1. Link do strony z możliwością wsparcia forum:
https://pomagam.pl/forumdss_2020_22

2. Konta nowych użytkowników są aktywowane przez Administrację
(linki aktywacyjne nie działają) - zwykle w ciągu ok. 24 ÷ 48 h.

DUM SPIRO-SPERO Forum Onkologiczne Strona Główna

Logo Forum Onkologicznego DUM SPIRO-SPERO
Forum jest cz?ci? Fundacji Onkologicznej | przejdź do witryny Fundacji

Czat Mapa forum Formularz kontaktowyFormularz kontaktowy FAQFAQ
 SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  AlbumAlbum
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Znalezionych wyników: 42
DUM SPIRO-SPERO Forum Onkologiczne Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: rak trzustki po operacji
siluete

Odpowiedzi: 16
Wyświetleń: 12775

PostDział: Nowotwory przewodu pokarmowego   Wysłany: 2013-05-13, 10:52   Temat: rak trzustki po operacji
Z tego co pamiętam, to ja miałam ze sobą dokumenty Taty, ale lekarz ich nie oglądał, robił jedynie szeroki wywiad. Może teraz się coś zmieniło, my badania robiliśmy jesienią ubiegłego roku.
  Temat: rak trzustki po operacji
siluete

Odpowiedzi: 16
Wyświetleń: 12775

PostDział: Nowotwory przewodu pokarmowego   Wysłany: 2013-05-10, 23:40   Temat: rak trzustki po operacji
Hej, dzieci powinny wykonać badania genetyczne. Sama jestem córką obciążoną rakiem płuca i trzustki. Mój Tatuś, po walce odszedł w sierpniu 2012. Mój dziadek zmarł na raka płuca.Wykonaliśmy z bratem, juz po śmierci Taty badania genetyczne pod kątem obciążenia genu BRCA1 i BRCA2. Wystarczy skierowanie od lekarza rodzinnego do poradni genetycznej i tam wykonaja badania. My robiliśmy w poradni przy CO na Ursynowie w Warszawie. Bezproblemowo, bez kolejek, bez kłopotu.
  Temat: po pogrzebie...
siluete

Odpowiedzi: 115
Wyświetleń: 35602

PostDział: Psychoonkologia / emocje w chorobie nowotworowej   Wysłany: 2012-08-29, 11:09   Temat: po pogrzebie...
aga.f napisał/a:
Cytat:
Walczyłam, ale wiedziałam że i tak gdzieś na końcu przegram. Dzisiaj nie mam już łez

siluete - a moze nie przegrałyśmy?...w rozumieniu ziemskim tak, ale w głębszym znaczeniu? Dla mnie to lato - choć Tata odchodził - to paradoksalnie najpiękniejsze lato mojego życia. Każda łyżka zupki, każdy przewinięty pampers, kwadrans rozmowy wyrwanej z Jego bólu i snu, każde przytulenie podczas opukiwania pleców - to kwintesencja miłości. to lato to intensyfikacja relacji ja-Tata. Szkoda, ze przepojona bólem i ostatecznością...
siluete - oni zawsze jakoś z nami zostają. trzymam kciuki za Ciebie i za mnie. I modlę się za Nich.
Czy Ciebie walka o tatę też nauczyła, ze trzeba doceniać wszystko i wszystkich co mamy? I przede wszystkim mówić Im o tym, nie czekając na ostateczość.
Jutro jadę na wariata na 3 dni w moje ukochane Tatry. Trzy tygodnie temu obiecałam Tacie, ze jak wyzdrowieje (...), zabiorę Go tam ze sobą.
Dzięki za wsparcie, trzymam kciuki za Ciebie, siluete


Dzięki:-) Z tym się zgodzę, że choroba mojego Taty bardzo nas zbliżyła do siebie, pokazała mi inny wymiar związku Tata-córka. Ponad to dzisiaj, pomimo bólu czuję się silniejsza. W tej chorobie trzeba tak dużo siły na codzień, że dzisiaj mogę powiedzieć, że ta choroba pozostawiła mnie odważniejszą, dała mi wiare w siebie, poczucie, że dam radę w każdej sytuacji. Tak sobie myślę, że to był kolejny etap wychowania mnie przez mojego Tatę. Gdzieś tam jednak widzę plus tej choroby (plus tylko dla mnie) bo dzięki niej wiem dzisiaj, że sobie w życiu poradzę zawsze. Raz będzie lepiej, raz gorzej, ale jakoś tam będzie. Głupie powiedzenie "co nas nie zabije to nas wzmocni" jest bardzo prawdziwe a dla mnie nabrało kolejnego wymiaru.
  Temat: po pogrzebie...
siluete

