1. Link do strony z możliwością wsparcia forum:
https://pomagam.pl/forumdss_2020_22

2. Konta nowych użytkowników są aktywowane przez Administrację
(linki aktywacyjne nie działają) - zwykle w ciągu ok. 24 ÷ 48 h.

DUM SPIRO-SPERO Forum Onkologiczne Strona Główna

Logo Forum Onkologicznego DUM SPIRO-SPERO
Forum jest cz?ci? Fundacji Onkologicznej | przejdź do witryny Fundacji

Czat Mapa forum Formularz kontaktowyFormularz kontaktowy FAQFAQ
 SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  AlbumAlbum
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
jak sobie poradzic z faktem ze bliska osoba odchodzi
Autor Wiadomość
fooxy83 


Dołączyła: 17 Paź 2012
Posty: 3

 #1  Wysłany: 2012-10-17, 14:34  jak sobie poradzic z faktem ze bliska osoba odchodzi


witam...

nie wie czy dobrze robie ze tu pisze ale bardzo chcialabym zeby chociaz jedna osoba napisala jakie sa jej odczucia przezycia.

moja ciocia walczy wlasnie o zycie. jest po 3 operacji guza trzustki. w miedzy czasie okazalo sie ze w drogach zolciowych oraz na plucach sa przerzuty od czerniaka. ciocia jest teraz wspomagana oddechowo walczy juz kolejeny tydzien na oddziale. mnie jednak zastanawia co jesli uda sie jej wyjsc z tego stanu i co dalej?nie ma juz dla niej ratunku wiec jak rodzina ma sobie poradzic z faktem ze bliska osoba i tak odejdzie?
 
kuli 


Dołączyła: 07 Mar 2012
Posty: 33
Pomogła: 4 razy

 #2  Wysłany: 2012-10-17, 15:29  


Myślę że trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie .Zależy pewnie to od wielu czynników.
Mogę tylko napisać jak ja się czułam .Wiedziałam że mama przegrywa walkę
z chorobą .Szykowałam się na tę chwilę. Byłam i działałam jak w transie opiekując się mamą ,nie załamywałam się mimo że mocno
cierpiałam .Prawdę mówiąc czułam się jakbym
siedziała na bombie ,która wybuchnie i dopiero będą straty .Byłam bardzo nerwowa .Swoje złości nie pokazywałam przy mamie (innym się oberwało ;) )
Teraz ,po śmierci mamy zaczynam to wszystko bardziej przeżywać .Trauma jaką jest choroba nowotworowa w rodzinie, zostawiła na mnie mocny ślad .Długo będę się z tego otrząsać .Wspomnienia z czasów choroby powracają do mnie na każdym kroku ,myślę o tym prawie w każdej
minucie .Dochodzi jeszcze świadomość straty mamy i ból jest nie do opisania .
Powracając do pytania; starałam się w trakcie choroby nie myśleć o sobie .
Chciałam pomóc ,być ,kochać mamę .Chciałam żeby nie odczuwała bólu fizycznego ani emocjonalnego .Nie wszystko mi się udało ,ale warto próbować by potem niczego sobie nie zarzucać :)Bo niestety baaaardzo często tak się właśnie dzieje .
 
 
JustynaS1975 
Administrator



Dołączyła: 24 Cze 2011
Posty: 12614
Skąd: Warszawa
Pomogła: 2742 razy


 #3  Wysłany: 2012-10-17, 15:30  


Fooxy83, witam Cię na forum. Bardzo mi przykro, że spotyka Was tak trudna sytuacja.
W dziale Psychoonkologia jest kilka wątków poruszających ten temat. Oto kilka z nich:
http://www.forum-onkologi...arcie-vt768.htm
http://www.forum-onkologi...i-ja-vt6457.htm
http://www.forum-onkologi...iera-vt5715.htm
http://www.forum-onkologi...ieje-vt4881.htm
Poczytaj, może znajdziesz jakąś podpowiedź dla siebie.
Choć myślę, że jeszcze parę innych osób udzieli Ci podpowiedzi.
Pozdrawiam serdecznie
_________________
Człowiek ma dwa życia. To drugie zaczyna się wtedy, gdy zrozumiesz, że życie jest tylko jedno.
Choroba moim nauczycielem, nie panem.
 
