Link do strony z możliwością wsparcia forum:

https://pomagam.pl/forumdss_2020_22

DUM SPIRO-SPERO Forum Onkologiczne Strona Główna

Logo Forum Onkologicznego DUM SPIRO-SPERO
Forum jest cz?ci? Fundacji Onkologicznej | przejdź do witryny Fundacji

Czat Mapa forum Formularz kontaktowyFormularz kontaktowy FAQFAQ
 SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  AlbumAlbum
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Rozmowa z psychoonkolożką: Daj sobie prawo do słabości
Autor Wiadomość
JustynaS1975 
Administrator



Dołączyła: 24 Cze 2011
Posty: 12614
Skąd: Warszawa
Pomogła: 2742 razy


 #1  Wysłany: 2013-10-30, 16:05  Rozmowa z psychoonkolożką: Daj sobie prawo do słabości


Bardzo polecam
http://www.wysokieobcasy....lozka.html?as=1

[ Komentarz dodany przez Moderatora: Richelieu: 2013-10-30, 16:06 ]
Skopiowane z tego posta.

_________________
Człowiek ma dwa życia. To drugie zaczyna się wtedy, gdy zrozumiesz, że życie jest tylko jedno.
Choroba moim nauczycielem, nie panem.
 
Aniaha 
PRZYJACIEL Forum



Dołączyła: 21 Mar 2010
Posty: 655
Skąd: trzeci swiat
Pomogła: 136 razy

 #2  Wysłany: 2013-11-08, 22:38  


Justyno, wszyscy powinniśmy Ci podziękować za ten link, a sam artykuł winien stać się lekturą obowiązkową dla chorych i ich bliskich. Wiele problemów opisanych w wywiadzie, jęsli nawet nie większość z nich, to codzienność jaką tutaj, zwłaszcza w tym dziale, opisujecie.
_________________
jest dobrze
http://raknieborak-aniaha.blogspot.com/
 
sara 
PRZYJACIEL Forum



Dołączyła: 31 Sty 2012
Posty: 249
Skąd: Podkarpacie
Pomogła: 16 razy

 #3  Wysłany: 2013-11-14, 08:52  


Jestem zła, że przeczytałam ten artykuł. Nie powinnam była tego robić. Chciałabym się do niego odnieść, ale z uwagi na silne emocje jakie mną miotają po jego lekturze boję się, że post byłby usunięty za obrazę uszu czy też oczu.
Nie zgadzam się z takim generalizowaniem, z opisywaniem tylko " męczenników" wspierających jako ofiary "katów" chorych. A słowa Pana Bartka Prokopowicza są dla mnie wręcz policzkiem.
Ochłonę....sorry.
 
Lidia Bieńkowska 
PRZYJACIEL Forum



Dołączyła: 20 Kwi 2013
Posty: 1456
Skąd: Warszawa
Pomogła: 193 razy

 #4  Wysłany: 2013-11-14, 13:16  


JustynaS1975, dzi9ękuję Ci bardzo za artykuł. Teraz wiem, że postępuję tak jak powinnam. Czasami zarzucałam sobie egoizm, że dbam o siebie. Po prostu wypośrodkowałam potrzeby M. i swoje.
_________________
Lidia
Nauczmy się kochać ludzi....bo tak szybko odchodzą.
 
sara 
PRZYJACIEL Forum



Dołączyła: 31 Sty 2012
Posty: 249
Skąd: Podkarpacie
Pomogła: 16 razy

 #5  Wysłany: 2013-11-14, 14:02  


No i widzisz Lidka. Teraz po tym poście to ja już wiem dlaczego ja Cię tak bardzo lubię...
 
Aniaha 
PRZYJACIEL Forum



Dołączyła: 21 Mar 2010
Posty: 655
Skąd: trzeci swiat
Pomogła: 136 razy

 #6  Wysłany: 2013-11-14, 15:18  


Miałam okazję zmagać się z chorobą nowotworową z dwóch perspektyw: osoby towarzyszącej, gdy jako nastolatka towarzyszyłam ojcu, samej chorej, przed czterema laty. Dziś uważam, że bardziej wyniszczająca, traumatyczna i zwyczajnie niszcząca moje życia była... ta pierwsza.

