DUM SPIRO-SPERO Forum Onkologiczne
Forum Onkologiczne

Nowotwory płuca i opłucnej - guz płuca prawego-Adeno ca.

jusia - 2009-03-14, 18:50
Temat postu: guz płuca prawego-Adeno ca.
Witam!
Mój Tata od stycznia chodził co tydzień do lekarza rodzinnego z powodu (lekarki zdaniem) zapalenia oskrzeli. Ciągle gorączkował,kaszlał i męczył się.
Pod koniec lutego trafił do pulmonologa- na rtg klatki piersiowej nic nie wyszło, dopiero na zdjęciu bocznym były widoczne zmiany. 5marca trafił do szpitala w celu diagnozy.
Napiszę wszystkie wyniki bo nie wiem czy inaczej nie przeoczę czegoś konkretnego -

DIAGNOSTYKA - 03.03.2009---OB-4, Morfologia--WBC 5,4. RBC 4,99. HGB 16,2. HCT 46. MCV 92,2. MCH 32,5. MCHC 35,2. RDW-CV 13,5. LYM 37,0. LYM 2,0. NEU 50,1. NEU 2,7. MID 12,9. MID 0,7. PLT 215. PDW 13,1. MPV 10,0. P-LCR 25,7. GLU 104.,

Gazometria (krew kapilarna)--ph7,448. pCO2. 36,0. pO2. 56,9. HCO3std25,0. TCO2 .25,5. BE.O,8. O2sat 90,7. Na 141. K 4,0. ALT 26. KRE-S 0,90. PT/INR:INR 1,09. D-Di 0,3.

FIBEROSKOPIA-06.03.2009---Krtań, tchawica, ostroga główna, drzewo oskrzelowe lewe bez zmian anatomicznych. Drzewo oskrzelowe prawe - guz egzofityczny prawie całkowicie obturujący światło oskrzela głównego prawego - niemożliwa penetracja endoskopem dalszych partii drzewa oskrzelowego.

CYTOLOGIA - 10.03.2009---popłuczyny oskrzelowe-w materiale obecne tylko komórki krwi.komórek nowotworowych nie stwierdzono.

KT KLATKI PIERSIOWEJ - 09.03.2009---Płuco lewe-bez zmian ogniskowych.płuco prawe-w otoczeniu oskrzela pośredniego guz z ze zmniejszeniem jego światła wchodzi do śródpiersia zwęża od strony grzbietowej oskrzele główne prawe. (na skanie 94-30) o wym. poprzecznych 63 x 40 mm. niedodma płata środkowego,w segm. VI widoczne zwłóknienia. Poza tym bez zmian ogniskowych. Nie stwierdza się płynu w jamach opłucnowych. Śródpiersie - powiększony węzeł chłonny do przodu od cariny 4-25 -26 mm., w śr. tylnym zmierzone z masą guza, poza tym niepowiększone.

HISTOPATOLOGIA - 11.03.2009---biopsja zmiany chorobowej: Adenocarcinoma (G3).
USG jamy brzusznej-12.03.2009---wątroba o podwyższonej echogenności miąższu, z cechami stłuszczenia. W płacie lewym podtorebkowa torbiel o śr 18 mm. Pęcherzyk żółciowy niepowiększony, bez cech złogów. Ściany nie pogrubiałe. Drogi żółciowe wewnątrz - wątrobowe i przewód żółciowy wspólny nie poszerzone. Trzustka niepowiększona, bez zmian ogniskowych i bez zwapnień. Śledziona w osi długiej 13 cm, jednorodna. Nerki prawidłowe. W okolicy nadnerczy nie stwierdza się patologicznej masy. Przestrzeń zaotrzewnowa okołoaortalna bez zmian węzłowych.pęcherz moczowy opróżniony.

KONSULTACJE - tarakochirurgiczna - proponuje rozważenie chemioterapii indukcyjnej przed ew. decyzją o kwalifikacji do zabiegu operacyjnego.

Tata czeka teraz na telefon z centrum medycznego ponieważ czeka na badanie PET/CT które ma wyjaśnić ew. operacyjność zmiany plus ocena obwodu.
Na 30.03 ma skierowanie na oddział onkologiczny na chemię.
Wiem,że to jest gruczolakorak. Czy ktoś wie co to dokładnie jest? Jakie rokowania mogą być? Co to jest guz egzofityczny? Co oznacza G3? Czy te wyniki wątroby są dobre?

billyb - 2009-03-15, 09:11

Możliwe, że lekarze zakwalifikują guza jako nie nadającego się do operacji. Wtedy wygrana raka jest tylko kwestią czasu, który można wydłużać paliatywną chemioterapią i naświetlaniami.

Istnieje spore prawdopodobieństwo że lekarze podejmą się operacji usunięcia płuca z zaatakowanym oskrzelem po wcześniejszej chemii mającej na celu zmniejszenie guza. Warunkiem jest zgoda chirurga i brak przerzutów w innych organach. Wtedy Twój ojciec ma jakieś 20 % przeżycia następnych pięciu lat.

Pozdrawiam

jusia - 2009-03-15, 09:27

Ciężko mi przyjąć do wiadomości że z Tatą jest tak źle...
Zwłaszcza że ogólnie czuje się dość dobrze. Patrząc na niego nie widać tej okropnej, podstępnej choroby. Ma dopiero56lat. Wiem, że istnieje maleńka szansa na operacje - zawsze to jakaś maleńka nadzieja. Lekarze podejmą decyzję po wynikach PET i po pierwszej chemii. Szczerze, to straszliwie się boję tego co nas czeka. Wydaje mi się, że mój tata raczej nie zdaje sobie sprawy z tego na co naprawdę jest chory - ale to dobrze, przynajmniej ma ogromną nadzieję i siłę do walki.

billyb - 2009-03-15, 17:57

Napisz. jak będziecie wiedzieć więcej.
jusia - 2009-03-20, 14:51

Wczoraj Tata miał badanie PET/CT. Na wyniki trzeba tydzień czekać i dowiemy się czy jest możliwa operacja... Zauważyłam, że zaczyna chudnąć - może nie zbyt intensywnie, ale zawsze. Męczy też się coraz bardziej i ciągle dokucza mu suchy kaszel. Ogólnie ciągle wszyscy mamy nadzieję, że będzie znowu wszystko dobrze, ale czy to nie złudzenie? Zaprzeczenie istnieniu choroby?
billyb - 2009-03-21, 09:15

Miejmy nadzieję.
Chudnięcie może mieć różne przyczyny: albo niechęć do jedzenia ze względu na jakieś bóle, albo komplikacje układu trawiennego albo jest to kacheksja, czyli chorobliwe chudnięcie wywołane silnym wpływem nowotworu na ogólny metabolizm. Ta ostatnia diagnoza byłaby sygnałem, że choroba nowotworowa wchodzi w stadium bardzo zaawansowane.

Trzymam kciuki.

jusia - 2009-03-22, 15:18

Na szczęście Tata ma apetyt, może ciut mniejszy niż kiedyś, ale nie ma znaczącej różnicy. A to nie dziwne że OB jest w normie? Wcześniej zawsze myślałam, że ludzie z nowotworem mają je bardzo podwyższone.
DumSpiro-Spero - 2009-03-24, 14:55

hej jusia

no niestety, OB bywa w granicach normy nawet w bardzo zaawansowanych postaciach choroby nowotworowej.. Bywa nawet w normie u osób z ciężkimi postaciami chorób autoimmunologicznych (reumatologicznych), u których obserwuje się postępującą destrukcję w obrębie tkanki łącznej stawów (co wielu jeszcze lekarzom wydaje się niepojęte, a jednak takie są fakty).
To, że OB jest w normie świadczyć może w przypadku Twojego taty o tym, że chorobie podstawowej nie towrzyszy obecnie żadna większa infekcja (a zwężenie światła oskrzela przez guz powoduje zaleganie wydzieliny za owym zwężeniem i częste stany zapalne - w tym zapalenia płuc) - to dobrze.
Guz egzofityczny to guz rosnący do światła narządu (np. w przypadku jelita przykładem egzofitycznej zmiany jest polip), endofityczny może być nie do rozpoznania badaniem endoskopowym, bowiem nie rośnie do światła narządu, tylko podśluzówkowo lub w przeciwnym kierunku - "toruje" sobie drogę naciekając od razu tkanki sąsiadujące.
Rokowanie niestety jest nie za dobre - pewnie już wiesz że G3 to niskie zróżnicowanie i b.agresywna postać raka.
Jednak nie mówmy "hop" - zaczekajmy na PET, fajnie że go zaproponowano i że zostanie wykonany - jego wynik w tej sytuacji może być naprawdę przydatny.
Najistotniejsze w tej chwili jest to, by wykluczono przerzuty odległe oraz by zmiana dobrze zareagowała na leczenie chemiczne. Wszystko to będzie miało kolosalny wpływ na decyzję o podjęciu się zabiegu - a to największa szansa Twojego ojca.
pozdrawiam ciepło i pisz co u Was.

jusia - 2009-03-24, 17:35

Dziękuję DSS za odpowiedź. Dziś Tata był u naszej lekarki rodzinnej pokazać wyniki ze szpitala. Była zdruzgotana. W czwartek jadę po wyniki PET. Mam nadzieję, że nie wykryto przerzutów i że... no właśnie, że co?? Chciałabym napisać, że będzie wszystko dobrze. Że Tata szybko wróci do zdrowia, że ta diagnoza okaże się tylko lekarską pomyłką.
jusia - 2009-03-26, 13:13

Mam wynik PET/CT. Nie wiem czy optymistyczne, ale strasznie się ucieszyłam, że chociaż nie ma przerzutów odległych - więc może chociaż to jest jakąś iskierką nadziei. Zaraz wpiszę tu cały opis badania, ponieważ nie wszystko rozumiem (szczerze, to większości wcale nie rozumiem) i mam nadzieję że ktoś zinterpretuje mi je.

Rozpoznanie: Adenocarcinoma płuca prawego.
Problem kliniczny: Ocena zaawansowania procesu chorobowego.

Sposób wykonywania badania:
18 F-FDG(MBq):477 MBq
Akwizycje przeprowadzono po70minutach od podania 18 F-FDG.
Glikemia przy podaniu radioznacznika wynosiła98 mg/dl.

OPIS BADANIA:
Głowa i szyja:Fizjologiczny wychwyt 18 F-FDG.

Klatka piersiowa:
W otoczeniu oskrzela pośredniego aktywna metabolicznie masa o wymiarach poprzecznych55mm x 44mm,osiowym do 61mm (SUV max 18F-FDG=9,5) zamykająca światło tego oskrzela oraz powodująca znaczne zwężenie prawego oskrzela głównego.
Niedodma płata środkowego płuca prawego.
Do przodu od rozwidlenia tchawica masa węzłowa śr do 24mm z wychwytem 18F-FDG(SUV max 18F-FDG=3,6), oraz poniżej cariny węzły wielkości do 21mm łączące się z masą guza wnęki(SUV max 18F-FDG=5,8)
Aktywny metabolicznie węzeł chłonny śr do 12mm między żyłą główną górną a aortą wstępującą (SUV max 18F-FDG=3,0).
Jama brzuszna i miednica:
Fizjologiczny wychwyt 18F-FDG.
Układ kostny:
Zwężenie szpar międzykręgowych C 4-5,C5-6 oraz L4-5 z kręgozmykiem przednim na poziomie ostatniego.
Zwężenie szpary międzykręgowej L5-S1 cechami całkowitego zniszczenia krążka międzykręgowego na tym poziomie.
Zwiększony wychwyt 18F-FDG na poziomie zwężeń-zmiany zwyrodnieniowo - wytwórcze.
Wnioski:
Nowotwór złośliwy wnęki płuca prawego z przerzutami do węzłów przed i pod rozwidleniem tchawicy oraz okolicy żyły głównej górnej.
W badaniu PET/CT nie stwierdza się obecności przerzutów odległych.

Mam więc ogromną prośbę o interpretację w miarę normalnym językiem tego wyniku. Czy ten wynik jest na tyle "dobry", że jednak będzie można operować? Proszę o każdą opinie na ten temat. Tata w poniedziałek idzie na 2-3dni na chemię.

billyb - 2009-03-26, 20:44

Myślę, że operacja jest niestety wykluczona.
billyb - 2009-03-27, 09:02

Obszar utkania plus zaatakowane węzły chłonne rozpościera się od oskrzela głównego po tchawicę i sąsiaduje z ważnymi naczyniami. Tylko chirurg jest w stanie odpowiedzieć, czy operacja jest możliwa. W każdym razie wydaje mi się ona bardzo trudna.
jusia - 2009-03-27, 09:04

Co to jest fizjologiczny wychwyt w głowie i w jamie brzusznej?
Co dokładnie się dzieje w klatce piersiowej?
Jeśli chodzi o układ kostny to co to są te zwężenia,zwiększony wychwyt?
Chciałabym wiedzieć cokolwiek.
Strasznie jestem zagubiona, bo nie wiem na co się nastawić.
Mam ogromny mętlik w głowie.

DumSpiro-Spero - 2009-03-28, 01:42

jusia napisał/a:
co to jest ten fizjologiczny wychwyt w głowie i w jamie brzusznej?
Naturalne pochłanianie znacznika przez tkanki zdrowe - czyli nic znaczącego.

jusia napisał/a:
Co dokładnie się dzieje w klatce piersiowej?
Duża masa guza oraz znaczący rozsiew do węzłów chłonnych, sąsiadujących z krytycznymi strukturami: żyłą główną górną, aortą, tchawicą. Niedodma płata środkowego wynika z niedotlenienia tkanki płucnej, co z kolei jest wynikiem niedrożności oskrzela, którego światło zamyka guz.

jusia napisał/a:
Jeśli chodzi o układ kostny to co to są te zwężenia,zwiększony wychwyt?
Prawdopodobnie zwyrodnienia, np. przeciążeniowe.
jusia - 2009-03-31, 17:43

Tata od wczoraj w szpitalu. Od dziś dostaje pierwszy cykl chemii. Wiem że dziś tj. tzw. duża chemia i za tydzień we wtorek ma przyjechać na jednodniową. Później 2 tygodnie przerwy i drugi cykl.
Leczą go Cisplatin Ebewe i Navelbine. Czy ktoś coś wie na ich temat?
Rozmawiałam z dr., powiedziała, że muszą po tym cyklu (lub po drugim - nie pamiętam) zrobić TK i zobaczyć czy coś się zmienia. Doktor powiedziała też, że Tata ma tzw. T2 ((?) - nie wiem czy nie pomyliłam) - chodzi o te przerzuty do węzłów chłonnych.
Co do operacji, to podjęta będzie decyzja jeśli nowotwór zmniejszy się.
Ponoć chemii mogą podać 4 cykle. Jeśli nie będzie poprawy, to wprowadzą naświetlania.
I nadal wielka niewiadoma, tyle tylko, że usłyszałam jak zwykle, że rokowania są złe....

banialuka - 2009-03-31, 18:39

Jusia moja mama też ma taką chemię że pierwsza jest cisoplatina+navelbine później za 7 dni sama navelbina i za 14 dni tez sama navelbina a później 2 tygodnie przerwy. Miała dwie takie chemie a później operacje a teraz po operacji ma jeszcze zalecone 4 ale już o jedną navelbine mniej czyli dwa tygodnie pod rzad a później 2 tygodnie przerwy. dzisiaj własnie jest na 2 czesci 2 cyklu.
jusia - 2009-04-01, 14:09

banialuka, a jak twoja mama zniosła operację? - tzn. jak było po operacji, czy bóle duże występowały itp?
Mój tata jutro wychodzi. Na razie czuje się dobrze, nie ma mdłości, ani żadnych dolegliwości.
Dziś znowu rozmawiałam z onkologiem i miałam wrażenie, że nie do końca jest ze mną szczera. Tak się czułam troszkę jak dziecko któremu nie mówi się prawdy aby je chronić - ale może po prostu ta dr. jest delikatna i bardzo optymistyczna...

banialuka - 2009-04-02, 16:25

Jusia moja mama ma po chemii skutki uboczne dopiero ok.4-5 dnia a na początku jest ok,nic się nie dzieje. Po pierwszych 2 chemiach nie było tak źle, tylko czasami ja cos zabolało a szczególnie żołądek a teraz ma takie wędrujące bóle o różnym nasileniu i czasami raz dziennie wymiotuje,szczególnie rano.
Po operacji natomiast bóle były i to silne. Przez pierwsze dwie doby była na morfinie (zreszta wszyscy ja maja po takiej operacji,tak mi powiedział lekarz) a później do dwóch miesięcy miała czasami takie bóle po stronie cięcia że musiała brac ketonal ale teraz już jest ok. Czasami ja troche boli na zmiane pogody ale ból jest do wytrzymania,najważniejsze aby choroba nie wróciła.

Życzę Wam dużo zdrówka oraz siły do walki z chorobą
Pozdrawiam

jusia - 2009-04-03, 18:19

Dziękuję banialuka!!
mam jeszcze pytania co oznaczają:
- IIIA
- Schemat PN
- Pęcherz rozedmowy nadprzeponowo w PS 8
Z góry dziękuję za szybką odpowiedź.

banialuka - 2009-04-03, 20:40

IIIA jest to stopień zaawansowania nowotworu (moja mama też miała ten stopień) jest to ostatni stopień w którym się operuje(choć też nie w każdym przypadku) http://pl.wikipedia.org/wiki/Rak_p%C5%82uca

PN jest to schemat chemioterapii i oznacza jakie leki są podawane PN ( cisplatyna; winorelbina)

A to ostatnie to nie mam pojęcia o co chodzi :roll:

tara - 2009-04-03, 22:49

jusia napisał/a:

- Pęcherz rozedmowy nadprzeponowo w PS 8


Cytat:
Rozedma płuc charakteryzuje się powiększeniem ponad normę przestrzeni powietrznych w strukturach płuc znajdujących się obwodowo od oskrzelików i przebiega z destrukcją ścianki tych struktur. Pękanie i zanikanie ścian oskrzelików prowadzi do powstania dużych przestrzeni powietrznych w środkowej części zrazika płucnego lub, jak w rozedmie uogólnionej, cały zrazik ulega destrukcji. Tworzą się duże przestrzenie powietrzne, miejscami zlewające się ze sobą (pęcherze rozedmowe)
źródło

PS 8 to może okreslenie segmentu płuca (ale tak tylko strzelam :) )

jusia - 2009-04-04, 13:29

Dziękuje Tara!
Dziś pierwszy raz tak naprawdę,choroba pokazała co potrafi.
Tata dziś źle się czuł - bolało go gardło i duszności się nasiliły. Nagle zaczął charczeć, zrobił się sztywny, stracił przytomność. Wezwałam pogotowie - czekaliśmy dobre z 20 minut! Na szczęście odzyskał przytomność nim karetka przyjechała .Dostał jakiś zastrzyk. Lekarz jak przeczytał taty wypis z onkologii nic nie powiedział, co to było, od czego itp. tylko stwierdził, że i tak dobrze chemie przechodzi.
Czy ktoś wie co mogło być przyczyną takiego ataku. Strasznie się bałam...nadal boję ,od teraz to zdałam sobie sprawę jakie to może być ciężkie. Niby z tata mieszkam, ale nawet boję się na chwilkę go samego zostawiać.
Jestem załamana, poczułam się na przegranej pozycji...

banialuka - 2009-04-04, 22:02

jusia myślę ze to od chemii bo tak jak mówiłam u mojej mamy też te skutki uboczne nie występują odrazu tylko po paru dniach a tak spojrzałam że Twój tato miał chemie 31.03 wiec wszystko by sie zgadzało. Nie udzielę Ci fachowej odpowiedzi bo się na tym nie znam,moja mama np. miała po pierwszych chemiach takie bóle w klatce piesiowej jakby zawał przechodziła,jechaliśmy wtedy na ekg i okazywało sie ze to od chemii. Później bolał ją bardzo żołądek a teraz oko :-( Mam nadzieję że więcej się nie powtórzy coś takiego u Twojego taty i bedzie dobrze znosił chemie czego życze z całego serca. A lekarz nie powiedział co to było,czy serce czy coś innego i jak postepować jeżeli by się powtórzyło? Nie wiesz co za zastrzyk dostał?
zajana - 2009-04-04, 22:31

Jusia, moj tata tez mial takie ataki dusznosci podczas ktorych trzasl sie i robil sie trzywny i tracil przytomnosc, po kilku sekundach odzyskiwal ja i czul ulge. zdarzalo sie to bardzo czesto, najpierw 3-4 sekundy a z casem caraz dluzej. Okazalo sie ze to zespol zyly glownej gornej, Juz pierwsza radioterapia przyniosla ulge, kazda kolejna a bylo ich 10 popawiala stan taty. Zycze powodzenia
jusia - 2009-04-04, 22:35

Banialuka przykro mi,że twoja mama miewa takie bóle...
Nic,kompletnie nic ten lekarz nie powiedział.Ja w tych nerwach nawet nie spytałam,może nawet też dlatego,że wydawało mi się,że nie uzyskam porządnej odpowiedzi.
Podano:dexamethasonum16mg.W rozpoznaniu coś napisał,ale trudno mi rozwikłać,wygląda to na:ce pullus akx-wybaczcie,ale nie jestem w stanie tego odczytać dokładnie.

Zajana właśnie zastanawiałam się czy to nie chodzi o zespół żyły głównej górnej.U taty to trwało około 1-2 minut i jeszcze trochę zanim wrócił do pełnej świadomości.

banialuka - 2009-04-05, 13:47

Jusia to właśnie ten dexamethason moja mama bierze teraz codziennie a przedtem brała tego dnia co chemie 8 tabletek naraz czyli 8mg. A może to jakiś szok od chemii czy coś takiego? A przy chemii też dostaje Twój tata jakiś steryd (powinno pisać w karcie)? Bo moja mama wczesniej brała dexaven ale coś mówiła doktor ze wycofali i dlatego bierze teraz ten pabi dexamethason. A u Twojego taty wystąpiły jakieś jeszcze dolegliwości po chemii oprócz tej utraty przytomności?
Moja mama dzisiaj wymiotowała i czuje sie fatalnie ale dzisiaj 5 dzień po chemii więc już się zaczynaja dolegliwości :cry:

Życzę zdrówka dla taty
Pozdrawiam

jusia - 2009-04-06, 13:40

Banialuka mój tata dostawał Cisplatinum 169,6 mg, Dexamethasonum 16 mg - 2 x 8 mg, Ondansetronum 16 mg-2 x 8 mg, Vinorelbine 60 mg.
Jutro od rana jedziemy na podanie NVB.
Dowiem się jutro dokładnie co to był za atak,jednak wszystkie objawy moim zdaniem prowadzą do ZŻGG.-ale to tylko moje zdanie.
Ogólnie to widzę,że tata słaby jest,na szczęście nie miewa żadnych bóli.
Tak bym chciała,aby cud się stał....
Pozdrawiam
ps.na wypisie ma wpisane,że wystawiono receptę na dexamethasonum,a nie dali(dopiero teraz to zobaczyłam).Muszę jutro to zgłosić....
ps.2. tata jak pytam jak się czuje,to mówi,że coś mu jest,że jakiś otępiały się czuje-czy to może być wpływ chemii?czy też tego ataku?czy może zbliżać się kolejny?nie wiem co robić,modlę się żeby do jutra spokojnie dotrwać do szpitala...
Mam dosyć tej nerwówki,a to dopiero początek

jusia - 2009-04-07, 23:54

Pojechałam z tatą dziś na małą chemię,niestety nie dostał jej,ponieważ znowu się gorzej poczuł i zemdlał ledwo weszliśmy na oddział.
Zrobili TK głowy,bo podejrzewali po sobotnim ataku i dzisiejszym omdleniu przerzut do mózgu,lub obrzęk-po badaniu to wykluczyli,ale znaleźli jakąś zmianę w kości czaszki(która jak się okazuje i tak gdyby była przerzutem,nie dawała by takich objawów).Nabierają pewności że jakiś powstał problem neurologiczny,nie związany z chemią itp.Jutro ma badania neurologiczne,może to coś wyjaśni,bo ponoś mogą być tzw.mikro przerzuty których nie widać jeszcze w TK.Myśleli też o ZŻGG,ale nie wszystkie objawy się zgadzają....
Czy ktoś może podejrzewa co to może być?
ps.dexamethasonum dostał całe w szpitalu po chemii,dlatego nie dawali recepty.

jusia - 2009-04-08, 22:34

Tatko jutro wychodzi.Dziś,na szczęście znowu czuł się dobrze.Neurologicznie ok.To nie padaczka itp.Te ataki to odpowiedź organizmu na nowotwór,niestety mogą się w każdej chwili powtórzyć.Chcą dodać już radioterapię.Dodatkowo stwierdzili ,że te zwyrodnienia kręgosłupa mogą prowadzić do poważnych powikłań-więc czeka nas wizyta u ortopedy i być może gorset,a i jeszcze wizyta kardiologiczna.Ciągle coś idzie nie tak jak powinno...
zajana - 2009-04-09, 01:42

Jusia, u mego taty tea lekarze poczatkowo wykluczyli ZZG, bylo to w poniedzialek na pogotowiu, 24 godziny potemwyladowalismy po raz kolejny nma pogotowiu gdyxz tata zemdlal i rozbil glowe, wtedy spotkalkismy lakerza ktory rozpoznal zzg, blyskawiczna radioterapia uratowala/przedluzyla tacioe zyle, omdlenia byly coraz czestsze i dluzsze.
jusia - 2009-04-09, 11:54

Dziękuję Zajana!
Właśnie jesteśmy już w domku - napiszę część wyników:
K 4,1 (mmol/l) ; KRE-S 1,44(mg/dl);

Konsultacje:konsultacja neurologiczna-w badaniu neurologicznym bez objawów ogniskowych. Stwierdza się wykładniki radikulopatii. Z wywiadu napad padaczkopodobny w przebiegu choroby zasadniczej. Nie wymaga leków p/drgawkowych.
KT - z użyciem środka cieniującego: w lewej kości ciemieniowej, przystrzałkowo ognisko lityczne o wym. 8 mm - meta?

