1. Link do strony z możliwością wsparcia forum:
https://pomagam.pl/forumdss_2020_22

2. Konta nowych użytkowników są aktywowane przez Administrację
(linki aktywacyjne nie działają) - zwykle w ciągu ok. 24 ÷ 48 h.

DUM SPIRO-SPERO Forum Onkologiczne Strona Główna

Logo Forum Onkologicznego DUM SPIRO-SPERO
Forum jest cz?ci? Fundacji Onkologicznej | przejdź do witryny Fundacji

Czat Mapa forum Formularz kontaktowyFormularz kontaktowy FAQFAQ
 SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  AlbumAlbum
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Tato odszedł i ... nie radzę sobie :-(
Autor Wiadomość
gosiat 


Dołączyła: 12 Gru 2014
Posty: 161
Pomogła: 17 razy

 #1  Wysłany: 2015-02-13, 08:50  Tato odszedł i ... nie radzę sobie :-(


Witam,
Długo zastanawiałam się, czy napisać tutaj ... ale z każdym dniem zamiast być coraz lepiej jest odwrotnie :-(
Tato chorował krótko, bo od pełnej diagnozy do śmierci minęło tylko 3 tygodnie i zmarł 26.12.2014 roku. Ja wiem, że męczył się krótko i dla Niego to było wybawienie od bólu ... ale u mnie, podobnie jak u mamy pozostała wielka dziura.
Jeszcze dobrze, nie zdążyłam się zmierzyć z chorobą, z tym co ze sobą niesie, a już zabrała mi tatę, nie dała nawet szans zawalczyć ... Lekarze, chyba próbowali w delikatny sposób przekazać że śmierć może nastąpić szybciej niż nam się wydaje.
Boli to, że taty już nie ma, miał tylko 61 lat. Jest pustka i nie radzę sobie z tym, mimo iż jest mama, jest brat, i w końcu jest mąż i dzieci ... w pracy radzę sobie jakoś bo wiem, że muszę .. a w domu ... jest horror ... wszystko mnie denerwuje, ciągle kłócę się z mężem, krzyczę ... wiem, że źle robię, ale nie umiem nad tym zapanować ...
Ponad to, podupadłam trochę na zdrowiu, od stycznia jestem ciągle przeziębiona lub chora ... może to wszystko się dzieje, bo puściło to napięcie które towarzyszyło mi w grudniu? w ogóle nie wiem jak przeżyłam grudzień, wyjazdy do Rzeszowa ... praktycznie nie pamiętam tamtego okresu ...
jak wrócić do tego co było wcześniej?
czy kiedyś zniknie widok taty z ostatnich godzin Jego życia? czy będę pamiętać tatę takim jaki był przed chorobą? bo na razie to ja się boję tego widoku ... zamykam oczy i widzę tatę z oczami "z obłędem", który krzyczy, klnie ... no i w ogóle nie wygląda jak tato ...

Jeśli nie tu powinnam pisać, to przepraszam ... ale naprawdę nie wiem już co mam ze sobą zrobić
_________________
Tatuś walczył 3 tygodnie - diagnoza DRP z przerzutami do kręgosłupa i wątroby 05.12.2014r. - 26.12.2014r. (*)
 
Jolana 
PRZYJACIEL Forum



Dołączyła: 23 Paź 2011
Posty: 2069
Skąd: Warszawa
Pomogła: 1506 razy

 #2  Wysłany: 2015-02-13, 10:39  


Witaj gosiat,

smutek, żal, złość, gniew, bunt, płacz jest naturalną odpowiedzią na śmierć Taty - to wszystko jest bardzo pomocne w dochodzeniu do równowagi. Naprawdę. :)

Nie uciekaj przed tymi emocjami - to naturalne reakcje.
Porozmawiaj z mężem o swoich uczuciach i trudnościach.Kiedy będzi Ci coraz trudniej psycholog może być również dobrym wsparciem w takim trudnym czasie. Z biegiem czasu nabierzesz dystansu do tej sytuacji...

Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie :)
_________________
Aegrotus sacra est...
 
Caroline 



Dołączyła: 03 Lut 2010
Posty: 662
Skąd: Dąbrowa Górnicza
Pomogła: 102 razy

 #3  Wysłany: 2015-02-13, 12:13  


Jolana napisał/a:
Witaj gosiat,

smutek, żal, złość, gniew, bunt, płacz jest naturalną odpowiedzią na śmierć Taty - to wszystko jest bardzo pomocne w dochodzeniu do równowagi. Naprawdę. :)

Nie uciekaj przed tymi emocjami - to naturalne reakcje.



