DUM SPIRO-SPERO Forum Onkologiczne Strona Główna
Logo Forum Onkologicznego DUM SPIRO-SPERO
Forum jest częścią Fundacji Onkologicznej | przejdź do witryny Fundacji

Czat Mapa forum Formularz kontaktowyFormularz kontaktowy FAQFAQ
 SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  AlbumAlbum
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Jak żyć po stracie ukochanej osoby
Autor Wiadomość
fioko7 


Dołączyła: 05 Sie 2010
Posty: 47
Pomogła: 3 razy

 #1  Wysłany: 2011-04-04, 09:10  Jak żyć po stracie ukochanej osoby


Niedługo minie 2 mies jak odszedł mój kochany mąż. Dopiero powoli dociera do mnie co się stało, że już nigdy nie wróci, nigdy mnie nie przytuli, nie pocałuje. Jeśli jest ktoś na forum kto strcił bliską osobę i będzie chciał nawiązać kontakt to bardzo o to proszę, Jak radzicie sobie po stracie najbliższych? Ja czuję że moje życie nie ma już sensu, bo dotad tego sensu dodawał mi mąż. Nie potrafię bez niego funkcjonować, wszystko robię na siłę , z przymusu. Poza pracą nie jestem w stanie skupić się na innych rzeczach, tylko wciąż rozmyslam. Czuję dodatkowo wyrzuty sumienia, że mogłam zrobić jeszcze więcej dla mojego kochanego skarba. Tak bardzo Go kocham i tak bardzo za Nim tęsknie.
 
fioko7 


Dołączyła: 05 Sie 2010
Posty: 47
Pomogła: 3 razy

 #2  Wysłany: 2011-04-07, 06:41  


Jakby był ktoś zainteresowany to podaję link do mojego bloga http://zyciejestkrotkieal...a.blog.onet.pl/ Stworzyłam go po śmierci mojego męża bowiem pisanie o Nim sprawia że czuję sie troszkę lżej. Chciałabym nawiązać również kontakt z innymi osobami które straciły bliskich i chciałabym się dowiedzieć jak radzicie sobie z ta trudna sytuacją. Ja jestem taka osobą, że potrzebuję się wygadać a nie mam za bardzo z kim porozmawiać, Wiem że najlepiej zrozumieja mnie osoby, które przeszły przez to co ja. Jeśli będzie ktoś chetny to proszę się odezwać do mnie
 
gfloris 


Dołączyła: 07 Kwi 2011
Posty: 2

 #3  Wysłany: 2011-04-07, 15:54  


nie straciłam nikogo bliskiego, jednak wiem dobrze jaki to ból, odchodzi ktoś kto był najlepszym przyjacielem i kompanem w życiu, ktoś kto wspierał każdego dnia, napędzał siły, dodawał chęci do życia:( ale to nie musi być koniec, tak naprawdę Twoje myśli nadal są Jego pełne, wystarczy tylko czerpać z nich to co pozytywne. nie jesteś Sama, są tacy, którzy mogą i chcą Ci pomóc. pomyśl Sobie, ze Jego ciało śpi spokojnie i czeka na dzień kiedy znowu się z Tobą połączy. to dodaje wiary i siły, pozwala myśleć, ze wcale nie jest najgorzej, bo przecież żyje, oddycham i mogę wiele, trzymam kciuki za szybkie zmartwychwstanie,Gosia
_________________
gosia
 
 
levy272 


Dołączył: 29 Mar 2011
Posty: 26

 #4  Wysłany: 2011-04-07, 18:27  


fioko7 napisał/a:
Czuję dodatkowo wyrzuty sumienia, że mogłam zrobić jeszcze więcej dla mojego kochanego skarba. Tak bardzo Go kocham i tak bardzo za Nim tęsknie.