fooxy83 


Dołączyła: 17 Paź 2012
Posty: 3

 #4  Wysłany: 2012-10-17, 15:50  


Bardzo Wam dziekuje za odpowiedz...

zdaje sobie sprawe z tego ze bardzo wiele rodzin przechodzi przez tak ciezkie chwile. u nas wszystko nabralo zawrotnego tempa-miala byc przeprowadzona operacja usuniecia guza trzustki a pozniej ew. usuniecie malych ognisk na plucach. taki byl plan...niestety wszystko sie w pzreciagu miesiaca zmienilo i ciocia nadal jest w szpitalu, w ciezkim stanie. dzis rozmawialam z moja mama, ktora jest codziennie u cioci i wiem ze ona bardzo chciala zeby byl jeszcze czas aby "normalnie" moc z ciocia w zaciszu domowym spedzic czas. oczywiscie jest caly czas nadzieja jednak narazie jest bardzo ciezko. ja z kolei mam metlik w glowie i jakos nie potrafie dopuscic do siebie mysli ze albo stracimy ja teraz albo za pare miesiecy!!!! przeciez nawet jesli wyjdzie ze szpitala to sam fakt ze bedzie w domu ze swiadomoscia ze to kewstia czasu moze byc nie do zniesienia...i tak do wlasnie jest ze dopoki taki straszny prblem nie pojawi sie w rodzinie to nikt nie potrafi nawet sobie wyobrazic tak ciezkziej sytuacji:(
 
kuli 


Dołączyła: 07 Mar 2012
Posty: 33
Pomogła: 4 razy

 #5  Wysłany: 2012-10-17, 16:03  


W początkowej fazie choroby czytałam wątki ludzi chorych, którzy przeżywali
dramaty .Czytałam i płakałam ale nie wyobrażałam sobie że będę przechodziła to samo .
Wydawało mi się że bym tego nie przeżyła.
Jednak można się zdziwić ile człowiek jest w stanie znieść .

Trzymaj się i życzę Wam dużo siły :)
 
 
Katarzynka36 
PRZYJACIEL Forum


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 2253
Skąd: Poznań
Pomogła: 393 razy

 #6  Wysłany: 2012-10-17, 17:37  


Kuli,
Zgadzam się z Tobą. Też czytałam wiele wątków i myślałam zawsze, ze ja nie dam rady tak jak inni, że zwariuję, że będę w takim stanie, że będę uciekać ze szpitala by nie patrzec na cierpienie, ze nie dam rady iśc na pogrzeb i pozegnac godnie Taty, że będę tak rozpaczała, że trzeba bedzie wezwać lekarzy, że zamkna mnie w psychiatryku... bo przecież jak znieść odchodzenie i smierć ukochanej, najdroższej Osoby?

jestem przykladem, że mimo ja, osoba z nerwica lękową, z ogromna nadwrazliwością dała radę... To był jakis amok, szok, ogromna dawka adrenaliny, ogromna mobilizacja... Gorzej jest niestety teraz, minęły dwa miesiące od śmierci, a do mnie zaczyna dopiero docierać. Ból rozłaki i tęsknoty jest nie do opisania:(
_________________
Katarzynka36
 
 
JustynaS1975 
Administrator



Dołączyła: 24 Cze 2011
Posty: 12614
Skąd: Warszawa
Pomogła: 2742 razy


 #7  Wysłany: 2012-10-17, 18:08  


Fooxy83, piszę z pozycji chorego, a nie bliskiego chorego. Ale myślę, że moje rady jako chorej, jak się w tej sytuacji zachować będą takie same będą podobne do rad osób bliskich choremu. Po prostu skupić się na czasie teraźniejszym. Na tym, że ciocia jeszcze jest z Wami, być z Nią jak potraficie i jak możecie z Nią być. Jeśli ciocia będzie chciała się wygadać, pozwolić Jej na to.
_________________
Człowiek ma dwa życia. To drugie zaczyna się wtedy, gdy zrozumiesz, że życie jest tylko jedno.
Choroba moim nauczycielem, nie panem.
 