Epikryza-...w chwili przyjęcia osłabienie,...tachykardia.

Nie chcą jednak taty poddać radioterapii, ponieważ boja się że to już go całkiem osłabi.
Powoli zaczyna występować kaszel z krwią...

tara - 2009-04-09, 12:03

Cytat:
radikulopatia, jest to ból neuropatyczny z towarzyszącymi zaburzeniami czucia lub osłabieniem siły mięśniowej, potwierdzonych badaniem obiektywnym. Powstaje w ogniskach uszkodzenia nerwu i występuje samoistnie lub napadowo. Może również występować· łącznie z bólem miejscowym, rzutowanym lub korzeniowym
źródło
jusia - 2009-04-16, 18:20

Dziękuję Tara!
Wczoraj odebrałam taty wyniki krwi, są dobre. Spadły neutrofile, ale nie na tyle by to leczyć. Tata czuje się dobrze, ale mam go ciągle na oku po ostatnich omdleniach i boję się, że to taka cisza przed burzą...

jusia - 2009-04-20, 20:46

Dziś z tatą pojechałam do szpitala na rtg płuc i decyzję co do dalszego leczenia. Niestety chemia znowu się przesunęła ponieważ pojutrze ma zrobić rezonans głowy i dopiero z jego wynikiem skontaktować się z onkologiem z oddziału.
Lekarze nadal zaniepokojeni są tą utratą przytomności i omdleniem i chcą się dokładnie upewnić czy jednak nie ma przerzutów do mózgu, no i co z tą podejrzaną kością czaszki...
Zaniepokoiło mnie to, że znowu chemia odwleka się, ale jednocześnie się cieszę, że bez problemów lekarze dają tacie skierowania na wszystkie badania.

jusia - 2009-04-27, 20:45

Mam ogromna prośbę - kolejną.
Czy ktoś może mi powiedzieć, czy wynik rezonansu głowy jest dobry?
Wyniki:
Badanie MR głowy w obrazach T 1 i T 2 -zależnych, w płaszczyznach strzałkowych i poprzecznych.
Przestrzenie podpajęczynówkowe na sklepistościach mózgowia w granicach normy.
Układ komorowy nieposzerzony, położony pośrodkowo.
Obustronnie widoczne są liczne, rozsiane ogniska hiperintensywne w obrazach T 2 - zależnych i w sekwencji FLAIR, zlokalizowane głównie w obrębie istoty białej oraz złącza korowo - podkorowego płatów czołowych i ciemieniowych.
Nieliczne ogniska widoczne są przykomorowo.
Podnamiotowo zmian ogniskowych nieuwidoczniono.
Po podaniu SK nie stwierdza się patologicznych wzmocnień tkanki mózgowej i opon.

Co to są te ogniska? Bardzo proszę o szybką odpowiedź. Jutro jadę do onkologa z tymi wynikami, ale bym chciała chociaż wiedzieć teraz, czy wszystko dobrze.
Z góry dziękuję!

jusia - 2009-04-28, 16:35

Już wszystko jasne - te ogniska nic złego nie oznaczają, więc rezonans głowy wyszedł bardzo dobry. Jutro tata na chemię idzie. Mam nadzieję, że tym razem bez przeszkód.
Najprawdopodobniej po tej chemii naświetlania wprowadzą, ponieważ krwioplucie jest dosyć silne (chyba dlatego?).
Aaaaa, jeszcze jedno, lekarka dziś mi powiedziała, że zeszłotygodniowy rtg płuc wykazał znaczne zmniejszenie się nowotworu!!!!
Tylko czy to oznacza, że idzie ku lepszemu??
Pozdrawiam!

tara - 2009-04-29, 08:04

Jusia- brzmi jak dobre wieści :) Bardzo się ciesze :)
jusia - 2009-05-05, 11:15

Jutro tatko ma małą chemię, a w przyszłym tygodniu zrobią tomografię płuc, usg brzucha i podejmą decyzję co do dalszego leczenia - chodzi o operację.

I tu następuje moje pytanie - czy zmniejszenie się guza (nie wiem dokładnie wymiarowo, ale ponoć znacznie) może oznaczać, że nowotwór z powodu chemii zaczyna się cofać? I czy możemy się zacząć cieszyć, że operacja będzie i szybko się pozbędziemy tego cholerstwa?
Czy też, że jeszcze długa walka przed nami, a te cholerstwo szykuje się na jakiś atak?

Ostatnio dość mocno krwioplucie się nasiliło, nawet leki na to zbytnio nie pomagają. I po zeszłotygodniowej chemii tata mówi, że czuje się gorzej. Mdłości też doszły, ale tabletki pomogły na to.

banialuka - 2009-05-05, 22:02

Jusia niestety nie pomogę bo się na tym nie znam. Może napisz do DSS na PW to Ci odpisze (bo chyba gdzieś pisała o tym żeby przypominać się na PW). Ja też zadałam pytanie już dawno i jest bez odpowiedzi :uuu: ale nie pisałam na PW. Pozdrawiam i życze dużo zdrówka dla taty. Moge Ci tylko powiedzieć że to że czuje się gorzej po kolejnej chemii to chyba normalne,bo organizm jest coraz bardziej "zatruty" niestety :-( moja mama też po każdej kolejnej czuła się gorzej i miała większe mdłości ale teraz jak ma zmienione na Carboplatyne (zamiast cisplatyny) to czuje się lepiej. Moja mama też jutro jedzie na chemie tylko że dużą.
aga - 2009-05-05, 23:39

Hej jusia
Wcześniej pisałaś, że lekarze mówili o ewentualnej operacji jeśli guz się zmniejszy(dobrze zrozumiałam??). Z drugiej strony zajęte są węzły chłonne, co raczej zmniejsza szanse na operację. Węzły można usunąć w czasie operacji(jeśli coś źle napisałam mam nadzieje że ktoś bardziej kompetentny mnie poprawi),tak było w przypadku mojej cioci.Ale zmniejszenie objętości guza to dobra wiadomość. Pozostaje czekać na wyniki badań (napisz koniecznie jakie będą) i decyzję lekarzy. Mam nadzieję że operacja będzie bo to na pewno zwiększa szanse. Będę trzymać kciuki żeby była!
Pozdrawiam i bądź dobrej myśli

m0nik5 - 2009-05-06, 10:22

Cześć Jusia,

Jestem w takiej samej sytuacji jak Ty. Też czekamy na badania czy guz się zmniejszył i decyzję czy będzie operacja.
Mój tata też ma stadium III A i dzisiaj ma ostatnia małą chemię (w sumie miał 2 duże i 2 mała) i badania 9/06.

Ps jeśli chodzi o zmniejszenie się guza to w którymś z wątków przeczytałam, że można mówić o sukcesie jeśli po chemii zmniejszy się o 50% w każdym z wymiarów.

Wiem co czujesz i jak wielkie są obawy.
Mam nadzieję, że i Wam i Nam się uda, że będzie dodrze.
Trzymam mocno kciuki.

jusia - 2009-05-06, 13:22

Dziękuję Wam za odzew. Czasem myśli mam tak pogmatwane, że liczy się dla mnie każde słowo.
Tak Aga, mówią o operacji, jeśli się zmniejszy.
Dziś znowu wróciliśmy ze szpitala bez niczego - chemii nie podano. Przeciwwskazania znowu wystąpiły: silne zaparcia, osłabienie po zeszłotygodniowej chemii, no i bardzo mocne krwioplucie. Pani dr zapisała nam mocniejsze leki na krwioplucie i kaszel.
Dr mówiła też, że jeśli by od zaraz wdrożyć radioterapię (bo krwioplucie) to byłaby tylko i wyłącznie jedna paliatywna (dlaczego??). Dlatego po przyszłotygodniowych badaniach podejmą decyzje co dalej - najprawdopodobniej wstępnie będzie to radioterapia radykalna.
Pozdrawiam Wszystkich i życzę dużo siły w walce, no i wygranej oczywiście!!!
Ps. nie rozumiem dlaczego raz mówią o paliatywnej radioterapii, a raz o radykalnej..

DumSpiro-Spero - 2009-05-07, 02:32

jusia napisał/a:
czy zmniejszenie się guza (nie wiem dokładnie wymiarowo,ale ponoć znacznie) może oznaczać,że nowotwór z powodu chemii zaczyna się cofać?

Innego powodu zmniejszenia guza niż leczenie onkologiczne (w tym wypadku chemioterapia) lub samoistna regresja (w raku płuca nie spotykana) być nie może.

jusia napisał/a:
I czy możemy się zacząć cieszyć,że operacja będzie i szybko się pozbędziemy tego cholerstwa?

Do radości jeszcze kawałek drogi: najpierw trzeba będzie ocenić (za pomocą TK klatki piersiowej) czy guz uległ takiej regresji, która umożliwia leczenie chirurgiczne. A więc: TK -> opis radiologa -> opinia torakochirurga. Wtedy , ewentualnie, "pierwsze koty za płoty" i czas na drobną radość (drobną, bo to będzie dopiero zakwalifikowanie do zabiegu).
Następnie (ewentalnie, o ile tata zostanie zakwalifikowany) : operacja -> po jej zakończeniu opinia torakochirurga o jej przebiegu (czy wydaje mu się, że makroskopowo wyciął wszystko, tj. całą tkankę nowotworową) -> opinia patologa po zbadaniu mikroskopowym materiału operacyjnego czy operacja była radykalna, tj. czy np w linii cięcia chirurgicznego nie pozostały komórki raka.

jusia napisał/a:
Czy też ,że jeszcze długa walka przed nami ,a te cholerstwo szykuje się na jakiś atak?

Jusia, zadajesz pytania, na które sama zapewne znasz odpowiedź - wiesz pewnie mniej więcej jakie są statystyki przeżywalności w raku płuca, że wyleczenia nie są tak częste jak byśmy tego chcieli i że powodem powyższego bywa często po zakończeniu leczenia onkologicznego wznowa miejscowa lub przerzuty.
Dlatego o wyleczeniu w przypadku raka płuca można mówić dopiero po upływie 5 lat od zakończenia leczenia onkologicznego (i braku wznowy oraz przerzutów w tym czasie).
W świetle powyższego myślę, że znasz odpowiedź na swoje własne pytanie..

Edit:
Nie doczytałam ostatniego postu - widzę, że może być zmiana planów, postaram się jutro coś jeszcze a propos tego napisać.
Tymczasem Jusia pisz na bieżąco co u Was.

jusia - 2009-05-07, 11:42

Ogromne podziękowania DSS!!!
Masz rację, podświadomie znam odpowiedzi, ale chyba chciałabym usłyszeć coś innego - choć wiem, że to niemożliwe...
Nie wiem właściwie o co chodzi z tymi naświetleniami - tu przytoczę mniej więcej słowa lekarki: "jeśli teraz z powodu krwioplucia skieruję pana na naświetlania, to podadzą panu tylko jedna dawkę paliatywną, na czym oczywiście by pan dużo stracił, ponieważ nadal kwalifikuje się pan do leczenia radykalnego. Zobaczymy za tydzień wyniki usg i tomografii i najprawdopodobniej wdrożymy naświetlania radykalne..."
Więc dlaczego jak teraz to paliatywne, a później radykalne??
Tata ciągle osłabiony, a od wczoraj prawie nic nie je - ma ogromne zaparcie od soboty.
Nie pomagają śliwki, maślanka, herbatki, czopki, ani nawet lewatywa.
Popołudniu idę do rodzinnej, aby coś jeszcze silniejszego zapisała.

jusia - 2009-05-13, 13:14

Tatko został zakwalifikowany na operację!!!!!!!!!!!!!!!!!!!---3 VI.
Wiem, że to może przedwczesna radość, ale nawet nie wiecie jak się ucieszyłam :-D .
Jutro jadę po skierowanie to wszystkiego się dowiem.
Dzisiejszy tomograf potwierdził zmniejszenie się guza, usg też wyszło bardzo dobrze, jedyne co to, że na tym węźle chłonnym jest nadal, ale też zmniejszony.
Więc na dzień dzisiejszy jestem szczęśliwa!

banialuka - 2009-05-13, 13:56

Jusia cieszę się bardzo że tatuś zakwalifikował się do operacji. Pamiętam jak dziś jak ja czekałam na decyzje lekarza a teraz mama jest juz 4 miesiące po operacji. Życzę dużo zdrówka dla taty i będę trzymać kciuki za pomyślny przebieg operacji oraz zadowalający wynik histopatologiczny.
aga - 2009-05-13, 16:34

Jusia to naprawdę świetne nowiny! Widzę że termin też nie bardzo odległy. A co z radioterapią? Pisałaś wcześniej o zaparciach. Moja ciocia też miała straszne. Nic nie pomagało włącznie z lewatywą. W końcu lekarz przepisał taki proszek który się rozpuszczało w wodzie a później to się popijało jeszcze dużą ilością wody. Nie pamiętam jak się nazywał ten preparat, tylko tyle że to był jakiś silny środek przeczyszczający. Ale może DSS będzie wiedziała.
jusia - 2009-05-14, 10:51

Dzięki Wam!
Aga, tata ma ten preparat, nazywa się Fortrans.
Także brał pełno specyfików - na szczęście przeszło już. To był skutek uboczny chemii, a że chemii już nie dostaje to i ten problem znika.
Co do naświetlań, to już wiem o co chodzi - gdyby wtedy skierowała tatę na naświetlania z powodu krwioplucia, to by tylko i wyłącznie pod tym kontem naświetlali itp.
Jeśli chodzi o operację, to oczywiście dopiero podczas niej będą podejmować decyzję czy da się oszczędzić coś z płuca czy trzeba będzie całe usunąć.
Pozdrawiam Was i życzę zdrówka i także nadal trzymam kciuki za Was i Waszych bliskich.

DumSpiro-Spero - 2009-05-14, 12:31

jusia napisał/a:
Tatko został zakwalifikowany na operację!!!!!!!!!!!!!!!!!!!---3 VI.

Jusia, to ja się cieszę razem z Tobą :-D
To najkorzystniejsza opcja.

jusia napisał/a:
gdyby wtedy skierowała tatę na naświetlania z powodu krwioplucia,to by tylko i wyłącznie pod tym kontem naświetlali
Dokładnie tak.

Pozdrawiam cieplutko kochającą Córkę swojego taty :)

tara - 2009-05-14, 19:57

Jusia - bardzo sie cieszę, że będzie operacja :-D i trzymam kciuki, żeby wszystko poszło bezproblemowo.
jusia - 2009-06-02, 12:53

Jutro jadę z tatą do szpitala. Mam nadzieję, że nic się nie przesunie - ostatnio był przeziębiony.
Zaczynam się troszkę denerwować, ale wierzę, że będzie dobrze.
Dam znać kiedy dokładnie będą operować - może już w czwartek.
Pozdrawiam!

lena73 - 2009-06-03, 06:59

Jusia,
trzymam kciuki za operacje i aby odbyla sie jak najszybciej.
W czwartek to by bylo super szybko. Daj znac
Lena

agni5 - 2009-06-03, 09:23

Jusia też trzymam kciuki, by była jak najszybciej.Wiem jakie to są emocje i jak dłuży się każdy dzień oczekiwania. Pozdrawiam ciepło.
jusia - 2009-06-03, 13:56

Operacja już jutro....
tara - 2009-06-03, 14:09

jusia napisał/a:
Operacja już jutro....


No to świetnie :) Trzymam kciuki, żeby wszystko poszło jak najlepiej

aga - 2009-06-03, 15:18

Świetna wiadomość :-D , czyli jutro trzymamy kciuki że wszystko było ok.
berta20 - 2009-06-03, 17:30

Będę trzymać mocno ,bardzo mocno :lol:
banialuka - 2009-06-03, 21:22

świetna wiadomość :) ja również trzymam kciuki :okok"
mral - 2009-06-03, 22:42

Jusia - ja również trzymam kciuki, żeby wszystko było OK.
agni5 - 2009-06-03, 22:59

Dołączam się do osób trzymających kciuki.Pozdrawiam ciepło. :)
jusia - 2009-06-04, 10:03

O 8 operacja zaczęła się, a ja w domu nerwowa...
Tata wczoraj powiedział, że lekarz mówił, że najpierw sprawdzą węzły i jeśli będą czyste to operacja ruszy, ale jeśli znajdą w nich coś złego to operacja nie odbędzie się - no ale to chyba standard.
O 13 jadę do szpitala dowiedzieć się czegokolwiek.

[ Dodano: 2009-06-04, 16:29 ]
No i nie udało się - zrobili nacięcie i znaleźli przerzuty w węzłach, więc resekcji płuca nie było...
Tak mnie lekarz tym zaskoczył, że o nic więcej nie spytałam.
Kompletnie nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Czuję się na przegranej pozycji. Wiedziałam, że jeden węzeł chłonny jest zajęty ale, że na żadnym z wyników badań nie wskazywało na inne przerzuty, to byłam o to spokojna.
Przecież był PET, RTG, TK...!!!!!!!
Jestem wściekła, załamana i sama nie wiem co jeszcze!!
Później jadę znowu do szpitala, więc może czegoś jeszcze się dowiem.
Lekarz mówił coś o radykalnej radioterapii...

billyb - 2009-06-04, 16:47

Przykro mi...
aga - 2009-06-04, 19:45

Jusia strasznie mi przykro :-( , jakie leczenie teraz proponują lekarze?? napisz konieczne.
banialuka - 2009-06-04, 21:11

Jusia strasznie mi przykro :-( i nie rozumiem do końca jak to jest :| u mojej mamy też wskazywało że w jednym węźle jest przerzut ale lekarze nie badali w trakcie operacji węzłów tylko wycięli płuco i wszystkie węzły i dopiero później badali :?ale?: wiec nie wiem czemu w jednym szpitalu badaja w innym nie :?ale?:

Życzę zdrówka dla taty,kurcze szkoda ze się nie udało,a byłam pewna ze napiszesz ze juz po operacji i wszystko jest ok. Mam nadzieję że chociaż radykalna radioterapia bedzie mozliwa za co trzymam kciuki.

jusia - 2009-06-04, 22:43

No właśnie ja też nie rozumiem o co chodzi z tymi węzłami.
Myślałam, że jak coś się znajdzie na nich to się wycina i koniec..
Jutro tati wychodzi, ale najpierw zawiozą go na konsultacje na " Garbary " w sprawie naświetlań radykalnych.
Tyle myśli mi się ciśnie do głowy,-
no bo jeśli nie zrobiono operacji, a była to jedyna szansa na wyleczenie to jaki sens maja naświetlania radykalne - to ma chyba zniszczyć komórki w węzłach, a co z płucem?
Czy naprawdę nie można było tego teraz usunąć?
Czy to oznacza, że ten wredny stwór już będzie sobie robił co chce?
Czy to tak naprawdę początek końca???????
Ogromny mętlik w głowie....

billyb - 2009-06-05, 09:13

Witaj.

Jeżeli węzły chłonne śródpiersia po przeciwnej stronie klatki piersiowej zostały zaatakowane, to nie istnieje realna szansa na wyleczenie i kontynuowanie zabiegu, który jest sam w sobie operacją ciężką i niebezpieczną, nie zwiększa szans na wydłużenie życia pacjentowi.
Lekarz wspominał coś o radykalnej radioterapii, ale ten wariant obwarowany jest licznymi zastrzeżeniami: po pierwsze ojciec musi mieć płuca mocno wydolne, by zrekompensować wielkie szkody, które taka radioterapia uczyni. Poza tym na ogół nie ma mowy o radioterapii radykalnej, jeżeli są nacieki.

Przykro mi, ale o widokach na przyszłość najwięcej mówi samo odstąpienie lekarzy od operacji. Medycyna przejdzie najprawdopodobniej do trybu paliatywnego, czyli celem nie jest już uzdrowienia, ale granie na czas.

Trzymaj się. Niestety, czekają Was ciężkie czasy.

berta20 - 2009-06-05, 09:27

Jusia tak mi przykro ,życzę Ci dużo siły
jusia - 2009-06-05, 09:38

Dziękuję Wam bardzo z całego serduszka!!!!!
Billyb, w nocy pisałam na czacie z DSS i niestety dla mnie, mojego taty, Wasze słowa tylko potwierdziły, że nie jest dobrze...
Jestem zrozpaczona, miałam ogromną nadzieję, że wszystko się ułoży, a teraz łzy same płyną.
Bezsilność wobec choroby jest straszna.

tara - 2009-06-05, 11:08

Jusia - nie załamuj się :tull: Trzeba zrobić wszystko by zatrzymać chorobą na jak najdłużej...
lena73 - 2009-06-05, 13:14

Jusia,
bardzo wspolczuje calej Twojej rodzinie. Tara ma racje trzeba walczyc o kazdy czas. Oby bylo go jak najwiecej.
Lena

jusia - 2009-06-05, 16:07

Nie tak łatwo mnie załamać ;)
Może i przewracam się czasem, ale zaraz potem wstaję ze zdwojoną siła!
Tatko w domu - oto wyniki:
Hist. Pat. - w badaniu śródoperacyjnym, stwierdzono przerzuty w węzłach chłonnych grup 4 R i 7. Pełny wynik za 7 - 14 dni.
Leczenie chirurgiczne: mediastinoskopia.
Ze względu na cechę N 2 odstąpiono pd radykalnej resekcji. Zakwalifikowany do radioterapii.

Po dzisiejszej konsultacji w WCO termin taty to od 6 lipca 6 tygodni naświetlań, a najpierw jeszcze mamy podjechać z wynikiem PET (tata nie miał przy sobie) i tym wynikiem histo.
Na czas naświetlań będzie tata w Ludwikowie.

jusia - 2009-06-16, 13:10

Chciałabym poprosić o przetłumaczenie dokładnie tego wyniku:

BADANIE POINTROWE
Sinus histiocytosis et anthracosis in lymphonodis. (mat. I-4R1, I-4R2)
Metastasis carcinomatosa in lymphonodo - carcinoma planoepitheliale akkeratodes G2 . (mat.I-4a, I-7).

[ Dodano: 2009-06-16, 13:15 ]
Czy to oznacza, że w płucu jest gruczolakorakG3, a w węzłach płaskonabłonkowy G2?
Bo już się pogubiłam w tym wszystkim.
Myślę już o radioterapii - czy ona ma tylko złagodzić objawy, czy też można liczyć na dużo większe efekty?

jusia - 2009-06-17, 15:27

Onkolog powiedziała, że to nic nadzwyczajnego, że jest gruczolakorak i płaskonabłonkowy - stwierdziła, że widocznie jest mieszany, bo często to się zdarza.
Osłuchała tatę, są furczenia i świsty, zleciła rtg i zapisała Deflegmin. W piątek mamy wrócić...

DumSpiro-Spero - 2009-06-18, 12:40

jusia,
Jedno należy sprostować: rak płuca mieszany nie jest często spotykaną postacią. Owszem, zdarza się, i niestety rokuje gorzej niż inne postacie raka niedrobnokomórkowego (np raka wyłącznie płaskonabłonkowego lub wyłącznie gruczołowego).
Przyczyną gorszej odpowiedzi na leczenie jest heterogenność raka mieszanego, co powoduje niejednolitą odpowiedź tkanki nowotworowej na leczenie i jej skłonność do tworzenia wznowy.
Dokładne statystyki (u ilu procentowo pacjentów rozpoznaje się raka mieszanego) mogę oczywiście przy okazji podać (nie mam ich teraz pod ręką a pamiętam jedynie rząd wielkości a nie dokładne cyfry).

jusia - 2009-06-21, 18:14

Jutro znowu jedziemy do poradni onkologicznej.
W piątek nic nie załatwiliśmy, bo jeszcze odpisu rtg nie było (zawieruszyli zdjęcie i nie zdążyli..!!!).
Tata ciągle nie może odkaszlnąć. Słyszałam, że są jakieś zastrzyki bardzo pomocne w takim suchym kaszlu, które podaje się co jeden lub dwa tygodnie - nie pamiętam nazwy.
Myślę już o naświetlaniach i chciałabym dowiedzieć się jakie dokładnie mogą wystąpić skutki uboczne? Jak długo mogą one trwać i jak można złagodzić je?

pixi - 2009-06-21, 20:01

JUsia, ja nie wiem, czy to dobra rada, ale mój mąż dostaje raz na 18-20 dni zastrzyk Diprophos i kaszle b. mało ( w porównaniu fo tego, co było, zanim zaczął je dostawać).to jest steryd.
kasiekk - 2009-06-21, 20:48

jusia, trzymaj się
walczmy ile sie da

jusia - 2009-06-22, 21:08

Od wczoraj dużo się wydarzyło - niestety...
Tatko wczoraj dostał bardzo wysokiej gorączki-39,5 C
Pojawiły się duszności, więc wezwałam pogotowie. Puls wynosił 150 na min.
Podano tacie różne zastrzyki i zabrano do szpitala.
Tam spędziliśmy prawie 4 godziny. Zrobili rtg i pobrali krew-oto niektóre wyniki:

Troponina:0.05, HGB:11.8, PLT (płytki krwi)648,Białko C-reaktywne (CRP) 22.3.

Stwierdzono prawostronne zapalenie płuc.
Zapisano Doxycyclinum, Flegaminę i wróciliśmy do domu.

Dziś pojechaliśmy na umówioną wizytę do onkologa - pani doktor zleciła badania krwi i podali tacie kolejne kroplówki.
Onkolog skierowała tatę też na tomografię płuc (na 30 czerwca), bo coś zaniepokoiło ją w rtg, a lepiej mieć jasną sytuację przed radioterapią.
Później pani doktor powiedziała mi, że podejrzewa niestety progresję(!!!), ponieważ zmniejszyło się - (nie pamiętam co, więc nie będę tu mieszać) i najprawdopodobniej może to być pod wpływem ucisku. Nie wiem czy dobrze zrozumiałam (bo już dochodziłyśmy do taty i temat został urwany), ale jeśli jest to progresja to naświetlania nie będzie...
Więc znowu choroba nas wyprzedza!!

joanna39@op.pl - 2009-06-23, 11:13

Nie wiem co się dzieje, ja wielu rzeczy nie rozumiem, nie wiem co to jest leczenie radykalne, myślałam, że to coś dobrego, trzymaj się Jusia, u mnie też sytuacja nie wesoła. Asia.