Pamiętaj: nie umiera ten, kto trwa w pamięci żywych. Jeżeli miał kogoś, kto tak bardzo go kochał i kocha nadal, to jego życie zdecydowanie było wygrane. Żyj tak, jakby sobie tego życzył. On na pewno chciałby Twojego szczęścia. Jestem pewien, że jest ciągle przy Tobie. Kiedyś jeszcze na pewno się spotkacie! Głowa do góry, czas zabliźni rany. Mam nadzieję, że tych kilka słów podniesie Cię na duchu i wywoła chociaż chwilowy uśmiech na Twojej twarzy ;)
_________________
Jedność, lojalność, braterstwo - JLB!
 
pchelka 


Dołączyła: 10 Lut 2011
Posty: 18

 #5  Wysłany: 2011-04-08, 20:49  


Wiem tak dobrze co czujesz... Nie jest łatwo ująć to w słowa.... Czy boli?? Oj bardzo .... Widzę jak bardzo cierpi mój tato 30 lat po ślubie stracił swoją ukochaną, drugą połowę.... My musimy żyć dalej... ale jak?? Moją misją jest kontynuowac to kim była moja mama... czyli wspaniałym człowiekiem... możesz do mmnie pisać na meila : kasnaj@wp.pl ... zapraszam i dużo wytrwałości życzę....<przytul> wirtulanie :roll:
 
czkawka 
PRZYJACIEL Forum



Dołączyła: 07 Cze 2010
Posty: 910
Pomogła: 216 razy

 #6  Wysłany: 2011-04-09, 20:28  


fioko7, przeczytałam wpisy na Twoim blogu, wyłam jak bóbr i nadal nie mogę przestać.
Potrafię wyobrazić sobie co czuje kobieta, która traci swojego ukochanego lub mężczyzna, który traci swoją ukochaną....ja straciłam Mamę, rodzica, przyjaciela i najukochańszą osobę w moim małym świecie...
To prawda, że każda śmierć boli, ale jak trudno pogodzić się z odejściem dziecka lub młodej osoby, która wkraczała w życie...
Wiem, że trudno Ci się z tym pogodzić i długo będziesz jeszcze cierpieć.
Czytałam Twego bloga i uświadamiałam sobie po raz kolejny, że w życiu nic nie dzieje się przypadkowo....Spotkałaś w swoim życiu tego jedynego wspaniałego mężczyznę, krótko byliście ze ze sobą, ale zdaliście oboje egzamin z miłości najlepiej jak można. Twój Mąż miał ogromne szczęście w tym nieszczęściu, że byłaś przy nim właśnie Ty- kochająca i oddana kobieta, Jego największa miłość.
Pisz na forum o tym co Cię trapi, męczy a może nawet z czasem śmieszy. Bloga dołączam do zakładek i będę odwiedzać.
Teraz mogę jedynie wirtualnie przytulić.

Pozdrawiam bardzo serdecznie.
_________________
"Ludzkość! Jaka ona szlachetna! Jakże chętna do poświęcenia...kogoś innego."
S. King
 
fioko7 


Dołączyła: 05 Sie 2010
Posty: 47
Pomogła: 3 razy

 #7  Wysłany: 2011-04-11, 06:58  


Dziękuję wszystkim, którzy napisali mi choć kilka słów otuchy, nawet nie wiecie jakie to dla mnie ważne. Bardzo potrzebowałabym rozmowy, ale pisanie tutaj na forum jest również pewnego rodzaju rozmową i wiele może dać człowiekowi. Czasem nawet łatwiej jest napisać to co się czuje. Dzisiaj kolejny dzień przede mna bez mojego ukochanego. Ja nadal zastanawiam się czy zrobiłam wszystko dla niego? Zastanawiam się że może mogłam szukać leczenia w innym mieście, że powinnam bardziej "kontrolować" lekarzy, czuję że mogłam jeszcze cos zrobić. Nie mogę tez pogodzić sie z tym że mąż zmarł na powikłania po chemii, a nie z samej choroby. Wiem że chemia miała charakter paliatywny ale cały czas jak wielu z was żyłam nadzieją że może jeszcze wyjdzie z tego. Mam żal do lekarzy że nie zrobili wszystkiego, żal do siebie. Cały czas zastanawiam się czy mój mąż mógł jeszcze żyć.
 