Szaga 


Dołączyła: 12 Kwi 2012
Posty: 48
Pomogła: 1 raz

 #8  Wysłany: 2012-10-18, 10:58  


Witaj,
Z perspektywy swoich przeżyć (Mamcia odeszła 31 lipca po 7-miesięcznej walce) mogę śmiało powiedzieć że przed odejściem od zmysłów i całkowitym załamaniem się uchroniło mnie bieżące działanie.
Skupiłam się na tym co tu i teraz, nie wybiegałam za bardzo w przyszłość bo świadomosć nieuchronnego końca była paraliżująca i destrukcyjna. Odbierała zdolność trzeźwego myślenia i działania.
Skupienie się na celu- bieżąca walka z cierpieniem, bycie blisko, okazywanie miłości, rozmowa, zaspokojenie potrzeb, przygotowywanie ulubionych posiłków Mamy, konsultacje z lekarzami- to były moje cele. Nie zwariowałam wtedy... Mama była najważniejsza.
Teraz, prawie 3 miesiące "po" jestem jednym wielkim kłębkiem nerwów, czuję ogromny stres, ból, cierpienie. Nie mogę spać. Wszystko ciągle wraca a świadomość że Mamy już nie bedzie zalewa mnie każdego ranka po przebudzeniu falą zimnego potu i wewnętrznego bólu. Ciąglę dowiaduję się o tym na nowo. Nie mogę tego zrozumieć.
Najwazniejsze jednak że gdy Mama BYŁA, jakos dałam radę...

Trzymaj się! :/pociesza:/

aga
 
izowita 



Dołączyła: 12 Paź 2012
Posty: 153
Skąd: Zawiercie
Pomogła: 17 razy

 #9  Wysłany: 2012-10-18, 11:57  


Szaga napisał/a:
Teraz, prawie 3 miesiące "po" jestem jednym wielkim kłębkiem nerwów, czuję ogromny stres, ból, cierpienie. Nie mogę spać. Wszystko ciągle wraca a świadomość że Mamy już nie bedzie zalewa mnie każdego ranka po przebudzeniu falą zimnego potu i wewnętrznego bólu. Ciąglę dowiaduję się o tym na nowo.


U mnie jeszcze nie minął tydzień. Nie jest łatwo.
Gdy dowiedzielismy się o chorobie było oczywiscie ciezko pierwsze dni przepłakałam ale cała energia potem szła w walkę. Sama nie wiem skąd brałam tyle siły. za to mama płakała, że tyle nam kłopotów robią i że dobrze ze jestem bo byla by bezsilna.
Teraz 6 dni po nadal płaczę, gdy tylko sobie przypomne albo jak ktos się spyta jak sie trzymam. Psychicznie jest na razie srednio na jeża, mam wrażenie, że jeszcze to do mnie nie dotarło a to co sie stało przydażyło się nie mnie. Że jutro obudzę się i okaże się to snem.
Pojawia się nerwica, trzęsienie rąk i zaczątki buntu.
Boję się, ze tak jak tu inni piszą - później bedzie gorzej.
_________________
Izabela

Tato 9.02.1947 - 13.10.2012 ( 15 miesięcy walki z potworem )

Tato jestem z Ciebie dumna, że tak dzielnie znosiłeś chorobę.
 
fooxy83 


Dołączyła: 17 Paź 2012
Posty: 3

 #10  Wysłany: 2012-10-18, 13:27  


witam Was wszystkie...

widze ze niektore z Was starcily juz soich bliskich:(mimo wszystko widac ze sie trzymacie i dajecie rade skoro jestescie tutaj na forum i piszecie...tak mi sie przyjamniej wydaje...
u nas narazie nie pozostaje nic jak czekanie. ciocia jest nadal na intensywnej terapii-ciagla walka organizmu z nowymi infekcajmi...moja mama coraz czesciej zaczyna mi mowic ze gdyby ciocia nie poszla na operacje to przynajmniej teraz bylaby z nami w domu a tak to lezy od paru tygodni w szpitalu. strasznie sie boimi ze moze juz ztego nie wyjsc:(mozeliwe ze organizm jest juz tak solabiony ze nie da rady wlaczyc ale nawet teraz jak to pisze to od razu sobie mysle ze tak nie mozna i narazie trzeba wierzyc ze wyjdzie ze szpitala a potem bedziemy sie martwic co dalej...nie wiem czy to dobry tok myslenia wiedzac ze pewnie i tak ma niewiele czasu ale przeciez nie mozna juz teraz mowic o cioci w czasie przeszlym!!!!mamie powtarzam ile moge ze sama ciocia kiedy dowiedziala sie o guzie to bardzo chciala zeby ja zakwalifikowali do opreacji wiec jednak chciala wlaczyc tak samo jak i my...nikt chyba nie mogl przewidziec ze sprawy sie az tak skomplikuja:(