[ Dodano: 2009-06-24, 10:59 ]
Witam Cię Jusia, napisz co u taty, gorączka spada? Zapalenie płuc przechodzi? Pozdrawiam Asia.

kasiekk - 2009-06-24, 23:00

Jusia mam nadzieje ze podejrzenia pani dr sie nie potwierdzą
trzymam kciuki za tk,zeby wyszła lepiej
jak tato sie czuje teraz,lepiej?
Ściskam
Kasia

jusia - 2009-06-25, 16:03

Gorączka już spadła w niedzielę i nie wróciła.
Ogólnie to tata czuje się nie najgorzej, tylko ciągle go kaszel męczy.
Dziś nawet przeszedł się do sklepiku i poszedł do banku wypłacić pieniądze i konto zlikwidować, bo stwierdził, że: "i tak już nie pracuje, więc nic tam nie wpłynie, a po co jak "kipnę" masz latać bo bankach".
Zastanawiam się, co tata czuje, czy wie jak jest źle, czy on tylko udaje, że takie pobieżne informacje mu wystarczają?
Nie mówię mu wszystkiego o jego stanie, ale czasem mam wątpliwości czy dobrze robię.
On nigdy nie wypytywał czego się dowiedziałam, ale są takie chwile, że mam ogromny mętlik...z drugiej strony co mam mu powiedzieć?
Ja ciągle mam nadzieję, że będzie dobrze, na przekór wszystkim, więc jak mogłabym jemu to odebrać i powiedzieć, że szanse są marniutkie...zerowe?

agni5 - 2009-06-25, 16:34

Jusiu nawet lekarze twierdzą, że w tej chorobie bardzo ważne jest pozytywne myślenie i wiara w wyzdrowienie. Wielokrotnie po operacji mojego taty lekarze podkreślali mnie i mamie, by nie mówić tacie,że to była ostatnia chwila na operację, że było źle po otwarciu. Kilka razy lekarz powtarzał, by mówić,że wszystko jest bardzo dobrze.
Moim subiektywnym zdaniem trzeba mówić, gdy chory pyta wprost, a jeśli nie pyta lepiej pewne rzeczy przemilczeć, by nie zabierać mu nadziei.
Jusiu pozdrawiam Cię cieplutko, towarzyszą Tobie i Twemu tacie moje życzliwe myśli.Agnieszka

joanna39@op.pl - 2009-06-28, 18:35

Jusiu z moim tatą też jest znowu gorzej, nie mówię mu jednak nic, mój tata z taką nadzieją patrzy mi w oczy , a ja go pocieszam, że nie z takiego gówna ludzie wychodzą i jest dobrze, wiem, że mój tata nie chce znać prawdy. Pozdrawiam , Asia.
jusia - 2009-06-30, 15:49

Już wiem co było nie tak na tym ostatnim rtg.

Mniejsza objętość płata środkowego. Zmniejszył się odczyn płynowy w szczelinach międzypłatowych płuca prawego.

..cokolwiek to znaczy..?

Mam nadzieję, że jutro będzie wynik TK.

DumSpiro-Spero - 2009-07-01, 02:33

jusia,
jak będzie wynik TK to przepisz dokładnie, by można się było do niego jakoś konkretnie odnieść.
ściskam mocno.

joanna39@op.pl - 2009-07-01, 14:51

Jusiu, co z tatą? czuje jakąś poprawę ? Wierzę w dobro , pozdrawiam Asia.
jusia - 2009-07-01, 22:16

Miałam dziś straszny dzień - jeden z wielu w tej chorobie...
Oto wyniki TK:
W porównaniu z poprzednim badaniem KT z 12. 05. 2009 r., powiększyła się guzowata masa w prawej wnęce płucnej; większy guzowaty naciek w otoczeniu oskrzela głównego prawego, górnopłatowego, pośredniego przechodzący na oskrzele dolnopłatowe PSVI i oskrzela segmentów podstawnych. Na poziomie oskrzela pośredniego masa ma wymiary 50 x 32 (było 44x25mm). W prawym szczycie guzek o wym. 11 mm,w PS II cień okrągły o wym. 12 mm, w płacie środkowym o wym. 6 mm.
W śródpiersiu; pod cariną węzeł chłonny o wym. 18 mm, ku przodowi od cariny o wym. 26 mm (było 22 mm), przytchawiczy prawy dolny o wym. 23 mm.
Lewe płuco bez zmian ogniskowych.
W jamach opłucnej nie ma płynu.
Progresja.


Jutro do WCO jedziemy dowiedzieć się co z radio.
Onkolog mi dziś powiedziała, że jeśli naświetlań nie będzie, to przyjmie tatę na oddział i spróbują leczenia tzw. drugiego rzutu, ale jeśli ma być szczera to przy takiej progresji mają trochę związane ręce,...

banialuka - 2009-07-01, 22:23

jusia trzymam kciuki oby tata zakwalifikował się do jakiegokolwiek leczenia i oby udało mu sie zwalczyc to dziadostwo. A Tobie życzę duzo siły, trzymaj sie :tull: Pozdrawiam. Marzena
DumSpiro-Spero - 2009-07-02, 03:04

Jusia,
wróżę niestety jedynie naświetlania paliatywne.
Ze względu na rozsiew (nowe ogniska przerzutowe w płucu prawym) i zajęte śródpiersie.

Chemioterapia II rzutu moim zdaniem nie ma w tym przypadku sensu. Nie odniesie się dzięki niej żadnych odczuwalnych korzyści - a tylko ojca umęczy i osłabi.

Napisz proszę co Wam powiedziano.
Zajrzę tu jutro (tzn. dziś) ponownie.
Ściskam.

tara - 2009-07-02, 11:48

Jusia - tak mi przykro, że dziadostwo urosło :( Daj znać po wizycie. Ściskam :tull:
jusia - 2009-07-02, 22:24

Dziękuję Wam, za wsparcie!!
Dziś radioterapeutka, po obejrzeniu TK powiedziała, że nie jest dobrze i musi przemyśleć co teraz zrobić.
Wstępnie tata miał dziś TK przygotowawcze i od poniedziałku ma zacząć, ale jeśli doktor zdecyduje, że jednak takich naświetlań nie będzie to zadzwoni do nas jutro.
Nie chciałam, żeby tata wiedział, że w innym płacie też się pojawił guz i tego nie powiedziałam mu, a on czytając wynik TK raczej nie domyślił się tego...chyba.

A jeśli nie będzie leczenia to co?
Czekanie na pogorszenie się?
Nie wiem czego i kiedy można spodziewać się.

staszek - 2009-07-04, 16:02

Trochę czasu minęło. Jak twój tata się czuje ? Miał radioterapię ? Co robicie?
jusia - 2009-07-04, 22:26

staszek napisał/a:
Trochę czasu minęło. Jak twój tata się czuje ? Miał radioterapię ? Co robicie?

Staszku, minęły dwa dni od ostatniego mojego wpisu :)
Radioterapeutka nie dzwoniła do nas, więc w poniedziałek jedziemy uszykowani na naświetlania.
Tyle tylko, że nie wiemy jakie będą i mam nadzieję, że będą.
Tata czuje się nadal dobrze i nadal kaszel dokucza.

jusia - 2009-07-06, 22:29

Tata dziś miał pierwsze naświetlania.
Lekarka nic nie wspominała o zmianie planów, więc chyba to będzie cały cykl 30 naświetlań.
Tylko co to tak naprawdę da?
Próbują wyleczyć czy spowolnić? A jak spowolnić to na jaki czas?
Czy jest szansa, że guzy się znacząco zmniejszą?
I co będzie po naświetlaniach? Jakieś następne leczenie?

Czy ktoś potrafi mi odpowiedzieć na te pytania?

billyb - 2009-07-07, 09:02

Przypuszczam, że lekarze mają na celu zahamowanie lub cofnięcie ekspansji w rejonie oskrzeli, gdzie (wg. tego co piszesz) nacieki grożą zablokowaniem dopływu powietrza. Jeżeli tak jest, to efektem powinna być wyraźna ulga w oddychaniu. Oczywiście, w medycynie obowiązuje - jak w życiu -zasada coś za coś: uszkodzenia oskrzeli w trakcie radioterapii dadzą na pewno o sobie znać w postaci kaszlu, chrypki i zespołu astmatycznego, spowodowanego włóknieniem oskrzeli i czasowym zniszczeniem kosmków. Część tych objawów przejdzie, część może pozostać na stałe. Pytanie, jak długo trwa poprawa jest trudne do odpowiedzenia. Niektórzy odnotowują parę tygodni, inni parę miesięcy poprawy. Jedno jest jasne - poprawa ma charakter czasowy.
jusia - 2009-07-07, 20:08

Dziękuję Billyb!

Dziś tata miał pobieraną krew dwa razy, bo za pierwszym razem zbyt wysoki cukier wyszedł.
Jutro ma mieć robione usg jamy brzusznej.
Czy to standard, że na początku naświetlań wykonuje się usg??

jusia - 2009-07-10, 19:13

Dzis tatę na weekend przywiozłam do domku.
W poniedziałek ma mieć usg węzłów chłonnych, bo lekarka powiedziała, że trudno dotykowo ocenić je.
Kontrolują też krew, bo cukier wzrasta ( nigdy nie miał z tym problemów).

Mam pytanie - tata dziś gorączkował 38 C, ale przeszło na szczęście.
Pobolewa go po prawej stronie żeber (tak jakby pod żebrami ).
Czy te wszystkie objawy moga byc od naświetlań??
Martwię się, bo chociaż tata nie przyznaje się, to widzę, że źle się czuje - ciężej oddycha i nadal ma mocny kaszel.

DumSpiro-Spero - 2009-07-14, 01:01

jusia napisał/a:
Kontrolują też krew ,bo cukier wzrasta ( nigdy nie miał z tym problemów).

Czy tata przyjmuje sterydy?

jusia napisał/a:
Pobolewa go po prawej stronie żeber (tak jakby pod żebrami ).

Kiedy miał ostatni raz wykonane USG jamy brzusznej?

jusia napisał/a:
Mam pytanie- tata dziś gorączkował 38 C,ale przeszło na szczęście.

Taka 'sporadyczna' temperatura, w okolicach 38 st. może być efektem naświetlań, jak najbardziej.

jusia napisał/a:
widzę ,że źle się czuje,ciężej oddycha i nadal ma mocny kaszel.

Jusia, choroba postępuje. I niestety dość szybko.. :|
Kaszel i kłopoty z oddychaniem mogą być efektem powiększania się węzłów chłonnych w okolicach śródpiersia.

jusia - 2009-07-14, 08:05

Dziekuję DSS!
DumSpiro-Spero napisał/a:
Czy tata przyjmuje sterydy?

Tak, ciągle zażywa te leki. Muszę tatę spytać, bo wiem, że coś mu pozmieniali.

DumSpiro-Spero napisał/a:
Kiedy miał ostatni raz wykonane USG jamy brzusznej?

Teraz w środę, wszystko było w porządku.

Mam jeszcze pytanie - tata jak wypił ostatnio siemię lniane to dostał strasznego bólu brzucha.
Czy siemię może być tak źle tolerowane? Czy można coś w zamian stosować o podobnym działaniu?

jusia - 2009-07-16, 22:42

Dziś znowu choroba zaatakowała...
Rano dostałam telefon z WCO, że tata czekając na naświetlanie stracił przytomność.
Doktor powiedziała, że musimy liczyć się z wszystkim i że stan jest naprawdę poważny.
W związku z objawami koło utraty przytomności (mimowolne oddanie kału i moczu), podejrzewa "sprawy mózgowe" i postara się na jutro załatwić tomograf głowy.
Oczywiście naświetlania na razie wstrzymuje i na weekend tata nie wyjdzie do domku.
Miał tez zrobione ekg (w normie) i badał go neurolog (też dobrze).
Dziwne to wszystko - bo jak byliśmy później u niego to apetyt ma, normalnie rozmawia z nami, śmieje się, nie chudnie itp i nadal nie chce się wierzyć, że jest śmiertelnie chory...
Wczoraj wspominał mi, że ma coraz gorszy kaszel (dostaje coś na to, ale nie pomaga)i czasem ma wrażenie, że udusi się przez niego.
Boli też go ciągle po tej prawie stronie, dostaje jakieś leki na ból - i mam pytanie czy to może być przerzut na żebrach??

kasiekk - 2009-07-16, 23:39

jusia przykro mi że stan taty pogarsza się
trzymaj się ciepło

kruszynka - 2009-07-16, 23:53

Ja jak patrze na tatę to widze jak bardzo się zmienił . Zmizerniał. Ale cieszy mnie każdy jego uśmiech . I daje jakąś malutką nadzieję, że może jeszcze troszkę zostanie z nami. Trzymaj się Jusia . I SIŁY dla twojego taty !!!
jusia - 2009-07-21, 20:33

Wstępnie badanie tk nie wykazało przerzutów - podejrzewają padaczkę.
Tatę zaczyna boleć przełyk i ma coraz większą chrypkę.
Dziś rozmawiałam z taty lekarką (onkolog radioterapeutką). Powiedziała, że oczywiście o wyleczeniu nie ma mowy. Teraz to jest walka o przedłużenie życia, a o ile się uda tatę przeciągnąć na naszą stronę, to nie wiadomo...

hate_cancer - 2009-07-21, 20:40

Jusia, siły zycze! Wiem, że nie jest wesoło, ale trzeba walczyc o kazdy dzien. ja tez z całych sił walcze o tatę, wiem więc przez co przechodzisz. Życze siły Tobie, ale przede wszystkim Twojemu Tatusiowi. Pozdrawiam, Agnieszka
kasiekk - 2009-07-22, 21:18

Jusia dobrze że nie ma przerzutów
oby tatuś jak najdłużej został po naszej stronie...
trzymaj się i walczcie z całych sił
ściskam mocno

jusia - 2009-07-22, 22:12

Hate_cancer, Kasiekk, dziękuję za wsparcie.

Czy wie ktoś, lub może czy ktoś stosował na ochronę przełyku coś innego niż siemię?
Słyszałam, że są jakieś inne dobrze pomagające produkty.
Billyb, wspominał w wątku Banialuki, że są jakieś mleczka, ale nazwy nie znam.

banialuka - 2009-07-22, 22:51

jusia mojej mamie lekarka kazała jeszcze poza siemieniem pić dużo kiślu,podobno tez działa osłonowo :roll: myślałam że może powie o jakimś mleczku czy tym podobne ale zleciła tylko siemie i kisiel więc nie wiem czy nie zna innych preparatów :roll: czy uważa za mniej skuteczne :roll:
jusia - 2009-07-23, 08:39

Dziękuję Banialuka!
Słyszałam, że kisiel też dobrze działa i jak tata był w domku to gotowałam. Teraz kupiłam mu słodką chwilę :) .
Właśnie tata dzwonił i mówił, że dziś znowu zrobi sobie siemię i sprawdzi jak będzie się czuł. Może to był zbieg okoliczności, że wtedy tak go brzuch rozbolał.
Mówił też, że przy przełykaniu go boli i dostaje takiej jakby czkawki.

No cóż, jak się coś dowiem o innym produkcie działająco osłonowo to dam Ci znać, bo wiem, że też interesuje Cię to, a jak Ty się dowiesz, to daj mi znać :-D .
Pozdrawiam!

banialuka - 2009-07-23, 08:53

ok. Jak tylko sie cos dowiem to napiszę ;)
jusia - 2009-07-25, 15:03

Tatko jest na przepustce :)
Kaszel się zmniejszył, nawet dość znacznie.
Znowu zaczął pić siemię, bo przełyk mocno dokucza.
Ma takie leki: Amlzepin, Thiocodin, Tramal, Poltram, Hydroxyzina, Acard.
Dostaje na miejscu też jakieś kroplówki - najprawdopodobniej przeciwpadaczkowe (tak tacie lekarka powiedziała) i inne.
Poprawiła się troszkę spirometria i dostał skierowanie na rtg płuc.

JaInka - 2009-07-25, 16:11

Mnie na przełyk pomagał kisiel słodka chwila, ale jeszcze bardziej budyń Słodka Chwila, robiony nie na wodzie, lecz na mleku skondensowanym. Jakoś znosił na długo "tarcie". No i lody, ale nie owocowe (bo kwas).

Trzymajcie się, Jusiu z tatą. :lol:

jusia - 2009-07-25, 17:53

Dziękuję JaInko !!
JaInka napisał/a:
budyń Słodka Chwila, robiony nie na wodzie, lecz na mleku skondensowanym

Nie wiedziałam, że na tym mleczku można...
Jutro zrobię tacie taki budyń, bo dziś kisiel jadł i pewnie budyniu już by nie zmieścił ;)

jusia - 2009-08-08, 19:07

Zjechałam z urlopiku na weekend, aby być z tatą w domciu.
Niby się bardzo dobrze czuje, ale na przepustkach wolę go mieć na oku ;) .
Tata ostatnio miał robiony rtg płuc i lekarka powiedziała, że jest bardzo zadowolona z wyniku -nie wiem czy to znaczy, że guz zmniejszył się, czy też, że nie powiększył się?
A tak ogólnie to ani się nie obejrzeliśmy, a już jesteśmy na końcówce naświetlań - jeszcze tylko 7 razy i w następny wtorek koniec.

Nie mam pojęcia co dalej.
Czy jeszcze jakieś leczenie będzie włączone? Powtórna chemia?
Skoro się poprawiło to czy jest możliwe jakieś dalsze konkretne leczenie??
Patrząc na dobre samopoczucie taty, mam wrażenie, że będzie tak wiecznie, że to tylko była chwilowa choroba, że zniknie to i będzie ok....
Mam ogromny mętlik w głowie, nie wiem co sądzić na temat tej choroby - to, że nie jest uleczalna mówiono już mi tysiące razy, ale to równie dobrze może znaczyć, że minie bardzo dużo czasu aż się pogorszy - miesiące, lata?
Czy też naświetlania dały tylko krótką chwilową poprawę?
Przepraszam, że Was zamęczam i że tak się rozpisałam, ale już nic nie wiem.....
Nie lubię żyć w niepewności, zawsze mam wszystko zaplanowane i ułożone, a w tej chorobie tak się nie da!

JaInka - 2009-08-08, 19:35

Jusiu, cały sens tego leczenia polega na tym, żeby chorobę śmiertelną zamienić na przewlekłą. I to się udaje. Są tygodnie, a nawet całe miesiące, gdy jest naprawdę coraz lepiej - jakby już blisko zwykłego funkcjonowania. I potem: bum! - coś się wydarza, więc kolejna chemia, albo brachyterapia, albo co... Kolejny spadek formy. Powolne wygrzebywanie się - i bum!

Jednak na badania nad nowymi lekami idą olbrzymie pieniądze z odszkodowań firm tytoniowych (amerykańskie) i dotacje europejskich firm farmaceutycznych. Więc ciągle jest szansa...

Ale ze szczegółowym planowaniem leczenia możesz się pożegnać. Każdy pacjent jest przypadkiem skrajnie indywidualnym, bo i rak - to choroba indywidualnych, osobniczych komórek, które ześwirowały. Więc ja się już nauczyłam, że w tej chorobie wiadomo, że nic nie wiadomo. Przestałam wybiegać w przyszłość - mój horyzont zdarzeń sięga raptem tygodnia.

Pozdrawiam serdecznie Ciebie i tatę :lol:

jusia - 2009-08-08, 22:00

JaInka napisał/a:
Są tygodnie, a nawet całe miesiące, gdy jest naprawdę coraz lepiej - jakby już blisko zwykłego funkcjonowania. I potem: bum! - coś się wydarza,

Zgadza się JaInko, już przekonałam się podczas taty choroby, że tak jest. Więc już boję się cieszyć z poprawy...

JaInka napisał/a:
Każdy pacjent jest przypadkiem skrajnie indywidualnym,

Tu także się zgadzam. Właściwie, to wiem o tym i też nie wybiegam zbytnio w przyszłość, ale jednocześnie chciałabym wiedzieć co dalej.
Nie potrafię opisać tego co czuję..

DumSpiro-Spero - 2009-08-09, 13:59

Jusia,
zastanawiałam się chwilę czy naprawdę chcesz wiedzieć. I mam nadzieję, że się nie pomyliłam, bo sądzę że tak, że chcesz.. I że tego potrzebujesz.

Pierwsza sprawa: nie można w żadnym wypadku porównywać choroby JaInki - płaskonabłonkowego raka płuca, nie będącego niskozróżnicowanym, do bardzo agresywnej postaci słabo zróżnicowanego histologicznie gruczolakoraka, posiadającego ponadto komponenty postaci mieszanej.
Rak płaskonabłonkowy jest typem raka płuca najwolniej się rozwijającym i najpóźniej dającym przerzuty odległe. Przerzutuje zresztą głównie drogą chłonną. Generalnie jest odmianą raka płuca najlepiej rokującą.
Gruczolakorak natomiast od razu rokuje gorzej, wyróżnia się bowiem tendencją do szybkiego rozsiewu drogą krwionośną (a nie limfatyczną). Tu mamy dodatkowo do czynienia z gruczolakorakiem niskozróżnicowanym, co sprawia, że przebieg choroby jest bardzo agresywny. Dowodów nie trzeba długo szukać - zaaplikowano kilka kursów chemioterapii, po czym - po krótkim upływie czasu - stwierdzono progresję. Typowe niestety dla tej postaci histologicznej :| ...
Radioterapia paliatywna dedykowana jest własnie polepszeniu samopoczucia pacjenta bez obciążania go uciążliwymi skutkami radykalnych naświetlań. Ma spowodować, by pacjent dobrze się czuł - i udało się, naświetlania spełniły swoją rolę.
Trzeba jednakże pamiętać o tym, że jest to leczenie miejscowe i nie jest w stanie zapobiec rozsiewowi. Zresztą - jeśli punktem wyjścia było zajęcie przez niskozróżnicowanego raka płuca węzłów chłonnych śródpiersia, można przyjąć że była to już właściwie postać rozsiana (stąd odstąpienie od radykalnej operacji).
Naświetlania zmienionych przerzutowo węzłów chłonnych dają niestety taki sobie skutek - stąd, jak sądzę, paliatywnie naświetlane są u Twojego taty okolice guza pierwotnego, gdzie pod wpływem rozrostu tkanki nowotworowej zapewne doszło np. do niedrożności oskrzela, zalegania wydzieliny, niedodmy części miąższu płucnego itp. Dzięki paliatywnej radioterapii nastąpiła częściowa regresja guza, wystarczająca jednak by znieść lub znacząco ograniczyć objawy kliniczne towarzyszące mocno zaawansowannemu naciekowi.
Może być to poprawa znaczna, jak najbardziej. Jednak jest jedynie czasowa.
W każdej chwili można spodziewać się objawów klinicznych związanych z zajęciem innego narządu, a z czasem powrotu dolegliwości ze strony klatki piersiowej.
To, że badania obrazowe nie wykazały dotąd obecności przerzutów odległych nie świadczy niestety, że ich nie ma - zresztą nigdy nie podsumowuje się wyniku ujemnego "brak przerzutów odległych" tylko "przerzutów odległych nie stwierdza się".
Oznacza to, że nie wykryto ognisk, które jest w stanie potwierdzić badanie obrazowe - a więc mogą być, lecz np. małe.
To, że tata obecnie dobrze się czuje nie oznacza więc, że choroba "stanęła" w miejscu - regresja jest jedynie miejscowa. Gdzieś tam jest w tej chwili progresja - nie wiemy tylko gdzie, bo nie powoduje jeszcze objawów kliniczych,
Jusia, nie ma co niestety liczyć na to, że niskozróżnicowany gruczolakorak płuca może stać się chorobą przewlekłą. Jeśli nastąpiła znacząca poprawa, to ma ona szanse utrzymać się może przez kilka tygodni, a może przez 2-3 miesiące. A może jedynie dni? Tego nie wiemy - bo nie wiemy gdzie nastąpił rozsiew i kiedy spowoduje objawy.
W każdym razie z ręką na sercu i bardzo ciepło Cię przytulając rekomendowałabym Ci traktowanie obecnego pozytywnego okresu jako być może ostatniego kiedy tatę widzisz w ten sposób.
Choroba będzie przebiegała coraz agresywniej, leczenie onkologiczne bowiem - szczególnie raka niskozróżnicowanego i heterogennego (postać mieszana) - sprawia, że część komórek raka obumiera, a część z nich ulega jedynie uszkodzeniu - te ostatnie zaś dzieląc się stworzą zmutowane potomstwo, słabo wrażliwe lub niewrażliwe już wcale na leczenie cytostatykami bądź na naświetlanie.
Kolejne bitwy będą więc już toczone w innym celu, np. by znieść ból, ułatwić oddychanie, zniwelować inne przykre objawy - jednak nie przywrócą już tacie formy, którą ma teraz.
W tej postaci histologicznej raka płuca trzeba się liczyć z krótkim i agresywnym przebiegiem choroby. Proponuję to traktować w ten właśnie sposób - szanse bowiem na to, że będzie inaczej są dosłownie nikłe.

Oczywiście tata nie musi znać tych realiów - powinien się cieszyć obecną 'normalnością' - i daj Boże, by mógł jak najdłużej.
Ty jednak chciałaś wiedzieć na co powinnaś być gotowa - ja Cię rozumiem, również bym chciała.

Ściskam bardzo mocno
i będę w pobliżu.

jusia - 2009-08-09, 22:47

DumSpiro-Spero napisał/a:
zastanawiałam się chwilę czy naprawdę chcesz wiedzieć. I mam nadzieję, że się nie pomyliłam, bo sądzę że tak, że chcesz.. I że tego potrzebujesz.

DumSpiro-Spero napisał/a:
Ty jednak chciałaś wiedzieć na co powinnaś być gotowa - ja Cię rozumiem, również bym chciała.