pchelka 


Dołączyła: 10 Lut 2011
Posty: 18

 #8  Wysłany: 2011-04-13, 19:37  


Cytat:
Fioko7
każdy z nas zadaje sobie takie same pytanie... Czy zrobiliśmy wszystko??Czy czegoś nie zaniedbaliśmy.... Moja mama zmarła na zatrzymanie akcji serca, a nie z nowotworu... Wiem jak to boli.... Są dni kiedy myśle ... JEST OK... jakoś damy rade... a później dni kiedy żal rozsadza serce.... dzisiaj stwierdzam iż nie daje juz rady.... każde czynności wykonywane bez tej drugiej osoby tak bardzo bolą tam w środku... dzisiaj pierwszy raz plewiłam ogródek przed blokiem, którym zajmowała się mama... płakałam jak małe dziecko.... brak słów w takiej chwili.... ojjj nasze życie jest bez sensu.... żyjemy po to aby umrzeć...
 
postangeti 


Dołączyła: 18 Lip 2011
Posty: 19
Skąd: Kotlina Kłodzka
Pomogła: 2 razy

 #9  Wysłany: 2011-07-18, 14:07  Umarła mama...moja kochana


Minęły dwa miesiące odkąd moja mama trafiła do szpitala, półtora od operacji i prawie miesiąc od śmierci...Nigdy nie chorowała, aż tu nagle choroba wskazująca na zapalenie pęcherza...zwykły antybiotyk i do kontroli potem...Antybiotyk nie pomógł, mamę zabrali do szpitala czyli fachowa opieka i już wszystko będzie dobrze (myślałam naiwnie). Diagnoza była jak jak grom z jasnego nieba! Nowotwór jajnika. Mama się totalnie załamała (pamiętam jak zwymiotowała z nerwów po pierwszej konsultacji onkologicznej) a ja razem z nią, tylko przy niej musiałam się trzymać, żeby nie domyślała się jak jest źle...ale ona wiedziała, wiedziała od początku... Potem wszystko nabrało pędu...Szpital onkologiczny, operacja i dwa tygodnie w domu czekając na wynik wycinka i chęmię...To były ostatnie dwa tygodnie, dwa tygodnie, które muszę zapamiętać na resztę swojego życia, nasze dwa tygodnie. Mama wypełniała mi całe dnie, ale lubiłam to uczucie, że wreszcie ja mogę zrobić coś dla niej, bo dotąd ona pomagała mi we wszystkim...Rano śniadanie, opatrzenie rany po operacji, zastrzyk przeciwzakrzepowy, mycie, wyklepanie plecków i natarcie spirytusem, przebranie koszuli, zmierzenie cukru i pytanie na co ma dziś ochotę...Tak bardzo ją kochałam, była moim jedynym przyjacielem a teraz już jej nie ma... Pierwsza chemia okazała się zabójcza,myślę,że była na nią za słaba, z trudem poruszała się po operacji i to ją dobiło...Zdążyła jeszcze wrócić do domku...Pamiętam jaka była zniecierpliwiona,gdy spóźniłam się po nią całe 3 minuty, bo utkwiłam w korku...spieszyła się do domu, do domu,w którym 4 godz. później umarła... Zawsze myślałam, że to całe umieranie musi trwać dłużej, że człowiek się starzeje,dopadają go choroby, z którymi zmaga się dłuższy czas, trafia do szpitala i tam odchodzi... Rzeczywistość była zupełnie inna... Moja kochana...wypiła miętową herbatkę z ogródka, podeszła resztką sił do okna, potem się położyła,za chwilkę podała mi rękę, by usiąść, usiadła, oparła się o stół a ja wyszłam na chwilkę do kuchni zostawiając przy niej brata...Wróciłam po 10 min a ona już nie żyła...Odeszła siedząc,oparta o stół, nie poczekała na mnie... Moja kochana jak mam żyć bez Ciebie? Jak mam żyć?!! Byłaś zawsze! Zawsze... Wciąż łapię się na tym,że chcę do Ciebie zadzwonić...Zawsze byłaś pierwszą osobą , z którą rozmawiałam, gdy coś się stało... Każdego dnia mam Ci tyle do powiedzenia...Jak spał malutki, że zaczyna chodzić, co dziś na obiad, że boli mnie gardło a w nocy padało...W środę Piotruś skończył roczek a Ty nie zadzwoniłaś... Zawsze dzwoniłaś i kazałaś mi dawać go do telefonu...mówiłaś do niego a on się śmiał do słuchawki...Tłumaczyłam Ci, że jest malutki i nie wie o co chodzi, ale Ty chciałaś do niego mówić,jakbyś czuła, że później nie będzie już jak... Jak mam teraz żyć?! Tęsknię za Tobą w każdej sekundzie, Moja kochana...
_________________
"(...) Chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć, kochamy wciąż za mało i stale za późno."
 