Witaj.
Mnie po śmierci Mamy (de facto sama byłam w trakcie chemioterapii) szpital "zapewnił" opiekę psychoonkologa. I ta Pani właśnie mówiła i tłumaczyła, że dobrze się dzieje kiedy pojawiają się emocje. Gorzej by było gdyby one się nie pojawiły a np. byłaby obojętność czy otępienie etc.
pzdr.
_________________
HISTORIA MAMY http://www.forum-onkologi...ejacy-vt599.htm
MOJA HISTORIA http://www.forum-onkologi...olog-vt6463.htm
 
 
marzena66 
MODERATOR



Dołączyła: 13 Lip 2014
Posty: 9836
Skąd: gdańsk
Pomogła: 1764 razy


 #4  Wysłany: 2015-02-13, 15:53  


Gosiat

Przecież mamy w sobie jakieś emocje, uczucia i one dają znać o sobie, gdybyś ich nie maiła byłabyś osobą "bez serca", twardą, zimną a taką pewnie nie chciałabyś być. Daj upust swoim emocjom, wypłacz się, wykrzycz, ale nie na męża bo on niczemu nie winny. Musisz ten okres przeżyć, żeby później było Ci choć trochę lepiej. Staraj sobie organizować swój czas, żebyś miała jak najmniej czasu na myślenie, to też w jakimś sensie pomaga. Podupadasz na zdrowiu, łapią Cię infekcje, bo organizm jest zmęczony, wyczerpany psychicznie, osłabiony więc wszystko co złe łapie, słaba odporność. Póki musiałaś być silna, zwarta i zawsze gotowa to taka byłaś, teraz nie musisz tego robić, puściło napięcie i organizm odchorowuje wszystko. Nie chorujemy wtedy kiedy działamy, bo wiemy, ze musimy być silni ale coś się kończy, nachodzi jako taka stabilizacja i wszystko puszcza, zwłaszcza nasza psychika a to doprowadza do osłabienia organizmu. Obraz taty z ostatnich dni pewnie długo jeszcze będzie w Twojej głowie/wyobraźni (u mnie rok i wciąż mam ostatnie dni przed oczami) ale myślę, że z czasem jak dojdzie do nas co się naprawdę stało, że to już jakaś przeszłość, że to nie wróci, że Tato już nie cierpi, zaczniesz to sobie w głowie wszystko układać wróci uśmiech na twarzy i zaczniesz sobie przypominać te szczęśliwe chwile z Tatą, obraz nieszczęść będzie gdzieś ale będzie słabł. Na to wszystko potrzeba czasu. Jeśli czujesz, że nie dasz sobie rady skorzystaj z pomocy psychologa, to też może Ci pomóc dojść do równowagi, tam wyrzucisz swój wielki ból, który w Tobie siedzi.

Pozdrawiam i trzymaj się dzielnie.
 
gosiat 


Dołączyła: 12 Gru 2014
Posty: 161
Pomogła: 17 razy

 #5  Wysłany: 2015-02-13, 18:45  


Dzięki dziewczyny i dziękuję tym którzy tworzą to forum,bo robicie kawał dobrej roboty. Co do organizacji dnia,to przy dwójce małych dzieci jest on napięty do granic możliwości...najgorsze są wieczory,jak dzieci już śpią,ja uwinę się z obowiązkami...wtedy wszystko wraca,ostatnia Wigilia kiedy tato trzymał jeszcze się jako tako, i następne kilkadziesiąt godzin...jddno zmieniło się na lepsze,nie boję się w końcu iść spac,nie boję się w końcu jak dzwoni telefon...bo przez pierwsze 3-4 tygodnie po śmierci taty jak dzwonił telefon to mnie oblewały ze strachu zimne pory i ręce mi się trzęsły.
A wizyty u psychologa się boję,że się tam całkowicie rozkleję i tyle z tego będzie.
_________________
Tatuś walczył 3 tygodnie - diagnoza DRP z przerzutami do kręgosłupa i wątroby 05.12.2014r. - 26.12.2014r. (*)
 
jolapol 


Dołączyła: 25 Lip 2012
Posty: 272
Pomogła: 69 razy

 #6  Wysłany: 2015-02-13, 18:54  


u mnie koszmary wieczorno-nocne trwały pół roku. Nie mogłam zasnąć, jak się udało to przebudzenie po godzinie i potem bezsenność z koszmarnymi myślami. Chciałam sobie pomóc drinkami... Dobrze , ze w marę rozsądna jestem i zorientowałam się , że już bez alkoholu nie wyobrażam sobie wieczora, bo skończyłoby się uzależnieniem:( Porządkowanie emocji pokryło się porządkowaniem mieszkania mamy i zrobieniem pomnika. Wtedy mama "zaczęła się" znów uśmiechać. A psycholog i tak w moim życiu się pojawił...
Pozwól sobie na różne emocje. Szkoda tylko że nasi mężowie nie zawsze stają na wysokości zadania- empatia to nie jest ich mocna strona. zrozumienie w moim wypadku przyszło dopiero po dwóch latach, kiedy mąż sam przeżywał śmierć swojej mamy...
 
