1. Link do strony z możliwością wsparcia forum:
https://pomagam.pl/forumdss_2020_22

2. Konta nowych użytkowników są aktywowane przez Administrację
(linki aktywacyjne nie działają) - zwykle w ciągu ok. 24 ÷ 48 h.

DUM SPIRO-SPERO Forum Onkologiczne Strona Główna

Logo Forum Onkologicznego DUM SPIRO-SPERO
Forum jest cz?ci? Fundacji Onkologicznej | przejdź do witryny Fundacji

Czat Mapa forum Formularz kontaktowyFormularz kontaktowy FAQFAQ
 SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  AlbumAlbum
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Znalezionych wyników: 143
DUM SPIRO-SPERO Forum Onkologiczne Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Rak jajnika
Litania

Odpowiedzi: 7
Wyświetleń: 421

PostDział: Nowotwory piersi i ginekologiczne   Wysłany: 2021-06-19, 08:54   Temat: Rak jajnika
Amelia,

jeśli mama ma apetyt, to niech je to co jej smakuje. Po operacji aby rana się lepiej goiła dobrze jest jeść produkty z dużą zawartością białka, ale pod warunkiem, że nerki są zdrowe. Żelazo też się przyda (mięso, wątróbka, jaja, pietruszka, sałata itd.). Najlepiej się wchłania w towarzystwie produktów z witaminą C a jego wchłanianie pogarsza np: herbata. Doczytaj. Jest tylko jeden problem:) Za dużo białka i mięsa może spowodować zaparcia, których po operacji nie chcemy. Zatem musisz zadbać o to aby dieta była zróżnicowana. Muszą być zatem i owoce i warzywa. Mama może dostała rozpiskę ze szpitala czym jest dieta lekkostrawna, bo pewne grupy owoców i warzyw, strączki itd. nie są wskazane. Owoce dojrzałe, lub gotowane (są gorsze odżywczo, ale lekkostrawne). Warzywa surowe to na pewno sałata i pomidor, reszta gotowana lub surowa jeśli są dobrze tolerowane (zupy są ekstra). Możesz się wspomóc preparatami wysokokalorycznymi/wysokobiałkowymi. Obecnie "klasyczny" Nutridrink jest tylko 125 ml, a szkoda, bo tego typy preparaty są smaczniejsze w wersji 200ml, zatem polecam kupić np: Resource, Fresubin, Nutricomp itd. Są też w wersji z błonnikiem, jeśli jest tendencja do zaparć. Są też wersje "a la sok", "a la jogurt". Nie kupuj dużo w jednym smaku, bo lepiej "wchodzi" jak jest zmiana smaku:). Ja kiedyś kupiłam białko w proszku (Resource protein) - polecam, można dodawać np: do zup lub kaszy manny. Moja mama nie jest fanką takich posiłków, ale 1 "nutridrinka" zmarudzi w ciągu dnia, dla mnie to zawsze coś (ok. 18 g białka/ 300 lub 400 kcal). Onkolodzy nie zalecają tzw. suplementów (amygdalnia, zioła chińskie itd., bo mogą źle reagować z cytostatykami). Jeśli Was stać, to kupuj najlepszej jakości nieprzetworzone produkty, ekologiczne. Nie musi być ze sklepu eko, bo tam jest niestety najdrożej. Obecnie prawie w każdym markecie kupisz produkty eko. I jeśli ktoś jest sceptyczny czy są eko, to niech spróbuje: skórka owoców eko jest twardsza a miąższ mniej wodnisty. Warzywa czasami mają inny smak (ja np: odkryłam jak smaczny jest seler naciowy eko w porównaniu ze zwykłym). Niech mama je zdrowo i smacznie. No i dobrostan psychiczny i lekki wysiłek: krótki spacer i inna ulubiona aktywność. Musi chodzić, bo nogi są potrzebne aby wstać z łózka i być w miarę samodzielnym. Przy upałach spacery albo wcześnie rano albo późnym wieczorem.

Trzymajcie się! L.

[ Dodano: 2021-06-19, 09:04 ]
Ps: na zaparcia można stosować leki (lactuloza, ale powoduje wzdęcia więc od razu z espumisanem max lub makrogole w niewielkich ilościach, jeśli już zaparcie wystąpi). Jeśli jest konieczność, a w trakcie chemii może taka konieczność być, to można użyć czopek doodbytniczy np: glicerolowy ale od dołu stosujemy "przeczyszczenie" tylko jak jest w końcowym odcinku jelita stolec, bo jak nie to bez sensu - wtedy podajemy coś doustnie. Zaparciom zapobiega picie odpowiedniej ilości płynów. Można też ugotować siemię lniane, odcedzić i dawać ten żel śluzowy do picia. Ale większość leków i nawet to siemię pogarsza wchłanianie, więc najlepiej do zaparć nie dopuszczać jedząc warzywa i owoce (ja mamie gotuje owoce na taki gęsty kompot bez cukru i zostawiam w słoiczku, który zjada przez cały dzień - pomaga jej to na zaparcia). Jelita też lubią jak ich posiadacz spaceruje a nie leży:)
  Temat: Rak jajnika
Litania

Odpowiedzi: 7
Wyświetleń: 421

PostDział: Nowotwory piersi i ginekologiczne   Wysłany: 2021-06-17, 23:07   Temat: Rak jajnika
Amelia,

Gaba już Ci dużo napisała, pytajcie o skierowanie onkologa/chemioterapeutę lub ginekologa, który operował. Każdy z nich może wystawić to skierowanie (przynajmniej tu gdzie mama się leczy wiem, że tak jest, tylko nie mam pewności, czy nie kierują najpierw do poradni genetycznej a dopiero tam robią mutacje, jeśli u Was też tak jest, to to jest czas, bo do genetyka się czeka i na wynik się czeka). Jeśli ma to oddalić chemie, to chyba zdałabym się na lekarzy w tej kwestii. Rak jajnika jak jest obecne wodobrzusze i rozsiew wymaga szybkiego leczenia chemioterapeutycznego. Ale ponoć odpowiedź na to leczenie jest dobra. Jednym zdarza się kilkumiesięczna regresja zmian innym kilkunastomiesięczna, a inni nie mają jej wcale. Loteria. Ale warto spróbować. Jest szansa na znaczącą poprawę i na to że wodobrzusze po chemii zniknie.

Trzymam kciuki, L.
  Temat: Chemioterapia paliatywna - rak jajnika w IV stadium
Litania

Odpowiedzi: 121
Wyświetleń: 36112

PostDział: Nowotwory piersi i ginekologiczne   Wysłany: 2021-06-16, 23:17   Temat: Chemioterapia paliatywna - rak jajnika w IV stadium
Witajcie.

