty 0,85 tys/ul
Eozynofile 0,01 tys/ul
Bazofile 0,0 tys/ul
Sód 139 mmol/l
Potas 4,26 mmol/l
Chlorki 99
ALT 111 U/l
AST 120 U/l
Kreatynina 0,51 mg/dl

2015-10-07
Leukocyty 9,6 tys/ul
Erytrocyty 3,2 mln/ul
Hemoglobina 10,4 g/dl
Hematokryt 34 %
MCHC 30,9 g/dl
Płytki krwi 403 tys/ul
Neutrofile 6,30 tys/ul
Limfocyty 2,25 tys/ul
Monocyty 1,05 tys/ul
Eozynofile 0,01 tys/ul
Bazofile 0,0 tys/ul
Sód 142 mmol/l
Potas 4,40 mmol/l
Chlorki 100
ALT 60 U/l
AST 89 U/l
Kreatynina 0,55 mg/dl

2015-11-05
Leukocyty 6,6 tys/ul
Erytrocyty 3,0 mln/ul
Hemoglobina 10,2 g/dl
Hematokryt 32 %
MCHC 31,5 g/dl
Płytki krwi 347 tys/ul
RDW-SD 78,6 fl
RDW-CV 20,4 %
PDW 11,4 fl
MPV 10,0 fl
P-LCR 24,9 %
PCT 0,4 %
Neutrofile 4,19 tys/ul
Limfocyty 1,46 tys/ul
Monocyty 0,88 tys/ul
Eozynofile 0,02 tys/ul
Bazofile 0,0 tys/ul
Neutrofile 63,8 %
Limfocyty 22,2 %
Monocyty 13,4 %
Eozynofile 0,3 %
Bazofile 0,3%
Wapń całk. Ca 2,22 mmol/l
Kreatynina 0,64 mg/dl

Czy wyniki jak po 4ch cyklach chemii poza niedokrwistością wydają się "znośne"?

Mama od dłuższego czasu uskarża się na ucisk w prawym podżebrzu. Przez około 4 tyg. brała Sylimarol, który nieco łagodził uczucie ucisku i powodował "odgazowienie". Od około 3 dni przestała brać, bo przestraszyła się, że skóra zaczęła żółknąć (o dziwo - białka oczu nie). Bardzo uważa, co je - zero słodyczy, dieta lekkostrawna, chuda - głównie ryby, sałata, jogurty, twarożki, kaszki owsiane, jaglane, granat, do tego duże ilości wody niegazowanej mineralnej lub/i źródlanej, troszkę soku z grejpfruta (wyciskany), sok z pokrzywy i C. aurum (zest. witamin i mikroelementów), herbatki z rumianku.
Od wczoraj boli ją zawias żuchwy. Ogólnie jest osłabiona, ale nie poddaje się, raz dziennie wychodzi (z opieką) na spacer przynajmniej godzinny. Stara się dużo chodzić po domu, ale w miarę możliwości, bo dostaje szybko zadyszki.

W związku z powyższym może ktoś podpowie:
- czy warto na tym etapie zrobić USG jamy brzusznej? pytam się dlatego, iż lekarz prowadzący nie kieruje na inne badania stwierdzając - że "na tym etapie nie warto"; argumentując to tym (np. o PET, czy tomografii) - pacjent obecnie wie, że np. ma 2 przerzuty, a po co mu wiedzieć, że stan się pogorszył i przerzutów jest 2 tysiące?
Dlatego sama już nie wiem, czy po prostu zrobić prywatnie, by wiedzieć jak ulżyć (bo o wyleczeniu nie ma mowy);
- czy zażółcenie skóry (ale poza białkami oczu) - może świadczyć już o poważnej niewydolności wątroby/trzustki? czy jest to wskazanie, by zgłosić się do szpitala? dodam, że Mama nie jada dużych ilości marchewek - 1-2 w tygodniu maks. Czy możliwe zatkanie przewodów żółciowych może być spowodowane Osporilem?
- czy wskazane jest zrobić prześwietlenie rtg szczęki?
- czy warto zrobić tomografię płuc? po 4tym cyklu chemii lekarz prowadzący zlecił zrobienie rtg płuc, na którym "nie widzi już żadnych niepokojących zmian". Problem w tym, że na ŻADNYM rtg płuc wykonanych w przeciągu ostatnich 8 miesięcy (było ich 3 rtg) nie było widać żadnych zmian; jedynie niepokojące zmiany w śródpiersiu (powiększone węzły śródpiersia) i w kręgosłupie wyszły na TK, aczkolwiek nie dając odpowiedzi o źródle nowotworu; nie wiem co dalej robić... Mama zaczęła się martwić, że teraz ma czekać na wezwanie do góry - ja staram się przekonać, że teraz jest okres rekonwalescencji po chemioterapii (choć nie wiem, ile to trwa, ponoć do pogorszenia może dojść około 3 mies. po ostatnim wlewie).. Rokowania wg lekarza to przy zmianach w wątrobie, jako grupie najgorzej rokującej - to są tygodnie..
 