Przyznam się, że mnie już mdli od formy w jakiej "telewizje śniadaniowe" przedstawiają historie chorych na raka: jedno wielkie woow! Wdzięczna więc jestem mężowi Magdy Prokopowicz, że odbrązowił historię Magdy i swoją, mówiąc w którymś z wywiadów, że oni zwyczajnie darli koty, a powodem była także jej choroba. Pomyślałam wtedy, tak, teraz mi się zgadza, normalni ludzie jak ja i sąsiad. Ten artykuł to właśnie takie odbrazowienie bohaterów: chorego i wspierającego, strącenie z cokołu doskonałości i kop między ludzi z ich zwyczajnym życiem, potrzebami, uczuciami i emocjami. Dlatego nie rozumiem Twojego, saro, oburzenia.

Pozwól, że jeszcze raz odwołam się do własnych doświadczeń. Gdy dowiedziałam się o mojej chorobie, pomyślałam, że wolę zdechnąć teraz, już, za kilka tygodni, niż zafudnować moim dzieciom taką młodość, jaka była siostry i moim udziałem podczas czterech lat choroby mojego taty. I nikt nie może mi zarzucić, że byłam złą córką albo nie kochałam ojca. Po prostu nie można wymagać od nastolatek by schowały wszystkie swoje potrzeby emocjonalne, uczuciowe, a także (o zgrozo 8-) ) materialne i poświęciły wszystko ojcu, jak to robiła moja mama.

Gdy sama chorowałam, owszem, bywałam tyranem, a mąż ofiarą.
A kto nie bywał? :lol:

A psycholożka bynajmniej nie generalizuje, sama podkreśla że każdy przypadek jest indywidualny. Ona skupia się na tym co trudne, to krok dalej w pomocy psychologicznej i mówieniu na forum publicznym o przeżywaniu choroby nowotworowej.
_________________
jest dobrze
http://raknieborak-aniaha.blogspot.com/
 
magdal 



Dołączyła: 05 Lut 2013
Posty: 500
Skąd: łódzkie
Pomogła: 105 razy

 #7  Wysłany: 2013-11-14, 22:38  


Justyna, dzięki za linka.
Uświadomił mi że nie powinnam mieć poczucia winy, gdy w ciągu dnia "zapominam" o chorobie mamy, którą się opiekuję, że w ten czas się uśmiechnę, zchwycę jesienią, pojadę na rowerze... Gdy wychodzę od mamy staram się znaleźć czas dla siebie, poczuć normalność, zobaczyć innych ludzi i mimo że nieraz ciężko, to wiem, że muszę to jakoś zrównoważyć.
I też to, że to nie moje umieranie, tylko mej mamy, którą przecież kocham, ale wiem, iż przyjdzie taki czas, gdy trzeba będzie się pożegnać i nauczyc się żyć bez niej...
Pozdrawiam Was cieplutko. Magda.
_________________
Tata NDRP, Mama DRP
 