ale...codziennie po 16.00 czekam na tel od mamy, ktora wychodzi ze szpitala i czekam na wiadomosci co sie dzieje
 
madziulena 


Dołączyła: 20 Cze 2012
Posty: 93
Pomogła: 11 razy

 #11  Wysłany: 2012-10-18, 19:44  


fooxy83
dotknęłaś bardzo trudnego do ubrania w słowa tematu. Ja jestem 3 miesiące po stracie mojego ukochanego Tatusia.... przez ostatnie 3 tygodnie Jego życia, może dwa wiedziałam, że Tatuś powoli gaśnie i w żaden sposób sobie z tym nie radziłam. Skupiałam się na każdym dniu, jak Tatuś spał, ile zjadł czy był na spacerze, nie wierzyłam, że może zabraknąć Go kiedykolwiek, myślała, że ta chwila nigdy nie nadejdzie...
Kiedy swoje ostatnie 3 dni Tatuś był w hospicjum i gasł powoli to najgorszy czas jaki można sobie wyobrazić, czułam ,że odpływam ze . Nie byłam w stanie racjonalnie myśleć, wielu rzeczy z tamtego okresu nie pamiętam....
fooxy83 to,że piszemy tutaj na forum nie świadczy o tym,że jakoś się trzymamy. kiedy odchodzi najbliższy ukochany my nie odchodzimy razem z nim, musimy trwać, być ....
czasem wracamy do pracy, czasem uśmiechamy się na ulicy, chodzimy na zakupy- jednak to co dzieje się w naszych sercach , głowach jest bardzo trudne do opisania, każdy z nas przeżywa swój prywatny koszmar radzenia sobie po śmierci ukochanych...
_________________
tak bardzo mi źle Tatusiu :(
 
Katarzynka36 
PRZYJACIEL Forum


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 2253
Skąd: Poznań
Pomogła: 393 razy

 #12  Wysłany: 2012-10-19, 01:09  


Szaga napisał/a:

Z perspektywy swoich przeżyć (Mamcia odeszła 31 lipca po 7-miesięcznej walce) mogę śmiało powiedzieć że przed odejściem od zmysłów i całkowitym załamaniem się uchroniło mnie bieżące działanie.
Skupiłam się na tym co tu i teraz, nie wybiegałam za bardzo w przyszłość bo świadomosć nieuchronnego końca była paraliżująca i destrukcyjna. Odbierała zdolność trzeźwego myślenia i działania.
Skupienie się na celu- bieżąca walka z cierpieniem, bycie blisko, okazywanie miłości, rozmowa, zaspokojenie potrzeb, przygotowywanie ulubionych posiłków Mamy, konsultacje z lekarzami- to były moje cele. Nie zwariowałam wtedy... Mama była najważniejsza.
Teraz, prawie 3 miesiące "po" jestem jednym wielkim kłębkiem nerwów, czuję ogromny stres, ból, cierpienie.

Szaga - zacytowałam Cię - mam identycznie
Nie wierzyłam, że dam radę, widziałam, jak mnie zabieraja do psychiatryka, bo niemożliwe bylo dla mnie, że to przetrzymam... ale Tatus był najważniejszy, więc mobilizacja była niesamowita, amok jakiś... teraz 2,5 miesiąca po śmierci jest coraz gorzej:(