sia 


Dołączyła: 22 Cze 2015
Posty: 21

 #20  Wysłany: 2015-11-24, 22:33  


Bardzo dziękuję moderatorom za usunięcie zdublowanego posta. Czy mogę prosić, by przenieść cały wątek do działu płucnego? Mama jest leczona w tym właśnie kierunku...
 
sia 


Dołączyła: 22 Cze 2015
Posty: 21

 #21  Wysłany: 2015-11-26, 12:31  


Mama jest po wizycie pani doktor z HD.
- na szczęście objawów żółtaczki nie widać (białka nie zażółcone), więc zakładamy, że jest dobrze i staramy się nie martwić, na bóle w podżebrzu ma dalej brać Sylimarol..
- z powodu bólu stawu żuchwowego zwróciłyśmy się do sąsiadki stomatolog, która skierowała nas do znajomych z rtg/tk; zrobiono mamie pantomograf, specjalistki stomatologii to obejrzały, stwierdziły, że najprawdopodobniej są jakieś zmiany, aczkolwiek palpacyjnie ich nie wyczuły; niestety nie są specjalistami radiologii i nie mogą zrobić opisu; nie wiem, co z tym fantem zrobić - za tydzień mamy wizytę na chemioterapii w Zdunowie, gdzie Mama się leczy i ma mieć podany zastrzyk Zomikos; lekarka z HD mówiła, że jeśli będzie martwica w żuchwie - Zomikos może być nie podany (dlaczego?). A martwicę można (wg obu stomatolożek) określić jedynie po pobraniu wycinku... Nie wiem, co robić - czekać na wizytę w chemioterapii (gdzie ma mieć TYLKO sam zastrzyk) i co tam powiedzą? Aczkolwiek aż boję się pomyśleć, że znów nas zignorują... Czy szukać jakiegoś radiologa do odczytu zdjęcia..?