sara 
PRZYJACIEL Forum



Dołączyła: 31 Sty 2012
Posty: 249
Skąd: Podkarpacie
Pomogła: 16 razy

 #8  Wysłany: 2013-11-16, 15:58  


Trudno polemizować gdy jest się w mniejszości. A tam się sytuuję. Nie chciałabym też narażać się na jakieś formy trollingu, bo jestem osobą mocno przeżywającą takie akcje co nie wpływa korzystnie na mój stan zdrowia.
Dotyka mnie mocno ustawienie czegoś w rodzaju barykady pomiędzy wspierającymi a chorymi, gdzie obie strony udowadniają kto ma gorzej. Co za tym idzie sytuowanie się w pozycjach męczenników i katów. Podawanie przykładów typu -" chory nie chce uprawiać sexu, izoluje się, bo ma brzydką fryzurę, egoista, wokół którego zawsze wszystko się kręciło" - jest dla mnie nie do przyjęcia. Ja nie twierdzę, że tak się zdarzyć nie mogło, że są to przykłady wyssane z palca, ale to jest dowód na to, że w przyrodzie i w życiu występują różnorodne formy, które owszem są, ale nie stanowią o całości. Artykuł ten mówił o całości i przytaczanie takich właśnie przykładów jest dla mnie nie do zaakceptowania.
Będę pisać we własnym imieniu więc napiszę, że dla mnie choroba nowotworowa to dramat i szok. Ja też byłam normalnym człowiekiem jak inni i jak sąsiedzi. I dalej taka mam nadzieję jestem tyle, że chora, że czasami potrzebuję pomocy.
Ten artykuł spowodował, że to ja poczułam się winna ( choć samo przypisanie winy niczego nie załatwia), że czegoś oczekuję od bliskich, że oni przecież mają własne życie, własne sprawy a ja tu coś chcę, męczę ich swoim stanem zdrowia...Tak być może powinnam zdechnąć oszczędziłabym chwil męczeństwa innym, ale jeszcze żyję. Zresztą ja swoim bliskich nie męczę, bo ich po prostu nie mam. Mam nadzieję, że nie dlatego, że kiedyś przeczytali podobny rozgrzeszający artykuł.
Zaakceptowanie choroby to proces, którego przejście nie każdemu się udaje, ale on wymaga czasu. Jeśli się tych wspierających ma to jest znacznie łatwiej, po ludzku a jeśli nie?
Miałam taki moment, że chciałam ze sobą skończyć. Ze strachu, z powodu izolacji, którą mi zafundowano. Nie ja się izolowałam. To mnie wyizolowano a ściślej "męczennicy" mnie wyizolowali, bo chcieli mieć spokój żebym nie prosiła o pojechanie do lekarza, szpitala, po zakupy...Moje oczekiwania zaburzały im komfort życia, nakładały obowiązki więc lepiej było odciąć się i czekać na telefon kiedy ktoś powie - KONIEC.
L4 od życia? Bartek Magdzie wystawił L4- ok. Jeśli ktoś komuś takie L4 daje to chory je ma. Ale czy tak jest zawsze? 1000 osób przeczyta i przytaknie, powie następnemu 1000. Tak rodzą się złe rzeczy., ale to nie jest cała prawda. Nie sądzę abym była jedynym takim przypadkiem tyle tylko, że może te osoby nie mają dość siły aby o tym głośno powiedzieć. Świat nie składa się tylko z cudownych wspierających, którzy swoje życie poświęcają choremu. Świat to też obojętność wobec choroby bliskiej osoby, kalkulacja, ucieczka, szanse na zajęcie miejsca pracy ect.
Chciałabym powiedzieć, że są sytuacje odwrotne, że są ludzie, którzy pozostali sami kiedy przyszła choroba, którym L4 nikt nie wystawia a więcej - dokłada zmartwień i bólu. I robią to bez zahamowań osoby bliskie...
Ten artykuł to tylko jedna strona medalu, druga pozostaje przemilczana...
Mnie mdli od takiej wrażliwości telewizyjnej. Jak coś opiszą, pokażą w tv to uruchamia się lawina pomocy, ofert, dobrych serc, ale jak tuż obok, za ścianą ktoś potrzebuje pomocy bez mediów wówczas zawsze są jakieś argumenty żeby usprawiedliwić obojętność.
Nie jest moim zamiarem nikogo urażać, bo właśnie na tym forum ze zdumieniem ( i zazdrością) odkryłam, że wobec chorego można się zachować inaczej, ale myślę, że dobrze byłoby wyważać pewne rzeczy czy opinie dla dobra drugiego człowieka.
Poszukiwanie złotego środka ma tu głęboki sens.
 
magdal 



Dołączyła: 05 Lut 2013
Posty: 500
Skąd: łódzkie
Pomogła: 105 razy

 #9  Wysłany: 2013-11-16, 20:24  


Sara, masz rację, prawd jest tyle, ilu ludzi i ich przeżyc. Różni są chorzy, każdy cierpi inaczej. Różni są też wspomagający chorego.
Opiekuję się mamą sama. Jest ciężko. Czasem bardzo. Trwa to już rok. Poświęciłam swe życie mamie, choć kiedyś myślałam że mogę liczyć na wielu ludzi, bo moja mama była tą pomagającą wszystkim wokół, znajomym, przyjaciołom, rodzinie, zwłaszcza siostrom. Nigdy nie było jej w domu, bo zawsze ktoś chorował, cierpiał, nawet umierał. A teraz? Jest sama. Wszyscy uciekli, nawet ci którym poświęciła dużą część swego życia. To bardzo smutne...
Mama ma nowotwór płuc. Leczenie paliatywne... teraz już nie da się pomóc niczym ani chemią ani naświetleniami. Tylko objawowe leczenie i pytanie czy te święta będą jeszcze wspólne.
Jestem zmęczona, bardzo. Ostatnio lekarz u którego byłam po recepty dla mamy powiedział mi że to że nie choruję, nie mam nawet kataru jest typowe dla osób które są samotne w opiekowaniu się bliskimi. Tak działa ta gotowość, kontrola, niedawania sobie prawa do odpoczynku, bo "kto mnie zastąpi?". Powiedział że boi się o mnie, co będzie "kiedyś"...
Saro, bym mogła jakoś funkcjonować staram się "łapać" te chwile kiedy zostawiam to wszystko i "odpoczywam". Czasem to godzina, dwie, ale muszę bo nie dałabym rady, a życie toczy się nadal. Sama jestem chora, byłam w tym roku w szpitalu, mój mąż też. Powinnam się sobą zająć, zrobić badania, czasem się jednak boję... To wszystko mnie przygniata...
Dlatego z tego artykułu "wzięłam" trochę dla siebie by łatwiej było...ale rozumiem Cię, bo kazdy człowiek nosi "swój krzyż" i swoją historię. A Twoja jest na pewno prawdziwa.
Przytulam Cię mocno _littleflower_
Magda
_________________
Tata NDRP, Mama DRP
 