ściskam Was dziewczyny, dobrze, że jesteście, jest się komu wyżalić, bo ktoś kto nie przeżył, nie jest w stanie nas zrozumieć...
_________________
Katarzynka36
 
 
balagan 


Dołączyła: 22 Lis 2011
Posty: 330
Pomogła: 42 razy

 #13  Wysłany: 2012-10-19, 02:20  


U mnie minęło 10 miesięcy od śmierci Mamy. Czy jest lepiej? Jest tragicznie. Najgorsze jest poczucie winy, że nie uratowałam Mamy. I to tak boli. Jeszcze boli to, że ludzie którzy nie przeszli piekła choroby nowotworowej, bólu, cierpienia kochanej osoby myślą, że po 10 miesiącach wszystko wraca do normy.
Przytulanki dla Was

:in_love:
_________________
balagan
 
konimall 


Dołączyła: 19 Paź 2012
Posty: 1
Pomogła: 1 raz

 #14  Wysłany: 2012-10-19, 08:56  


Kiedy mój dziadek miał już tak zaawansowany nowotwór, że żadne leczenie nie wchodziło w grę (m.in. ze względu na wiek) przygotowywałam się psychicznie, że lada dzień może odejść.
Namiętnie (jeśli można użyć takiego słowa w kontekście choroby) czytałam wątek z tego forum o oznakach umierania, bardzo mi pomógł przygotować się na to, co miało nastąpić. Obserwowałam, pytałam mamę o dziadka, jak wygląda, jak się zachowuje, jeśli mnie nie było w szpitalu. Chciałam chyba tym zmniejszyć swój szok, kiedy dostałabym telefon, że to już.
Kiedy zmarł, wiadomo, z jednej strony smutek i żal, ale z drugiej myśl, że był z tym pogodzony, chciał, jak to mówił "już zasnąć", że nie cierpi i już nic go nie boli.

Jest wiele cennych rad i wątków na tym forum, które pomogą Ci choć trochę poradzić sobie z tym psychicznie. I jednocześnie tyle cierpienia i smutku :/

Życzę Ci spokoju.
 
egoiści 


Dołączyła: 03 Wrz 2012
Posty: 30
Pomogła: 5 razy

 #15  Wysłany: 2012-10-19, 20:55  


:-( Nie ma na to żadnej dobrej rady. Nie ma.
Niektórzy czują się 'lepiej', gdy ich bliscy odchodzą powoli i z czasem gasną. Dla innych jest to nie do zniesienia. Mój Tatuś właśnie tak gasł, nie tak długo, bo tylko 3 miesiące. Nie wiem, czy gdyby odszedł szybciej to byłoby mi łatwiej. Dzięki temu, że powoli wycofywał się z życia.. przeżyłam mały proces jego odejścia zanim jeszcze odszedł ode mnie na zawsze.

Minął miesiąc a ja czuję się gorzej. MARZĘ by ujrzeć Tatę, tutaj w domu, nawet w beznadziejnym stanie, ale wtedy mówię sobie, że jestem egoistką i idiotką, i myślę o Tacie- że tego nie chciał. To mi bardzo pomaga, bo mój Tata naprawdę nie chciał takiego życia z chorobą.

Świadomość, że Tata nie cierpi, nic go nie boli jest dla mnie bezcenna.

W czasie choroby prawie w ogóle nie płakałam, nie przeżywałam. Do ostatniego dnia myślałam o Nim, aby było mu wygodnie, co zjadł, co może zjeść, czy wziął lekarstwa, czy jest mu wygodnie, czy się nie nudzi, nie męczy, co mogę dla niego zrobić, kiedy mogę z nim być. Do ostatniej chwili liczyłam na cud, może z wyjątkiem ostatniego dnia, kiedy widziałam, że gaśnie na dobre. Gdybym poszła do Taty i płakała to czułabym się koszmarnie wiedząc, że on to dziwi. Skoro on nie miał siły, to chciałam być jego siłą, oczami na świat, wszystkim.

Aktywność na forum jest dla mnie niezbędna. Czuję, że tutaj każdy wie o czym ja mówię i co czuję. JEstem o tym przekonana. Wśród znajomych, którzy nie mają podobnego doświadczenia, na pewno tego nie znajdziesz, a jest to bardzo potrzebne.

balagan, mam wrażenie, że moi znajomi myślą podobnie. Skoro minęło już trochę czasu, to pewnie jest w porządku. Wtedy gubią swoją wrażliwość i wyrozumiałość...
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


logo

Statystki wizyt z innych stron
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group