Odpowiedzi: 115
Wyświetleń: 35602

PostDział: Psychoonkologia / emocje w chorobie nowotworowej   Wysłany: 2012-08-26, 13:39   Temat: po pogrzebie...
Mam dokładnie to samo. Mój Tata odszedł w czwartek, dzisiaj jest niedziela a ja mogę na palcach jednej ręki policzyć ile razy mi pociekły łzy. Sama sie sobie dziwię, skąd ten spokój, skąd u mnie ten spokój???? Byłam z moim Tatą przez 10 miesięcy jego choroby, każdego dnia. Całe jego leczenie było moją odpowiedzialnością, wszystkim się zajmowałam. Potem jego opieką, jego powolnym odchodzeniem. Przez 10 miesięcy wylewałam morze łez, cicho, w swojej rozpaczy. Walczyłam, ale wiedziałam że i tak gdzieś na końcu przegram. Dzisiaj nie mam już łez.
  Temat: UMIERANIE - jak rozpoznać, że to już blisko?...
siluete

Odpowiedzi: 124
Wyświetleń: 674443

PostDział: Opieka paliatywna   Wysłany: 2012-08-25, 13:11   Temat: UMIERANIE - jak rozpoznać, że to już blisko?...
U mojego Taty wszystkie symptomy następowały książkowo po prostu. Miał raka głowy trzustki z przerzutami do płuc. Najpierw słabnięcie. Ciągła zadyszka. Przestał sam wychodzić na dłuższe spacery. Pomimo tego, że ciężko mu było chodzić to brał samochód i wszędzie nim podjeżdżał. Kiedyś poprosiłam "Tato nie jeździj samochodem, jesteś za słaby teraz i może Ci się coś stać". A on mi na to "a co mi zostało? Ja już nie mogę chodzić". Pomagał sobie kijkami do nordic walking. Dwa tygodnie przed śmiercią praktycznie przestał wychodzić z domu i wstawał tylko do toalety. Brak apetytu u niego wystąpił już miesiąc przed śmiercią. Gwałtownie zaczął chudnąć. Nie miał na nic ochoty, nawet na rzeczy, które kiedyś bardzo lubił. Miał wstręt zwłaszcza do mięsa i pieczywa. Najłatwiej przechodziły mu półpłynne rzeczy, zupy, luźna jajecznica.
Tydzień przed śmiercią przestał wstawać z łóżka, to był wtorek. Zaczął tez strasznie kasłać a podczas kaszlu wydobywał się z niego okropny smród. Nie do opisania. Środa, czwartek piątek i sobota był bardzo słabiuteńki, głównie spał. Wtedy załatwiliśmy materac przeciwodleżynowy i kupiliśmy kaczkę i basen. Coraz rzadziej oddawał mocz i było to utrudnione. W niedzielę nagle poczuł się dużo lepiej, przyszła do niego rodzina, bardzo się cieszył, dużo rozmawiał, podniósł się na łóżku i więcej był w pozycji półsiedzącej. Zjadł sam śniadanie (wcześniej trzeba było go karmić), obiad i lody na kolację, którymi nakarmił jeszcze mojego 1,5 rocznego synka i cieszyl się z tego jak dziecko. Od poniedziałku wszystko już było z górki, zaczął gadać głupoty, czasem był jak gdyby w innym świecie. Tępo wpatrzony w jeden punkt wzrok, zaczął dużo mówić o zdarzeniach z przeszłości, miał życiowe refleksje. Czasem jeszcze odpowiedział na jakieś pytanie, ale musiałam je kilka razy zadawać. We wtorek przestał mówić, kilka pojedyńczych słów na dzień, czasem kiwał głową jak o coś pytałam. Zaczął bardzo ciężko oddychać, miał wysuszone śluzówki, poorany jak ziemia język, smarowałam mu usta wazeliną, trochę pomagało. Morfinę w tabletkach musiałam mu rozkruszać, mieszac z odrobiną wody i dawać łyżeczką. Przestal oddawać też mocz, ale on już prawie nic nie pił. Środa była bardzo podobna, doszło jednak to, że raz zwymiotował brunatnobrązową cieszą, która strasznie cuchnęła. Na wieczór przyszło okromne pogorszenie, dyszał ciężko, zapadal mu się język, dusił się i dwukrotnie zwymiotował tą cieczą, za każdym razem większa ilością. Potem z godziny na godzinę coraz gorzej, rano koło 8ej poczułam, że miał chłodne dłonie, stopy i uszy. Podczas każdego oddechu już prawie krzyczał. Koło 10tej nie miałam mu już jak dac morfiny, nie przełykał. Zadzwoniłam na pogotowie, chciałam tylko, żeby podali mu morfinę w zastrzyku, z hospicjum nie mogli do nas akurat przyjść. Pogotowie przyjechało o 11:10. Bez problemu zgodzili się na podanie morfiny. Zmierzyli Tacie ciśnienie, było całkiem normalne jak na niego 98/65, Tata całe życie był niskociśnieniowcem. Pomimo strasznego stanu ratownik powiedział nam, że przy takim ciśnieniu to jeszcze może długo potrwać. Po chwili powiedział jednak do drugiego "sprawdź jeszcze saturację" i ratownik, który ją sprawdził z przerażeniem w oczach nagle powiedział "to będzie za chwilę". Wtedy nagle Tata zaczął się rzucać na łóżku, wyciągac ręce przed siebie mówić "weź mnie, weź mnie. Wołał też swojego tatę. Nagle wyciągnął ręce do okna, przekręcił się na bok i na poduszkę popłynęły z jego ust litry całe tej brunatnobrązowej, strasznie cuchnącej cieczy. Odetchnął jeszcze trzy razy i umarł a ja podczas tych ostatnich sekund cały czas mówiłam "Tato kocham Cię, zrobię wszystko, żeby wychować moje dzieci tak jak Ty byś chciał, pilnuj nas i miej w swojej opiece, Tatusiu kocham Cię".
Wiem, że mój opis jest bardzo drastyczny, ale pamiętam jak sama szukałam dokładnych informacji jak mój Tata odchodził. Może komuś to pomoże.
Cały czas mnie nurtuje co to za ciecz, co to było za cholerstwo.
  Temat: Rak trzustki mojego taty
siluete