gaba 
PRZYJACIEL Forum


Dołączyła: 18 Kwi 2010
Posty: 3334
Skąd: warszawa
Pomogła: 1782 razy

 #10  Wysłany: 2013-11-16, 21:31  


Cóż, mnie ten artykuł się bardzo nie spodobał z dokładnie tych samych powodów co Sarze. A pani psychoonkolog chyba nie do końca pomyślała jak go odbiorą chore na raka kobiety (to było w Wysokich Obcasach") z których spora część ma za sobą rozstanie z małżonkiem którego "to przerosło". Ale to chyba taka specyfika problemu. Byłam na dwudniowych psychologicznych warsztatach w COI. Udział brały 3 chore, 2 osoby wspierające i kilka osób zainteresowanych tematem teoretycznie. Przez te 2 dni omówiono dokładnie problemy i przypadki osób wspierających, nas chorych pytano tylko jak widzimy opisywane przez nich sytuacje od strony chorego. Dla omówienia naszych problemów "zabrakło czasu". Ale ja odniosłam wrażenie że i chęci prowadzących warsztaty. Wyszłyśmy z poczuciem że byłyśmy tylko alibi dla tego "projektu". Pomoc chorym jest zadaniem znacznie trudniejszym niż wspieranie rodzin.
_________________
sprzątnięta
 
sara 
PRZYJACIEL Forum



Dołączyła: 31 Sty 2012
Posty: 249
Skąd: Podkarpacie
Pomogła: 16 razy

 #11  Wysłany: 2013-11-17, 12:39  


Dziękuję dziewczyny za Wasze posty. Poczułam ulgę,że napisałam coś co mnie męczyło.
Magdal
Jesteś odpowiedzialną i kochającą osobą,która po prostu zachowuje się jak człowiek. A jak inaczej można się zachować? Ja wiem, że to nie jest łatwe,że będziesz musiała to odchorować, ale co innego możesz zrobić? Uciec?
Ja też byłam na każde zawołanie. Rzeczy niemożliwe robiłam od ręki a cuda na drugi dzień. Pamiętałam o wszystkim, zresztą byłam z tego znana, że ogarniam wszystko. Aktywna społecznie, zawodowo, do usług rodziny o każdej porze dnia i nocy. Uczciwie powiedziawszy nie nadużywali mnie, ale też nigdy nie spotkali się z mojej strony z odmową. Przyszła choroba ,wszyscy się zbiegli,chwilę ich potrzymało i nagle rozglądam się wokół i....pusto. A tu czytam jak to chory dręczy biednych bliskich... Jak się trzeba przed tym chorym, nieszczęśliwym człowiekiem bronić. Czym dręczy? Człowieczeństwem? bólem? szokiem? tym,że nie może sam sobie ugotować? To zalegalizujmy eutanazję zamiast marihuany i będzie spokój. Tak fajnie jest żyć z tą chorobą? Z oczekiwaniem na jakąkolwiek pomoc, na gest ,na odruch ciepła...Eh...Fryzury złe... :pasdunormal:
Gaba
Oj tak! Takiego właśnie podejścia się spodziewałabym, bo przez skórę czuję, że często psychologów bardziej interesuje, wspierający który żyje i będzie materiałem badawczym dla wielu odkrywczych prac naukowych niż chory spisany na straty.
Rozwój cywilizacyjny,skrzywione często pojmowanie co wypada a co nie - nie pozwala na uczciwe powiedzenie, że większość ludzi uznaje chorych na raka za tymczasowo żyjących.
Bo taki jest stereotyp, bo tak się o nas myśli nawet jeśli głośno mówi się coś innego.
Nikt bardziej niż chory na raka nie pragnie wrócić do normalnego życia, udawać, że nic się
nie stało, ale jeden ma bliskich a drugi nie ma. Jeden potrzebuje pomocy a drugi na razie nie. To zły artykuł pewnie jak wiele innych, ale właśnie dlatego niepotrzebnie go przeczytałam.
Pozdrawiam Was ciepło |uscisk|
 
agamaz 
PRZYJACIEL Forum


Dołączyła: 02 Gru 2010
Posty: 2469
Pomogła: 246 razy

 #12  Wysłany: 2013-11-17, 15:26  


sara
sara napisał/a:
Przyszła choroba ,wszyscy się zbiegli,chwilę ich potrzymało i nagle rozglądam się wokół i....pusto