 
sia 


Dołączyła: 22 Cze 2015
Posty: 21

 #22  Wysłany: 2016-01-08, 15:35  


Szczęka nieco się "uspokoiła", nasiliły się inne bóle.
Mama dostaje Oxycontin - ponad 2 tyg. temu - 2 x 5 mg - po tym o dziwo zaczęły się okrutne bóle w prawym barku z bolesnością przy oddychaniu. Wezwałyśmy pogotowie - i podano mamie morfinę dożylnie i podskórnie (by dłużej działała), do tego magnez dożylnie dla wyciszenia.
Potem mieliśmy wizytę panie doktor z HD i po 2 dniach brania Oxycontin zamieniła na Sevredol i w razie bólu Ibuprofen Max. O dziwo, morfina mniej działała, a ibuprofen dawał dużo większa ulgę. Do tego Debridat na jelita - 2 x dziennie. Bark nieco ustąpił, ale nasiliło się w prawym podżebrzu.. Do tego mama strasznie szybko się męczy - nawet mówienie powoduje "zasapkę" i jest często śpiąca. Od 25go przestałyśmy chodzić na codzienne spacery.
Najprawdopodobniej z powodu morfiny - nastąpiło zatrzymanie moczu i do 4go stycznia założono mamie cewnik (ponad tydzień).
TSytuacja wygląda teraz następująco - lekarka z HD radziła wrócić do Oxycontin - początkowo 2 x 10 mg, 2 dni temu 2 x 15 mg, wczoraj wieczorej było 20 mg, i dziś rano 30 mg. Dalej nie daje to ulgi, po około 2h mama musi wziąć Sevredol, a ból nadal przeszkadza.. Jedynie po Ibuprofenie (400) ból nieco schodzi - ale podawaliśmy go już ponad 10 dni (i to na początku do 3 razy dobę) - i ponoć nie należy z tym przesadzać, bo z kolei pojawią się wrzody na żołądku.
Nie mam zupełnie koncepcji co podawać jeść przy zajętej wątrobie i takim obciążeniu lekami.. Nic nie smażymy, tylko wszystko grzane na parze, wzdymające warzywa nie, cebula, czosnek nie, wszystko lekko lub prawie nie doprawione.. Czytałam, że ponoć trawienie białek przez wątrobę - to dla niej największe obciążenie, a z kolei po chemii (zakończone 4 cykle w październiku) powinno się odbudowywać białkami. Po nabiale mama zaczęła mieć większe boleści/puchnięcie w prawym podżebrzu..
Na szczęście jeszcze jako-tako je (sama mówi, że sobie tłumaczy, że musi jeść), wczoraj były z rana na czczo wymioty (bo dzień wcześniej w ogóle nie podałam Metoclopramidu - bo ma od 2 dni zaparcia).
Wiem, że sytuacja jest beznadziejna, ale mama walczy, chce żyć jak najdłużej (choć ma też załamania, że chciałaby po prostu usnąć), ale w takich boleściach jest nam coraz trudniej.
Czy możliwe, że ten Oxycontin w ogóle nie działa? Do jakiej ilości można dochodzić "bezpiecznie"? (mama waży około 58 kg) Czy Ibuprofen rzeczywiście lepiej działa na bóle kości? Pytałam lekarki z HD o plastry z morfiną - twierdzi, że póki co nad tabletkami ma się większą kontrolę..
Do tego dochodzi ostatnio coraz większe skołowanie - czyli albo stan po lekach p/bólowych, lub pierwsze symptomy przerzutów do mózgu (za tydzień ma być wynik z TK głowy, która mamie robiono 29.12). Czy przy takich bólach warte jest jeszcze rozważanie jakichś naświetlań? Mama miała jedynie 3 serie na Th9-12 po 10 Gy (na kolejne 2 nie miała siły pojechać...) - co miało nieco złagodzić tę "obręcz podżebrową" tzw. "bóle opasające"..
Głowy myślę lepiej nie naświetlać, skoro bóle szczękowe nieco ustąpiły?
Dobija mnie taka bezsilność...
 
marzena66 
MODERATOR



Dołączyła: 13 Lip 2014
Posty: 9836
Skąd: gdańsk
Pomogła: 1764 razy


 #23  Wysłany: 2016-01-08, 17:52  


Nie znam odpowiedzi na Twoje pytania ale zapewne ktoś z doświadczeniem odpowie Ci na nie. Uderzyło mnie jednak stwierdzenie

sia napisał/a:
Pytałam lekarki z HD o plastry z morfiną - twierdzi, że póki co nad tabletkami ma się większą kontrolę..


Może i ma się kontrolę, ale z tego co opisujesz mamę wciąż boli i cierpi a tak nie może być. To niech lekarz z HD zmodyfikuje leczenie przeciwbólowe, mamę nie może boleć, walcz o to. A tak na marginesie jak moją ciocię bolało to lekarz nie robił żadnych problemów z zastosowaniem plastrów.

Pozdrawiam.
 
sia 


Dołączyła: 22 Cze 2015
Posty: 21

 #24  Wysłany: 2016-01-10, 20:47  


Dziękuję Marzena za odpowiedź...