Odpowiedzi: 38
Wyświetleń: 17239

PostDział: Nowotwory przewodu pokarmowego   Wysłany: 2012-08-23, 21:14   Temat: Rak trzustki mojego taty
Mój Tata dzisiaj o 11:20 nas opuścił. Dla mnie jego śmierć była wybawieniem, bo jego agonia była straszna. Udusił się jakąś straszną czarną cieczą, która wylewała się z niego litrami.
  Temat: Odchodzimy...
siluete

Odpowiedzi: 23
Wyświetleń: 11266

PostDział: Opieka paliatywna   Wysłany: 2012-08-23, 20:04   Temat: Odchodzimy...
Tatuś odszedł. Dzisiaj 11:20. Na koniec strasznie się męczył. On się udusił jakąś czarną wodą, która wypływała z niego litrami....
  Temat: Odchodzimy...
siluete

Odpowiedzi: 23
Wyświetleń: 11266

PostDział: Opieka paliatywna   Wysłany: 2012-08-22, 16:36   Temat: Odchodzimy...
Stan wczorajszy utrzymuje się cały czas. Nie jest ani lepiej ani gorzej. Dzisiaj jak mój mąż wszedł do pokoju, w którym tata leży i powiedział mi coś na ucho, bo myśleliśmy, że tata śpi, tata nagle się na niego spojrzał i dość głośno powiedział "widzę Cię, widzę" a wcześniej przez bardzo długi czas milczał. Zastanawiam się, czy tata nie ma siły czy nie chce mówić...
  Temat: Odchodzimy...
siluete

Odpowiedzi: 23
Wyświetleń: 11266

PostDział: Opieka paliatywna   Wysłany: 2012-08-21, 21:40   Temat: Odchodzimy...
Mój Tatuś ma nowotwór głowy trzustki. Mamy swój wątek, ale tam nikt nie zgląda, a czuję potrzebę wypisania się. Po trzech kursach gemzaru i jednym niepełnym cyklu Folfox4 odchodzimy. Tzn On odchodzi a wraz z nim kawałek mnie.
Dzisiaj z Tatusiem nie ma kontaktu, już mało mówi. Jestem przy nim cały czas, ile tylko mogę. Nawet moje dzieci (5,5 roku i 1,5 roku) ciągle są z dziadziusiem. Siedzimy przy łóżku, trzymamy za rękę. Mamy spokój.....
Podobno kochać to pozwolić odejść.....
  Temat: Sam się z wątkiem przeniosę :/
siluete

Odpowiedzi: 20
Wyświetleń: 9145

PostDział: Opieka paliatywna   Wysłany: 2012-08-19, 21:39   Temat: Sam się z wątkiem przeniosę :/
Twoja babcia miała mega wielkie szczęście, że miała Takiego Wnuka. Do tego, pomimo tej cholernej choroby Twoje posty wiały optymizmem i poczuciem humoru. A to bardzo ważne w życiu. Szacun Stary:-)
  Temat: Rak trzustki mojego taty
siluete