marzena66 
MODERATOR



Dołączyła: 13 Lip 2014
Posty: 9836
Skąd: gdańsk
Pomogła: 1764 razy


 #7  Wysłany: 2015-02-13, 19:00  


Gosiat

No tak, to na niedosyt obowiązków nie możesz narzekać przy dwójce dzieci. Nasza psychika potrafi niesamowite cuda wyczyniać i nawet jak padamy nocą do łóżka, umęczeni dniem codziennym to oczywiście zamiast paść spać to "atakują" nas myśli i to zazwyczaj te najgorsze. Nie ma wyjścia Gosiat musisz przeżyć swoją żałobę, tak jak minął strach przed spaniem, telefonem tak pomału będą się wycofywały inne strachy. Nie namawiam na psychologa, każdy z nas sam wie na ile jego psychika jest silna i na ile sam jest w stanie udźwignąć. Mimo wszystko jakbyś chciała skorzystać z takiej opieki na prawdę nie masz się czego obawiać/bać. Zgadza się pierwsze spotkania mogą być pełne łez, nawet z pogorszeniem samopoczucia ale z czasem każda wizyta staje się ulgą, wyczekiwaniem. Sama wiesz co jest dla Ciebie najlepsze, bo kto inny jak nie Ty zna Cię najlepiej. Zawsze też w tym najgorszym okresie można się wspomóc lekami antydepresyjnymi.

Dasz radę, mimo, że ciężko, mimo, że boli to życie toczy się dalej a my idziemy z tym pędem. Pozdrawiam
 
celina 


Dołączyła: 01 Lut 2013
Posty: 73
Pomogła: 1 raz

 #8  Wysłany: 2015-02-13, 21:34  


Gosiat
Rozumiem Cię dobrze. Mój Tata też odszedł, niespełna miesiąc po Twoim. Też najgorsze są wieczory.. tyle że ja nie krzyczę, ja raczej jestem otępiała, mnie się ten świat już nie podoba mimo że pozostały na nim jeszcze osoby, które kocham.. Ja nie mam jeszcze dzieci, do niedawna chciałam je mieć bardzo, a teraz to już mi chyba nie zależy.. :-(
Czasem mam wyrzuty sumienia, że tak już żyję sobie "normalnie", pracuję, robię zakupy jak gdyby nigdy nic, a przecież świat już jest inny, gorszy, i już NIGDY nie będzie tak jak przedtem.. nigdy.
Napisałam sobie na w swoim kalendarzu w dniu Jego śmierci: "Tata umarł, odszedł, nie żyje" - codziennie patrzę na ten zapisek i wydaje mi się, że to brzmi niedorzecznie, nie do uwierzenia, to nie może być prawda...
Czas mija, stało się i nic już nie można zrobić. Też myślałam, że z czasem będzie ciut lepiej, ale na razie jest wręcz odwrotnie.
Też się boję psychologa, ale nie wykluczam i nawet pociesza mnie myśl, że jak już będzie nie o wytrzymania to może ktoś będzie umiał mi powiedzieć coś co złagodzi ten ból..?
Trzymaj się
(choć wiem jak to banalnie brzmi)
 