Z lekarką z HD rozmawiałam wczoraj i dowiedziałam się, że same mamy zwiększać dawkę bez ciągłego dzwonienia (?), że ponoć nie ma Oycontinu górnej dawki... Czuję się jak w potrzasku.
Od wczoraj rana podałam mamie 40 mg (4x10 mg) Oxycontin plus wieczorem 40 mg, do tego 3 x wczoraj Sevredol 20 mg, dzisiaj Sevredol tylko raz. Od wczoraj mama już prawie nie je, rano zjadła kilka łyżek kaszki jaglanej i po południu obiad (trochę lekkiego gulaszu z kaszą i gotowaną marchewką - ale obiad cały zwróciła), wieczorem tylko kawałek chleba z masłem. Dzisiaj tylko nutridrinka (nie może na nie patrzeć) i zmiksowaną kaszę z marchewką - kilka łyżek. Z uwagi na 2krotne wymioty podałam metoclopramid wczoraj i dziś. Wczoraj jeszcze udało nam się pójść na krótki spacer, a dziś mama cały dzień leży bez sił i śpi. Do tego od rana nastrój fatalnym straszną słabość i już się ze mną żegnała.
Nie wiem, czy to już koniec i to kwestia godzin? dni?
Od południa troszkę się wybudzała, ale zaczyna już coś mówić od rzeczy - nie wiem, czy to wina leków (dalej nie wiem - czy to jest ogromna/duża/średnia dawka) czy już przerzutów do mózgu..?
Ma duszności, dłonie i stopy ciepłe nieopuchnięte, ciśnienie 133/77 puls 130 (wg domowego ciśnieniomierza), lekko zażółcona na ciele, ale białka oczu wydają mi się białe. Oddycha raczej spokojnie, bez bulgotania, nie ma na szczęście napadów kaszlu. Z bólem w prawym podżebrzu jest różnie - mówiła, że jak płytko oddycha i się nie rusza - jest ok. Jak wstaje do toalety - to zdarza się chwilowy ostry ból aż do pleców. Zaczęły się znów problemy z oddawaniem moczu - znaczy oddaje, ale mówi, że ma uczucie niepełnego opróżnienia pęcherza (czy to może już być jakiś ucisk/naciek od wątroby?).
Jeśli utrzyma się ten trend - że większość śpi i ją nie boli - to jest dobrze.. Nie wiem co dalej i strasznie się boję.. Cały czas jestem z nią, od 2 tygodni mieszka u nas, śpię z nią, by być na każde zawołanie.. Nie wiem co jeszcze mogę zrobić..?
Jakie są objawy śpiączki wątrobowej? Gdzie mam dzwonić, jak w nią wpadnie - na pogotowie? Czy mają wtedy obowiązek zabrać ją do szpitala?

Mam pytanie z innego tematu - czy po odejściu mamy można zażyczyć sobie sekcji zwłok? Dalej mnie nurtuje pytanie - gdzie jest źródło - czy są to płuca czy coś innego? czy sekcja może dać taką odpowiedź? Czy aby była sekcja - mama musiałaby być/odejść w szpitalu?
 
marzena66 
MODERATOR



Dołączyła: 13 Lip 2014
Posty: 9836
Skąd: gdańsk
Pomogła: 1764 razy


 #25  Wysłany: 2016-01-10, 21:13  


sia napisał/a:
mamy zwiększać dawkę bez ciągłego dzwonienia


A przyjść lekarz z HD to nie może?. Trochę złego się dzieje z mamą brak apetytu, wymioty, bóle, właściwie słabo dobrane leczenie przeciwbólowe
sia napisał/a:
że same mamy zwiększać dawkę
, no raczej to powinien ustalić lekarz w porozumieniu z pacjentem czy też osobą opiekującą.
Poproś o wizytę lekarza.
Ciśnienie dobre, puls za wysoki. Zażółcenie może świadczyć o problemach z wątrobą.
Ciężko wyrokować ile to potrwa, z tego co piszesz to za dobrze nie jest.
U nas jak były kłopoty z oddawaniem moczu to pielęgniarka z HD założyła cewnik, może trzeba porozmawiać o tym.
Nie wiem do końca jak jest ze śpiączką wątrobową, może ktoś napisze. U nas jak mąż miał kłopoty z wątrobą, silną żółtaczkę to bardzo był słaby, nie dał rady zrobić paru kroków, brak zupełnie apetytu i ciągle senny, spał. Na pewno jest to stan niebezpieczny, bo następuje zatruwanie centralnego układu nerwowego toksynami w wyniku uszkodzenia wątroby.
Oczywiście możesz dzwonić na pogotowie, przyjadą ale z zabraniem do szpitala to może być różnie jak powiesz, że to choroba nowotworowa, przykro mi.
Co do sekcji zwłok nie mam pojęcia.