Tak DSS, chcę wiedzieć wszystko co możliwe na ten temat, nawet jeśli jest to tak boląca prawda.
W głębi siebie czuję, że takie dobre samopoczucie taty nie potrwa długo, ale moje drugie ja, łudzi się, że damy radę wygrać...

DumSpiro-Spero napisał/a:
paliatywnie naświetlane są u Twojego taty

No właśnie tak myślałam, że w takim stadium to są paliatywne naświetlania, ale lekarze mówią, że to radykalne, no i jest ich 30...

DumSpiro-Spero napisał/a:
Oczywiście tata nie musi znać tych realiów -

Oczywiście, że tacie nie mówię takich wiadomości, niech nie ma świadomości, że jest aż tak źle... chociaż ile on się domyśla to nie mam pojęcia, albo naprawdę nie wie, albo dobrze przede mną to ukrywa.

DumSpiro-Spero - 2009-08-13, 05:13

Jusia,
swojego czasu napisałaś:
jusia napisał/a:
Dziś rozmawiałam z taty lekarką(onkolog radioterapeutką).Powiedziała ,że oczywiście o wyleczeniu nie ma mowy,teraz to jest walka o przedłużenie życia,a o ile sie uda tatę przeciągnąć na naszą stronę ,to nie wiadomo...

zakonotowałam więc sobie, że tata Twój ma być leczony paliatywnie.
Ponadto od leczenia radykalnego dyskwalifikują ogniska przerzutowe w prawym płucu (to jest bowiem IV stopień zaawansowania choroby). Standardy leczenia onkologicznego mówią również, że przy znacznie zmienionych przerzutowo węzłach chłonnych śródpiersia nie wdraża się radykalnego leczenia miejscowego (chirurgiczne / radioterapia) ze względu na fakt, że nie poprawia ono wyników leczenia i nie przedłuża pacjentowi życia. Obarcza go za to dużym ryzykiem powikłań.
Nie wiem jakie były okoliczności, w których zadecydowano o radykalnym naświetlaniu. Tylko... Ogniska przerzutowe również naświetlają?
O naświetlaniu radykalnym (które stosuje się do st.zaawansowania IIIB raka płuca) mówimy gdy łączna zastosowana dawka promieniowania jonizującego wynosi 60-70 Gy.
Zbyt mało jest danych by wypowiadać się jaką i dlaczego taką a nie inną terapię zastosowano.
Przytulam mocno i nawet nie wiesz jak mi smutno widząc jak się miotasz i boksujesz z myślami - tak bardzo chciałabym się mylić..
Jeśli chciałabyś rozmawiać z lekarzem i potrzebne byłoby Ci wsparcie (by wiedzieć o co go zapytać) daj znać. Jeśli w czymkolwiek mogę się przydać - chętnie pomogę.
Ściskam.

jusia - 2009-08-14, 19:13

DSS jak zwykle jesteś kochana!!!

Dokładnie to we wtorek będę wiedzieć jaka była dawka i jakie miejsca naświetlano.
Teraz radioterapeutka jest na urlopie, ale we wtorek tata kończy i wypis będzie.
Pewnie poradnia onkologiczna nas czeka, więc jeśli mogę prosić o pomoc jakie sensowne, konkretne pytania mogę zadać lekarzowi to będę bardzo wdzięczna (o ile oczywiście, będę mieć możliwość rozmowy bez taty ...)

DumSpiro-Spero - 2009-08-16, 22:27

Jusia,
jeśli tak, to w zasadzie z wypisu dowiemy się wszystkiego.

Jeśli w wypisie nie byłoby takich informacji to warto by było zapytać:
  • Jakie dokładnie obszary zjęte chorobą naświetlano: okolice guza w płucu? śródpiersie ze zmianami węzłowymi? a zmiany w innym płacie płuca, które widać w TK (i mogą być meta)? Czyli CO DOKŁADNIE BYŁO NAŚWIETLANE.
  • Jaką dawkę łączną zastosowano na naświetlany obszar?
  • Czy było to naświetlanie z założenia radykalne czy paliatywne?
  • Jeśli uważano od początku, że naświetlania nie wyleczą taty, to dlaczego zastosowano radioterapię radykalną a nie paliatywną - jaki efekt miał być przez to osiągnięty?
  • Kiedy powinno się wykonać kontrolne badanie obrazowe, które w pełni odpowie, jaki efekt dały te naświetlania?

Polecam starą i sprawdzoną metodę - karteczkę z pytaniami i długopis w ręku :) Widząc taki 'sprzęt' w ręku pytającego zawsze padają dokładniejsze odpowiedzi, a Tobie się nic w stresie z takich pytań nie 'ulotni'. A zapisywać masz prawo - nie jesteś bowiem biegła w sprawach medyczych (też masz do tego prawo, bo nie jesteś lekarzem) i masz prawo sobie potem w spokoju pewne sprawy przeanalizować.
Ściskam.

jusia - 2009-08-17, 13:12

Dziękuję DSS!
DumSpiro-Spero napisał/a:
karteczkę z pytaniami i długopis w ręku Widząc taki 'sprzęt' w ręku pytającego zawsze padają dokładniejsze odpowiedzi, a Tobie się nic w stresie z takich pytań nie 'ulotni'


Tak właśnie zrobię.
Już wszystko spisałam i mam plan - pojadę rano do CO, żeby być tam na przed tatą i postaram się dostać sama do lekarza, aby wszystkiego się dowiedzieć. Mam nadzieję, że znajdzie dla mnie chwilkę...

jusia - 2009-08-18, 22:48

Z lekarzem rozmawiałam (zastępstwo).
Dowiedziałam się, że to z założenia były radykalne naświetlania, ponieważ tata był w dość dobrym stanie i rokującym dobrze (cokolwiek to znaczy..?)
Naświetlana była okolica sródpiersiowo - płucna.
TK płuc jest dopiero pod koniec września - na efekty naświetlań potrzeba około miesiąca.
A później decyzja co dalej (możliwych działań nie poznałam).

Przytoczę tu wypisy:

Z LECZENIA SZPITALNEGO W LUDWIKOWIE-...

OB 30.

RTG z 27.07:
W porównaniu ze zdjęciami z czerwca nieco szerszy jest górny biegun prawej wnęki ,ale mniej jest odwnękowych zagęszczeń nad szczeliną poprzeczną. Szczeliny prawego płuca pogrubiałe bardziej niż poprzednio. Zatoki przeponowo - żebrowe ostre. Poj. prawostronne zrosty przeponowe. Zmniejszona kyfoza piersiowa. Obraz podobny jak poprzednio.

USG z 08.07.2009:
Wątroba niepowiększona, wysokoechowa. W części przyśrodkowej, przedniej lewego płata poj. zmiana ogniskowa o echogenności nieco niższej niż miąższ. Ma średnicę 1,5 cm. Trzustka widoczna w zakresie trzonu, niepowiększona, nieostro ograniczone,o nieco podwyższonej echogenności. Niewielkie zmiany miażdżycowe w aorcie brzusznej.

Spirometria:
Obturacja małego stopnia.

Epikryza:
Po konsultacji neurologicznej włączono leczenie carbamazepiną. W kontrolnym badaniu morfologii stwierdzono spadek poziomu leukocytów do 2,6tys/ul. Włączono Vit. B6.

Leki:
Theovent, Polprazol, Foradil, Atrovent, Kalipoz, Thicodin, Hydroxyzyna, Tramal, Mannitol, Dexaven, Poltram.

Recepty:
Tramundin, Amizepin, Foradil, Nolpaza, Hydroxyzyna, Vit B6, Vit A+E.

KARTA INFORMACYJNA ZAKŁAD RADIOTERAPII:

Leczenie:
Zastosowano leczenie fotonami 6 MV metodą konformalną.
Chory otrzymał :
na okol.śródpiersiowo - płucna prawą - 60 Gy/T

Epikryza:
Z uwagi na niejednoznaczny obraz rtg kl. piersiowej wskazane wykonanie KT kl. piersiowej.
Termin TK na 29. 09. 2009. Kontrola 12. 10. 2009

DumSpiro-Spero - 2009-08-25, 18:43

jusia napisał/a:
Dowiedziałam się,że to z założenia były radykalne naświetlania,ponieważ tata był w dość dobrym stanie i rokującym dobrze (cokolwiek to znaczy..?)
Naświetlana była okolica sródpiersiowo-płucna.

Ja myślę, że z powodu dobrego stanu ogólnego pacjenta uznano, że można zastosować naświetlania w dawce radykalnej. Jednak były to tak naprawdę naświetlania paliatywne (tyle, że w dawce odpowiadającej radykalnym / stąd lapsusy słowne z nazwą).
Widocznie uznano, że pacjent może odnieść więcej korzyści [przy akceptowalnym poziomie strat] przyjmując dawkę radykalną (szansa na dłuższą remisję miejscową?...)
Postępowanie i tak niestandardowe, czy ostatecznie okaże się korzystne dla chorego - trudno powiedzieć.
W klatce piersiowej (wg opisu RTG) nieznaczna progresja zmian guzowatych (ustąpiły za to częściowo zmiany zapalne).

Mam natomiast pytanie a propos poniższego:
Cytat:
14.07.2009 DumSpiro-Spero napisał/a:

Kiedy miał ostatni raz wykonane USG jamy brzusznej?
Cytat:
14.07.2009 jusia napisała:

Teraz w środę,wszystko było w porządku.

natomiast:
Cytat:
18.08.2009 jusia napisała:

USG z 08.07.2009:
Wątroba niepowiększona,wysokoechowa.W części przyśrodkowej,przedniej lewego plata poj.zmiana ogniskowa o echogenności nieco niższej niz miąższ.Ma średnicę1,5cm.Trzustka widoczna w zakresie trzonu,niepowiększona,nieostro ograniczone,o nieco podwyższonej echogenności

Czy mowa o jednym i tym samym USG?

jusia - 2009-08-25, 20:46

Tak,to jest to samo badanie tzn z lipca.
A dlaczego?Coś nie tak z tym usg?


Bo tak się zastanawiam,czy nie było tam napisane jeszcze,aby porównać badanie z poprzednim..

jusia - 2009-09-16, 19:05

No,ręce opadają!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Nasza lekarka 'pierwszego kontaktu' (chyba ostatniego!!) mnie załamała - brak słów!
Dziś tata poszedł do niej z poprzednimi wynikami krwi .
Poprosił o kolejne skierowanie ponieważ lekarz na wypisie ze szpitala zalecił kontrolę kreatyniny, elektrolitów i morfologii.
Na co lekareczka stwierdziła "teraz wypiszę, ale następnym razem to należy do nich (tu miała na myśli szpital?), i powiedziała "po co panu te badania?"....
Wielka łaska, zlecić badanie krwi!

Mogła też zapytać, po co pan się leczy??
Nie napiszę dziś już nic o niej, to by to nie było przyzwoite |mad2|
A oto część wyników:
Leukocyty 3,5 (norma 4,23 - 9,7)
Limfocyty 0,61 (0,9 - 5,2)
Neutrofile 1,78 (1,9 - 8,0)
Erytrocyty 3,91 (4,63 - 6,08)
Hemoglobina 12,8 (13,7 - 17,5)
Hematokryt 36,2 (40,1 - 51,0)
MCV 92,6 (79,0 - 92,2)
RDW-CV 15,2 (11,6 - 14,4)
Płytki krwi 150 (163 - 337)

Chyba, przy takiej chorobie te wyniki nie są najgorsze?

cleo33 - 2009-09-16, 19:28

jusiu :)
Porazka to co nas spotyka tak naprawdę wola o pomstę do Boga :<:
Ja rowniez mialam podobne sytuacje gdy mama sie leczyla oj :!: niejedna osoba pracująca w sluzbie zdrowia uslyszala pare gorzkich slow :roll:
Jedna jedyna p dr ktora spodkalam po drodze biegania po lekarzach ,ktora wprost stwierdzila ze lekarze pierwszego kontaktu sa bezduszni " chamiac sie" dokladnie tak to okreslila w wysylaniu pacjentow na badania ,a pozniej jak choroba jest juz zaawansowana robią łaskę dając rtg :evil:
Ale najczesciej jest juz za pozno :!: :!: :!: :!: :!: :!:
Sciskam

jusia - 2009-09-22, 10:14

Wczoraj dowiedziałam się, że te utraty przytomności które miał mój tata, to mogą być objawy tzw "pseudotumor" (tu akurat rzekomy guz mózgu) ,tzn, że choć w mózgu nie ma przerzutów, on odbiera to tak, jakby był tam guz i daje takie właśnie objawy.
Ponoć czasem właśnie tak się zdarza podczas choroby nowotworowej.
Piszę to, bo może komuś się przydać takie wyjaśnienie.

jusia - 2009-10-05, 10:58

Mój tata ciągle czuje się dobrze. :)
Za tydzień jedziemy na wizytę do WCO, będą już wyniki TK.
Wobec dobrego samopoczucia taty, mam nadzieję, ogromną nadzieję, że choroba bardzo mocno przystopowała...
I tu następują pytania:
-Czy wynik TK może nas zaskoczyć, pozytywnie oczywiście?
-Jak długo w taty przypadku może trwać taka poprawa?
Wiem jednocześnie, że te pytania są bezsensowne, ale jestem już bardzo nerwowa, czekając na wynik.
I bym bardzo chciała już wiedzieć co dalej.
Znowu mam odczucie, patrząc na tatę, że jest wszystko ok, że choroba się cofnęła...tak bardzo tego chcę...

awilem - 2009-10-05, 11:09

jusiu
Super, że tata czuje się dobrze. Mam nadzieję, że wynik TK potwierdzi Twoje oczekiwania.
Pozdrawiam serdecznie

jusia - 2009-10-07, 13:32

Tacie wyskoczyła jakaś dziwna, swędząca wysypka na twarzy i klatce piersiowej.
Nie mam pojęcia co to może być. Staram się dodzwonić do dermatologa.

aniq - 2009-10-07, 13:48

Tak koniecznie trzeba się skonsultować z lekarzem. Moze przyczyną jest jakis lek albo naswietlania??? Efekt uboczny? W każdym razie życzę aby wysypka szybko zniknęła. Jusiu, napisz proszę co to wogole jest i skad sie wzieło jak już bedziesz wiedziala. Jestem z Tobą i trzymam kciuki za tatę.
jusia - 2009-10-09, 16:16

Wysypka zniknęła już.
Dziś zauważyłam, jak tata smaruje sobie rękę maścią. Przyznał, że od paru dni ręka mu drętwieje i ciąży. Niby powiedział, że nie boli, ale sama nie wiem..
Troszkę się wystraszyłam, bo pomyślałam o przerzutach, ale podejrzewam, że wtedy by wystąpiły bardzo silne bóle?

DumSpiro-Spero - 2009-10-09, 17:57

Na tę chwilę trudno cokolwiek powiedzieć bo nie wiadomo w którą stronę to pójdzie (trzeba obserwować, czy nie pojawi się wyraźny ból i czy nie będzie się nasilał) -
jednak drętwienia kończyn bardzo często pojawiają się jeszcze wiele miesięcy po chemioterapii (jako skutek uboczny tego leczenia). Tu były jeszcze b.silne naświetlania klatki piersiowej - tak więc taka lekka neuropatia obwodowa moim zdaniem nie powinna zaskakiwać.
Trzeba obserwować i na tę chwilę stosować to co pomaga, lekki masaż ręki, maść rozgrzewająca, ćwiczenia ruchowe (delikatne).
Trzeba też wziąć pod uwagę -jako przyczynę- układ krążenia, który również dostał agresywnym leczeniem onkologicznym 'w kość' - i tu tak samo: obserwować czy dolegliwości nie będą się nasilać (lub nie pojawią się nowe/inne).
Gdyby pojawił się ból (i narastał) trzeba będzie zrobić RTG, ale na razie raczej nie ma wskazań :)
przytulam ciepło :)

PS. Kilka postów wyżej widziałam wyniki morfologii - wszystkiego po troszku za mało, ale po takim leczeniu to naprawdę jedynie 'po troszku' :)
Leukopenia/limfopenia - chrońcie tatę przed kontaktem z tzw. 'skupiskami ludzkimi' (nie powinien pojawiać się np w zatłoczonym sklepie, kościele , hehm- przychodni, itp. bo to jak zaproszenie dla infekcji.

jusia - 2009-10-10, 09:49

Dziękuję Ci kochana DSS za odpowiedź.
Uspokoiłaś mnie, że z tą ręką to może jeszcze pozostałości po leczeniu.
Ostatnio chyba coś zbytnio przewrażliwiona jestem, ale wolę wszystko mieć pod kontrolą, żeby niczego nie przeoczyć.
Trzymajcie kciuki za poniedziałkową wizytę o 8.

pixi - 2009-10-10, 10:33

Jusiu, mój mąż też uskarża się na drętwienie nóg( wiem, nie ręka,ale też kończyna ;) )i lekarze mówia, że to neuropatia po chemii i to minie po jakims czasie . A, może to ważne :drętwienie nasila się, gdy bierze Pabi, maleje , gdy odstawia lek (no, ale wtedy pojawiają sie inne dolegliwości - nie kijem go , to pałką!)
pozdrawiam serdecznie

awilem - 2009-10-10, 13:08

Jusiu trzymam mocno kciuki :)
hate_cancer - 2009-10-10, 13:19

Jusiu, ja również trzymam z całych sił.
Za Ciebie i za Tatę. Jesteś takim "dobrym duszkiem" tego forum. Pozdrawiam serdecznie

agni5 - 2009-10-10, 13:53

Jusiu także trzymam kciuki. Również uważam,że jesteś dobrą duszyczką tego forum.Zawsze wszystkich starasz się podtrzymać na duchu.Pozdrawiam Cię cieplutko.
jusia - 2009-10-10, 20:12

Dziękuję Wam wszystkim, jesteście tacy kochani _itsme_
madziorek - 2009-10-10, 22:01

Jusiu Ty nam nie dziękuj, dziś ja wpadłam na forum to w większości postów ostatni komentarz był Twój :) , to my powinniśmy podziękować Ci że... że jesteś, i wszyscy trzymamy kciuki za Twojego Tatę i za Ciebie i za wszystkie córcie i synów walczących o rodziców, oraz o każdego kto osobiście toczy wojnę z tym g....em.
jusia - 2009-10-10, 22:29

Madziorek, czytasz w moich myślach?
Własnie rozmyślałam o tym, że dużo za dużo mnie tu...

madziorek - 2009-10-10, 22:40

To Ty Skarbie forum nawet tak nie myśl !!! masz mój zakaz! no! ale Cię opitoliłam :)
Bądź, pliss bądź nie tylko "na receptę" tylko zawsze i na cito :)

hate_cancer - 2009-10-10, 22:44

Zgadzam się madziorkiem, a Tobie Jusia niech głupie pomysły do głowy nie przychodza, bo przełożymy przez kolano i ... będzie bolało ;-) Pozdrawiam
jusia - 2009-10-12, 16:05

Dziś byliśmy z tatą u radioterapeuty odebrać wynik TK.

Oto wynik:
W prawej jamie opłucnej niewielka ilość płynu.
We wnęce prawego płuca nieostro ograniczona masa guzowata o wym. poprzecznych 5,5 x 3,0 cm. obejmująca oskrzele główne prawe i górnopłatowe prawe. Masie towarzyszy zagęszczenie naciekowo - niedodmowe w płacie górnym i środkowym płuca prawego.
W segmencie 6 mały izolowany guzek o śr.1,0 cm.
W szczycie zagęszczenia włókniste.
Nadprzeponowo w segmencie 9 pęcherze rozedmowe.
W lewym płucu pasmowate zagęszczenia włókniste w segmencie 3 i 10.
W śródpiersiu na poziomie odgałęzień łuku aorty oraz przytchawiczo po stronie prawej kilka węzłow chłonnych o śr.do 2,0 cm. Lewa wnęka płucna bez zmian.
W wątrobie w segmencie4 podtorebkowo torbiel1,2 cm.

Dla porównania przypominam ostatnie TK-wynik z 1.07.09

W porównaniu z poprzednim badaniem KT z 12.05.2009r. powiększyła się guzowata masa w prawej wnęce płucnej : większy guzowaty naciek w otoczeniu oskrzela głównego prawego, górnopłatowego, pośredniego przechodzący na oskrzele dolnopłatowe PS VI i oskrzela segmentów podstawnych. Na poziomie oskrzela pośredniego masa ma wymiary 50 x 32 (było 44 x 25 mm). W prawym szczycie guzek o wym. 11 mm,w PS II cień okrągły o wym. 12 mm, w płacie środkowym o wym. 6 mm.
W śródpiersiu pod cariną węzeł chłonny o wym. 18 mm,ku przodowi od cariny o wym. 26 mm (było 22 mm), przytchawiczy prawy dolny o wym. 23 mm.
Lewe płuco bez zmian ogniskowych.
W jamach opłucnej nie ma płynu.
Progresja.

Czy może ktoś mi dokładnie coś powiedzieć na temat wyniku? Porównać itp?
Zbytnio od radioterapeuty nic nie dowiedzieliśmy się.
Jedynie stwierdziła, że nie jest źle i, że z jej strony to koniec leczenia. Dalsze leczenie w poradni onkologicznej.
Troszkę się wściekłam, bo jak zadzwoniłam do onkologa umówić wizytę, to pani rejestratorka mi powiedziała,że tata po 4 tygodniach od naświetlań powinien się zgłosić do onkologa. Nam tego nikt wcześniej nie powiedział, skąd to mieliśmy wiedzieć???
Więc dalej nie wiem co będzie? Czy jakieś leczenie jeszcze, czy co????

mral - 2009-10-12, 16:25

jusia napisał/a:

Troszkę się wściekłam,bo jak zadzwoniłam do onkologa umówić wizytę,to pani rejestratorka mi powiedziała,że tata po4 tygodniach od naświetlań powinien się zgłosić do onkologa.Nam tego nikt wcześniej nie powiedział,skąd to mieliśmy wiedzieć???

Jusia, tego typu uwagi/zalecenia powinny być zamieszczone w karcie informacyjnej, którą pacjent powinien otrzymać po zakończonej radioterapii.

Cytuję z karty którą ja otrzymałam:

Cytat:
(...)
Wskazania dotyczące dalszego leczenia:
kontrola onkologiczna za 4-6 tygodni.
(...)

madziorek - 2009-10-15, 18:49

Jusia gdzie Ty zaginęłaś? napisz jak Tata się czuje?
jusia - 2009-10-15, 20:49

Jestem,jestem. Ciągle tu na posterunku :)
Tata czuje się dobrze jedynie co, to ta ręka mu trochę doskwiera. Raz mówi, że boli raz, że drętwieje.
Jak pójdziemy do onkologa (23. 10.) to zgłosimy to.
Radioterapeucie też powiedzieliśmy, ale stwierdziła, że to mogą być też sprawy neurologiczne.
Do neurologa tez idziemy (28. 10).
Apetycik ma, nawet chyba przytył.
Dużo leży i odpoczywa. Ale w piątki umawia się z kolegami i wychodzi ;) .

madziorek - 2009-10-16, 00:39

UFF Jusia bo już się stęskniłam :)
Cieszę się, że Tatko czuje się na siłach na spotkania z przyjaciółmi :)
medycznie nic Ci nie pomogę ale moja serdeczna przyjaciółka, która zmaga się z rakiem już 8 lat (chłoniak) ostrzegała mnie o różnych "dziwnych" napadach bólu w różnych częściach ciała- toksyczność skorupiaka- niezależnie od umiejscowienia- tłumaczyła to reakcją na związki chemiczne "produkowane" przez gnoja i wskutek tego podrażnieniami nerwów.
Mam nadzieje że wizyty u specjalistów pomogą pozbyć się problemu jakim jest ból ręki.
O braki problemów zdrowotnych w naszych rodzinach modlę się a nawet kłócę z Bogiem.
buziole
M

awilem - 2009-10-16, 07:59

To rewelacja, że wychodzi z kolegami, na pewno mu to psychicznie pomoże. Wiesz w przypadku walki z tym badziewiem wszelkie dolegliwości są niestety prawdopodobne a i leczenie onkologiczne też do najprzyjemniejszych nie należy.
Pozdrawiam

JaInka - 2009-10-16, 09:13

Jusiu, ja tez miałam bardzo silne bóle ręki (rąk). I przy chemii, i później. Napady trwały czasem kilka godzin. Wysłuchałam wtedy mnóstwa pomysłów na diagnozy -

A te bóle faktycznie przychodziły, odchodziły - w różnych częściach ciała. I żyły, i mięśnie, i ścięgna. Bardzo mnie załamywały. Może tam nie ma nic do leczenia - oprócz bólu właśnie. Więc może po prostu je zniwelować. Tak naprawdę, to mi dopiero pomagały dwa rodzaje przeciwbolowców: Aulin i Zaldiar (bardzo rozcieńczony tramal).

Teraz ich nie mam zupełnie, tzn. mam inne - kościowe. Więc niby przeszło samo.

jusia - 2009-10-16, 09:50

Dziękuję Wam bardzo!
Strasznie mi pomagacie!
Jesteście wspaniali!

DumSpiro-Spero - 2009-10-17, 05:10

jusia ,

Cytat:

Wyniki analizy wieloczynnikowej wskazują, że korzyść kliniczna związana z chemioterapią II linii dotyczy głównie chorych w dobrym stan ogólnej sprawności, z mniejszą masą nowotworu i dłuższym niż 3 miesiące czasem od zakończenia chemioterapii I linii do wystąpienia progresji.
Systematyczny przegląd obejmujący doniesienia z lat 1996-2005 wykazał możliwość niewielkiej, ale znamiennej poprawy wskaźników przeżycia chorych poddawanych chemioterapii II linii w porównaniu z objawowym leczeniem. Wyniki tego opracowania wskazują równocześnie, że w II linii leczenia nieuzasadnione jest stosowanie chemioterapii wielolekowej zamiast monoterapii.