myszka141_2008 


Dołączyła: 21 Gru 2012
Posty: 69
Pomogła: 4 razy

 #9  Wysłany: 2015-02-15, 10:50  


Witaj gosiat,
Bardzo przykre co piszesz :-( Nie mogłam nie odpowiedzieć na Twoje wołanie...bo poczułam się, jakbym czytała własną historię :-( Powróciły emcje, żal i rozpacz sprzed roku :-((
Moja mama, podobnie jak Twój tato, chorowała bardzo krótko - od wystąpienia pierwszych objawów żyła 2 miesiące (od diagnozy miesiąc, z czego 2 tyg pod respiratorem :-(( ). Miała niespełna 61 lat :-( Zmarła 26.12.2013 r.
Podobnie jak Ty nie mogłam poradzić sobie z emocjami - opadła z sił psychicznych miałam wrażenie, że za chwilę będę chodziła po ścianach. W nocy nie mogłam spać, a jednocześnie czekałam na sen mając nadzieję, ze mama mnie w nim odwiedzi. Tak też było co noc.. W dzień siadałam przy oknie i wyglądałam z przymrużonymi oczyma, wyobrażając sobie, że pani idąca ulicą w moją str to moja mama...
Mogłabym pisać i przytaczać sytuacje, ale nie o to chodzi... Ważne jest to, że mimo obłędu, żalu, niemocy i bezsilności ten stan minie. Podobnie jak Ty nie jestem nastolatką, która straciła jedyne oparcie w życiu - również mam meża, dzieci, ale podobnie jak Ty nie miałam do nich cierpliwości. Więcej - czasem denerwowała mnie ich obecność i to, ze chcą mi pomóc :-(
Niestety, nikt nie jest w stanie pomóc nam przeżyć swojej żałoby - trzeba opłakać stratę, inaczej nigdy nie pogodzimy się z rzeczyistością.
Po śmierci mamy co dzień chodziłam na cmentarz, chociaż na chwilę... Już z daleka, widząc mogiłkę płakałam, że mama leży tam sama, w zimnej ziemi.
Podobnie jak Ty podupadłam na zdrowiu (od grudnia do czerwca miesiąc w miesiąc byłam chora - anginy, oskrzela itp.). Włosy na głowie przerzedziły się... Odkupiłam swój smutek, ale teraz mogę śmiało powiedzieć, że wychodzę na prostą. Po Roku mogę z suchymi oczyma odwiedzić mamę na cmentarzu, mogę spokojnie zasypiać i bez emocji opowiadać dzieciom o babci, która kochała je najbardziej na świecie.
Gosiat, podpowiem Ci, że gdy zauważyłam, że już nie poradzę sobie sama, zaczęłam "ratować" się ziołowymi tabl antydepresyjnymi. Odstawiłam na koniec marca i od tego czasu radzę sobie sama.
Trzymam za Ciebie kciuki z całych sił |uscisk| Wierzę, że i Tobie się uda. Cudownego leku na żałobę niestety nie ma :-(
Pozdrawiam Cię ciepło ::rose::
_________________
myszka141
 
tęcza 


Dołączyła: 19 Mar 2013
Posty: 754
Pomogła: 169 razy

 #10  Wysłany: 2015-02-15, 17:07  


Myszko, dziękuję Tobie za ten post!
Przytulam Was Dziewczyny mocno :tull:
 
Monika_Maria_Marika 



Dołączyła: 06 Sie 2014
Posty: 175
Skąd: Cieplice
Pomogła: 58 razy

 #11  Wysłany: 2015-02-15, 19:23  


Tato umarł prawie 4 miesiące temu.
Codziennie:
krótkotrwałe napady:
- rozpaczy
- paniki
- bezsilności
- poczucia winy
- płaczu
- tęsknoty

Tak jakbym była w tym momencie spowrotem w czasie prawie czteromiesięcznego chorowania-umierania Taty, tylko teraz mogłam sobie pozwolić na te naturalne w tamtym czasie uczucia - wówczas nie mogłam, bo nie miałam na to czasu. Tak bardzo byłam skupiona na Tacie.

Potem noc - i prawie co noc koszmary, choroba i umieranie Ojca, czasem to ja jestem chora na raka, a czasem okazuje się, że on jednak nie umarł - i przebudzenie jest jeszcze gorsze.

Nikomu o tym nie mogę powiedzieć - Mąż mówi - ile można. Wpierw cztery miesiace byłam nieobecna duchem i ciałem, bo Tata umierał, teraz -bo umarł. Mąż stracił i Ojca i Matkę, ale bardzo szybko się pozbierał - twardy jest.

Od 10-lat leczę nerwicę natręctw - od 10-ciu lat na lekach. Teraz też - i g...o to daje. Ale pewnie bez nich byłoby jeszcze gorzej.

Chce mi się teraz płakać - ale przecież nie mogę, bo za plecami siedzi Mąż i Dzieci a nie można ich obciążać moimi słabościami.

To straszne, ale czasem żałuję, że mam dopiero 40 lat. Chciałabym wziąć na siebie choroby wszystkich. Mam wrażenie, że wtedy to by było sprawiedliwie. Żeby już nikt nie cierpiał.

Totalna durnota i użalanie się nad sobą, nie? Nic dziwnego, że denerwuję innych.