JustynaS1975 
MODERATOR



Dołączyła: 24 Cze 2011
Posty: 10571
Skąd: Warszawa
Pomogła: 1443 razy


 #10  Wysłany: 2011-07-18, 14:37  


postangeti, czytam posty innych osób 'bliskich chorym', kiedy chorzy umierają przez kilka dni cierpiąc, to Twoja Mama przynajmniej tyle nie wycierpiała, choć to żadne pocieszenie dla Ciebie. Pewnie to głupie, ale chyba chciałabym umrzeć jak Twoja mama, tak szybko, bez tak długotrwałego cierpienia. Choć taka 'nagła' śmierć to ogromny dramat dla bliskich.
Z jedną bliską mi osobą, która zmarła parę lat temu cały czas rozmawiam. Mówię to niej od czasu do czasu. Kiedy przychodzę pod oknem jej mieszkania, w którym ktoś inny mieszka teraz, mówię 'no widzi Pani Aniu, jak to życie się toczy, jakoś tak ... dziwnie'. I myślę, że Ona na mnie patrzy i od czasu do czasu 'troszku' czuwa.
Pozdrawiam Cię serdecznie. Życzę Ci mnóstwa siły i abyś osiągnęła spokój wewnętrzny.
_________________
Choroba moim nauczycielem, nie panem. Chwila, która właśnie trwa może być najlepszą z Twoich chwil.
 
 
Edvige 


Dołączyła: 17 Kwi 2011
Posty: 159
Pomogła: 37 razy

 #11  Wysłany: 2011-07-18, 16:11  


Dziś mija trzy tygodnie jak odszedł mój ukochany mąż. Razem przeżyliśmy 32 lata i 355 dni. Ostatnie 3,5 roku było ciągłym zmaganiem się z chorobą: w 2008 rak prostaty a w 2009 rak trzustki. Po operacji mąż przeżył 23m-ce. Czas dzieliłam pomiędzy moją pracą a tym co chciałam i musiałam zapewnić mojemu ukochanemu tj. ciągłe badania, konsultacje, chemioterapie, częste pobyty męża w szpitalu i codzienne odwiedziny(70km dziennie). 27.06.2011 wszystko się skończyło, torba z rzeczami osobistymi męża przywieziona ze szpitala stoi nie rozpakowana, każdy następny dzień to narastający ból i pustka. Nie wiem jak sobie dalej poradzę. Zostałam sama. znajomi od kiedy mąż zachorował odsunęli się tłumacząc, że nie potrafią rozmawiać z osobą tak chorą. Dzieci mieszkają daleko pozostał jedyni kontakt telefoniczny. Jedyne co mi pozostało to codzienne popołudniowe wyjście na cmentarz, zdanie relacji z całego dnia i pytania, pytania, pytania......bez odpowiedzi.
"Od wielu dni tak tęskno mi, tak tęskno mi za Tobą.
Za oknem letni deszczyk mży, od wielu dni nie jestem sobą.
Wciąż widzę gdzieś w wieczornej mgle Twe oczy ukochane,
Wciąż widzę je, i znów mi źle w te noce nie przespane."
_________________
''Nagle tak cicho zrobiło się w moim świecie bez CIEBIE" *27.06.2011*
 