Zalecenia
Chemioterapia II linii może być rozważana u chorych na zaawansowanego NDRP z progresją choroby po wcześniejszym leczeniu I linii z udziałem pochodnych platyny, którego wynikiem była obiektywna odpowiedź trwająca przynajmniej 3 miesiące. Ze względu na paliatywny charakter, chemioterapia II linii jest uzasadniona wyłącznie u chorych w dobrym stanie ogólnej sprawności i bez utrwalonych niepożądanych następstw wcześniejszego leczenia.
W ramach chemioterapii II linii największe uzasadnienie ma stosowanie docetakselu lub pemetreksedu, ale w przypadku długotrwałej remisji po leczeniu I linii można także powtórzyć poprzedni schemat leczenia. Nie ma dowodów na skuteczność w II linii innych leków
trzeciej generacji.



Zalecenia
Leczenie erlotynibem można rozważać u wybranych chorych na NDRP po niepowodzeniu I lub II linii chemioterapii. Leczenie powinno być prowadzone w ramach programów terapeutycznych, według ściśle określonych czynników molekularnych (ekspresja EGFR, zwiększona liczba kopii i mutacje genu EGFR, brak mutacji K-ras), patomorfologicznych (rak gruczołowy - podtyp nieśluzotwórczy raka pęcherzykowo-oskrzelikowego) i klinicznych (brak narażenia na dym tytoniowy w wywiadzie).
Celowe jest stworzenie ośrodków wykonujących ocenę molekularną.
Stosowanie bewacyzumabu w praktyce klinicznej dotyczy wąskiej grupy chorych, a dotychczasowe wyniki nie dają wystarczających podstaw do zalecania tego preparatu w rutynowym postępowaniu.


źródło: --> Systemowe leczenie niedrobnokomórkowego raka płuca (...) uaktualnione zalecenia oparte na wynikach wiarygodnych badań klinicznych, J.Jassem <--

w moim mniemaniu - to co ewentualnie możnaby jeszcze przedsięwziąć to : Alimta lub Taxotetre lub Tarceva.
I może właśnie w tym przypadku erlotynib (tarceva) - od razu? Bez tzw. II linii chemioterapii? (warto pamiętać, że zmiany były oporne na leczenie chemiczne). Do przemyślenia i przeanalizowania, nie wiem czy powtarza się jeszcze/znów(?) krwioplucie?

Akurat dokładnie o takich opcjach było mówione --> w wątku Agi <-- Tata Agi również cierpiał na słabo zróżnicowanego NDRP (tyle, ze płaskonabłonkowego). Na Alimtę guz w zasadzie nie zareagował.
Taxotere zaś, w moim odczuciu, przedłużyło choremu życie o ok. 3 miesiące.

TK mogę jutro omówić.. jak najbardziej - jednak nie ma za bardzo co;
jusiu, to w zasadzie można uznać za .. progresję :|
Bardzo któtko niestety , bo 2-3 miesiące? zostały zyskane za pomocą serii agresywnych naświetlań w liczbie 30 szt ... Teraz dodatkowo jest niedodma, włóknienie tkanki płucnej (odczyn popromienny) i płyn w jamie opłucnej... (nie było w poprzednim TK, wykonanym przed rozpoczęciem naświetlań).
Nadal nie bardzo rozumiem, jakie korzyści miał odnieść z radykalnych naświetlań pacjent w IV stopniu zaawansowania raka płuca?.. :--: [__]

Jusia, oczywiście możemy ten wynik omówić szczegółowo, jeśli tylko zechcesz. Jednak mam prośbę - byś zapoznała się z linkami, które 'wkleiłam' - bo może będziesz chciała o coś popytać , no i na tej kwestii trzeba będzie się teraz skoncentrować.
ściskam.

jusia - 2009-10-17, 10:17

Dziękuję DSS, za odpowiedź!
Tata nie ma teraz krwioplucia.
Czytając jeszcze raz cały ten artykuł, przeraziło mnie to, jak krótko takim leczeniem można przedłużyć życie, miałam nadzieję na więcej :cry:
DumSpiro-Spero napisał/a:
I może właśnie w tym przypadku erlotynib (tarceva) - od razu? Bez tzw. II linii chemioterapii? (warto pamiętać, że zmiany były oporne na leczenie chemiczne).

Rozmyślam o tym co lekarze zadecydują i zastanawiałam się właśnie, czy podejmą się leczenia którymś z tych leków.
Jeśli nie, to mam jakoś naciskać? Czy mogą z jakiegoś powodu odrzucić leczenie w taty przypadku?
Martwi mnie to, że tata przedtem źle się czuł - chodzi mi o te utraty przytomności podczas chemii i naświetlań.
Jeśli chodzi o naświetlania, to umocniłaś mnie w przeświadczeniu, że jednak nie ma znaczącej poprawy .Jedynie zatrzymało się krwioplucie.
W piątek idę z tatą na wizytę do onkologa, zobaczymy co zaproponują.
Oczywiście wolałabym iść tam sama, żeby jasno o wszystko się wypytać, no ale cóż...

agakata - 2009-10-22, 11:16

Jusia, trzymam kciuki za wizyte jutro...
MaFi - 2009-10-22, 12:18

Pozdrawiam i trzymam kciuki.Koniecznie napisz po wizycie!
jusia - 2009-10-22, 22:07

Dziękuję za pamięć o kciukach.
Napiszę zaraz po powrocie - zaczynam się denerwować troszkę...
Pozdrawiam!!!

kaja115 - 2009-10-22, 22:10

Jusiu trzymaj się, a ja trzymam mocno kciuki
pixi - 2009-10-23, 09:20

Jusia, trzymam kciuki :)
Czekamy na wiadomość

awilem - 2009-10-23, 09:45

Wszystko będzie OK :)
jusia - 2009-10-23, 13:57

No i po wizycie, więc tak:
Tata rano mi się przyznał, że co parę dni ma krwioplucie. Nie takie duże jak było, ale jest. Czasem nie ma nic przez tydzień, dwa, a czasem codziennie.
Teraz za to, powinien oberwać ode mnie na dupsko, bo jak pytałam czy ma krwioplucie to twierdził, że nie :<: !!
Później jeszcze powiedział, że mniej więcej w okolicach cięcia po mediastinoskopii ma pod skórą zgrubienie. Nie zwracał na to uwagi, ale ostatnio jest większe.
Pani doktor po obejrzeniu wyniku tk, powiedziała, że miała nadzieję, że przy maksymalnych dawkach, jakie zlecił radiolog, będzie jakaś porządna poprawa.
Powiedziała, że nie ma większego pogorszenia, bo guz nie powiększył się, ale mogło być lepiej.
Wstępnie można to potraktować jako stabilizację.
Osłuchowo jak zbadała nic nie mówiła, ale widziałam, że wpisała, nie pamiętam dokładnie, ale chodzi o to, że jest osłuchowo trochę gorzej.
Następnie tata pokazał te zgrubienie.
Doktor pomacała i dostaliśmy skierowanie na usg szyi i ponowny rtg. Wpisała w komputer - "guz?".
Termin na piątek i z wynikiem w ten sam dzień ponowna wizyta.
Jak spytałam o dalsze leczenie (a zbytnio z racji obecności taty, nie mogłam nic wypytywać), to powiedziała, że zobaczymy za tydzień wyniki i jak będą ok, to wizyta kontrolna za około 3 miesiące. Wstępnie żadnej chemii nie przewidują teraz.
Tylko czy przy takim zaawansowaniu choroby 3 miesiące to nie będzie zbyt długo :?ale?:

A co do leków, to pozostawiła: Amizepin, Nolpaza, Zafiron, Atrovent, Cyclonamine, Escacyl.

agakata - 2009-10-23, 15:45

Jusienko, brak progresji choroby to tez sukces, wiec ciesz sie, nawet jesli nie jest spektakularny!
Moze moglabys sie umowic na wizyte z lekarzem solo? Zeby przedyskutowac Wasze opcje? Chocby leczenie chemioterpeutykami z pominieciem II linii?
Niezmiennie trzymam kciuki!

aniq - 2009-10-23, 16:39

Jusia trzymam kciuki za tatkę. _itsme_
madziorek - 2009-10-23, 22:07

Jusia z tą szczerością Twojego Taty jest tak jak z moją Mami, nie chce mnie martwić, ostatnio od 2 w nocy nie spała z bólu - nie obudziła mnie i nie wstała po leki bo musiałaby zapalić światło a to oznacza przeszkadzanie innym :<: odnośnie różnych dolegliwości przyznaje się że je ma jak opisuje jej jakie mogą wystąpić skutki uboczne. Normalnie na gołe dupska im dać :!:
Pytałaś lekarkę o leczenie Traceva jak sugerowała DSS??
Trzymam cały czas kciuki za Was
Pozdrawiam

jusia - 2009-10-23, 22:11

Madziorek, nie pytałam, bo poczekam do piątku, jak wrócimy z wynikami usg i rtg.
A na te dupska to się by im przydało i to tak porządnie, żeby zapamiętali ;)

MaFi - 2009-10-24, 00:11

Z dupskiem zgadzam sie w 100%, bo mój szwagier miał kilka objawów wskazujących na raka a do lekarza trzeba było prowadzić jak dziecko! :wakeup!:

Pozdrawiam cię ciepło

gontcha - 2009-10-24, 00:43

Jusia,

:rrr: - ale po dupsku Tacie za ukrywanie...

Względna stabilizacja u taty - to niezłe wieści. Aczkolwiek szybko trzeba wyjaśnić sprawę z 'tajemniczym' zgrubieniem..oby nie TU...
Poczekajmy na USG i kolejną wizytę. Trzymam kciuki, żeby wyszło oki i jedno i drugie.
Jeśli nie chcesz rozmawiać szczegółowo o dalszym leczeniu przy Tacie to umów się z lekarzem na wizytę sama.

Trzym się - ściskam i czekam na wieści w piątek :uhm!:

madziorek - 2009-10-27, 20:32

Jusia jak czuje się Twój Tatuś ?
jusia - 2009-10-27, 20:52

Tata czuje się ok.
Dziś byliśmy na cmentarzu, bo jeszcze można było wjechać do środka samochodem, a mamy dość porozrzucane groby na całym terenie i tata raczej by nie dał rady pieszo w święto tam iść.
Troszkę i tak był zmęczony.
Widzę, że często rękę masuje i mówił, że jak coś niesie, nawet wcale nie ciężkiego, to go ona pobolewa...
Teraz już myślę o tym zgrubieniu w szyi - jest ono tak jakby na krtani.

madziorek - 2009-10-27, 21:01

Jusia to jest w miejscu szycia? może to bliznowiec? ja mam takie na plecach po nefrostomii :?ale?: brzydkie :uuu: wygląda jak guzy blee
Eh czy my już zawsze będziemy żyć w strachu?
Twojemu Tacie życzę zdrówka a Tobie spokoju i odpoczynku :)

jusia - 2009-10-27, 21:09

No właśnie mam nadzieję, że to coś związane z cięciem. W lipcu miał tata robione usg i było ok.
Ciągle coś :-(
A odpoczynku mam dość sporo, bo jako tako zawodowo nie udzielam się. Postanowiliśmy z mężem, że chwilowo nie będę pracować, aby mieć tatka na oku.
Chociaż chciałabym coś choć na pół etaciku, żeby myśli przestawić na inny tor.

madziorek - 2009-10-27, 21:48

Jusia ja zadań i pracy mam po kokardę, ale zapomnieć choćby na chwilę nie potrafię. Pierwszy raz w życiu widzę u siebie syndrom jedynaczki. Jak nigdy wcześniej, teraz potrafię być zaborcza o czas spędzony z Mami, włażę jej wieczorem do łóżka - poprzytulać się. Dwa tygodnie temu pracowałam sobotę i niedzielę i nocowałam poza domem. Jak weszłam w niedzielę wieczorkiem do domu to Mami skomentowała córcia jak dobrze, że jesteś bo mi tak Ciebie brakowało... a przecież sama nie była- był Tata, mój mąż i dzieciaki.... Tak nam się porobiło, że parę godzin i tęsknimy...
madziorek - 2009-10-29, 21:06

Jusia napisz coś pliss bo od góry do dołu madziorek :mrgreen:
jusia - 2009-10-29, 21:25

Madziorek, to super! ;)
Była dziś z tatą u neurologa. Wstępnie wszystko neurologicznie ok.
Te utraty przytomności to raczej nie padaczka .Może to też być od serca, ponieważ jak to się zdarzało to puls był mega przyspieszony i czasem jest tak przy częstoskurczu. Na wszelki wypadek pani doktor zleciła jeszcze eeg - jedziemy w poniedziałek.
Aaaa, te drętwienie ręki to skutek silnego zwyrodnienia kręgosłupa.
Jutro powrót do onkologa na usg i rtg.
Trzymajcie kciuki, bo boję się, że znowu choroba chce być krok przed nami, bo coś zdeptać się nie daje...

madziorek - 2009-10-29, 21:34

Jusia moje kciuki i ciepłe myśli masz w ilości nieograniczonej :lol:
:uhm!: :uhm!: :uhm!: :uhm!: :uhm!: :uhm!: :uhm!: :uhm!: :uhm!:
:tull: :tull: :tull: :tull: :tull: :tull: :tull: :tull: :tull: :tull: :tull: :tull:

banialuka - 2009-10-29, 21:38

jusia, to ja juz zaczynam trzymać
kasiekk - 2009-10-29, 22:06

ja też trzymam bardzo mocno jusia,
agni5 - 2009-10-29, 23:18

Jusiu również trzymam kciuki za Twego Tatę! Czekam na dobre wieści od Ciebie!
gontcha - 2009-10-30, 01:41

Jusia - trzymam mocno 'obiema ręcyma' i czekam na wieści
jusia - 2009-10-30, 11:07

Właśnie wróciliśmy od onkologa.
Oto opis usg (starałam się zapamiętać, mam nadzieję, że dobrze go przytoczę) -

"Masa torbielowa dobrze ograniczona, lita, o wymiarach 34 mm x 22 mm, oskrzelopochodna lub węzeł chłonny."

5. 11. mamy wrócić, bo będzie opis rtg dzisiejszego i jest zlecona biopsja i dowiemy się kiedy i gdzie będzie wykonana (być może w ten sam dzień).
I tu mam pytanie: czy można spodziewać się pierdołki, czy raczej gorszej wersji? :uuu:

kaja115 - 2009-10-30, 14:41

Jusiu - trzymaj sie wersji , że bedzie dobrze!!!
awilem - 2009-10-30, 14:48

Jusiu będzie OK :)
madziorek - 2009-10-30, 17:47

z całego serca życzę Ci żeby to były "pierdołki"
Jusia kochanie musi być ok

agakata - 2009-10-30, 19:12

Jusia, bedzie dobrze, bo inaczej nie moze!!!!
jusia - 2009-10-30, 20:57

A tak w ogóle, to jak wygląda taka biopsja szyi? Jak długo trwa? Jest potrzebne znieczulenie? Robi to się ambulatoryjnie, czy też trzeba na oddziale położyć się?
Może to głupiutkie pytanie, ale nie wiem nic na ten temat, a zapomniałam lekarki spytać.

gontcha - 2009-10-30, 21:29

Jusia,

Miałam kiedyś 'coś' na szyji - onkolog podejrzewał powiększony węzeł chłonny (nie było głeboko pod skórą) i zdecydował żeby to usunąc. Ambulatoryjnie, w znieczuleniu miejscowym - zabieg trwał z 15 minut (nie pamiętam dokładnie). To był nerwiakowłókniak.

Pozdrawiam

jusia - 2009-11-04, 10:43

Wiecie co,tak sobie rozmyślam właśnie.
Tatko,ostatnio mi powiedział, że jeśli okaże się,że tam w tej szyi jest coś, to on nie zgadza się na żadne wycinanie, bo z rurą nie będzie chodził...

Nadal trwa dobry czas.
Nadal nie chce mi się wierzyć, patrząc na tatę, że jest poważnie chory.
Ciągle mam myśli, że my damy radę.
Naciągniemy średnią i to o długi wiek przeżycia. Przecież zdarza się czasem, że komuś powiedzieli wiele lat temu, masz przed sobą pół roku, a on do dziś czuje się dobrze i jest wśród żywych.
To przecież nie może być tak, że nagle będzie gorzej.
Jeśli ten wredny skorupiak rozwijał się w ciszy tyle lat, to może nadal tak będzie. Może jeszcze potrzebuje długiego czasu, nie liczonego w tygodniach ani w miesiącach, aby zdobyć przewagę i nas pogrążyć..
Tak czy owak, musi wiedzieć, że my nie jesteśmy łatwym przeciwnikiem i lekko mu nie będzie.
Jutro wizyta...

kaja115 - 2009-11-04, 12:25

Jusiu :!: I tej wersji się trzymaj :!: :!:
Będzie dobrze ;)

banialuka - 2009-11-04, 14:30

jusia napisał/a:

Tak czy owak,musi wiedzieć,że my nie jesteśmy łatwym przeciwnikiem i lekko mu nie będzie.


Co do tego nie mam wątpliwosci i zyczę żebyscie to Wy jego pogrążyli.

Cytat:
Naciągniemy średnią i to o długi wiek przeżycia.


Trzymam kciuki żeby Wam się udało.

MaFi - 2009-11-04, 20:32

Trzymam kciuki i wierze że będzie dobrze :tull:

Wracajac do tego bólu mojego szwagra to onkolog powiedział że to uszkodzone nerwy po operacji. Mogą boleć całe życie lub niedługo ustąpią .
Pozdrawiam.

madziorek - 2009-11-04, 20:55

Jusia jutro Wy w Poznaniu, my w Warszawie :-D , jedziemy po dobre wieści :)
Musi być dobrze, nigdy do mnie nie przemawiały statystyki .. hm cyferki, które liczą ludzie- omylni i leniwi ;) . Według diagnozy - i jak pokazują statystyki mój syn to martwa ciąża (posiadam nawet taki wypis ze szpitala) :mrgreen: a on chłop jak dąb, przerósł mamusie, ale coś w tym jest - czasami mam ochotę go udusić ;)

jusia - 2009-11-04, 20:56

Super:(, jak zwykle coś!!
Tata dostał wieczorem temperaturę 39. Przyspieszony znowu jest trochę puls. Bolą go plecy i w klatce - pewnie ponowne zapalenie płuc!
Oczywiście do lekarza nie chciał jechać, tylko bierze jakieś tabletki... :|

banialuka - 2009-11-04, 20:59

O kurcze :-( myślę ze powinnas jednak zaciągnąć tate do lekarza, Boże zeby to nie była tylko grypa :| W sumie jutro macie wizyte więc chyba onkolog tez zbada tate :roll: Życze dużo zdrówka tacie i oczywiscie trzymam kciuki za jutro
madziorek - 2009-11-04, 21:01

Jusia za ucho zatargaj Tatę do lekarza!
jusia - 2009-11-04, 21:13

Jutro pojedziemy, ale teraz wieczorem chciałam z nim na dyżur jechać - uparciuch z niego ogromny :<: .
Zrobiłam mu tapczanik, kolacyjkę i sprawdzam czy temperatura spada - nadal nic.
Jak (odpukać) coś się by zaczęło pogarszać, to wzywam pogotowie.
Jestem na straży...

MaFi - 2009-11-04, 21:23

Ty strażniku! Stoisz na straży nie tylko Taty ale i nas tu wszystkich!
madziorek - 2009-11-04, 21:57

Jusia ale jakiś apap podałaś?
jusia - 2009-11-04, 22:02

Tak, zbijamy gorączkę codiparem.
I dodatkowo tata jakieś mocniejsze leki wziął, co mu kiedyś lekarka zapisała.
A tak coś mi popołudniu podpadał ten kaszel - teraz już znam przyczynę.
Tyle tylko, że jeśli nawet lekarze podjęli decyzję, że jutro zrobią biopsję, to pewnie nic z tego :roll:

madziorek - 2009-11-04, 22:22

nie kracz!! a może to chwilowa niedyspozycja? trzymaj się i nie panikuj, będzie dobrze!
jusia - 2009-11-05, 17:51

Madziorek, nie panikuję, musi być dobrze ;) .
Wczoraj w nocy, w dzień, tata cały czas gorączkował 39. Ma okropny kaszel aż go w piersi i w plecach boli i osłabiony jest.
Pojechałam sama do onkologa - czekałam 3,5 godziny.

Oto wynik rtg:
Więcej zagęszczeń we wnęce płuca prawego (może to efekt płytszego oddechu) i więcej odczynu płynowego - zalecana szybsza kontrola rtg za 3 - 4 tyg.
Wstępnie na poniedziałek miała być biopsja, ale z powodu taty zachorowania i z ponownego rtg, termin na te badania wyznaczono na 1. 12.
Lekarka powiedziała, że jeśli okaże się , że w szyi jednak coś jest, to będzie już źle i podadzą chemię.
Później leciałam szybko do lekarki rodzinnej, która przepisała klacid, pyralginę, paracetamol i mucosolvan. Teraz gorączka spadła do 37. Lekarka dzwoniła do nas o 17 i powiedziała, że jeśli chcemy, to na wszelki wypadek wypisze skierowanie do szpitala, gdyby w nocy się znacznie pogorszyło - tata nie chciał.
Jutro o 9 mam wrócić do niej, opowiedzieć jak tata się teraz czuje, żeby zadziałać bardziej na weekend. Jestem troszkę dziś padnięta tą lataniną, ale:
jestem jedynaczką, już bez mamci, więc kto ma się tym moim tatulkiem zająć jak nie ja :)

Aaaa, w poniedziałek byliśmy na eeg i tak jak spodziewałam się wszystko ok, padaczki nie stwierdzono.

MaFi - 2009-11-05, 20:07

Gdzie ty znalazłaś taką lekarkę co sama dzwoni? :shock:
W szpitalu miałby fachową opiekę(przynajmniej tak nam się wydaje lub tak powinno być)może warto byłoby namówić Tatę.
Dobrze że padaczki nie stwierdzili.
Odpocznij zeby zebrać siły na kolejny dzień.

Pozdrawiam

agakata - 2009-11-05, 20:16

Jusia, badzi dzielna i zadbaj o siebie...dobrze, ze macie takiego lekarza...a skierowanie do szpitala wez na wszelki wypadek...trzymam kciuki
banialuka - 2009-11-05, 21:21

jusia, mam nadzieję że skoro temperatura spadła to bedzie juz tylko lepiej. Życzę tacie szybkiego powrotu do zdrowia a i Ty odpocznij bo organizm przemęczony bardziej podatny na infekcje.
kruszynka - 2009-11-05, 21:43

Po prostu gratuluje lekarza.
Mam nadzieję, że będzie dobrze.
Pozdrawiam .

madziorek - 2009-11-05, 23:44

Juśka Ty nie oszczędzaj na lekarzach, bierz te skierowanie bez daty jak coś to przyjmujący wstawi.... kochanie weź pod uwagę, że łatwiej nam leczyć najbliższych w zespole z lekarzami..
wiem że Twój tatko jak moja mami... im dalej tym lepiej ale tak się nie da!!!Jusia pogadaj z Tatą że...... chcesz mu pomóc...
Tulę Cię i Tatkę ..

DumSpiro-Spero - 2009-11-06, 16:00

jusia napisał/a:
Dziś byliśmy z tatą u radioterapeuty odebrać wynik TK.
Oto wynik:
W prawej jamie opłucnej niewielka ilośc płynu.
We wnęce prawego płuca nieostro ograniczona masa guzowata o wym.poprzecznych5,5x3,0 cm obejmująca oskrzele główne prawe i górnopłatowe prawe.Masie towarzyszy zagęszczenie naciekowo-niedodmowe w płacie górnym i środkowym płuca prawego.
W segmencie 6 mały izolowany guzek o śr.1,0cm.
W szczycie zagęszczenia włókniste.
Nadprzeponowo w segmencie 9 pęcherze rozedmowe.
W lewym płucu pasmowate zagęszczenia włókniste w segmencie 3 i 10.
W śródpiersiu na poziomie odgałęzień łuku aorty oraz przytchawiczo po stronie prawej kilka węzłow chłonnych o śr.do 2,0 cm.Lewa wnęka płucna bez zmian.
W wątrobie w segmencie4 podtorebkowo torbiel1,2 cm.

Dla porównania przypominam ostatnie TK-wynik z 1.07.09

W porównaniu z poprzednim badaniem KT z 12.05.2009r.powiększyła się guzowata masa w prawej wnęce płucnej;większy guzowaty naciek w otoczeniu oskrzela głównego prawego,górnopłatowego,pośredniego przechodzący na oskrzele dolnopłatowe PSVI i oskrzela segmentów podstawnych.Na poziomie oskrzela pośredniego masa ma wymiary 50x32(było 44x25mm).W prawym szczycie guzek o wym.11mm,w PSII cień okrągły o wym.12mm, w płacie środkowym o wym. 6mm.
W śródpiersiu ;pod cariną węzeł chłonny o wym.18mm,ku przodowi od cariny o wym.26mm(było 22mm),przytchawiczy prawy dolny o wym.23 mm.
Lewe płuco bez zmian ogniskowych.
W jamach opłucnej nie ma płynu.
Progresja.


jusia, analizując jeszcze dokładnie wynik naświetlań - wg aktualnych zasad oceny stanu zmian po leczeniu onkologicznym aktualny obraz TK pokazał nie stabilizację zmian , a progresję ( --> Nowe kryteria odpowiedzi na leczenie w przypadku guzów litych. Zmodyfikowane zalecenia RECIST (wersja 1.1), dr med. Elżbieta Senkus-Konefka <-- )
Do oceny bierzemy jedynie największe wymiary zmian. Co prawda w największym guzie jest wymagane do stwierdzenia PD (progresji) zwiększenie wymiaru o 5mm, jednak pozostałych guzów ocenić się nie da, bo są przysłonięte zagęszczeniem niedodmowym (widzielibyśmy je jedynie w PET, w KT nie). Natomiast o sprawie przesądza nowa zmiana 1cm w segmencie VI.
Ale powyższe to tak w kwestii 'formalnej'.
Poza wytycznymi natomiast: pojawiła się niedodma, która w zasadzie zawsze jest oznaką progresji (za sprawą tego, że któregoś z oskrzeli -> tu zapewne płatowe: środkowe i górne, stało się niedrożne - pojawienie się zaś niedrożności świadczy o wzroście guza) oraz płyn w opłucnej. Płyn w opłucnej w przebiegu raka płuca traktowany jest jako czynnik szczególnie niekorzystny rokowniczo, o wnioski więc nietrudno :| I na koniec: krwioplucie, które wcześniej przecież ustąpiło.