Pytasz co możesz jeszcze zrobić?, robisz wszystko co kochana córka może zrobić dla mamy.
Dużo sił Ci życzę
:tull:
 
sia 


Dołączyła: 22 Cze 2015
Posty: 21

 #26  Wysłany: 2016-01-10, 21:38  


Marzena, jeszcze raz Ci dziękuję..

Z wątrobą jest kiepsko - bo już w czerwcu '15 stwierdzono meta m.in. w wątrobie - ok. 4 cm.
Gdzieś czytałam (a przez te ponad pół roku naczytałam się strasznie dużo) - że mediana przeżycia z meta na wątrobie to około pół roku. Nie wiemy oczywiście kiedy pojawił się tam przerzut, ale od momentu badania i diagnozy mija właśnie prawie 7 miesięcy..
Instytucja HD nie do końca rozumiem.
Mamy przydzieloną bardzo miłą lekarkę i pielęgniarkę, przychodzą do nas niecałe pół roku (lek. - raz na 2 tyg., pielęgniarka 2 x w tyg.). Ale jak była największa potrzeba (niestety w noc z 23-24 grudnia) - to z tym kontaktem nie za bardzo. Lekarka wyłączyła telefon (rozumiem, każdy ma prawo do życia przecież), a o czerwonym telefonie z hospicjum to nie wiedziałam/nie pomyślałam. Pogotowie wtedy mamę potraktowało naprawdę poniżej godności - mama miała wtedy założony cewnik, którego przewód się zatkał i mamie się mocz skumulował i strasznie uciskał pęcherz na wszystko dookoła. Mama strasznie cierpiała. Lekarz nazwymyślał mamę i wszystkich dookoła, zostawiając ją obnażoną z wszystkim na widoku 2 pozostałych ratowników.. Pielęgniarka przyjechała później w ciągu dnia, bo miała w nocy dyżur w swoim szpitalu.
Generalnie póki jako-tako sytuacja była stabilna, wizyty regularne bez niespodzianek - było ok. Ale jak się zaczyna robić nieprzewidywalnie (a wszyscy wiedzą że przecież nowotwory są nieprzewidywalne) - to z kontaktem robi się problem..
Do końca też nie wiem, na czym polega dobrze dobrane leczenie paliatywne - czy zniesienie bólu w ogóle? Czy do momentu, kiedy ból jest jako-taki do wytrzymania? Mama mówiła, że generalnie po tych dawkach leków - ból czuje, ale jak się nie rusza i płytko oddycha - jest do wytrzymania. Gorzej - jak wstaje, albo się porusza - wtedy pojawia się nagły ostry kłujący ból. I też zakładam, że skoro udaje jej się spokojnie spać przez co najmniej kilka godzin - to chyba jej nie boli...
A o ponownym zacewnikowaniu pewnie mama nie będzie chciała słyszeć, no ale to zobaczymy jutro - bo mam nadzieję, że będzie wizyta pielęgniarki i zadecydujemy co robić..
 
Karina Święch 
PRZYJACIEL Forum


Dołączyła: 16 Lut 2015
Posty: 334
Skąd: Kraków
Pomogła: 83 razy

 #27  Wysłany: 2016-01-10, 22:23  


Nie wiem czy czegoś nie pokręce ale jak tata poczuł się naprawdę bardzo źle i w domowych warunkach nie mogliśmy nic na to poradzić zadzwoniłam do hospicjum ,a oni kazali mi przywieźć tatę (inna sprawa że własnym transportem).Wezwalam karetkę, która wg procedury chciała zawieźć tatę do zwykłego szpitala (wybłagalam aby to było hospicjum) mimo że w hospicjum na niego czekali. Według mnie powinnaś zapytać czy w razie potrzeby możesz wezwać karetkę z hospicjum,.Wydaje mi się że tak to powinno wyglądać