Jesteśmy już po kilku konsultacjach.

Onkolog-ginekolog: to nie musi być złośliwy rozrost. Biopsja gruboigłowa + PET są konieczne aby zrobić operację, bo trzeba wiedzieć co się operuje i czy w ogóle operować (jak są odległe przerzuty to wiadomo, że nie). Nie wygląda to na wznowę historii sprzed 3 lat, bo inaczej powinno to wyglądać. Czy mogło to jajowodami do tej macicy przy rozsiewie "wejść" - raczej nie.

Chemioterapeuta: raczej nie wznowa sprzed 3 lat. Biopsja gruboigłowa tak, ale PET nie musiałby w jej ocenie być robiony.

Urolog: cewnik zostaje do operacji. Parametry nerkowe pogorszone to nie problem w tej sytuacji. Niski sód może występować przy zastojach moczu. Jeść solone produkty. Anemia może być też od nerek. Dobrze się odżywiać (białko+żelazo). UKMy się poobkurczały.

Mama przeszła (mam nadzieję, że to koniec i że to "tylko" ta infekcja) infekcję dróg moczowych. Bardzo spektakularnie. Gdyby nie szybka pomoc doktor z HD, to mojej mamy mogłoby już nie być, albo mogłaby nie wiedzieć, że jest. Jeszcze raz dziękuję.

W niedzielę mama zagorączkowała, mocz był mętny, przysypiała i zaczęła mieć drgawki w obrębie dłoni i jednego barku, zmierzyłam temperaturę, przy 39,1 na termometrze przestałam mierzyć i poleciałam zrobić jej okład na głowę. Myślałam, że zaczyna się niewydolność nerek albo/i utrata świadomości z powodu hiponatremii. Ale lekarka z HD przez telefon kazała mi mamie szybko podać Pyralginę i pomogło. Drgawki gorączkowe. Temperatura opadła, objawy minęły.

W poniedziałek była masakra. Po południu mamie pobrano krew i mocz na posiew i dostała antybiotyk tuż po pobraniu posiewu. Zaczęło być jej zimno ale temperatura pod pachą to było 36,7. Cała zaczęła dygotać, dostała szczękościsku. Miała sinicę obwodową. Zadzwoniłam do lekarki z HD - że czasami tak zaczyna się mega gorączka i aby podać Pyralginę. Że tak może wyglądać przebieg infekcji dróg moczowych. Mama miała 40 stopni pod pachą. Skoczyło z tych 36,7 w 30-40 minut. Zwlekłam ją z fotela na łóżko, była cała zesztywniała:( Obłożyłam ją kompresami: głowa, szyja, brzuch i uda. Sinica ustąpiła, ale temperatura wzrosła do 40,3. Zwymiotowała Pyralginę. Na szczęście zdążyłam ją podnieść, bo by się mogła zadławić. Zadzwoniłam do lekarki z HD, czy jest możliwość podać jej dożylnie lek p. gorączkowy. Zmoczyłam w wodzie poszwę na kołdrę i obłożyłam jej całe nogi, również od spodu. Mama znów zwymiotowała, tym razem bardziej obficie, na szczęście znów udało mi się ją podnieść, była już zresztą trochę mniej sztywna. Po ok 30 min przyjechała lekarka z pielęgniarką. Próbowała się wkłuć 3x ale była w żyle a krew nie szła. Na moją prośbę spróbowała założyć drogę na stopie. Mama na nas krzyczała, żeby ją zostawić itd. Ale nie można pacjenta bez świadomości traktować na poważnie. Wiem co sobie pomyślicie, ale na prawdę trzeba było ją ratować. Udało się założyć drogę. Mama dostała 1g pyralginy w 100ml roztworu soli. Pielęgniarka trzymała roztwór na wyciągniętej ręce, a my z lekarką z HD uciskałyśmy miejsca po nieudanych wkłuciach. Ja w sumie byłam z mamą w łóżku, bo trzymałam ją aby nie spadła, a wcześniej przytrzymywałam ręce i nogę. Mamie podano jeszcze 500ml roztworu soli wzmocnionego 10% solą. Pielęgniarka pomogła mi zmienić pościel i przebrać mamę (wszystko było bardzo mokre od zimnych kompresów, a mama w wymiocinach:(). Temperatura spadła do 38 stopni. Później do 37. Mama zasnęła.

Następnego dnia lekarka z HD kazała już ok 17 podać mamie pyralginę, co też zrobiłam aby uniknąć kolejnej masakry. Wieczór był ok. Mocz się poprawił.

Dziś mama nie zagorączkowała, miała dobre ciśnienie i czysty mocz, ale ok 20:30 podałam jej 1/2 saszetki pyralginy i wreszcie po 3 nocach spędzonych na podłodze obok jej łóżka jestem dziś u siebie:)

Wyniki z tego pobrania z poniedziałku są takie: sód 132 (136-147), chlorki 94 (98-1087), mocznik 53 (16-49), kreatynina 1,17 (0,50-0,90), eGFR 47,51 (>60,00), albumina 3,58 (3,80-5,00) CRP 187,98 (0,00-5,00) WBC 21,5 (4,00-10), RBC 3,72 (4,20-5,40) HGB 10,1 (12,0-16,0) HCT 30,3 (37,0-50,0) neutrofile 86,5 (40-74) i parę innych drobnych odchyleń, ale nieszczególnie istotnych. Na posiew czekamy.

W przyszłym tygodniu PET, w kolejnym biopsja.
L.

[ Dodano: 2021-06-16, 23:19 ]
A. Tego pierwszego "gorączkowego" wieczoru też były okłady - brzuch, głowa i uda. Zgodnie z zaleceniem lekarki z HD.
  Temat: Chemioterapia paliatywna - rak jajnika w IV stadium
Litania

Odpowiedzi: 121
Wyświetleń: 36112

PostDział: Nowotwory piersi i ginekologiczne   Wysłany: 2021-06-08, 22:24   Temat: Chemioterapia paliatywna - rak jajnika w IV stadium
Martyś, dziękuję z za wsparcie:)

Gaba, czas szybko leci. Moja mama jest po prawie 3 latach od ostatniej chemii: 07.2018. Mamie już troszkę się dziś poprawiło, bo jesteśmy po super extra mega USG.