To jest chyba typowe.Nagły przypływ uczuć wynikający z "potrzeby serca ", ale chyba bardziej z powodu późniejszych tzw.wyrzutów sumienia.
A,że zdarzył nam się ten ( mówię o sobie ) "niekorzystny" dla nas czas przeżyć to trudno w tej chwili tym pseudo "pomagaczom" się znaleźć.Po co dzwonić,przecież jest chora,po co odwiedzić,może ma zły dzień.
Wszystko sraty pierdaty tylko tłumaczenie potem .A byłam/łem rozmawiałam/łem,pomagałam /łem.
Też nie uważam ,że był to artykuł ze wszech miar pomocny.Bo byłam z jednej strony barykady chorobowej ,teraz jestem z drugiej i mam porównanie jak to wszystko wygląda.
Bartek dał sobie L-4 od choroby.
Nie każdy tak może/potrafi/umie. Ale jeśli nawet tak było to jak się naprawdę kochało to się takich rzeczy nie mówi .Dla mnie to typowe kreowanie na tzw."obcasowego męczennika".
Saro jestem z Tobą.
_________________
aga
 
Aniaha 
PRZYJACIEL Forum



Dołączyła: 21 Mar 2010
Posty: 655
Skąd: trzeci swiat
Pomogła: 136 razy

 #13  Wysłany: 2013-11-17, 17:54  


agamaz napisał/a:
Ale jeśli nawet tak było to jak się naprawdę kochało to się takich rzeczy nie mówi
a to dlaczego? |bezradny|

Poza tym jednym pytaniem, nie polemizuję ;) . Ciężko jest dyskutować z negatywnymi doświadczeniami. Proponuję zatem Wam dziewczyny potraktować artykuł w sensie poznawczym , że tak również bywa, że takie porady również bywają potrzebne.

Czytam właśnie książkę Emmanuela Carrera "Nie moje życie". Ta to dopiero by Wam się nie spodobała :lol:
_________________
jest dobrze
http://raknieborak-aniaha.blogspot.com/
 
sara 
PRZYJACIEL Forum



Dołączyła: 31 Sty 2012
Posty: 249
Skąd: Podkarpacie
Pomogła: 16 razy

 #14  Wysłany: 2013-11-18, 10:36  


No tak Aniaha...trzeba ten artykuł potraktować w sensie poznawczym, bo jak inaczej...
Bardzo chciałabym mieć pozytywne(?!) doświadczenia, ale cóż...Pokornie przyjmuję co mi życie zsyła i choć często pytam - Eli, eli, lama sabachthani? to zaciskam pośladki i walczę. Z chorobą, z przeciwnościami, z obłudą, z własną słabością a nawet jak trzeba to z głodem i pragnieniem. Dokąd wystarczy mi sił, ale mam świadomość, że kiedyś może ich zabraknąć.
Powtórzę jeszcze raz - Bardzo chciałabym mieć lepsze doświadczenia...
Masz rację tej książki już intuicyjnie z racji tytułu nie strawiłabym, ale im więcej poczytam tym szybciej spłodzę coś sama na kontrę np w rodzaju "Requiem dla samej siebie". :)

Agamaz - dziękuję za wsparcie, bardzo mi jest potrzebne. :flower:

[ Dodano: 2013-11-18, 10:39 ]
Ale kurcza jak odsapnę, kupię jakiegoś jeepa i wpadnę na ten trzeci świat z pełnym bagażnikiem argumentów to zobaczymy kto kogo do czego przekona :-D
 
Lidia Bieńkowska 
PRZYJACIEL Forum



Dołączyła: 20 Kwi 2013
Posty: 1456
Skąd: Warszawa
Pomogła: 193 razy

 #15  Wysłany: 2013-11-18, 14:17  


sara, :littlehs:
_________________
Lidia
Nauczmy się kochać ludzi....bo tak szybko odchodzą.
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


logo

Statystki wizyt z innych stron
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group