Odpowiedzi: 38
Wyświetleń: 17239

PostDział: Nowotwory przewodu pokarmowego   Wysłany: 2012-08-17, 18:18   Temat: Rak trzustki mojego taty
Dzisiaj u taty był lekarz z opieki paliatywnej. Tata dostał sevredol w dawce 20mg, pół tabletki co 3 godziny. Do tego jeszcze dexamethason. Ma mu to pomóc w dusznosciach.Usłyszeliśmy ze jest to rozsiew do płuc i ze tata jest bardzo wyniszczony. Mam nadzieję że te leki mu pomogąi będzie się mniej męczył.
  Temat: Rak trzustki mojego taty
siluete

Odpowiedzi: 38
Wyświetleń: 17239

PostDział: Nowotwory przewodu pokarmowego   Wysłany: 2012-08-16, 13:04   Temat: Rak trzustki mojego taty
Taty nic nie boli. Nie dostaje żadnych leków przeciwbólowych. Od rana cały czas śpi. Mama chciała mu dać trochę wody ale powiedział tylko "dlaczego mnie budzisz"...
  Temat: Rak trzustki mojego taty
siluete

Odpowiedzi: 38
Wyświetleń: 17239

PostDział: Nowotwory przewodu pokarmowego   Wysłany: 2012-08-16, 10:12   Temat: Rak trzustki mojego taty
Tata ma ogromne problemy z oddychaniem. Niestety lekarz z hospicjum domowego może przyjechać dopiero w poniedziałek. Była koleżanka mojej mamy, która jest zwykłym lekarzem i po osłuchaniu stwierdziła, że w płucu jest woda. Jedyne co możemy zrobić, to jechać do szpitala, żeby tą wode ściągnąć. Tylko ja sama nie wiem, czy wtedy mu tej męki nie przedłużę. To jest bardzo trudne moralnie. Bardzo. Nie wiem co robić, biję się z myślami.
Tata cały czas tylko śpi, dzisiaj prawie się nie budził, tylko na chwilkę. Ma ciepłe dłonie i stopy, nerki jeszcze chyba pracują bo oddaje mocz. Wprawdzie niedużo bo mało pije. Widać, że jest odwodniony. Sama nie wiem, czy jechać do tego szpitala czy nie. Tam mu ściągną ten płyn, nawodnią kroplówkami i płyn zbierze się od nowa. Spytałam się go wczoraj wieczorem czy chce jechać, to odpowiedział mi , że nie chce, że on już nic nie chce....
Ja nie oczekuję od Was odpowiedzi jednoznacznej, ale może ktoś, kto przez to przeszedł podpowie mi cokolwiek.....Może ktoś ma większe doświadczenie i wiedzę.
  Temat: Rak trzustki mojego taty
siluete

Odpowiedzi: 38
Wyświetleń: 17239

PostDział: Nowotwory przewodu pokarmowego   Wysłany: 2012-08-14, 16:30   Temat: Rak trzustki mojego taty
Ja sobie tylko zadaję pytanie "ile?" jak długo jeszcze, jednocześnie się modląc, żeby było jak najkrócej, żeby nie męczył się już tak bardzo.....
  Temat: Rak trzustki mojego taty
siluete

Odpowiedzi: 38
Wyświetleń: 17239

PostDział: Nowotwory przewodu pokarmowego   Wysłany: 2012-08-13, 20:50   Temat: Rak trzustki mojego taty
Długo nie pisałam. W między czasie okazało się, że tata musiał mieć założony dren do przewodów żółciowych. Konsultacja u dra Kryńskiego pozwoliła nam na zmianę chemioterapii na folfox4. Tata dostał pierwszy cykl, ale niestety jest za słaby, nie daje rady przejśc przez tą chemię. Z dnia na dzień jest coraz gorzej, tata odchodzi pomału. Nie wstaje już prawie z łóżka, ciężko mu przejść do toalety. Jutro jadę do hospicjum, może uda mi się załatwić wizyty domowe.
Do tego przyplątało nam się zaziębienie. Tata dostał antybiotyk. Kaszle okropnie, a podczas tego kaszlu czuć okropny zapach. Dzisiaj mój brat powiedział "mam wrażenie, że on gnije od środka" i to jest najlepsze określenie na ten zapach właśnie. Sama nie wiem, dlaczego tak jest, czy to zalegająca wydzielina w oskrzelach (wykluczono zapalenie płuc) czy może przerzuty? Tacie ciężko się oddycha, ma duszności.
Choroba postępuje z dnia na dzień....z godziny na godzinę moim zdaniem stan się pogarsza....
 
Strona 1 z 3
Skocz do:  


logo

Statystki wizyt z innych stron
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group