Ale to też dlatego, że poszłam za kolejnym znakiem. Już wszystko opisuję:

Jak odbierałam badania mamy z krwi, to usiadłam na krawężniku pod szpitalem i rozmawiałam z lekarką z HD. I zauważyłam, że wychodził znajomy radiolog (znajomy z pracy). Oddelegowali go do szpitala covidovego, który tam się znajduje. Więc też czysty przypadek. Wtedy jeszcze nie wiedziałam co i jak z mamą, ale w weekend doszłam do wniosku, że to dobry trop się do niego umówić. I tak ktoś mi musiał zobaczyć tą płytkę z CT, którą odebrałam wczoraj, bo z opisu, to w sumie nie szło się połapać gdzie jest ten guz i co i jak. Zadzwoniłam do niego w poniedziałek i powiedział, że w sumie to on nie wie, czy nam coś pomoże, ale oczywiście spróbuje (jest stanowczo zbyt skromnym człowiekiem, bo jest świetnym radiologiem i to nie tylko moja opinia). Podjęłam oczywiście decyzję, że jadę z mamą, bo przynajmniej będzie wiadomo czy te UKMy i moczowód jej się obkurczają.

USG (jak zwykle opisuję tylko patologię): (...) w segmencie II widoczna drobna torbiel prosta - średnica do 3mm. Pomiędzy wątrobą a głową trzustki widoczna hipoechogeniczna, nieunaczyniona zmiana o wymiarach 20x23x10mm - punktem wyjścia może być wątroba - obraz może odpowiadać zmianie po poprzednim leczeniu onkologicznym. (...) w obu nerkach widoczne cechy niewielkiego zastoju - po stronie prawej kielichy nerkowe 7-11mm, obustronnie miedniczka nerkowa szerokości 10-15mm. Prawy moczowód średnicy do 13mm (...). Pęcherz moczowy obkurczony na balonie cewnika, modelowany przez zmianę o wymiarach 90x79x120mm. Jej wnętrze o obniżonej echogeniczności i miernie unaczynione. Obwodowo unaczynienie zachowane. W pierwszej kolejności należy uwzględnić guza w macicy (...).

Pierwszy raz w życiu mi się zdarza, że bardziej ufam USG niż CT. I że jest dokładniejsze. Zresztą zostało zweryfikowane z płytką. Zatem obcy raczej jest w macicy. I układ moczowy się obkurcza. Dozgonny hołd dla radiologa! Zostałam Twoim najwierniejszym wyznawcą:) Pod koniec powiedział, że sam jest zaskoczony, bo wydawało mu się, że usg po ct będzie jak kwiatek do kożucha. A ja dodałam, że okazało się wisienką na torcie. Bo w istocie tak jest.

Zadzwoniłam do onkolog, miała tylko chwilkę, jednak nie zbyła mnie, zaproponowała, że oddzwoni. Ale że ja byłam też dziś w pracy, to tylko powiedziałam jej, że przepraszam, że nie przyjechałam, ale że musiałam mamę dodiagnozowac, bo z Ct nic dla mnie nie wynikało i że to prawdopodobnie macica, ale że jest to duży guz. Na pewno do niej wejdę, ale że to raczej jest na pilną operację i jutro idę konsultować mamę do ginekologa-chirurga, który mamę operował.

Jutro mamy też wizytę lekarki z HD. W poniedziałek zdałam jej relację co z mamą i umówiłyśmy się na wizytę. Powiedziałam jej, że mama potrzebuje środków p. bólowych adekwatnych do jej potrzeb i leku nasennego.

Tyle u nas. Jest bardzo groźnie, ale już coś więcej wiadomo. Mamy jeszcze umówioną na przyszły tydzień wizytę u urologa.

Mama trochę złapała wiatr w żagle. Może nawet aż za bardzo bo marzy jej się operacja z przepuklinami. Ale odwodzę ją na razie mocno od tej myśli, bo macica, to krwawa operacja, nie wiem czy nie jest ryzykiem to łączyć z czymkolwiek. Nie mówiąc o tym, że na razie jesteśmy przed konsultacją i nikt jeszcze się nie podjął nawet tej macicy. Przyjdzie czas, będziemy myśleć.

Ja nie mam za złe nikomu, że jest jak jest. Prawda jest taka, że medycyna to jest taka dziedzina w której 2+2=? Raczej rzadko 4. Nawet współczuję onkolog mamy, bo jak już była na SOR, to powiedziała mi, że nie wygląda to na problem onkologiczny. Ginekolog-chirurg wtedy tę macicę zostawił. Chirurg od przepuklin nie chciał Ct i nic go nie niepokoiło. Ja też poległam, myślałam że to problem chirurgiczny. Choć miałam mega niepokój i swoje podejrzenia. Ale raczej podejrzewałam, że może jakaś wznowa na zasadzie coś w otrzewnej. Albo wodobrzusze, bo niepokoiły mnie te powiększone przepukliny. Sama jestem zaskoczona rozwojem zdarzeń. Największy mój niepokój to było brak CT przed operacją, o czym Wam zresztą pisałam.

Trzymajcie kciuki, dam znać jak będzie cos wiadomo. Jutro ważny dzień.
L.
  Temat: Chemioterapia paliatywna - rak jajnika w IV stadium
Litania

Odpowiedzi: 121
Wyświetleń: 36112

PostDział: Nowotwory piersi i ginekologiczne   Wysłany: 2021-06-03, 22:22   Temat: Chemioterapia paliatywna - rak jajnika w IV stadium
Dziękuję Ola Olka!

Uściski!
L.
  Temat: Rak o nieznanym punkcie wyjścia - C80
Litania

Odpowiedzi: 144
Wyświetleń: 44446

PostDział: Nowotwory piersi i ginekologiczne   Wysłany: 2021-06-02, 23:44   Temat: Rak o nieznanym punkcie wyjścia - C80
Gaba,

bardzo bardzo mi przykro. Domyślam się ile włożyłaś w to energii i ile Cię to kosztowało. To prawda, że jest w Tobie tyle determinacji, że obdzieliłabyś pół forum. Ba! Pół świata! Też o Tobie zawsze ciepło myślę i nawet jak się nie odzywam, to czytam. I jestem. Chcę abyś wiedziała, że jesteś dla mnie bardzo ważna. Mimo, że się nigdy nie poznałyśmy osobiście. A Twoje rady są bezcenne nie tylko dla mnie, ale dla wszystkich którym tak dzielnie pomagasz i ich wspierasz.

Ściskam Cię bardzo mocno.
L.
  Temat: Chemioterapia paliatywna - rak jajnika w IV stadium
Litania

Odpowiedzi: 121
Wyświetleń: 36112

PostDział: Nowotwory piersi i ginekologiczne   Wysłany: 2021-06-02, 23:35   Temat: Chemioterapia paliatywna - rak jajnika w IV stadium
Witajcie,

jutro opiszę ze szczegółami, bo jestem dziś mega padnięta. Mamy sequel: Obcy - decydujące starcie. Aż wyciągnę płytkę z CT aby spojrzeć mu prosto w mordę. Owalną, guzowatą, niejednorodnie wzmacniającą się. W miednicy mniejszej siedzi. 86x84x102mm.