Niedrożność oskrzeli (nawet jedynie częściowa) + niedodma + płyn w jamie opłucnej bardzo sprzyjają zakażeniom. Do tego dochodzi osłabienie układu immunologicznego sterydoterapią oraz naświetlaniem. W związku z tym istnieje bardzo realne zagrożenie 'przyczepiających się' i wciąż nawracających infekcji - które zawsze będą przebiegały inaczej niż u człowieka zdrowego; nigdy więc nie należy zwlekać z kontrolą lekarską (osłuchanie, ew.doraźnie RTG).
W chwili obecnej może się też pojawić narastająca duszność związana z płynem w opłucnej - również trzeba trzymać 'rękę na pulcie' bowiem tu, gdy będzie z oddychaniem kiepsko, pomóc może jedynie wizyta w szpitalu i drenaż jamy opłucnej (i to przynosi natychmiastową ulgę).

jusia napisał/a:
Pani doktor po obejrzeniu wyniku tk,powiedziała,że miała nadzieję,że przy maksymalnych dawkach ,jakie zlecił radiolog,będzie jakaś porządna poprawa.
Powiedziała,że nie ma większego pogorszenia,bo guz nie powiększył się,ale mogło być lepiej.
Wstępnie można to potraktować jako stabilizację.
Osłuchowo jak zbadała nic nie mówiła,ale widziałam,że wpisała,nie pamiętam dokładnie ,ale chodzi o to ,że jest osłuchowo trochę gorzej.

Osłuchowo na pewno gorzej głównie ze względu na pojawienie się niedodmy (która powoduje -częściowe lub całkowite- upośledzenie funkcji wymiany gazowej w miąższu płucnym -> segmentu, płata lub nawet całego płuca).

jusia napisał/a:
Jak spytałam o dalsze leczenie(a zbytnio z racji obecności taty ,nie mogłam nic wypytywać),to powiedziała,że zobaczymy za tydzień wyniki i jak będą ok,to wizyta kontrolna za około 3 miesiące.Wstępnie ,żadnej chemii nie przewidują teraz.
Tylko czy przy takim zaawansowaniu choroby,3 miesiące to nie będzie zbyt długo :?ale?:

W takim stanie zaawansowania choroby i przy tak agresywnym jej przebiegu brak leczenia onkologicznego równoznaczny jest z podjęciem decyzji o leczeniu (już docelowo) jedynie objawowym.
Powyższe, sytuacyjnie, może być słusznym wyborem.

jusia napisał/a:
Oto opis usg (starałam się zapamiętać,mam nadzieję ,że dobrze go przytoczę)-

"Masa torbielowa,dobrze ograniczona,lita, o wymiarach 34mmx22mm,oskrzelopochodna lub węzeł chłonny."

I nawiązując do sprawy zmiany na szyi. W przypadku, gdy 'coś' pojawia się w bliźnie - zawsze bierze się pod uwagę guz; może on być bowiem nie tyle przerzutem odległym, co powikłaniem po zabiegu (wszczepienie komórek nowotworowych w ranie) , które niestety się zdarza i nie musi być powiązane z błędem popełnionym przez chirurga.
O takiej sytuacji była już mowa na forum w ->> TYM wątku <<- . Dokładnie to mowa tam o dwóch przypadkach, w jednym okazało się, że był to jedynie ropień , w drugim niestety nie.
W Waszym przypadku, moim zdaniem jest to albo guz (jako powikłanie po mediastinoskopii), albo przerzutowy węzeł chłonny (ale raczej to pierwsze). Jeśli jest to zmiana niebolesna (a przynajmniej w dłuższym okresie była), nie powodująca stanów zapalnych, obrzęku, gorączki itp., i mająca niemal 3,5 cm a lita (a więc szybko rosnąca), to podejrzenie guza nowotworowego jest b.duże.

Niestety niewiele to wszystko zmienia i faktycznie nie ma co się spieszyć i porywać na zlikwidowanie(?), leczenie(?) tego jednego tylko ogniska raka, skoro proces jest już praktycznie rozsiany (pod spodem, w śródpiersiu, są przecież pakiety przerzutowych węzłów chłonnych) i to inne zmiany są teraz przyczyną największych zagrożeń dla zdrowia i życia chorego.

Jeśli myśleć o leczeniu - to tylko systemowym (które wpłynie na całość zmian) lub o możliwym miejscowym (chirurgia, brachyterapia) w przypadku, gdyby zaistniała taka konieczność (paliatywnie, ze wskazań życiowych).

jusia napisał/a:
Rozmyślam o tym co lekarze zadecydują i zastanawiałam się właśnie,czy podejmą się leczenia którymś z tych leków.
Jeśli nie,to mam jakoś naciskać?Czy mogą z jakiegoś powodu odrzucić leczenie w taty przypadku?
Martwi mnie to,że tata przedtem źle się czuł-chodzi mi o te utraty przytomności,podczas chemii i naświetlań.


jusia, ↓†“

Cytat:

Leczenie zaawansowanego niedrobnokomórkowego raka płuc. Czy możemy spodziewać się większej skuteczności terapii?

Opublikowane: 2009-07-15 w lekarzonkolog.pl

(...)

Czas wprowadzenia terapii II linii

Obecny standard leczenia zakłada zastosowanie terapii I linii przez określoną liczbę cykli i obserwację pacjenta w kierunku objawów klinicznych i radiologicznych progresji choroby. W przypadku wystąpienia cech progresji włączany jest jeden z leków terapii II linii: docetaksel, pemetrksed, erlotynib oraz, w niektórych krajach, gefitynib. Nie ustalono do tej pory standardów monitorowania postępu choroby, w związku z tym częstość wizyt kontrolnych jak i wykonywania badań radiologicznych jest różna i trudna do porównania. Odsetek pacjentów, którzy otrzymują terapię II linii wynosi według badań III fazy 50-60%. W ostatnich latach opublikowano 2 prace badające czas wprowadzenia terapii II linii. W obydwu z nich badani otrzymywali 4 cykle leczenia opartego na pochodnych platyny. Następnie część z nich miała włączoną terapię II linii od razu, a część z nich standardowo po stwierdzeniu progresji choroby. W badaniach tych stwierdzono statystycznie znamienne wydłużenie czasu do progresji choroby i trend w kierunku dłuższej przeżywalności w ramieniu wprowadzającym wcześniej leczenie II linii. Analiza podgrup badania Ciuleanu i wsp. wykazała, że korzystny efekt przeprowadzenia natychmiastowej terapii II linii ograniczony jest wyłącznie do pacjentów z NDRP innym niż rak płaskonabłonkowy. W grupie tej badani przyjmujący pemetreksed zaraz po zakończeniu terapii I linii nie tylko uzyskali znamienne statystycznie wydłużenie czasu do progresji choroby, ale też żyli dłużej niż chorzy przyjmujący placebo. Wśród pacjentów z rakiem płaskonabłonkowym obydwa podejścia terapeutyczne statystycznie były sobie równe.
Kluczowy dla rozwoju powyższego paradygmatu będzie prawidłowy wybór pacjentów do terapii II linii. Byłoby to możliwe dzięki opracowaniu kombinacji czynników klinicznych i molekularnych, która warunkowałaby odpowiedź na leczenie. Pewne jest jednak, że nie wszyscy pacjenci będą zakwalifikowani wcześniejszego rozpoczęcia terapii II linii. Obecnie przyjmuje się, że na jej otrzymanie największe szanse mają kobiety, pacjenci z dobrym wyjściowym poziomem sprawności i chorzy z obrazem histologicznym raka innym niż rak płaskonabłonkowy. Wśród czynników badanych znalazły się czynniki prognostyczne NDRP takie jak odpowiedź na terapię I linii, stan sprawności, płeć, stan zaawansowania w chwili diagnozy, czas od rozpoczęcia i od zakończenia leczenia I linii. Ważnym czynnikiem jest również postać histologiczna raka. Zaprezentowane powyżej badania wskazują, że zastosowanie pemetreksedu we wczesnej terapii II linii powinno być ograniczone wyłącznie do pacjentów z typem histologicznym NDRP innym niż rak płaskonabłonkowy.

(...)

Czynniki predykcyjne terapii celowanej

Wobec rosnącego znaczenia leków celowanych duże znacznie ma ustalenie czynników, których występowanie mogłyby się wiązać ze zwiększoną skutecznością terapeutyczną. Analizowanymi, potencjalnymi czynnikami predykcyjnymi są tu zarówno czynniki oznaczane metodami molekularnymi : ekspresja białka EGFR, mutacje i liczba kopii genu EGFR i czynniki kliniczne takie jak płeć, pochodzenie etniczne, obraz histologiczny raka, palenie. Poszukuje się również czynników negatywnych, których występowanie sugerowałoby nieskuteczność danej terapii, np. czynniki genetyczne powiązane z większą toksycznością danego leku. Dokładne omówienie tego zagadnienia zostało zaprezentowane w kolejnym artykule.
Powyższe założenia mogą się również sprawdzić w klasycznej chemioterapii. Mutacje KRAS i wysoka ekspresja białka ERCC1 (endonukleazy naprawczej DNA) okazały się być negatywnymi markerami odpowiedzi dla chemioterapii opartej na pochodnych platyny.
Dzięki proponowanym zmianom i nowym kierunkom badań istnieją szanse na realną poprawę rokowania u chorych z niedrobnokomórkowym rakiem płuca. Najbardziej obiecujące wydaje się skrócenie terapii I linii do 4 cykli oraz szybsze wdrożenie u części pacjentów leczenia II linii. Duże nadzieje budzi rozwój badań nad czynnikami predykcyjnymi odpowiedzi na poszczególne leki. Oczekiwania te potwierdzają słowa profesor Frances Shepherd, przewodniczącej National Cancer Institute of Canada Clinical Trials Group Lung Cancer Site: "Czasy, w których leczono wszystkich tak samo, żeby osiągnąć sukces u nielicznych będą niedługo za nami. Stoimy u progu <>, skutecznej dla wszystkich."€

Bibliografia
1. Thomas E. Stinchcombe, Mark A. Socinski "Treatment Paradigms for Advnaced Stage Non-small Cell Lung Cancer in the Era of Multiple Lines of Therapy", J Thorac Oncol. 2009;4: 243-250.
2. Frances A. Shepherd" Tageted therapy in the management of lung cancer: is there more hype than hope?", Targ Oncol. 2008; 3: 131-133.

Autor: Jan Ciszewski
Opublikowane: 2009-07-15



Jeśli wdrażać leczenie - to już.
Pytanie jedynie o to, czy zakwalifikowanie Twojego taty do leczenia da mu więcej korzyści niż strat -

Taxotere - jest jakaś szansa na zatrzymanie progresji lub remisję. Być może tata Twój należy do tych ok. 30% chorych na gruczolakoraka płuca, którzy posiadają onkogen KRAS - to by tłumaczyło brak zadowalającej reakcji na dotychczasowe leczenie - jednak chemiooporność w tej grupie udowodniono jedynie na pochodne platyny.
Więc być może faktycznie można byłoby wypróbować docetaxel.
Pytanie tylko o aktualny stan ogólny taty / morfologię / ew.utratę wagi / i inne. Docetaxel nie jest tak toksyczny jak schematy stosowane w I linii - jednak, owszem, może powodować np. neutropenię (wzrasta ryzyko zakażeń), małopłytkowość (ryzyko krwawienia), brak łaknienia .

lub
Tarcevę, pewnie jednak materiał histpat nie był badany pod kątem ekspresji receptora EGFR ?..

Jedno jest pewne - z decyzją 'co dalej' należałoby się pospieszyć. Bez terapii choroba posuwa się na przód w galopującym tempie (świadczą o tym dotychczasowe wyniki badań obrazowych), co pogarsza stan ogólny ,
a znaczące pogorszenie stanu ogólnego może uniemożliwić jakiekolwiek leczenie onkologiczne.
Nie jest powiedziane, czy rozpoczęcie jakiegokolwiek leczenia systemowego będzie dla Twojego taty korzystne - jednak czas na rozważenie powyższgo jest naprawdę na tę chwilę, a nie na później.
ściskam mocno.

jusia - 2009-11-06, 16:43

Dziekuję DSS, dziękuję Wam wszystkim!!!
Z lekarką rodzinną jest tak, że dlatego dzwoniła, ponieważ nie miała czasu przyjść do nas na wizytę domową... Jedynie ja u niej byłam i przepisała tacie leki. Dziś rano też poleciałam, wzięłam skierowanie do szpitala, tak na wszelki wypadek.
Więc wcale nie jest tak kolorowo jak myśleliście, to nie wymarzony lekarz ;) .

DSS, jak wczoraj z onkologiem rozmawiałam, to stwierdziła, że obraz rtg jest gorszy, ale nie na tyle aby wdrożyć leczenie. Z tego wszystkiego, że denerwowałam się o tatę, że sam chory w domu to nie skorzystałam z pełnej okazji, że byłam sama i nie spytałam co sądzi o leczeniu drugiej linii, taxotere, tarcevie itp. Ale mamy zamiar z mężem wybrać się do innego onkologa na wizytę prywatną. Mieliśmy jechać jutro, ale nic z tego, bo nie zostawię taty samego, a lekarz przyjmuje dość daleko.

Mam jeszcze jedno pytanie do Ciebie DSS.
Rozumiem, że jeśli chodzi o dalsze leczenie, to już teraz, ale : -
DumSpiro-Spero napisał/a:
Pytanie jedynie o to, czy zakwalifikowanie Twojego taty do leczenia da mu więcej korzyści niż strat

DumSpiro-Spero napisał/a:
W takim stanie zaawansowania choroby i przy tak agresywnym jej przebiegu brak leczenia onkologicznego równoznaczny jest z podjęciem decyzji o leczeniu (już docelowo) jedynie objawowym.
Powyższe, sytuacyjnie, może być słusznym wyborem.

Wiem, że każdy przykład jest inny, że każdy pacjent inaczej znosi i przechodzi chorobę i leczenie ale:-
Czy sądzisz, tak szczerze, że powinnam ostro naciskać na następne szybkie leczenie?
Czy da nam to sporo czasu w dobrej formie?
Czy już niestety lepiej czekać na naturalny bieg zdarzeń :-( ?
Rozumiem, że o latach z tatą nie mam co marzyć, mam zacząć myśleć o miesiącach, bo chyba nie tygodniach??? I nie jest pewnie tak jak myślałam, chciałam, że jeśli choroba potrzebowała tyle lat na rozwijanie się, to może da nam jeszcze ich trochę??
Wydaje mi się, że raczej onkolog nie przewiduje już żadnego leczenia, jedynie tak jak już pisałam, jak już to będzie chemia jeśli znajdą coś w szyi..

DumSpiro-Spero napisał/a:
pewnie jednak materiał histpat nie był badany pod kątem ekspresji receptora EGFR ?..

Nic mi na ten temat nie wiadomo.

madziorek - 2009-11-06, 19:23

Jusia ciśnij tych lekarzy, bo z tego co DSS pisze wynika, że czas nagli, rozważ wszystkie za i przeciw. Szkoda, że masz tak daleko do Wa-wy, jest tu cudowny lekarz, który nie dość że jest świetnym specjalistą to jeszcze nie patrzy na zegarek na spotkaniach z rodziną, i zawsze znajduje na to czas.....
A jak dziś czuje się Tatko?

jusia - 2009-11-06, 19:54

Tata dziś, mam nadzieję , że troszkę lepiej tj gorączka chociaż nie rośnie tak. Ale wymęczony, bez apetytu. Spać nie może. Mdli go (teraz znowu), ale to może od tabletek.
Nasz onkolog też z nami rozmawia wystarczająco, ale mam pewien niedosyt informacji z jej strony.
Wiesz Madziorek, chodzi mi o to, czy jest sens mocnych nacisków.
Nie chcę też myśleć, że zbyt mało zrobiłam.
Dlatego chcemy skonsultować się z innym lekarzem.
Jak mój teść rozmawiał na początku naszej walki z tym onkologiem o moim tacie, no to on wątpliwości nie miał co do tego jak ta bitwa się zakończy :-( ...- a to też baardzo doświadczony i dobry doktor.

madziorek - 2009-11-06, 19:58

Jusia to że robisz wszystko żeby Tacie pomóc nie podlega dyskusji... Miłość do Taty widać w każdym Twoim poście, wierze, że podejmiesz najlepszą z możliwych decyzji dla Twojego Taty.
Pozdrawiam Cię i jestem z Tobą.M

kruszynka - 2009-11-06, 20:37

Czasem najtrudniej jest pogodzić się z tym co musi być i naszą bezsilnością .
MaFi - 2009-11-06, 21:00

Zrobiłaś wszystko co mogłaś. Nie masz sobie nic do zarzucenia. Jesteś wspaniałą córką!
Mam trzy córki-mam nadzieje że któraś będzie taka jak ty :)

banialuka - 2009-11-06, 22:09

jusia, trzymaj sie kochanie, jesteśmy z Tobą :tull: I nawet nie mysl że nie zrobiłaś wszystkiego ! Zrobiłas wszystko co było mozliwe, pewnych rzeczy niestety nie da sie przeskoczyć choć byśmy tego bardzo chcieli :| Taką troskliwą, opiekuńczą i pełną poswiecenia córkę jak Ty każdy by pragnął mieć :tull:
gontcha - 2009-11-06, 22:20

jusia napisał/a:
chodzi mi o to,czy jest sens mocnych nacisków.
Nie chcę tez myśleć,że zbyt mało zrobiłam.
Dlatego chcemy skonsultować się z innym lekarzem.


Jusia - robisz ile potrzeba i nawet nie myśli inaczej!
Pogadaj z lekarzem o ew. wprowadzeniu leczenia typu tarceva, czy taxotere - ale rozważcie na spokojnie wszelkie za i przeciw. Do innego medyka na konsultację można się udać, jeśli czujecie taką potrzebę (tak żeby mieć pewność podjętych decyzji) - ale najpierw przedyskutowałabym sprawę dokładnie z lekarzem prowadzącym.
Trzymaj się, ściskam mocno _itsme_

jusia - 2009-11-07, 15:08

Aż się popłakałam jak przeczytałam Wasze odpowiedzi.DZIĘKUJĘ!
Już nie mam sił, nie wiem jak tatę zmusić do wizyty w szpitalu.
Uparł się, że poczeka do poniedziałku! Może i już nie gorączkuje, ale słyszę jak ciężko oddycha, nic nie je, nawet po herbacie ma mdłości i wymiotować chce - tylko nie ma czym... Nie śpi prawie wcale. Raz leży, raz siedzi, bo sam nie wie jak wygodniej.
Mam nadzieję, że to tylko ta infekcja tak go męczy. Nawet poprzednie zapalenie płuc tak źle nie wyglądało.
Właśnie jadę do lekarza na dyżur, żeby na wizytę domową przyjechał.

kaja115 - 2009-11-07, 16:51

Jusiu dziewczyny mają racje - jestes najlepszą córka jaką Twój tata mógł sobie wymarzyć i robisz wszystko co mozliwe!!!!
wiem, że jest Ci cięzko ale trzymaj się - dasz rade <uscisk>

awilem - 2009-11-07, 20:02

Witak Jusia
Nie obarczaj się wiem jak to ciężko mam dokładnie to samo. Naprawdę jak bratnia dusza. Moja mam strasznie się męczy, ma duszności i jakąkolwiek pomoc kwituje tekstem, że lada moment jej przejdzie a we mnie aż się gotuje. Nic nie poradzisz, walczysz ile sił i nie zarzucaj sobie nic !!!
Pozdrawiam Cię serdecznie

jusia - 2009-11-07, 21:47

Jak pisałam, pojechałam zgłosić wizytę domową, bo już nie mogłam patrzeć jak tata się męczy.
Lekarz przyjechał.
Osłuchowo niby nic złego się nie dzieje.
Tata dostał Dexaven, żeby lepiej mu się oddychało. Nadal ma brać antybiotyk i resztę leków.
Zjadł nawet troszkę budyniu z kisielem i jogurtu naturalnego.
Przypomniało się tacie, że jeszcze na nudności po chemii Atossa została, więc bierze.
Nie wiem co o tym wszystkim myśleć, co to za cholerstwo się uczepiło :?ale?: .

[ Dodano: 2009-11-07, 22:24 ]
Nie wiem czy to ważne, ale zauważyłam, że tata bardzo rzadko oddaje mocz. Dziś był tylko rano w toalecie.
Rozumiem, że mało je, ale staram się żeby chociaż pił..

MaFi - 2009-11-07, 23:49

Kochana nie umiem Ci pomóc.Mogę Cię tylko zapewnić że myślami jestem z Tobą :tull:
DumSpiro-Spero - 2009-11-08, 05:44

jusia napisał/a:
Jak pisałam,pojechałam zgłosić wizytę domową,bo już nie mogłam patrzeć jak tata się męczy.
Lekarz przyjechał.Osłuchowo niby nic złego się nie dzieje.Tata dostał Dexaven,żeby lepiej mu sie oddychało.Nadal ma brać antybiotyk i resztę leków.
Zjadł nawet troszkę budyniu z kisielem i jogurtu naturalnego.
Przypomniało sie tacie,że jeszcze na nudności po chemii Atossa została,więc bierze.
Nie wiem co o tym wszystkim myśleć,co to za cholerswto się uczepiło :?ale?: .

[ Dodano: 2009-11-07, 22:24 ]
Nie wiem czy to wazne ,ale zauważyłam,że tata bardzo rzadko oddaje mocz.Dziś był tylko rano w toalecie.
Rozumiem ,że mało je,ale staram się ,żeby chociaż pił..

Zrób tacie pilnie badanie ogóle moczu (niech nasiusia w pojemniczek a Ty zanieś to do jakiegokolwiek labolatorium, badanie wykonane pryw.kosztuje grosze i wynik powinien być najpóźniej po kilku godzinach) - trzeba zobaczyć czy nie ma białka w moczu.
Obstawiam jednak, że to nie nerki - tylko zbierający się w opłucnej płyn. Niech nie pije dużo.. bo to wszystko zostaje mu w płucach :| Jeśli jest tak jak sądzę, to Dexaven i antybiotyk niewiele pomogą.. Jak przyjdzie taki moment, że nie będzie mógł leżeć - trzeba będzie jechać do szpitala i ściągnąć płyn z jamy opłucnej .

I w pierwszej 'niekryzysowej' chwili trzeba będzie zrobić badania krwi - próby wątrobowe, elektrolity, mocznik, kreatyninę, OB, poziom wapnia we krwi - takie podstawowe, obrazujące wydolność nerek, wątroby i żeby wykluczyć zaburzenia elektrolitowe i hiperkalcemię.
Pisz na bieżąco co u Was, proszę.
ściskam.

jusia - 2009-11-08, 10:44

Dziękuję!

Tata ma miskę w pokoju, na wypadek wymiotów.
Rano jak weszłam, zobaczyłam,że jest tam dość dużo krwi. Tata powiedział, że obudził go kaszel i uczucie, że coś mu się w ustach zbiera, no i poszło parę razy krwioplucie.
Tej krwi na oko było około szklanki, było troszkę skrzepów takich intensywniej czerwonych, śluzowatych.
Nigdy dotąd, tak nie miał - zawsze tylko typowe krwioplucie, nie w takiej ilości!.
Przepraszam, że wszystko tak dokładnie opisuję, ale nie wiem co jest ważne, a co błahostką.
Teraz tata mówi, że trochę lepiej się czuje, nawet właśnie śniadanko je :) .
Jutro rano polecę do laboratorium oddać ten mocz.

JaInka - 2009-11-08, 18:40

Jusia, z tego co mi lekarz mówił wynika, że to może być sto różnych powodów. Np. żylaki przełyku (?) albo w ogóle coś z przewodem pokarmowych. Oczywiście płuca też. Ale dlatego właśnie trzeba szybko zawiadomić lekarza i robić badania (biję się w piersi własne).

Trzymaj się, a właściwie trzymajcie się Jusiu z tatą - wiem, że widok takiej czerwonej miski robi wrażenie.

Przytulam.

jusia - 2009-11-08, 18:48

Dziękuję JaInko!
Muszę tu troszkę sprostować:
teraz z tatą rozmawiałam na temat tego krwioplucia w nocy i on w nocy do tej miski troszkę wody dolał, żeby to nie przyschło, więc tej krwi było mniej niż mi się zdawało (ufff).
Ale tak czy siak, dziś cały dzień odpluwa...
Ps. Sam w nocy nie może wynieść miski, bo dawno temu miał wypadek i nosi protezę nogi, którą oczywiście na noc i jak jest chory ściąga, a wiadomo o kulach nie da rady...

[ Dodano: 2009-11-08, 21:44 ]
Tata właśnie, od paru minut kaszle i odpluwa bardzo mocno.
Jutro rano pojadę z nim do onkologa, czy tata chce czy nie!
Bo już nie wiem co robić.... :uuu:

[ Dodano: 2009-11-08, 22:18 ]
Dlaczego,aż tak mocno teraz krwioplucie dało o sobie znać?
Co może być przyczyną?