Anelia 
PRZYJACIEL Forum



Dołączyła: 27 Gru 2010
Posty: 2959
Skąd: Wlkp
Pomogła: 465 razy

 #12  Wysłany: 2011-07-23, 22:04  


fioko7, Witaj!
Wczoraj przeczytałam Twój blog :cry: Łzy lały się strumieniami... Po przeczytaniu, zrobiłam to jeszcze raz. Słowa jakich użyłaś płyną prosto z serca, z serca kochającej żony. Słowa, które wzruszają do łez, słowa nad którymi nie da się nie płakać i nie odczuć Twojego bólu. Pokazują ogromny ból jaki masz w sobie. Twój mąż miał wiele szczęścia mając taką żonę, oboje byliście sobie pisani...
Płakałam, ponieważ nie tak dawno, niecały miesiąc temu odszedł mój tatuś- on nie miał takiej żony jaką miał Twój mąż :cry: ale dzięku Bogu miał córkę (mam na myśli siebie),córkę która czuje podobnie to samo , która była non stop tuż obok, której serce boli i płacze po stracie, której serce krwawi widząc jak moja mama kilka dni po tym jak tatuś zasnął na wieki wyrzuca wszystko co było tatusia (a nie było tego wiele),tak po prostu wyrzuca wspomnienia... Przykro mi się zrobiło, że mojemu tatusiowi nie była dana taka żona :cry: Tatuś miał żonę po której nie widać smutku jak odszedł, żona która zachowuje się tak jak gdyby nic się nie stało, żona na której zaczął pojawiać się uśmiech na twarzy częściej niż dotychczas. Mam ogromny żal i odczuwam dystans do Swojej własnej mamy... Jestem zrozpaczona i nie potrafię tego pojąć.
Mój tatko miał strasznie smutne życie, robił dla Nas wszystko, pracował ciężko abyśmy miały kawałek chleba- nie oczekiwał od życia więcej niż było mu dane i po co? Po to aby umarł i miał do końca tylko mnie około siebie, córkę która jako jedyna z licznej rodziny mogła wszystko co zrobił uszanować, której każdy drobiazg taty znaczy bardzo wiele- bo był taty, która sama mu pomagała walczyć z chorobą, która w samotności cierpi podwójnie patrząc jak rodzina funkcjonuje normalnie a może nawet i lepiej niż dotychczas ?!! Nigdy się z tym nie pogodzę. Nidgy nie zrozumię, dlaczego uczciwi ludzie muszą w tak straszny sposób odejść z tego świata, i dlaczego tak młodo, dlaczego mimo licznej rodziny czuję się sama, dlaczego moja rodzina jest taka zimna, dlaczego tatko odszedł ?! Bardzo mocno mi go brakuje, z dnia na dzień bardziej tęsknię i powoli dochodzi chyba do mnie co się stało. Ogarnia mnie złość, kiedy widzę jak wszyscy się śmieją a tatko leży kilka metrów pod ziemią, w ciemności, zupełnie sam... ehhh nie mogę dalej pisać :cry: :cry: :cry: mam ochotę iść na cmentarz i położyć się obok Niego :cry:
_________________
Anelia
Jeśli wiara czyni cuda,trzeba wierzyć,że się uda !
 