Wznowa.
L.

[ Dodano: 2021-06-03, 09:43 ]
Kochani!

Powiedzieć, że ktoś nad nami czuwa, to nic nie powiedzieć. Mam nadzieję, że już tak pozostanie.

Torbiel centralna nerki, którą mama miała uwidocznioną na usg w marcu, to raczej był poszerzony UKM. Raczej na 100%. Czytałam o tym, że czasami jest mylona torbiel centralna nerki z tym problemem. Obcy już tam sobie dobrze poczynał.

Ca-125 z kwietnia było 39,4. Z jednej strony szkoda nie "pofikał" trochę bardziej, bo jakby było wyższe, to byśmy umówiły Ct, ale z drugiej strony termin był już na połowę czerwca jak pytałam przed wizytą u onkolog, więc Ct umówione wtedy byłoby później niż to z wczoraj.

Mama zaczęła mieć problem z trzymaniem moczu i bólami pęcherza moczowego od 14.05. Dwa dni wcześniej miała biegunkę, to zostawiłam jej pampersa na noc i wybrudziła się trochę, to wyglądało na infekcje dróg moczowych. Od 15.05 8 dni furagina. Mama mówiła jednego dnia, że tak jakby lepiej, drugiego, że bez zmian. Konsultowałam z dr z HD, że trzeba będzie zrobić posiew po kilku dniach brania furaginy, jak nie będzie poprawy, ale mama podawała te objawy niejednoznacznie.

Posiew zrobiłam w środę rano 26.05., wyniki z antybiogramem miały być 31.05. Miałam duży problem z pozyskaniem moczu, bo mama nie sikała tak "świadomie" za dużo, łącznie 10ml w około 30 min. Ale, że zgłaszała jakby kłucie w nerce, to wieczorem pojechałam z nią do lekarza. Przepisał antybiotyk. 7 dni. "Pomoc świąteczna", bo do lekarza POZ mojej mamy czeka się 1,5-2 tyg. na wizytę - nie żartuję.

W poniedziałek poszłam odebrać posiew. Ponieważ hodowało się powyżej 3 gatunków bakterii, to nic nie wyhodowali uznając to za zanieczyszczenie, zresztą bardzo prawdopodobne. Ale łzy stanęły mi w oczach, bo mamie ten antybiotyk tak sobie pomagał i trzeba było podjąć dalsze decyzje a nie było na podstawie czego. Bardzo mnie to zmartwiło. I miałam żal. Bo że nic nie wyhodują, to już było wiadomo 27.05. Powinni zadzwonić. Dziś wiem, że tak miało być. I że dzięki temu wiemy tak dużo, ale wtedy poczułam się bezradna. Bo Pani zaczęła mi tłumaczyć jak pobrać mocz, że środkowy strumień itd. A ja się poczułam jak z ręką w nocniku, bo przy takim nietrzymaniu moczu, to nie ma "środkowego strumienia" i powiedziałam, że to jest skomplikowane, bo dawanie kolejnego antybiotyku w ciemno w sumie starszej, onkologicznej pacjentce u której jelita fiksują po antybiotyku a z naszymi problemami z jelitami to ten antybiotyk pierwszy już był "wyższą koniecznością".

Zadzwoniłam do Doktor z HD. Byłam akurat z mężem na cmentarzu. Pod koniec rozmowy z nią wypatrzyłam przy jakimś grobie czterolistną kończynę. Pamiętam, że powiedziałam jej o tym i że oby to był znak. W sumie był. Bo wszystko zaczęło iść w lepsza stronę. Zaproponowała cewnikowanie pęcherza i że zleci posiew z poradni HD. Bo infekcja może być wieloczynnikowa i nawet jak będzie im się hodowało więcej bakterii, to z tak pobranego moczu musza zrobić badanie. 01.06 rano cudowna pielęgniarka-anioł założyła mamie cewnik i nalałyśmy do dwóch pojemników, bo chciałam zrobić jeszcze badanie ogólne moczu. No i zadecydowałam, że robię mamie też badania z krwi. Bo i tak się umówiłam z Doktor z HD, że aby nie czekać na kierowcę, to sama zawiozę ten mocz. Mocz spływał. Wylewałam do toalety po 1/2 papierowej nerki, kilka razy. Łącznie wyszło nam ok 1500ml zalegającego, ale czystego moczu. Przepukliny się pięknie cofnęły. Zeszło ciśnienie z brzucha. To nietrzymanie moczu było z przepełnienia pęcherza. Prawdopodobnie nie było żadnej infekcji, ale tego już się nigdy nie dowiemy. Tak czy siak mama miała wybrać cały antybiotyk, niezależnie od tego czy posiew będzie przerastał, bo zawsze mogło okazać się, że on zadziałał. Doktor powiedziała, że może być tak, że tam mama ma jakiś zrost, albo ten pęcherz z powodu tych przepuklin się jakoś ułożył niefortunnie i że mamy robić bilans płynów (m.in. ważenie pieluch) aby obserwować co się dzieje i szybko skonsultować z chirurgiem. Czy mama ma być do operacji zacewnikowana. Dała też nadzieję, że może po całkowitym opróżnieniu pęcherza się poprawi. Dopytałam czy jeszcze zrobić mamie jakieś badania poza tymi, które sobie obmyśliłam. Jonogram. Dziękuję Pani Doktor raz jeszcze za uratowanie nerek mamy i w sumie całej mamy i za wszelkie dobro.

Zawiozłam mamę do parku. I wiecie co? Spotkałam Panią kardiolog, która kiedyś podpowiedziała nam, że może mama mieć zespół Meigsa. Ostatecznie to nie jest to rozpoznanie, ale dzięki temu wywalczyłam powtórną histopatologie, bo zaczęłam szukać. Porozmawiałyśmy, mamę oprowadziłam wzdłuż stawu i zawiozłam mamę domu. Ale znów coś mnie "tchnęło". Bałam się o te nerki i zaczęłam czytać o niewydolności. Pomyślałam, że jak mama miała pobrane badanie o 11:00 a jest 14:00 to może jeszcze jakimś cudem zrobią jej eGFR. Pochwała głupoty mojej, bo jakoś nie wiedziałam, że robią to automatycznie. A że badanie było płatne, to umyśliłam, że pobiegnę, dopłacę i aby zrobili. Dobrze się stało, bo wyniki już były. Lekka anemia: RBC 3,92 (4,20-5,40); HGB: 11,00 (12-16), HCT 31,8 (37-50), Nerki ok (mocznik, kreatynina). TSH, FT3, FT4, Kortyzol też ok. Cukier ok. Ogólne moczu też względnie ok (wyższe ph 6,5, bardzo liczne nabłonki płaskie). Ale chlorki: 85 (98-198) i największe zaskoczenie: ciężka hiponatremia: sód 122 (136-147). Od razu zadzwoniłam do mamy, że ma zjeść coś z solą, podziękowałam Pani z lab, że wydrukowała mi od ręki badania.