[ Dodano: 2016-01-10, 22:57 ]
Przeczytałam twój wątek od początku i ( przepraszam za ostre słowa) stwierdzam że lekarze prowadzący " olał"Twoją mamę. Wszystkie twoje wpisy to są praktycznie przypuszczenia nie poparte badaniami (bo się nie opłaca-tak chyba napisałaś) Nawet biorąc pod uwagę zaawansowanie choroby, to leczenie przeciwbólowe powinno być dobrane odpowiednio. Jestem przerażona jak można zostawić pacjenta bez pomocy .piszesz o bólu żuchwy i barku a to mogą być kolejne przerzuty tym razem do kości
.
_________________
Zbyt szybko się to potoczyło 08.12.14 -18.02.15
 
marzena66 
MODERATOR



Dołączyła: 13 Lip 2014
Posty: 9836
Skąd: gdańsk
Pomogła: 1764 razy


 #28  Wysłany: 2016-01-10, 23:25  


sia,

Wiadomo, że lekarz z HD ma prawo nie odebrać telefonu ale istnieje takie coś jak lekarz dyżurny w hospicjum, do którego należy mama i można tam zdzwonić i przedstawić co się dzieje albo On wtedy przyjeżdża albo mówi, że dzwonić po pogotowie. Nie wiem czy wszędzie tak jest ale w naszym przypadku tak własnie było.
Zadzwoń jutro do Waszego lekarza prowadzącego z hospicjum i poproś o wizytę i porozmawiaj od serca o wszystkim co budzi Twoje wątpliwości, bo widać, że czujesz się samotna w tym całym nieszczęściu a tak bardzo pragniesz ulżyć mamie, możesz to zrobić tylko przy pomocy dobrze prowadzącego lekarza.

Pozdrawiam ciepło.
 
Dronka82 



Dołączyła: 04 Cze 2014
Posty: 477
Skąd: Gliwice
Pomogła: 89 razy

 #29  Wysłany: 2016-01-11, 17:39  


sia,
teraz czas na asertywność. Byłaś miła, ale mama potrzebuje realnej pomocy. Po pierwsze powinien do Was przyjechać lekarz z HD żeby:
1. ustawić SKUTECZNE leczenie przeciwbólowe
2. stwierdzić, czy stan mamy nie wymaga przeniesienia np.do hospicjum stacjonarnego i zarezerwować tam miejsce (choćby na wszelki wypadek) - nam mówiono, że tak się robi, gdy to miejsce jest - pielęgniarki dzwonią czy na nie wskakujecie, czy nie
3. zniwelować duszności
U nas lekarz z HD przyjeżdżał w ciągu najdłużej 24 h jesli coś się działo (a działo się sporo). Gdy stwierdził, że taty nie da się leczyć skutecznie w domu - dokuczały mu bardzo duszności - zadzwonił po transport z HS i w ciągu dwóch godzin tata był przyjety do Hospicjum (jak tam jest - więcej tu: http://www.forum-onkologi...ak-vt12412.htm)
Kochana, teraz życzę Ci siły, asertywności i wytrwałości. Weź sprawy w swoje ręce - grzecznie, stanowczo, to naprawdę żadna łaska, by w tych najgorszych chwilach pomógł profesjonalista do tego właśnie przygotowany.
Aha, i pamiętaj, ze plastry i sevredol można łączyć z innymi lekami. Podskórną morfinę podaje się, gdy sa znaczne problemy z przełykaniem. Tlen wysusza, warto zadbać o inhalacje z soli fizjologicznej, często przemywać suche usta.
_________________
"Jes­teś duszą Wszechświata i duszy Wszechświatem!" (złotousty Tuwim)
 