MaFi - 2009-11-08, 22:26

Nie mam pojęcia ale ja też smarowałabym rano do lekarza!
DumSpiro-Spero - 2009-11-08, 23:02

Jakie dokładnie leki obecnie przyjmuje? Jak się w tej chwili czuje? Czy poza krwiopluciem coś jeszcze odbierasz jako 'nowe'? Ile tej krwi mogło być łącznie (od kiedy się to nasiliło) ? - to ważne pytanie . Jestem w Twoim wątku i nie znikam.
jusia - 2009-11-08, 23:09

Bierze i ma brać łącznie przez 7dni tj do środy - antybiotyk klacid, paracetamol, pyralginę (jak była mocna gorączka teraz nie). Miał też zapisany mucosolvan w tabletkach, ale od nich bardziej kaszlał i zabrał swoje (zapomniałam nazwy-cofnę się w wątku to wpiszę, coś na t.....) i osłonowo trilac.
Na krwioplucie tata brał najpierw cyclanaminę - od dłuższego czasu, ale jak natężyło się to zamienił na mocniejszy exacyl.
Nie wiem ile tej krwi dziś łącznie mogło być, ale sporo, koło szklanki chyba (bo jak już wspominałam tata ma tam wody troszkę nalanej) - to takie skrzepy bardzo czerwone.
Innych nowych objawów nie zobaczyłam, jedynie właśnie te bardzo nasilone krwioplucie.
Znacznie nasiliło się właśnie dziś w nocy no i teraz wieczorem.
Teraz czuje się w miarę dobrze, dziś nawet jadł wszystkie posiłki, ale widać, że jest zmęczony i chwilami ma tak jakby zmieniony głos chrypką, ale to pewnie przez te napady kaszlu.

[ Dodano: 2009-11-08, 23:29 ]
o ilę sie nie mylę to lek na kaszel to thiocodin.

[ Dodano: 2009-11-08, 23:41 ]
znowu jest kaszel i krwioplucie mocne...

DumSpiro-Spero - 2009-11-08, 23:53

Podstawowe i najczęściej spotykane przyczyny krwioplucia w zaawansowanym r.płuca to:

- uszkodzenie naczyń krwionośnych szybko rosnącego guza
- przetoka oskrzelowa
- zakażenie układu oddechowego
- zatorowość płucna
- trombocytopenia (polekowa lub związana z zespołem paranowotworowym)
- bewacyzumab (-> ta wersja odpada).

Jeśli krwawienie przekracza 150ml na dobę - mówi się już o masywnym krwawieniu, powyżej 600ml o krwotoku płucnym.
Masywne krwawienie wymaga w zasadzie hospitalizacji - wykonuje się bronchoskopię i za pomocą tego zabiegu identyfikuje się miejsce krwawienia, wykonuje np. tamponadę, usuwa skrzepy krwi.
Najistotniejsze (prócz ubytku krwi) jest to, że w drogach oddechowych po takich krwawieniach zalegają skrzepy - co może doprowadzić do wystąpienia niewydolności oddechowej.
Poza tym , biorąc pod uwagę przyjmowanie Exacylu (ile zastrzyków dziennie? 2? 3? I w jakich dawkach?) powinno się w takiej sytuacji wykonać panel badań pod kątem wykluczenia zatorowości płucnej (bo wtedy często Exacyl trzeba odstawić, bo choremu grozi po prostu zator). Chyba, że tata miał niedawno wykonane badania pod kątem choroby zakrzepowej?
W szpitalu są możliwości doraźnego zatrzymania krwawienia farmakologicznie (poprzez podanie dożylnie np. roztworu NaCl i leków hemostatycznych).
I leki przeciwkaszlowe, to podstawa - tata zapewne przyjmuje thiocodin (i b.dobrze),
mucosolvan to lek wykrztuśny (zalecony , by odkrztuszać zalegającą w oskrzelach wydzielinę) - jednak przy takim krwiopluciu na pewno trzeba odstawić.
Klacid kontynuujcie rzecz jasna.

jusia, żeby było jasne - jeśli trwa to cały czas (a nie jest jednorazowym incydentem) to taki stan może stanowić bezpośrednie zagrożenie dla życia (zresztą ok. 3% chorych na raka płuca umiera właśnie z tego powodu).
Przypuszczalnie jako tako będzie można sobie z tym poradzić ustalając przyczynę -
a to można zrobić jedynie w warunkach szpitalnych.
Jutro rano, jeśli stan ten będzie trwał dalej - zdobędziesz skierowanie i trzeba będzie tatę zawieźć. Chyba, że będzie coraz gorzej tej nocy - być może nie będzie można czekać.
Sama ojcu nie udzielisz w tej sytuacji niezbędnej pomocy.

jusia - 2009-11-08, 23:57

Exacyl, jest w tabletkach.
Jeśli jeszcze raz to się powtórzy namówię tatę żeby jechać od razu do szpitala. Jak noc będzie ok to rano pojedziemy.

DumSpiro-Spero - 2009-11-09, 00:00

B.dobrze .
Zapomniałam dodać, że te mdłości, które miał tata mogą być właśnie po Exacylu.

jusia - 2009-11-09, 00:05

Ogromne podziekowania dla Ciebie DSS!!
Jak były mdłości to tata nie brał exacylu.
Mówiłam właśnie tacie, co dowiedziałam się na temat tego krwioplucia - chciałam teraz jechać do szpitala - oczywiście stwierdził, że jak już to jutro!
Więc jutro nie dam mu żadnych szans na wymówki, jeśli będzie nadal tak intensywnie.

[ Dodano: 2009-11-09, 00:07 ]
Tata mówi, że czuje takie jakby furczenia w tym płucu.

MaFi - 2009-11-09, 09:13

Jak minęła noc?Jak wrócisz od lekarza daj znać. Pzdrawiam
banialuka - 2009-11-09, 10:17

jusia, jak tata? Mam nadzieję że lepiej, ze krwioplucie ustało?
jusia - 2009-11-09, 15:09

Cała noc w nerwach, ciągle bardzo ostre krwioplucie. O 3 rano błagałam go żeby jechać -odmówił i stwierdził, że do rana wytrzyma. Później jeszcze parę razy się zdarzyło i rano też przed wyjazdem do szpitala. Przed 8 leciałam do rodzinnej po nowe skierowanie.
Został zatrzymany w szpitalu. Lekarka powiedziała, że nawet w nocy mógł umrzeć przez to, że nie chciał do lekarza.
Na początek dostał dwa zastrzyki i tabletkę pod język - wszystko przeciw krwotokom. Niestety po niecałej godzinie znowu pojawiło się krwioplucie.
Lekarze mieli dyskutować co dalej - wstępnie bronchoskopia lub fiberoskopia, żeby sprawdzić co się stało.
Tata słaby, przejdzie parę kroków i męczy się bardzo, blady, prawie biały, ale ciągle taki normalny po za tymi objawami..
O 17 jadę do taty.
Boże, jak bardzo nie chcę pisać Wam, że przegrywamy...
Nie wiem co robić, boję się, że to początek końca...
Ciągle wierzę, ale... to wszystko tak nagle się pogarsza.
Mam nadzieję,że przetrwamy ten kryzys.

agakata - 2009-11-09, 15:27

Jusienko, jestem z Toba, tak niewiele potrafie napisac...rozumiem Twoj strach przerazajacy, Twoja niemoc i bezsilnosc...Tule Cie mocno do siebie...
gontcha - 2009-11-09, 15:41

Jusia - trzymaj się i przetrwania kryzysu z całego serca życzę
pozdrawiam i ściskam :/pociesza:/

jusia - 2009-11-09, 15:44

Właśnie tatko dzwonił.
Robili mu echo serca i nakłuwali woreczek osierdziowy ponieważ płyn tam znajdował się - ściągnięto około 150 ml (chyba z krwią).
Płyn do badań zabrali.
Lekarz stwierdził, że to też jest przyczyną męczenia się...
Czy może mi ktoś wytłumaczyć co to dokładnie znaczy?
Skąd ten płyn?
Czy nadal może się tam zbierać?
Bo w internecie znajduję tylko suche informacje..
Nadal ma bardzo mocne krwioplucie.

[ Dodano: 2009-11-09, 16:03 ]
Ps. Już naczytałam się na ten temat..
Czy wszystko musi iść aż tak pod górę???

MaFi - 2009-11-09, 16:21

Nie potrafię pomóc-mogą cię zapewnić że myślami jestem z Tobą. Wierzę że to przetrwacie. Nie załamuj się! :/pociesza:/
JaInka - 2009-11-09, 17:56

Jusiu, przytulam mocno
madziorek - 2009-11-09, 19:40

Jusia ja również tulę i modlę się za Was
natka7 - 2009-11-09, 20:30

Jusia nie poddawaj się,trzymaj się mocno.
kaja115 - 2009-11-09, 20:58

jusiu ja także trzymam kciuki, żeby wszystko dobrze się skończyło!!
Bedzie dobrze, bo musi być:!:

jusia - 2009-11-09, 21:22

Dziękuję Wam za ogromne wsparcie.
Byłam u tatinka. Widziałam, że lepiej mu się oddycha - to efekt ściągnięcia tego płynu z woreczka osierdziowego.
Niestety nie zastałam już lekarza prowadzącego, ale rozmawiałam z innym.
Powiedział mi, że tata ma bardzo podwyższony cukier, delikatną anemię, dostaje bardzo silne leki przeciw krwotokom.
Rano maja wziąć do badań krew z krwioplucia.
Przez ten płyn w woreczku, były już objawy tamponady serca, więc kolejna pułapka zastawiona na nas!
Jutro mam nadzieję dowiedzieć się czegoś więcej.
Ps. tata miał książkowe objawy płynu w woreczku osierdziowym - wysoka gorączka, bardzo szybkie męczenie się, silne pocenie się, ból klatki piersiowej przechodzący do łopatki i barku - ale tata myślał, że to jakaś infekcja tak go męczy i stąd te bóle i inne objawy.

MaFi - 2009-11-09, 21:34

Mam nadzieję że to wszystko ucichnie. Trzymaj się!
cleo33 - 2009-11-09, 21:47

Kochana przytulam :tull:
hate_cancer - 2009-11-09, 21:57

Jusiu, trzymam kciuki i modlę się za Was. mocno przytulam.
banialuka - 2009-11-09, 22:19

Jusia trzymam kciuki i wierze że wszystko dobrze sie skończy :tull:
agni5 - 2009-11-09, 22:46

Jusiu przytulam Cię ciepło.Pamiętam w modlitwie.
joanna - 2009-11-09, 22:47

mój mąż na skutek zapalenia osierdzia miał też płyn, dostał silny antybiotyk aby nie doszło do tamponady. W tej chorobie żyje się od kryzysu do kryzysu, i obyście szczęśliwie je pokonywali. A dla Taty dużo siły i jak najwiecej zdrówka. Całusy Asia
DumSpiro-Spero - 2009-11-09, 23:26

Cytat:
(...)
Prawie połowa przypadków tamponady serca wymagających leczenia interwencyjnego jest zwią- zana z zajęciem osierdzia przez proces nowotworowy. Najczęstszą przyczyną zajęcia serca wśród chorób rozrostowych jest rak płuca. Poza tym przyczyną nowotworowego wysięku w osierdziu mogą być rak sutka (22%), białaczki i chłoniaki (15%), mięsak (3,5%) oraz czerniak (2,7%).
Opisywane są 3 drogi nowotworowej inwazji serca i/lub osierdzia – droga naczyń chłonnych, rozsiew krwiopochodny oraz szerzenie się przez ciągłość z otaczających tkanek. Najczęściej komórki nowotworowe docierają do serca w wyniku wstecznej migracji przez naczynia chłonne z węzłów chłonnych wnęk i śródpiersia. Pierwotny rak płuca poprzez wszystkie te drogi może naciekać każdą ze struktur serca. Zwykle dochodzi jednak do zajęcia osierdzia, a objawy z tym związane mogą być pierwszą oznaką zajęcia układu krążenia przez rozpoznany wcześniej proces rozrostowy lub rzadziej, jak w przedstawionym przypadku, pierwszym objawem choroby. Zmiany w osierdziu mają charakter wysięku lub nacieków z pogrubieniem blaszek osierdzia, zrostów bądź nacieków mięśnia sercowego. Zazwyczaj dominuje jedna z tych postaci. W przedstawionym przypadku doszło zarówno do wysięku w osierdziu, jak również do nacieku jego ściany, co potwierdziły badania immunohistochemiczne. Konsekwencją tych zmian może być nawracająca, pomimo perikardiocentez, tamponada serca i/lub nadkomorowe zaburzenia rytmu, tak jak w opisywanym przypadku.
Rozpoznanie zajęcia osierdzia nie zawsze jest proste. Występują duszność i ból w klatce piersiowej o charakterze osierdziowym, często imitujący objawy zawału mięśnia serca. W badaniu przedmiotowym zwraca uwagę objaw Kussmaula, obniżenie wartości ciśnienia tętniczego i obecność tętna paradoksalnego. Nie wszystkie wymienione objawy występują równocześnie, tak jak w omówionym przypadku. W RTG klatki piersiowej obserwowane jest poszerzenie sylwetki serca oraz w połowie przypadków cechy płynu w jamie opłucnej. Badaniem potwierdzającym rozpoznanie jest echokardiografia, a wykonanie perikardiocentezy jest często zabiegiem ratującym życie. Ustalenie przyczyny wysięku osierdziowego bywa trudne. Badanie cytologiczne płynu osierdziowego potwierdza rozpoznanie procesu nowotworowego w ok. 30–67% przypadków. Pomimo stosunkowo wysokiego odsetka wyników pozytywnych, umożliwiających postawienie właściwego rozpoznania, zdarzają się wyniki fałszywie negatywne, dlatego zaleca się kilkakrotne wykonywanie perikardiocentezy. W omówionym przypadku badanie cytologiczne wykonane z 3-krotnie pobranego płynu osierdziowego było ujemne. Część autorów sugeruje kilkakrotne wykonywanie biopsji osierdzia, co ma zwiększyć prawdopodobieństwo rozpoznania. W przedstawionym przypadku badanie histologiczne wycinków osierdzia pozwoliło na rozpoznanie raka niedrobnokomórkowego, co potwierdziło również badanie biopsyjne zmiany w płucu prawym. Jednakże zalecenie dotyczące kilkakrotnej biopsji osierdzia wydaje się być kontrowersyjne, przede wszystkim ze względu na często ciężki stan ogólny chorego i możliwe komplikacje związane z zabiegiem. Nawet jeżeli u chorego z rakiem płuca nie stwierdza się bezpośredniego naciekania osierdzia, czego wynikiem jest prawdziwie negatywne badanie cytologiczne płynu osierdziowego, nie można wykluczyć z całkowitą pewnością procesu nowotworowego jako przyczyny tamponady serca. Związane to może być ze zmianami zapalnymi lub materiałem zatorowym, obecnym zarówno w naczyniach krwionoś-nych, jak i limfatycznych, utrudniającym odpływ zarówno krwi, jak i chłonki.
Niezależnie od przyczyny, tamponada serca u chorych z rozpoznanym procesem nowotworowym jest złym czynnikiem prognostycznym. Rozpoznanie tamponady serca powstałej w wyniku choroby nowotworowej, niezależnie od typu nowotworu jest zawsze bardzo groźnym i zagrażającym życiu powikłaniem. Pomimo podejmowanych prób terapeutycznych – takich jak m.in. wycięcie części osierdzia w celu użycia stałego drenażu, które zostało wykonane w przedstawionym przypadku, perikardiodeza, radioterapia czy podawanie cytostatyków do worka osierdziowego – efekty leczenia nie są zadowalające. Przewidywana długość życia po wystąpieniu epizodu tamponady oceniana jest na tygodnie lub miesiące, w zależności od zaawansowania choroby nowotworowej i stanu ogólnego chorego. Rak płuca należy do najczęściej występujących nowotworów zarówno w populacji mężczyzn, jak i kobiet, z czego rak niedrobnokomórkowy stanowi prawie 3/4 rozpoznań. Jak wiadomo, objawy tego nowotworu nie są swoiste. Konieczna jest więc wnikliwa analiza każdego, nawet nietypowego przypadku nasuwającego podejrzenie raka płuca. Dlatego pomimo faktu, że w dostępnej literaturze opisanych jest tylko kilkadziesiąt przypadków tamponady serca występującej jako pierwszy objaw niedrobnokomórkowego raka płuca, z całą pewnością należy wziąć ten nowotwór pod uwagę w diagnostyce różnicowej przyczyn tamponady serca.

źródło:
Sesja satelitarna - Rak płuca - koniec czy początek możliwości diagnostyczno-terapeutycznych
Tamponada serca jako pierwszy objaw niedrobnokomórkowego raka płuca – opis przypadku
Przew Lek 2008; 1: 20-25,
www.termedia.pl



jusia napisał/a:
Oto wynik rtg:
Więcej zagęszczeń we wnęce płuca prawego (może to efekt płytszego oddechu)i więcej odczynu płynowego-zalecana szybsza kontrola rtg za 3-4 tyg.

Odwrotnie - płytszy oddech jest efektem zagęszczeń. Zagęszczenia to proces nowotworowy i/lub zapalny.
Więcej odczynu płynowego..
I naprawdę jusia, powiedziano Ci (lekarz onkolog), że nie wdroży leczenia chemioterapią II linii bo obraz RTG pokazuje nie wystarczające pogorszenie?...

jusia napisał/a:
Wstępnie na poniedziałek miała być biopsja,ale z powodu taty zachorowania i z ponownego rtg,termin na te badania wyznaczono na 1.12.
Lekarka powiedziała ,że jeśli okaże się ,że w szyi jednak coś jest,to będzie już źle i podadzą chemię.

Pewnie, miejscowy, podskórny przerzut miał decydować o leczeniu II linii, a wyraźna progresja w klatce piersiowej nie -
czegoś tu nie rozumiem :?ale?:
[__]

jusia, jak będą znane jakieś wyniki badań (elektrolity, inne) to spisz sobie proszę..
ściskam mocno.

jusia - 2009-11-10, 08:12

To z tym płynem niestety może być tak jak się spodziewałam :cry:
Tak, dla onkolog nadal nie ma znaczącej progresji!!
Nawet wczoraj do niej poszłam. Powiedziałam jej, że tata jest w szpitalu (piętro niżej) i, że jest silne krwioplucie.
Spytałam o chemię II linii, a lekarka znowu mi odpowiedziała, że musi być wyraźna progresja, a tej teraz nie ma..( !! )
Powiedziała też, że zobaczy się co znajdą teraz w płucu, to wtedy zadecydują.
Nie rozumiem tego - w izbie przyjęć lekarka przyjmująca mi mówi, że tata mógł umrzeć z powodu krwotoku, że trzeba zawsze od razu działać. Lekarz który pobierał płyn z worka mówił, że tata mógł umrzeć, nawet w trakcie badania, a oni nie uważają, że to jest progresja?????

[ Dodano: 2009-11-10, 08:19 ]
Z tatą teraz rozmawiałam i mówił, że krwioplucie w nocy było minimalne w porównaniu z tym co się działo i, że badany cukier dochodził do prawie 300.
Przed południem jadę i mam nadzieję, że dowiem się konkretów - spiszę wszystko.

banialuka - 2009-11-10, 08:52

jusia, trzymaj sie :tull: Życzę Ci duzo siły a tatusiowi dużo zdrówka. Czekam na wieści....oczywiscie dobre.
Richelieu - 2009-11-10, 09:29

banialuka napisał/a:
jusia, trzymaj sie :tull: Życzę Ci duzo siły a tatusiowi dużo zdrówka. Czekam na wieści....oczywiscie dobre.


Ja również. Całym sercem się przyłączam. Pozdrawiam serdecznie.

jusia - 2009-11-10, 20:16

Dziękuję jeszcze raz za wsparcie i dobre myśli, bardzo, bardzo się przydają!
Byłam u tati dziś dwa razy.
Czuje się dobrze, w porównaniu z tym co było to ogromna różnica.
Krwioplucie ciągle minimalne.
Rozmawiałam z prowadzącą lekarką.
Mimo starań nie zdołano ściągnąć całego płynu z woreczka, a było go ponoć bardzo dużo.
Dziś tata miał powtórne usg serca, ale nie zdołano dokładnie przeprowadzić badania, ponieważ był świeżo po obiedzie i niewyraźnie było widać - czy coś w tym stylu. Będzie znowu przeprowadzone.
Ten objaw także spowodowała choroba nowotworowa - czyli lekarka potwierdziła to co DSS mi napisała i jakie w internecie znalazłam informacje.
Mówiła też o tym cukrze, że być może dodatkowo cukrzyca się rozwija, ale mówiąc szczerze to ona jest naszym najmniejszym problemem (wczoraj cukier przekraczał 300, dziś 280 i 230).
Tata ma ostrą dietę.
Spytałam o chemię, ale odpowiedziała, że po poznaniu wszystkich wyników onkolodzy podejmą decyzję.. Ona stwierdziła progresję...
Tak zastanawiam się, czy teraz, jeśli jest podejrzenie z sercem to czy dalsze leczenie chemiczne będzie możliwe - czy to nie będzie zbyt obciążeniowe.
Zapomniałam spytać o wyniki krwi, ale lekarka nic nie wspominała żeby był jakiś poważniejszy problem, więc mam nadzieję, że chociaż tu nie ma niczego złego.

madziorek - 2009-11-10, 21:34

Jusia bardzo, bardzo się cieszę, że Tatko czuje się lepiej.
Kochanie nie poddawaj się i nie trać nadziei, będą jeszcze dobre dni.
Tulę Cię
Buziaki M

MaFi - 2009-11-10, 22:04

Trzymam kciuki i pozdrawiam
banialuka - 2009-11-10, 23:10

jusia, wierzę ze tatuś z dnia na dzień będzie czuł sie lepiej. I mam nadzieję ze jednak serce nie będzie przeszkodą i onkolodzy zdecydują się na podjęcie dalszego leczenia. Trzymam za niego kciuki.
agni5 - 2009-11-10, 23:33

Trzymaj się w tych trudnych chwilach. Trzeba mieć nadzieję,że wyniki Taty pozwolą na podanie chemii. Życzę tego z całego serca.Trzymam kciuki.Pozdrawiam Cię serdecznie.
gontcha - 2009-11-10, 23:40

Jusia - nieustająco trzymam mocno kciuki i ciepło pozdrawiam
agusiek77 - 2009-11-11, 02:05

Witam, moj tato miał wykryte swinstwo 06 11 2008, lekarze dawali mu kilka miesiecy z praktyki i doswiadczenia. Guz płuca z przezutami do mozgu 3 ogniska :-( Dzieki Boku juz minał rok i jest w miare, choc sa chwile ze nie chodzi i nie zdazy siusiu. 3 tygodnie temu był stan krytyczny, wezwałam swojego lekarza( oczywiscie ma skierowanie do hospicjum domowego, ale poki co mam pare groszy to lecze go prywatnie) i powiedziałam lekarzowi ze ma pełnic funkcje psychologa. Tata juz nie chodził i nie jadł :-( Wizyta trwała 40 minut, lekarz wyszedł z pokoju i powiedział : juz koncowka, tyle co mogłam to zrobiłam, wiecej juz nie moge. Płuca lewego juz nie słyszał, i powieka mu opadła. Oczywiscie jak zawsze noc załamania i płaczu. Powiem ze lekarz był o godzinie 18, 30 oczywiscie na moja prosbe okłamał tate ze wszystko sie cofneło, chemia i radio spowodowały postoj choroby, i ze jest bardzo dorze z nim. Płuca ziają czyli facet sie wygrzebie,,,,,,,,,,,l Prosze Panstwa stał sie cud o 5 rano !
Tato zaczął chodzic i jesc. Wszyscy sa w szoku, niektorzy mowią ze to przed smiercią tak jest, ale to nie prawda bo to pierniczone raczysko siedzi w naszych głowach i myslach. My musimy z nim walczyc a nie on z nami. Lekarz mi powiedział ze to najlepsza metoda jaka w zyciu poznał zeby pacjenta w stanie krytycznym oszukac.Pozdrawiam gorąco i zycze kazdemu takich wspaniałach zmian, krotkich ale wspaniałych.

Ps. dodam ze pije czasami sok z owocu NONI

jusia - 2009-11-11, 10:28

Agusiek77, cieszę,się, że udaje Wam się ten czas przeciągać.
Moim zdaniem nie tylko silna wola i chęci chorego spowalniają chorobę.
Wszyscy chcą żyć.
I nawet jak na zewnątrz pokazują coś innego, to w głębi duszy pragną tego najbardziej na świecie. Wiadomo, czasem trzeba ich sposobami zmobilizować.
Mój tata także nie zna całej prawdy - nie wiem ile się domyśla i ile wie, bo być może wzajemnie chronimy się przed informacjami. Jestem pewna, że nawet jakby znał, to nie podda się.
Tak to już jest w tej chorobie, że są wzloty i upadki. To nie zawsze jest tak, że jest dobrze, dobrze, a za chwilę kryzys i śmierć.
I dlatego ciągle walczymy i staczamy mniejsze i większe bitwy.
Było już parę razy bardzo ciężko, ale organizm dawał radę naładować siły i ruszyć dalej.
Mam nadzieję, że tej baterii starczy tacie na baaaardzo długo i Wam i wszystkim walczącym także tego życzę, z całego serca.

[ Dodano: 2009-11-11, 10:47 ]
Tatko właśnie dzwonił. Rano miał gorączkę 38,3.
Krwioplucie nadal mini. Cukier spada 175.
Czuje się dobrze.

kaja115 - 2009-11-11, 14:58

jusiu - mam nadzieje, ze bedzie coraz lepiej z Twoim tatkiem!!!! trzymam kciuki i ściskam <uscisk>
jusia - 2009-11-11, 16:46

Byłam u taty.
Znowu jestem mniej optymistyczna.
Dostaje jakiś antybiotyk dożylnie, no i ciągle leki przeciw krwotokom.
Poszedł zmierzyć ciśnienie (110/60) - jakieś z 20 metrów przeszedł i wrócił bardzo zmęczony.
Wydaje mi się, że wczoraj było lepiej.
Mowi, że nadal trochę boli bark, łopatka i ciągnie się w dół pleców i przez to nie wygodnie mu jest leżeć na lewej stronie.
Boję się, że płyn w osierdziu nadal się zbiera.
Nie wiem co robić, jak pomóc tacie, jak wyciągnąć go ze szponów choroby??