Zadzwoniłam do lekarki z HD. Najlepiej byłoby mamę albo wyrównać w domu albo zawieźć do szpitala, albo próbować wyrównać sód podając rozsądnie sól np.: pomiędzy dwoma plastrami pomidora z konieczną kontrolą stężenia sodu w najbliższych dniach. Mama nie chciała aby jej zakładać drogę, nie chciała też jechać na pogotowie. Do 22:00 nie oddała nawet kropli moczu. W żadnej pozycji, nawet na leżąco. Wyszłam z mieszanymi odczuciami, ale do późna w nocy pisałam już informację nt. zdrowia pacjenta dla lekarza pogotowia i kompletowałam dokumentację medyczną mamy. Wysłałam też wyniki Pani kardiolog, obiecała razem z nami myśleć dlaczego przy dobrych nerkach sód jest tak niski.


Rano mocz trochę zaczął "przeciekać", bo znów przepukliny były napięte. Ale tego moczu było max. 250ml. Po godzinie pertraktacji z mamą zawiozłam ją na SOR z pełna informacją nt. mamy. Pani kardiolog była ze mną w kontakcie i mówiła, że ten sód trzeba bardzo wolno wyrównywać. Ja co prawda napisałam w informacji na grubo uwagę, że nie wiemy czy mama ma ostry epizod hiponatremii czy przewlekły, ale postanowiłam po godzinie zadzwonić na SOR i powiedzieć, że ja myślę i że wszystko na to wskazuje, że przewlekły. Dla niewtajemniczonych, to szybkie wyrównanie sodu grozi mielinozą mostu, obrzękiem mózgu i kwiatkami na grobie. W między czasie czekałam w kolejce do onkolog mamy. Odebrał Pan Doktor, ale to nie on prowadził mamę. Powiedział, że chcą jej zrobić ct. Ponieważ mama miała kreatyninę 0,79 to zapytałam, czy może udało by się podać jej kontrast. Zasadniczo nie, bo nie robią tego na SOR i musiałam bardzo długo tłumaczyć, dlaczego ten kontrast może ją uratować na tym etapie. Wstępnie był na nie, ale obiecał przekazać lekarzowi, który prowadzi mamę moje argumenty. Weszłam do onkolog. Wychodziła, ale jak powiedziałam, że mama jest na SOR, ma zaleganie moczu i hiponatremię to się zmartwiła. Powiedziała, że nawet jak nie podadzą kontrastu, to aby szybko po weekendzie do niej zadzwonić, że zrobimy na cito Ct z kontrastem mamie. Szkoda byłoby mi aby mama cierpiała, ale to też było wyjście. Zapytałam czy mogę zrobić jeszcze jakiekolwiek badania aby wyjaśnić sytuacje mamy. Na razie nic. Obrazowe.

Zadzwoniłam po kolejnej godzinie na SOR, lekarka powiedziała, że zdecydowali się na kontrast. Dziękowałam bardzo. Wyrównywali sód. W pęcherzu zalegało 2000ml moczu. Najpierw na mnie prawie nakrzyczała, że sama leczę mamę w domu, ale ja jej powiedziałam, że to nie jest do końca mój wybór tylko konieczność i wyjaśniłam sytuację. Emocje opadły.

Przed 15:00 dowiedziałam się, że mamy pasażera, który prawdopodobnie uniemożliwia odpływ moczu z pęcherza. Nie podała wymiarów, ale jak go opisała, to ja powiedziała że nie ma się co oszukiwać, jak nie jest to gładkościenne, to to jest rak. Potwierdziła. Wznowa.

Zadzwoniłam do mamy. Powiedziała, że nie chce już cierpieć i że ona już woli teraz umrzeć. Zacisnęłam zęby i pocieszyłam ja jak umiałam.

Napisałam do onkolog. Będę u niej we wtorek. Wyznaczyłam wizytę do ginekologa-chirurga na środę.

Zadzwoniłam do koleżanki-lekarki. Powiedziała coś, co mnie bardzo postawiło. Jej ciocia niedawno zmarła na raka jajnika (ma mega obciążenia rodzinne, niestety). Że ona miała wrażenie, że z jej ciocią to one były o krok do tyłu na każdym etapie. A że ja jestem zawsze o krok do przodu z moja mamą. I tego się chce trzymać.

Zadzwoniła dr z HD - rano wysłałam jej sms, że jadę z mama na SOR i co i jak. Powiedziała, że mama wraca pod pełną opiekę HD i mogę liczyć na jej bezpośrednią pomoc. To dla mnie mega ważne, bo mama wyszła z cewnikiem. Poprosiłam aby trzymała kciuki, że to nie nacieka nigdzie. I powiedziałam jej, że boje się bo lekarka nie chciała powiedzieć mi dokładnie jaki rozmiar ma nasz pasażer.

Ok 18:30 okazało się, że mama ma nadal niższy sód niż 130 i że podają jej kolejną kroplówkę. Zadzwoniłam do mamy, ona powiedziała, że już nie wytrzyma, że ona się wypisuje, bo już ją wszystko tak boli, że kończymy. Zadzwoniłam do lekarki. Sód 129. W sumie, to pomyślałam, że trochę brawurowo z takiego sodu wyrównywać do 130, wiec przekonałam ją że ją z takim sodem nie boję się jej zabrać. I że mam pełne zaplecze i jestem ogarnięta. Tym razem to że "leczę sama mamę" okazało się moim atutem. Po pół godzinie odebraliśmy mamę.

CT: "(...) w segmencie 2 widoczna hipodensyjna zmiana wielkości 4mm prawdopodobnie torbiel, nie można wykluczyć meta (...), UKM nerki prawej poszerzony: kielichy do 13mm, miedniczka 21mm. UKM nerki lewej również poszerzony: kielichy do 10mm, miedniczka do 20mm. Moczowód prawy poszerzony do 15mm (...). W miednicy widoczna owalna, guzowata, niejednorodnie wzmacniająca się zmiana o wymiarach 86x84x102mm. Po stronie lewej w sąsiedztwie naczyń biodrowych widoczna owalna zmiana 26x25mm - najpewniej powiększony węzeł chłonny.