Już się zamykam.
_________________
Monika -------
Gdzie jest mój Tatuś?
 
marzena66 
MODERATOR



Dołączyła: 13 Lip 2014
Posty: 9836
Skąd: gdańsk
Pomogła: 1764 razy


 #12  Wysłany: 2015-02-15, 19:44  


Monika_Maria_Marika, bardzo smutny post ale zrozumiały dla każdego kto to przeszedł. To co piszesz, czujesz to żadna durnota i żadne użalanie się nad sobą, absolutnie nie masz prawa tak myśleć o sobie. Nie zamykaj się na ludzi, bo to spowoduje jeszcze większy ból, Ty potrzebujesz wypłakać, wykrzyczeć swój żal i ból, to normalny stan. Powinnaś mieć kogoś zaufanego, bliskiego komu to wszystko wypłaczesz, wyrzucisz z siebie. Mąż nie rozumie, nie każdy jest w stanie zrozumieć ból drugiego człowieka nawet jak sam to przeżył. Nie każdy jest silny psychicznie jak Twój mąż i nie każdy potrafi sobie wytłumaczyć odejście, śmierć, choć wiemy, że to nieuniknione. Mąż ma widocznie silną konstrukcję psychiczną, ale powinien być dla Ciebie wsparciem, nie jest, trudno, dasz radę, wcześniej czy później ale dasz radę się pozbierać. Nie rezygnuj z leków, bo są Ci potrzebne, żeby przetrwać, może psycholog, On wysłucha, pocieszy, wypłaczesz się i jeszcze pomoże, pomyśl może o tej opcji.
Nie skupiaj się na chorobach, nie weźmiesz chorób wszystkich ludzi, bo choroba jak ma przyjść i tak przyjdzie, każdy z nas dźwiga swój krzyż. Moniko daj "czas czasowi", trzeba przetrwać ten okres żałoby, jak trzeba popłacz sobie, nie możesz przy mężu, wypłacz się pod prysznicem czy w wannie przy lejącej się wodzie, pomaga.
Życzę Ci dużo siły, moc pozytywnej energii, dużo siły psychicznej i jesteś wielka, pomagałaś tacie przejść na drugą stronę, czyli siły w sobie masz przeogromne tylko uwierz w siebie.

Pozdrawiam
 
gosiat 


Dołączyła: 12 Gru 2014
Posty: 161
Pomogła: 17 razy

 #13  Wysłany: 2015-02-20, 17:32  


Kupiłam sobie extraspazminę,trochę mnie wycisza...przynajmniej na męża i dzieci nie wrzeszczę bez powodu...szkoda,że to myślenia nie wyłącza. Poza tym dobijają mnie te wszystkie sprawy spadkowe,bo gdzie byśmy nie poszli tam są schody ... I tak to się wlecze i ciągle rozdrapuje te rany,a tak to może nie byłoby okazji żeby co chwile myśleć,bo pewne coś zostało zamknięte.
_________________
Tatuś walczył 3 tygodnie - diagnoza DRP z przerzutami do kręgosłupa i wątroby 05.12.2014r. - 26.12.2014r. (*)
 
Dronka82 



Dołączyła: 04 Cze 2014
Posty: 477
Skąd: Gliwice
Pomogła: 89 razy

 #14  Wysłany: 2015-03-04, 21:53  


To wszystko przede mną... Tak mi Was żal... tak mi siebie, mamy, taty żal...
_________________
"Jes­teś duszą Wszechświata i duszy Wszechświatem!" (złotousty Tuwim)
 
obertas 
PRZYJACIEL Forum



Dołączył: 07 Kwi 2012
Posty: 1332
Skąd: Szczecinek
Pomógł: 183 razy

 #15  Wysłany: 2015-03-05, 01:22  Taki czas do wszystkiego trzeba dojrzeć


Takie co nieco do poczytania.

2015 The New York Times

Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/n...campaign=chrome

Ech życie.
Na wszystko przychodzi czas.
(Nie zawsze albo prawie zawsze) Jest tak -jak nie chcemy by było.

Pokrętne to tłumaczenie.
Jest trudno się podnieść,każdego dnia.

Zamykam się w sobie i łkam.
Gdzie nie spojrzę.
Gdzie nie pójdę.
Gdzie nie pojadę autem.
Tu i tam prawie zawsze razem.

Łzy są słone.

Trzeba iść mimo wszystko dalej.
A ja nadal chodzę w kółko.

Kiedyś dojrzeję, dorosnę (do normalności-co to takiego?) i będzie lżej.
Tylko nie wiem kiedy? i tak na prawdę nie wiem czy chcę tego?
_________________
http://www.forum-onkologi...romu-vt6563.htm
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


logo

Statystki wizyt z innych stron
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group