Bogna 


Dołączyła: 16 Lut 2012
Posty: 3
Skąd: Warszawa

 #13  Wysłany: 2012-02-16, 20:40  ISKIERKA NADZIEI


Witam serdecznie. Nazywam się Bogna. Jestem osobą niepełnosprawną fizycznie. Wiem,
czym jest strata Ukochanej Osoby (Osób). Gdy miałam 17 lat, w wypadku samochodowym
zginęli moi Rodzice. Długo nie mogłam sobie z tym poradzić. Cierpiałam w samotności,
która "krzyczała ciszą". Pomocną dłoń podała mi wtedy moja Ciocia. Tylko Ona umiała mnie wysłuchać i wesprzeć. Nie pozwoliła mi się załamać. Dzięki Cioci uwierzyłam w siebie.
Właśnie dlatego założyłam blog:http:// skrzydlanadziei.blogspot.com/ na który bardzo serdecznie wszystkich zapraszam. Marzę, aby przekazać innym tę "iskierkę" nadziei, która jest tak potrzebna do życia każdemu.

[ Dodano: 2012-02-17, 11:50 ]
Witaj Anelio! Bardzo poruszył mnie Twój wpis na Forum. Bardzo Ci współczuję po śmierci
Twojego Kochanego Taty. Wiem, co czujesz i jak musi być Ci ciężko, szczególnie, że swój
ból przeżywasz w samotności. Doświadczyłam tego samego, gdy po tragicznej śmierci
moich Rodziców ze swoim cierpieniem zostałam sama, bo nikt nie chciał zrozumieć,
co czuję.
Bardzo chciałabym Ci pomóc - być z Tobą w tym trudnym dla Ciebie czasie. Jeśli tylko
chcesz, proszę napisz do mnie na adres: skrzydlanadziei@wp.pl
Serdecznie Cię pozdrawiam i proszę pamiętaj, że nie jesteś sama
Bogna
  
 
Anelia 
PRZYJACIEL Forum



Dołączyła: 27 Gru 2010
Posty: 2959
Skąd: Wlkp
Pomogła: 465 razy

 #14  Wysłany: 2012-02-21, 22:42  


Bogna, dopiero teraz przeczytałam ...
Bogna napisał/a:
Jeśli tylko
chcesz, proszę napisz do mnie

Dziękuję :tull: i również pozdrawiam.
_________________
Anelia
Jeśli wiara czyni cuda,trzeba wierzyć,że się uda !
 
przegrana walka 



Dołączyła: 29 Lut 2012
Posty: 5
Skąd: Bydgoszcz
Pomogła: 2 razy

 #15  Wysłany: 2012-03-10, 03:09  


Ja straciłam 2 tygodnie temu najcudowniejszego ojca swiata,on był moim wzorem a ja jego najmłodsza córeczka,mam 25 lat tata miał zaledwie 60 spodziewał sie wnuka ,nie doczekał a walczył dzielnie chciał pozyc mówił jeszcze tak roczek ,dwa .walka trwała 9miesiecy rak drobnokomorkowy z przerzutami do mózgu płuca były zjedzie z dnia na dzień ,po radioterapi wyszedł i 7 dni był w domu w ósma dobę pogotowie w 10 tatę straciliśmy.strata jest nie do opisania ten pogrzeb,tulil tatę jakby żył tak wyglądał.mam dużo piątek,zdjęć ,zapach ,ale jedno jest dziwne js nadal nie wieże ze go niema,płacze ale czuje ze jest przy mnie ,dzwonię na jego komórkę żeby usłyszeć tatusia głos na poczcie,dziś dzwonilam do lekarza dlaczego tak sie stało ,chyba nie umiem sie z tym pogodzić .kocham cię tak bardzo tato ,nikt sie nie spodziewał ze tak nagle nawet sie nie porzegnalam..moze chciał mi coś powiedzieć ale jeszcze go spotkam Prawda
_________________
Drobnokomorkowy rak płuc-przegralismy walke 21.02.2012 o godzinie 10.10 ta data zawsze zostanie w moim sercu .
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

logo

Statystki wizyt z innych stron
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group