Dobrze, że nie pękł jej ten pęcherz. Wykładniki nerek nie wskazują na ich uszkodzenie, ale nie wiemy czy to się obkurczy i co będzie w najbliższych dniach.

Mam plan. Jest tylko jeden. Żyć albo nie żyć. Trzymajcie za nas kciuki, bo znów wsiadamy na karuzelę.

W rtg nie ma zmian, jest tylko niepewna zmiana na wątrobie. Ponieważ zmniejszyło się ciśnienie w otrzewnej, to pewnie będzie mu łatwiej. Nie ma info o naciekaniu. Wyobrażam sobie go jako pulsujące, czarne, oślizgłe coś. I to jest ostatni, jedyny moment aby go przechytrzyć. Przynajmniej na razie. Proszę o ciepłe myśli.

Będę informowała jak coś będę wiedziała.

L.
  Temat: Rak o nieznanym punkcie wyjścia - C80
Litania

Odpowiedzi: 144
Wyświetleń: 44446

PostDział: Nowotwory piersi i ginekologiczne   Wysłany: 2021-05-20, 00:44   Temat: Rak o nieznanym punkcie wyjścia - C80
Gaba!

Trzymam bardzo mocno kciuki, że będzie już tylko lepiej!!! :)
  Temat: Rak jajnika rozsiany czy gruźlica otrzewnej
Litania

Odpowiedzi: 3
Wyświetleń: 559

PostDział: Nowotwory piersi i ginekologiczne   Wysłany: 2021-05-20, 00:42   Temat: Rak jajnika rozsiany czy gruźlica otrzewnej
Dominika89,

operacja po chemii jest możliwa, moja mama jest tego przykładem (choć z innych wskazań miała chemię). Z tego co mi wiadomo, to usunięcie z okolic krezki czegokolwiek jest największym problemem. Każdy przypadek jest inny, ale nie zawsze dążenie do cytoredukcji jest najlepszym wyjściem, bywa, że operacja osłabia bardzo organizm i jest on potencjalnie lepszym celem dla procesu nowotworowego. Dużo zależy też od stanu funkcjonalnego człowieka: czy jest pełna sprawność czy ograniczona, czy ktoś jest bardzo osłabiony czy ma tylko typowe objawy uboczne chemioterapii (co czasami trudno odróżnić). Zapewne propozycja aby jeszcze poczekać jest podyktowana pozostałą po 3 cyklach ilością zmian. Jeśli mogę Cię pocieszyć, to wszyscy onkolodzy i chirurdzy-onkolodzy z którymi rozmawiałam twierdzą, że bardzo często rak jajnika dobrze odpowiada na chemioterapię. Może po kolejnych cyklach się uda!

Dużo siły!
  Temat: majaja - komentarze
Litania

Odpowiedzi: 10
Wyświetleń: 850

PostDział: Tu trzymamy KCIUKI   Wysłany: 2021-05-11, 20:57   Temat: majaja - komentarze
Majaja,

przytulam Cię bardzo mocno. Przyjmij wyrazy współczucia.
L.
  Temat: Chemioterapia paliatywna - rak jajnika w IV stadium
Litania

Odpowiedzi: 121
Wyświetleń: 36112

PostDział: Nowotwory piersi i ginekologiczne   Wysłany: 2021-05-01, 00:22   Temat: Chemioterapia paliatywna - rak jajnika w IV stadium
Witajcie! Wyszło dużo - z góry przepraszam.

Reszka.78: problem mojej mamy polega głównie na tym, że ma implantowaną siatkę i przepukliny są duże a jelita w brzuchu prawdopodobnie w zrostach. Po "majówce" skonsultuję się jeszcze z lekarką z HD - ale jak z nią rozmawiałam kilka tygodni temu, to mówiła, że zważywszy na rozległość dotychczasowych operacji u mamy i jej tendencję do zrostów, to może być ból niekoniecznie związany z czymkolwiek innym. Jak mama miała przepuklinę przed jakąkolwiek operacją (zaczynała od pępkowej), to jej też to nie bolało (no chyba, że uwięzła na jakiś czas, to bolało ją bardzo), ale już po poprzedniej operacji i pojawieniu się przepuklin był ból (za to przy mega rozsiewie w otrzewnej i wodobrzuszu nic jej nie bolało). Ale oczywiście możesz mieć rację, to może być "ten ból". Biorę to pod uwagę. Zmiana lekarza przeszła mi przez myśl, ale ten chirurg ma niestety sporo zalet. Pomijając ostatnią wizytę. Ale w język się ugryzłam, bo wiem też, że miał w tym dużo racji, co wynika z jego doświadczenia. Po prostu zna ryzyko. Ale wywołał mój gniew i smutek, czyli najpewniej dotknął nuty "bezradność". Może oczekiwałam "podniesienia na duchu", aczkolwiek lekarze z reguły wolą roztaczać czarnowidztwo, bo wtedy jest w razie czego mniej pretensji i pozwów a sukces rośnie do rangi cudu. Najgorsze jest to, że z jednej strony mam tego świadomość, ale poczułam się wgnieciona w ziemię.

Gaba: zacznę od tego, że nie ma mnie za co podziwiać. Ale dziękuję;)
Moja mama ma problem też z tym, że ma słabe naczynia i ostatnio przy Ct pękły jej 4x żyły przy zakładaniu wenflonu i ostatecznie kontrast się wynaczynił i zakładali jeszcze jeden i w końcu się udało. To ją mega bolało. Wspomnienia pozostały. Po ostatnim pobycie w szpitalu, też miała te ręce mega biedne. Ja bym wolała aby to CT było, ale myślę, że ta "ochrona nerek", to jest z jej strony też strach przed bólem, ale też strach przed tym co to Ct może wykazać.

Z tą wizytą u chirurga, to ja też wiem o co mu chodzi. Bo jak mama miała ostatnio operację z powodu niedrożności (nazywając rzeczy po imieniu - ratującą życie), to czy by jelito przebił w jej trakcie czy nie, to w takich sytuacjach jak coś się "przydarzy", to wiadomo, że i tak trzeba było operować. A tu jest operacja planowa. Jak coś pójdzie nie tak, to wiadomo, że on ściągnął takiego pacjenta do kliniki i podjął się zabiegu. Nie mówiąc o tym, że już ostatnio mi mówili, że do brzucha, gdzie jest siatka nikt już się nie zabierze chętnie bez konieczności, bo ryzyko zabiegu jest duże (że np: siatka się skleiła z jelitem i przy "odpreparowywaniu" perforuje jelito).