sia 


Dołączyła: 22 Cze 2015
Posty: 21

 #30  Wysłany: 2016-01-12, 15:03  


Karina Święch marzena66 Dronka82 - bardzo Wam dziękuję za cenne porady i słowa wsparcia - co jest naprawdę mi teraz potrzebne, jako że właściwie "wszyscy" (mamy koleżanki, rodzina) liczą na mnie...
Wczoraj skontaktowałam się z lekarką z HD i oczywiście jak pech to pech - miała dyżur i nie miała możliwości przyjazdu. Po opisanych przez telefon mamy objawach zaś poleciła wezwać pogotowie - przedwczoraj przez ponad pół dnia, a wczoraj po 3,5 godzinnym śnie popołudniowym z mama nie było w ogóle kontaktu, nic nie rozumiała co się do niej mówi, nie potrafiła nic odpowiedzieć, z poruszaniem się jakimkolwiek był problem, nawet z piciem.
Przed zaśnięciem była nawet pielęgniarka i właściwie niczego nie zauważyła niepokojącego (fakt, wtedy mama była jeszcze kontaktowa).
Nikt za to z nas nie wpadł, że mama może mieć temperaturę! Jak pogotowie zmierzyło już na izbie przyjęć (udało się ubłagać, by mamę zabrali) - była 39,7 st. C! Ale mama żadnych objawów infekcji nie miała, żadnych dreszczy, potów, nie narzekała że gorąco/zimno, nie bolała głowa (fakt, że kontakt był właściwie żaden). Po przedwczorajszym dniu - myślałam, że takie zachowanie to kwestia za dużej dawki leków (2x40 mg Oxycontin i 3 tabl, Sevredol) w dniu wcześniejszym i słabego jedzenia (1 mały posiłek na cały dzień). Ale po powtórce w dniu wczorajszym - zaczynam podejrzewać niestety że są to już przerzuty do mózgu... Czy tak się objawiają? Wysoką gorączka? Na SOR udało się zbić temp. - podano 2 fiolki po 100 ml Paracetamol Kabi (czyli razem 2000mg paracetamolu?) i temp. spadła. Do tego podali trochę elektrolitów na wzmocnienie (K i Na).
Noc była spokojna, do teraz też ok, ale mama narzeka na zawroty głowy przy chodzeniu i traceniu równowagi oraz dużą potliwość...
29.12 robiona mamie TK głowy, dziś powinien być wynik, może jutro uda się dostać do radioterapeutki - na jej zlecenie było robione badanie.. Pytanie - czy w przypadku, jak teraz nie ma dolegliwości bólowych, a są "jedynie" zawroty - warto męczyć mamę naświetlaniem..? Póki co - forma jako-tako dobra, po tej interwencji SOR - czyli słaba jest nadal, ale się porusza samodzielnie..
Kurcze - cały czas dylematy na które z mniejszego zła się decydować.....

[ Dodano: 2016-01-12, 15:19 ]
Aha, wyniki krwi wydają się być w jako-takiej normie... (zważywszy, że prawie 2 dni nic nie jadła...)

APTT: czas kaolinowo-kefalinowy 33,3 sek. [27,4-41,0], CK-MB-surowica: Ck-MB 15 U/L [-25]
Elektrolity - Na, K: K 3,16 mmol/l ]3,7-5,3], Na 137,74 mmol/l [135-147]; kreatynina-surowica: GFR powyżej 60 ml/min [-], kreatynina 0,74 mg/dl [0,50-0,90]
Morfologia krwi pełna:
BASO# 0,05 tys/ul [0,02-0,10], BASO% [0,0-2,0], EO# 0,12 tys/ul [0,04-0,40], EO% 1,3% [1-7], HCT 39,6% [36-46], HGB 12,8 g/dl [12-16], LYMPH# 2,78 tys/ul [1,5-3,5], LYMPH% 29,9% [20-45], MCH 26,7 pg [28-34], MCHC 32,3 g/dl [32-36], MCV 82,5 fl [80-100], MONO# 0,71 tys/ul, [0,20-1,0], MONO% 7,6% [2-10], MPV 11,2 fl [7,4-11,0], NEUT# 5,65 tys/ul [2,5-5,4], NEUT% 60,7 % [37-75], P-LCR 34,7 % [13-43], PCT 0,39 % [-], PDW 13,2 % [12,0-16,5], PLT 346 tys/ul [150-450], RBC 4,80 mln/ul [4,0-5,2], RDW 13,3 % [11,6-16,5], WBC 9,31 tys/ul [4,0-10,0]
PT (INR): czas protombinowy 11,1 sek (8,0-11,9], INR 1,12 [0,80-1,20], Troponina T-surowica: troponina T hs < 0,003 ng/ml [-0,014]

I jak to jest - morfologia niby ok, a człowiek tak mocno chory....
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


logo

Statystki wizyt z innych stron
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group