Problem jest złożony. Serio. Będzie zatem większość moich obaw: te jelita pociągają też przeponę i jak nie będzie tego zabiegu, to wydolność oddechowa będzie gorsza, bo przepukliny się powiększają. Im więcej wystaje poza otrzewną, tym skuteczniej obkurczają się i tak już niesprawne mięśnie po dwóch laparotomiach i siatce, wypreparowanej i ponownie implantowanej. Więc jak za jakiś czas jej to "wcisną" do brzucha i zaszyją (czyli po ewentualnej chemii), to ryzyko, że spowoduje to tzw. zespół ciasnoty wewnątrzbrzusznej jest większe. Aby poddać się chemii, też trzeba móc przynajmniej bez obaw jeść i nie dożynać sobie "krwi" pyralginą. Bo jak ona by miała mieć stan zapalny jelit, który przy chemii jest normalny to dodatkowo przy tych podniedrożnościach ryzyko powikłań ze strony jelit też rośnie. Nie mówiąc o tym, że wymioty zwiększają ciśnienie wewnątrz brzucha i coraz więcej jelit będzie poza otrzewną z tego powodu a wrota będą coraz szersze. Im więcej leżenia, tym większe zaniki mięśniowe, zwiększone ryzyko zakrzepicy, gorsza perystaltyka i wydalanie, a także gorszy nastrój.

Z kolei jeśli się tam "coś" dzieje, to tkanki mogą się gorzej goić po zabiegu, nie mówiąc już o tym, że jeśli parametry jej polecą, to i tak nie zrobią jej tego zabiegu, no chyba że znów będzie ze wskazań życiowych. No i o czym już wspominałam, gdyby była konieczna chemia, to wymioty i tak mogą spowodować, że będą nowe przepukliny.

Chirurg nie chce Ct, pytałam. Choć nie mam pewności jak szeroko zamierza ją rozciąć i co będzie dostępne jego oczom. Nie mówiąc o tym, że mam z tyłu głowy, że jakby była możliwa cytoredukcja, to Ct mogłoby być pomocne. Ale cytoredukcja to też dodatkowe zrosty, a okazuje się, że mogą być groźniejsze niż nowotwór:( Chirurg nam tłumaczył, że jak wycina się coś z otrzewnej, to "natura brzucha, nieznosząca próżni" wypełni to jelitami. I że mama może mieć znów konglomeraty jelit np.: w lożach po jajnikach. I że jest to częsty problem po operacjach ginekologicznych. Ostatnio chemia wybiła dziada. A chemia nie powoduje zrostów.

Ponoć bardzo dobrym lekarzem od przepuklin jest dr Dąbrowiecki. Operuje wyłącznie prywatnie. Ale ta opcja byłaby możliwa, gdyby to była wyłącznie przepuklina. A tu w grę wchodzą zrosty, ryzyko perforacji i inne "niespodzianki". Bałabym się mamę operować w prywatnym szpitalu, bez pełnego zaplecza, OIOMu itd. Nie mówiąc o tym, że też nie ma pewności, że lekarz by się podjął.

Reasumując: Rondo z którego boję się zjechać w jakąkolwiek ulicę.

Dziś była wątróbka drobiowa z ziemniakami, posypana obficie pietruszką. I sałatka z kiełkami i ziarnami słonecznika, dyni i piniowymi. Małe działania pomagają mi się trochę w tym wszystkim uspokoić. Na razie azymut na operacje, więc muszę ją dożywić, spróbować poprawić morfologie (o ile to możliwe), aktywizować i co najważniejsze: podnieść na duchu.

Dam znać jak będę wiedziała coś nowego. Spróbuję dopytać lekarkę z HD co jeszcze p. bólowego można mamie podawać. I może onkolog, co ona myśli o tym wszystkim. No i może rzeczywiście kupię np: Floradix z żelazem, łatwiej będzie dawkować mniejsze porcje. Zamówiłam też wody lecznicze z żelazem.

Dziękuję Wam za wszystko.
L.
  Temat: Chemioterapia paliatywna - rak jajnika w IV stadium
Litania

Odpowiedzi: 121
Wyświetleń: 36112

PostDział: Nowotwory piersi i ginekologiczne   Wysłany: 2021-04-29, 22:13   Temat: Chemioterapia paliatywna - rak jajnika w IV stadium
Witajcie!

Już jesteśmy po wizycie u chirurga i onkologa.

Wizyta u chirurga mnie trochę zasmuciła, bo w sumie powiedział, że te przepukliny są duże a jego zdaniem mało jest tkanek do łatania tego brzucha, więc nie wie czy uda się zoperować obie przepukliny, może tylko jedną. Ale tak w ogóle to chodzi mi o samą wizytę, bo lekarz mojej mamie powiedział, że ogólnie wygląda na niesprawna osobę, jak spytałam co jakby doszło do niedrożności, to aby "jechać na jakikolwiek SOR, to koledzy chirurdzy się nią zajmą". Ugryzłam się w język, bo miałam ochotę zapytać, czy w takim razie mamy znaleźć kogoś innego, kto ją zoperuje, bo tak mi zabrzmiały intencje tego lekarza. Ostatnio mu dobrze poszło, porozklejał jej jelita, nic się nie stało z nimi, ruszyły...może był zmęczony, wizyta prywatna, więc był po całym dniu pracy, weszłyśmy ostatnie, był wtedy mega deszczowy, nieprzyjemny dzień...ale do dziś mi smutno po tej wizycie:( Przybiła mnie. Ból go nie niepokoi, więc wnoszę, że przepukliny bolą.

Onkolog zleciła badania, a że mama nie chce CT, to powiedziała, że jak CA-125 będzie bardzo wysokie, to by ją jednak namawiała. Dziś odebrałam wyniki, nie są bardzo złe, ale super dobre też nie. Zważywszy, że pobierałyśmy je "na gęsto", bo mama tego dnia nie piła bardzo dużo, to hematokryt, RBC na pewno są gorsze. Ale pobierają do 15-tej, chciała mieć z głowy kolejne wizyty. Zrobiłyśmy jeszcze RTG płuc, bo potrzebujemy do operacji, wynik będzie w przyszłym tygodniu.
Morfologia (wpisałam odstępstwa):

Hematokryt 33,6 (34-46) - RBC ma 4,23 (3,40-5,20)
MCV 79,4 (80-100)
Liczba monocytów 1,00 (0,20-0,80)

Ca-125 39,4 (<35)

Bilirubina, mocznik, kreatynina itp. w normie.

Wygląda na lekką anemię z niedoboru żelaza, ale czym ten niedobór jest spowodowany, to nie wiem...może najgorsze...a może rzeczywiście mniej je i mniej mięsa, bo gorzej je trawi. Może pyralgina, bo pogarsza "krew" a ostatnio bierze ją 1x dziennie. Wiem, że teoretycznie nie są to duże odstępstwa od normy, ale moja mama czuje się słabo, więc może być troszkę gorzej, bo miała tą krew zagęszczoną...może też za mało pije, ponoć przy pyralginie trzeba dużo pić. Skonsultuję te wyniki z lekarzem z HD. Pozytywne jest to, że poziom kwasu moczowego się obniżył (mama pije codziennie sok wiśniowy, ponoć pomaga na kwas moczowy i chyba coś w tym jest: z 6,9 spadł na 5,2 (2,4-5,7)).

Jakoś mi ostatnio gorzej, bo się o nią martwię. Wiem, że ją boli, że z powodu tych przepuklin ma doła, że boi się, że ma raka itd.

To są "trudne sprawy". Bo wiem, że mama łączy duże nadzieje z tą operacją, że nie będzie jej bolało, że nie będzie musiała brać leków, że odzyska choć częściowo lepsza sprawność (teraz dużo leży, bo mniej ją wtedy boli). Z drugiej strony jeśli coś tam "szleje" w tym brzuchu a miałaby szanse na chemię, to po operacji w razie wymiotów, to i tak jej to wszystko popęka, więc chemia też nie tak hop siup:( Nie wiem co zrobić. Komfort życia mamy z przepuklinami jest niski ona już by najchętniej poszła na tę operację. No nic...zacznę od tego, że będę jej podrzucała obiady z większą ilością mięsa ale może bardzo miękkiego/zmiksowanego i połączę to z vit. C dla lepszego wchłaniania. Żelaza jej nie mogę dać, bo pogorszy funkcjonowanie jelit (bóle, wzdęcia - jak to żelazo). Stolce nadal niewielkie, ale codziennie, czasami trochę większy się trafia. No i pije nutridrinka, jednego co drugi dzień - też ma trochę żelaza (a konkretnie resource - odkąd nutridrinki maja 125ml, to wolę jej dać coś co ma 200ml). Obecnie waży 65 kg, ale chirurg nadal mówi, że powinna chudnąć aby pozbyć się tłuszczu z otrzewnej aby mieli gdzie zmieścić te jelita. Chirurg nie widzi problemu aby jej zrobić kolonoskopię, bo to jelito grube a nie cienkie, ale onkolog powiedziała, że kolonoskopia może jej zaszkodzić - a że ja też tak na ten moment uważam - myślę, e dodatkowe ciśnienie w tym brzuchu nie jest potrzebne, to odpuszczamy.

Jak ktoś ma jakieś pomysły w "naszej sprawie" to proszę o sugestie.
Pozdrawiam serdecznie,
L.

[ Dodano: 2021-04-29, 22:16 ]
No i onkolog potwierdziła, że CT bez kontrastu w chorobach nowotworowych to szkoda prądu (ale wychodzi na to, że ostatnie z kontrastem miałyśmy we wrześniu 2019)
  Temat: majaja - komentarze
Litania

Odpowiedzi: 10
Wyświetleń: 850

PostDział: Tu trzymamy KCIUKI   Wysłany: 2021-04-13, 20:02   Temat: majaja - komentarze
Majaja,

jesteś dzielna, jesteś przy Tacie, mówicie o rzeczach ważnych, które zapamiętasz do końca życia. To najpiękniejsze co możesz mu dać - miłość, wspólne chwile. Czasami milcząc też "mówimy". Nie miej wyrzutów sumienia, że płaczesz. To normalne, że chcemy pocieszać, ale każde z Was silnie przeżywa tę sytuację. Czasami jak już nic nie można więcej zrobić, to robimy to co możemy. Robisz wszystko co możesz. Jesteś wspaniałą Córką, Tata Cię bardzo kocha i ufa Ci. Płacz, to też zaufanie: wie, że mógł pozwolić sobie na tę słabość. Jest świadomy tego co się dzieje i też jest mu ciężko, na pewno czuje, że jest coraz słabszy. Na prawdę jesteś bardzo dzielna. Serdeczne uściski, dużo siły!
L.
  Temat: Rak Jelita z przerzutami
Litania

Odpowiedzi: 17
Wyświetleń: 2677

PostDział: Nowotwory przewodu pokarmowego   Wysłany: 2021-04-12, 19:54   Temat: Rak Jelita z przerzutami
Łukasz,

mi lekarz z HD powiedział, że laktuloza powoduje większe wzdęcia. Ale jeśli teraz Twój tata bierze Dulcosoft, to jest to makrogol, który nie powinien powodować wzdęć. Ból brzucha i wzdęcia mogą mieć różne przyczyny, ogólnie jest to niepokojące, że są wymioty i problemy z wypróżnianiem, tak jak pisała missy: to może być początek niedrożności. Wzdęcia mogą być jednym z objawów. Nie wiem, czy ktoś włączy Wam żywienie pozajelitowe, musi być do tego w miarę zdrowa wątroba - musicie zapytać lekarza. Przeanalizuj skład diety taty: trzeba wyeliminować potrawy wzdymające (tłuste, smażone, strączkowe, brokuły, kalafior itd.). Może dieta tzw. lekkostrawna, ewentualnie miksowane pokarmy poprawiłyby nieco sytuację. Co to znaczy piana a nie treść kałowa? To jest również niepokojący objaw - należałoby to zgłosić onkologowi lub chirurgowi.

Pozdrawiam,L.
  Temat: majaja - komentarze
Litania

Odpowiedzi: 10
Wyświetleń: 850

PostDział: Tu trzymamy KCIUKI   Wysłany: 2021-04-12, 19:37   Temat: majaja - komentarze
Majaja!

Płuca dość szybko się pogarszają, niedawno odeszła mama mojej bliskiej koleżanki, nie wiadomo co było punktem wyjścia, ale tak jak u Was: szybko stan zaczął się pogarszać, zmiany powiększać.
Każdy z nas się zastanawia co nas czeka "po drugiej stronie". Mój tata zmarł nagle prawie 30 lat temu. Nie wiem, czy jest lepsza lub "gorsza" śmierć. Nagła, czy rozłożona w czasie. Każda boli. Spróbuj nie myśleć o tym co będzie, spróbuj się skupić na tu i teraz. Aby Twój Tata miał komfort, aby go nie bolało. Postaraj się "oderwać" go od zmartwień. Może razem pośmiejcie się podczas oglądania "głupich" filmów. Na pewno Wam obojgu to pomoże.

Dużo siły!
L.
 
Strona 1 z 10
Skocz do:  


logo

Statystki wizyt z innych stron
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group