MaFi - 2009-11-11, 16:52

Tego chyba nikt nie wie ale bądż dobrej myśli. Nie załamuj się!
jusia - 2009-11-11, 17:43

Nie załamuję się ,ale mam bardzo złe przeczucia.
Właśnie pomyślałam, że jeśli mamy w niedługim czasie przegrać (niestety wszystko na to wskazuje i ciężko mi o tym myśleć), to nie chcę, żeby mój tata odszedł w szpitalu, wśród obcych, żeby mnie przy nim nie było.
Miał takie smutne oczy jak żegnał się z moją córeczką..
Jak bardzo mi ciężko.
Coraz intensywniej przypomina mi się przytłaczający ból po stracie mamy.
Mówili mi - jak ktoś choruje, masz czas pogodzić się z myślą o wcześniejszym odejściu tej osoby...
Ale powiem Wam - to nie możliwe! Jak mam pogodzić się z tym, że choroba zaciska coraz mocniej swoje szpony. Ciągle nowe, trudniejsze przeszkody mamy na swojej drodze.
Nie jestem gotowa i nigdy nie będę!!!

natka7 - 2009-11-11, 18:03

Wiesz prześledziłam jeszcze raz twoje zapiski i wiesz mój tato też leczył się na zapalenie oskrzeli u lekarza rodzinnego.Dopiero zmusiliśmy go do wizyty u innego lekarza i wszystko potoczyło się błyskawicznie,szpital,operacja znów operacja a teraz chemioterapia.
Czytając twoj post zaraz myślę o moim tacie i o wielu którzy zmagają się z tą chorobą.
Wiesz czego najbardziej nie mogę znieść cierpienia.Dlaczego oni tak wszyscy cierpią?
Jak widzę gdy tato na mnie patrzy i jakby prosił żebym powiedziała,że wszystko będzie dobrze,że to tylko chwilowe.Jusia tzymaj się,pozdrawiam .

agni5 - 2009-11-11, 19:07

Jusiu obojętnie ile mamy lat jak rodzice odchodzą to zawsze jest za wcześnie....
Wiem,że to bardzo trudne,ale staraj się nie myśleć póki co w kategoriach przegranej walki.Ciesz się każdą chwilą spędzoną z Tatą! Ufam,że wyjdzie dla Ciebie słoneczko i stan Taty się poprawi!!!! Ściskam Cie mocno! Towarzyszą Ci moje życzliwe myśli!

kruszynka - 2009-11-11, 19:48

Mój Tata już odszedł miesiąc temu a ja wciąż płaczę i ciągle myślę , czego nie zrobiłam.
Jedyna pociecha to to że wrócił do domu ze szpitala .
Ale choć wiemy na co chorują nasi bliscy to śmierć jest zaskoczeniem, że to już !
Ja cały czas wierzyłam ,że mamy jeszcze czas .

Jusia ! Mam nadzieję , że Twojemu Tacie się jednak poprawi i jeszcze pobędzie z Wami.

Życzę Wam tego z całego serca !!!

cleo33 - 2009-11-11, 20:53

jusiu :) doskonale wiem jak sie czujesz nigdy :!: nie mozna byc przygotowanym na to co nieuniknione chociaz wszyscy nas przygotowywuja i niby same zdajemy sobie sprawe z powagi ...
Nikt tego nie zrozumie kto nie przeszedł tej drogi
Bardzo mocno sciskam ,trzymaj sie.
Asia

banialuka - 2009-11-11, 21:24

Jusia ja nie bede powielac odpowiedzi, powiem tylko ze sie zgadzam z poprzedniczkami. Trzymam mocno kciuki i wierze w to ze Twoje przeczucia sie jednak nie sprawdzą i wszystko jeszcze będzie dobrze. Dużo , dużo siły ci zyczę :tull: i oczywiście zdrówka tacie
jusia - 2009-11-12, 17:36

Dziś tata znowu gorzej się czuje. Cały czas gorączkuje.
Jutro będzie mieć ponownie płyn z worka osierdziowego ściągany, bo nachodzi.
Niestety nie rozmawiałam dziś z lekarką.
Tata prawie nie sypia, boli go mocno bark - skutek płynu, ciśnienie ma niskie około 100,110/60, cukier spada i normuje się.
Nie mam pojęcia co mam robić.......

agni5 - 2009-11-12, 18:23

Jusiu przykro mi,że stan taty nie poprawia się. Mam wrażenie,ze jedyne co możesz to po prostu być przy tacie i mieć nadzieję,że w szpitalu lekarze robią wszystko co w ich mocy!!! Ściskam Cię mocno!
kruszynka - 2009-11-12, 20:07

Tata jest napewno pod dobrą opieką i lekarze zrobią co w ich mocy.

Bądź dobrej myśli i bądź jak najwięcej z Nim .

madziorek - 2009-11-12, 20:14

Jusia kochanie musisz być bardzo bardzo silna... Niestety nikt z nas nie wie co przyniesie jutro, jest mi ogromie przykro, że Twój Tatuś cierpi a Ty wraz z nim. Cały czas wierzę że będzie lepiej, trzymam kciuki i się modlę. Jusia bądź przy Tacie... tule Cię kochanie.... i jestem z Tobą
MaFi - 2009-11-12, 21:13

Bądż dobrej myśli. Leki zaczną działać i pewnie będzie poprawa. Jesteśmy z Tobą. :tull:
gontcha - 2009-11-12, 21:44

Jusia - trzymaj się dzielnie :/pociesza:/ z całego serca życzę poprawy stanu Taty.
banialuka - 2009-11-12, 21:51

Jusia dużo, dużo, duzo siły Ci życzę, nie zalamuj sie bo wierzę w to że leki zadziałają i tata poczuje sie lepiej. Nieustannie trzymam kciuki i życzę tacie szybkiego powrotu do zdrowia.
DumSpiro-Spero - 2009-11-13, 06:21

jusia napisał/a:
Dziś tata znowu gorzej się czuje.Cały czas gorączkuje.
Jutro będzie mieć ponownie płyn z worka osierdziowego ściągany,bo nachodzi.
Niestety nie rozmawiałam dziś z lekarką.
Tata prawie nie sypia,boli go mocno bark-skutek płynu,ciśnienie ma niskie około100,110/60,cukier spada i normuje się.
Nie mam pojęcia co mam robić.......

jusia,
gdybym była na Twoim miejscu.. zorganizowałabym opiekę dla dzieciaków i była z ojcem. Po prostu przy nim - jak najwięcej, czy w szpitalu, czy w domu.
Być może jest teraz moment na to by przestać biec, a pobyć blisko , może porozmawiać o sprawach, które dotąd stanowiły sztuczne 'tabu' a powinny być poruszone?..
I chciałam Ci powiedzieć, że jestem przekonana, że Twój tata wie, że umiera. I że rozmyślał o tym nie jeden raz. Być może był w tych przemyśleniach i konfrontacji z nimi samotny... Może chciałby usłyszeć, że 'gdyby' - to poradzisz sobie dzielnie w życiu i nie skrzywdzi Ciebie tym, że odejdzie..
Na pewno starał się chronić Cię poprzez nie poruszanie tego tematu -
jednak może mu teraz z tym samemu ciężko?..

Wiem, że trudno się zatrzymać i przestać toczyć heroiczną walkę :-( Jednak 'wróg' jest zbyt silny, a na pewno ponad Twoje siły - pozwól lekarzom robić swoje, niech oni się tym zajmą - a Ty.. poświęć swoją uwagę.. Tacie.

Ściskam Cię BARDZO mocno.

kaja115 - 2009-11-13, 07:37

jusiu - jestem z Tobą :!: Trzymam kciuki bardzo mocno :!:
awilem - 2009-11-13, 07:43

Trzymaj się, mocno i może za radą DSS skup się teraz na Tacie. Życzę Wam jeszcze wiele wygranych walk z choróbskiem choć pewnie zdajesz sobie sprawę, że o wygraną nie będzie łatwo.
Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę wszystkiego dobrego

jusia - 2009-11-13, 08:24

DSS, czytasz mi w myślach...
Właśnie wczoraj podjęłam decyzję, że porozmawiam z tatą tak od serducha, czuję, że to już czas, żeby różne rzeczy sobie powiedzieć. Chociaż w szpitalu nie ma intymności, ale nie chcę z tym zwlekać.
Nie chcę wyuczać się na pamięć suchych tekstów, w stylu - będzie dobrze itp.
Tata jest osobą która nie uzewnętrznia się, więc z pewnością mu trudno..

Jeśli chodzi o bycie z tatą, to jestem dużo przy nim.
Małą podrzucam chrzestnemu, a synek sam już sobie znakomicie radzi.
Gdy mnie przy nim nie ma, to dzwonię, lub tata dzwoni i mimo, że się wtedy nie widzimy, przynosi mi to ulgę, że słyszę Jego głos.

Boże, jak bardzo to boli....

onszula - 2009-11-13, 08:32

W takiej chwili nie wiem co mam ci napisać, ale jestem z tobą jak inni i trzymam kciuki, że stan taty się poprawi.....
Mojego męża nie chciał szpital przyjąć po prostu się udusił własnym językiem, ty masz to szczęście, że ma fachowa opiekę medyczną której mój mąż nie miał kiedy była potrzebna i jestem bardzo wściekła.
Pozdrawiam i ściskam cię mocno :tull:

Wrotkaa - 2009-11-13, 08:57

Jusiu jestem myślami i sercem z Wami, życzę Wam dużo siły w tych trudnych dniach.
agakata - 2009-11-13, 09:54

Jusia, jestem z Toba myslami, sercem...badz z Tata, badzcie razem, blisko...
Mam nadzieje, ze czas okaze sie laskawy i to jeszcze nie teraz...

madziorek - 2009-11-13, 12:05

Jusia słowa, trzymanie za rękę, spojrzenie pełne miłości jest w stanie dać Tacie większe ukojenie niż farmaceutyki, ponieważ daje możliwość pogodzenia się ze sobą, godnego odejścia.
I choć nadzieja jest do końca, choć zawsze umiera ostatnia, świadomość czasu i stanu Twojego Tatki daj Ci szanse na mądre i czułe pożegnanie.Jest Wam to dane..
Kochanie jestem pełna podziwu dla Twojego jasnego myślenia, i wiem jak Ci musi być teraz trudno, ale wierze w Twoją siłę i jestem cała z Tobą.
Pozdrawiam Cię, cały czas będąc w nadziei na łatwiejsze jutro

joanna - 2009-11-13, 12:41

Witaj Jusia,

współczuję bardzo, że to ch...się zaczęło. Ja i moje rodzeństwo przez ostatnie dwa tygodnie byliśmy z Tatą praktycznie non stop. Zdarzało się nawet tak, że we cztery "spałyśmy" z nim w jednym pokoju. I z perspektywy czasu dziękuję Bogu za ten czas. Tyle miłości i ciepła, co dostałam od Taty..... Ważne są rozmowy, mój Tata był do końca był świadomy i przekazał nam zadania do realizacji. Jusiu, wiem to teudne chwile, ale cieszcie się sobą i oby to trwało jak najdłużej.

pozdrawiam
Asia

Richelieu - 2009-11-13, 14:37

jusia napisał/a:
[...]
Boże,jak bardzo to boli....

:tull: Wiem, jak bardzo. Jestem z Wami myślą i modlitwą.

jusia - 2009-11-13, 16:00

Dziękuję......
Byłam u taty. Przyjechałam zrobić obiadek, troszkę pobyć z dziećmi i znowu zaraz do szpitala lecę.
Dziś troszkę lepiej tata się czuł, nie gorączkował, przespał się w nocy z 2-3 godzinki.
Chirurg podjął dziś decyzję, że nie ma sensu znowu nakłuwać taty, aby ściągnąć płyn, ponieważ poprzednim razem z przyczyn technicznych nie było to możliwe do końca. We wtorek zabierają tatkę na blok operacyjny - muszą interweniować ponieważ płynu jest dużo, około 40 milimetrów.
Ucieszyłam się, że tata lepiej rozmawiał i samopoczucie ma inne.
Chociaż wiem, że to w każdej chwili może się zmienić, cieszę się, że nie cierpi, że mamy jeszcze troszkę normalności.
Lekarka powiedziała, że będą rozmowy z onkologami, co oni powiedzą na temat leczenia. Bo mimo, że to jest leczenie paliatywne, czasem jeszcze coś wdrażają, jeśli ogólny stan chorego na to pozwala.

agakata - 2009-11-13, 16:06

Jusia, trzymam kciuki....
cleo33 - 2009-11-13, 20:50

jusiu kochana ,trzymaj sie jestem z toba myslami.
MaFi - 2009-11-13, 21:27

Kochana cały czas o Tobię myślę....wiem jak Ci ciężko....cały czas mam nadzieję że lekarze cos poradzą na to.Śpij dobrze...musisz mieć siłę na kolejny ciężki dzień.

Jestem z Tobą :/pociesza:/

madziorek - 2009-11-13, 22:25

Jusiu trzymam kciuki, może onkolog zaproponuje jakieś sensowne leczenie, które przyniesie chodź trochę ulgi Tatce, przytulam Cię w tych ciężkich chwilach
banialuka - 2009-11-13, 23:53

Jusia trzymam kciuki zeby onkolog podjał jakies leczenie i żeby tacie sie porawiło. Jestem z Tobą, życzę duzo siły :tull:
jusia - 2009-11-14, 16:07

Zaraz ponownie lecę do taty.
Dziś spuchła mu noga tak, że nie widać kostki (drugiej nie ma). Troszkę też wydaje mi się, że twarz spuchła.
Ale ogólnie czuje się dobrze. Dość dużo się przespał, więc widać, że to mu było bardzo potrzebne.

agni5 - 2009-11-14, 23:06

Jusiu jak stan taty? Czy zeszła mu choć trochę opuchlizna?
Myślę o Was, trzymaj się!

DumSpiro-Spero - 2009-11-15, 06:47

jusia napisał/a:
Dziś spuchła mu noga tak,że nie widać kostki(drugiej nie ma).Troszkę też wydaje mi się ,że twarz spuchła.

jusia, trzeba wziąć pod uwagę ZżGG (ze względu na umiejscowienie zmian) - dopilnuj żeby zrobili tacie odpowiednie badanie radiologiczne by to wykluczyć (chyba ze wcześniej uda się ustalić ze przyczyna obrzęków jest inna).

zosia bluszcz - 2009-11-15, 08:41

Zespol Zyly Glownej - SVCS -ilustracja

http://cancergrace.org/lu...syndrome-intro/

W tekscie mowi sie, ze przy podejrzeniu zespolu zyly glownej nalezy PILNIE zrobic pacjentowi TK z kontrastem ew. USG lub MRI u tych pacjentow, ktorym kontrastu podac nie mozna.
Jusia, musisz dzialac!
Sciskam,
zosia

kaja115 - 2009-11-15, 12:46

jusiu co u Was?? jak tata??
Myśle o Was i trzymam kciuki :!: :!:

jusia - 2009-11-15, 13:18

Do taty jadę około 15. Też zastanawiałam się, czy to nie ZŻGG.
Ta opuchlizna twarzowo - szyjna może też być objawem tego płynu w worku osierdziowym.
Cytat:
"...Na klasyczne objawy tamponady serca składają się: spadek ciśnienia tętniczego krwi, ciche tony serca i przepełnienie żył szyjnych (triada Becka). W badaniu przedmiotowym stwierdza się zimną, bladą skórę, tachykardię, tętno paradoksalne (spadek ciśnienia skurczowego podczas wdechu o ponad 10-15 mm Hg), poszerzenie żył szyjnych, bolesne powiększenie wątroby..."

Teraz z nim rozmawiałam. Dostał wieczorem jakieś dodatkowe leki i dziś już jest trochę lepiej z tą opuchlizną. Coś tata mówił, że to leki odwadniające i chyba moczopędne.
Tata czuje się dobrze, męczy się dość szybko, ale ma dobry humor i apetyt.
Dużo rozmawiamy i żartujemy :) .

MaFi - 2009-11-15, 14:06

To dobre wieści!Pozdrawiam , trzymam kciuki i czekam na wieczorne wiadomości ze szpitala!
jusia - 2009-11-15, 19:36

Byłam u taty i troszkę jestem zdziwiona jego zachowaniem..
Tata należy ogólnie do osób małomównych, troszkę mrukowatych ;) , skrywających swe uczucia, a wczoraj i zwłaszcza dziś gada jak najęty.
Nie wiem, może to jest spowodowane pobytem w szpitalu, tęsknotą itp, ale jak na niego, to jest bardzo dziwne.
To ja jestem gadułą, a dziś czasami nie mogłam wepchnąć swego zdania :<: .
Noga nadal spuchnięta, może troszkę mniej - jak tata uciska ją palcem, to tak się dzieje jak z surowym ciastem drożdżowym, na chwilę zostaje wgłębienie po ucisku.
W nocy znowu nie mógł zbytnio spać.
Nie zastałam lekarza, więc nie rozmawiałam na temat opuchlizny.
Jutro rano znowu jadę w odwiedziny....

natka7 - 2009-11-15, 19:59

Oj,Jusiu nawet nie wiesz jak się ciesze że twój tato jest w lepszej formie.
Pozdrowienia,trzymam kciuki.

madziorek - 2009-11-15, 20:01

Jusia ciesz się, że Tatko taki gadatliwy, na pewno wytęskniony za Wami i domkiem, bo jak wiadomo w domu najlepiej :)
Nieustające kciuki dla Was

kruszynka - 2009-11-15, 20:02

Może tata dostaje leki , które są przyczyną tej rozmowności.
Mój też tak miał . I w szpitalu i w domu . Ale nie wszystko miało sens co mówił, bardzo dużo mu się myliło. I był to chyba efekt morfiny.

Pozdrawiam Was i życzę poprawy zdrowia !!!!

jusia - 2009-11-15, 21:42

Tak właśnie myślę, czy takie dziwne zachowanie, zupełnie inne niż zwykle, może być objawem przerzutu do mózgu? Czy też to może być zupełnie inna przyczyna? - jakieś leki itp?
DumSpiro-Spero - 2009-11-15, 22:48

jusia, jednym z często spotykanych objawów przerzutów do mózgu jest zmiana osobowości (czyli tzw.'inne zachowanie niż zwykle'). Szczerze mówiąc też było to pierwsze, co przyszło mi do głowy czytając Twoją relację (bo często występuje również nadpobudliwość, bezsenność).
Jednak to tylko ewentualność - równie prawdopodobne jest to, że to faktyczni reakcja na jakieś leki. Może napisałabyś coś więcej - na temat leków jakie tam otrzymuje? Bo wspomniałaś chyba tylko o tiazydach (moczopędne, w zasadzie standard w obrzękach /działają p/obrzękowo/ - obniżają ciśnienie i wypłukują potas, jeśli tata lubi sok pomidorowy to kup mu kartonik ;-))
Obrzęk ciastowaty często występuje w chorobie nowotworowej na skutek zajęcia układu limfatycznego (niedrożność naczyń limfatycznych/pakiety zmienionych węzłów, którymi limfa nie ma się jak przedostać i po prostu zaczyna się gromadzić w danej partii ciała). Myślałam o ZŻGG ze względu na fakt, że obrzęk nie jest stricte miejscowy - bo zmiana nastąpiła w okolicach kończyny dolnej, ale i twarzy i szyi.Taka sytuacja 'pasuje' do uciśniętej przez guz w prawym płucu lub pakiety węzłowe w śródpiersiu żyły głównej górnej.
Jeśli to ZŻGG to powinno się zaobserwować jakąś zmianę w wyglądzie żył w okolicach szyi, ramion - powinny być (pod skórą) bardziej widoczne , jakby 'nabrzmiałe'. Mogą również sinieć kończyny (lub jedna), górne lub dolne, twarz i szyja również (ale to nie reguła - spotykane u co 2 chorego z zesp.żgg. Może też nasilić się kaszel, ale przede wszystkim duszność.
Jednak naprawdę - 'na dwoje babka ..' - być może tata otrzymuje po prostu duże dawki sterydów i to jest przyczyną obrzęku. Nerki - nie sądzę, skoro otrzymuje tiazydy.
Możesz zapytać wprost na osobności dr prowadzącą - jakie leki tata otrzymuje i co podejrzewają; czy biorą pod uwagę meta do OUN lub ZŻGG (powinni wiedzieć - być może wzywali kogoś na konsultację neurologiczną - jeśli nie, to może zapytaj o taką możliwość i powiedz o zmianie w zachowaniu taty).
I na końcu uogólniony obrzęk może być skutkiem narastającej niewydolności układu krążenia (przez sytuację serduszka) - ale to też nie byłaby najlepsza opcja
[__]
I jeszcze raz pytanie o leki - czy dostał może p/bólowo-p/kaszlowo-p/wymiotnie jakieś opioidy - bo to mogłoby tłumaczyć zmianę zachowania (choć większość po opioidach raczej jest senna, ale odwrotne reakcje też , i wcale nierzadko, się zdarzają).
ściskam!!! _itsme_ _littleflower_

MaFi - 2009-11-16, 11:36

Czekamy na nowe wieści. Oby przyczyna były leki.Trzymam kciuki i pozdrawiam
agakata - 2009-11-16, 11:37

Jusienko, jestem z Toba!!!
gontcha - 2009-11-16, 16:54

Jusia - jak Tato się czuje dzisiaj?
madziorek - 2009-11-16, 19:36

Jusieńko napisz jak Tatko?? rozmawiałaś z lekarzami?
jusia - 2009-11-16, 20:27

Doktor powiedział, że ta opuchlizna, to zbyt dużo wody w organizmie - ma tata zwiększoną dawkę lekarstw na to (oczywiście nazwy zapomniałam,coś na D...).
Lekarz pytał tatę, czy więcej razy oddaje mocz, ale tata stwierdził, że nadal tak samo.
Jeśli chodzi o zachowanie, to nie licząc trochę nerwowości (-co w przypadku taty to normalne :) ), to nie zauważyłam nic niepokojącego, ale ciągle jest pod moją baczną obserwacją.
Dostaje też ciągle leki przeciw krwotoczne, nasenne (co nie pomagają), na cukrzycę, antybiotyk i osłonowe.
Tata stwierdził, że jak od soboty zlecili mu inhalacje, to czuje się po nich gorzej, bo wczoraj po jednym dniu wdychania tego świństwa (delikatnie opisując taty słowa ;) )pojawiło się krwioplucie, więc tata zadecydował, że nie będzie tego używał, że mogą sobie to wsadzić w ...!-- jak dziecko, uparciuch!
Jutro zabieg....
Pozdrawiam Wszystkich!

gontcha - 2009-11-16, 21:09

jusia napisał/a:
wczoraj po jednym dniu wdychania tego świnstwa(delikatnie opisując taty słowa )pojawiło się krwioplucie,więc tata zadecydował,że nie będzie tego używał,że mogą sobie to wsadzić w ...!--jak dziecko,uparciuch!


To niech nie wdycha, jak się gorzej po tym czuje ;)

jusia napisał/a:
Jutro zabieg....


MOCNO TRZYMAM KCIUKI JUTRO !!

ściskam i pozdrawiam

MaFi - 2009-11-16, 23:05

jusia napisał/a:
Jutro zabieg..

chyba coś przegapiłam- o jaki zabieg chodzi?

Nawet jak mi nie odpiszesz jaki to zabieg to i tak będę trzymać kciuki!

gontcha - 2009-11-16, 23:16

Jusia napisała
Cytat:
Chirurg podjął dziś decyzję,że nie ma sensu znowu nakłuwać taty,aby ściągnąć płyn,ponieważ poprzednim razem z przyczyn technicznych nie było to możliwe do końca.We wtorek zabierają tatkę na blok operacyjny-muszą interweniować ponieważ płynu jest dużo,około40 milimetrów.

jusia - 2009-11-17, 12:36

Ja tylko na sekundkę..
Byłam od rana u taty, przed chwilką wróciłam i za chwilkę znowu jadę.
Rozmawiałam z dr.
Powiedziała, że stan taty jest poważny, że może się zdarzyć, że podczas operacji zatrzyma się krążenie i, że nie będzie można już nic zrobić. Ten zabieg jest paliatywny, ale bardzo niebezpieczny dla taty, jednak muszą zaryzykować, bo bez zabiegu to już w ogóle przyspieszenie..
Mówiłam jej, o dziwnym zachowaniu taty i, że jak przysypia, to ręce i nogi drgają - powiedziała, że jest możliwe, że jest przerzut do mózgu, bo choroba jest bardzo rozsiana i, że nie chce straszyć, ale mamy bardzo mało czasu.
Opuchlizna, to tez efekt krążenia.
Choroba robi coraz większe spustoszenia.
Tata czeka na zawiezienie na blok operacyjny i kazał mi do domu jechać - jednak ja już tam wracam, ponieważ siedzę w domu z 10 minut, a i tak nie mogę z nerwów wysiedzieć.
Chcę być blisko taty, nawet podczas zabiegu.
Błagam,niech jeszcze pobędzie ze mną,niech nie odchodzi tak szybko,niech mu pomogą zabiegiem i dadzą nam jeszcze troszkę czasu,ja nie marzę nawet o miesiącach czy tygodniach,ale jeszcze troszkę---tak bardzo tego chcę...............

agakata - 2009-11-17, 12:48

Jusienko, zaklinam rzeczywistosc, czas...jestem z Toba w tej niepewnosci i czekaniu...
niech bedzie jak najlepiej byc moze...
tule Cie mocno
badz silna swoja wiara i swoim pragnieniem

joanna - 2009-11-17, 14:29

Jusieńko,
modlę się za Was abyście mogli jeszcze pobyć razem.
Bądź z Tatą, kochaj jak najmocniej i pamiętaj, że miłość zaklina. Nawet przez chwilę nie wolno Ci tracić nadziei.

Tulę bardzo mocno... Asia

awilem - 2009-11-17, 15:01

Trzymam kciuki za Waszą wygraną.
Pozdrawiam

natka7 - 2009-11-17, 15:03

Jusia,tak bardzo pragne zebyś gdy wrocisz od taty napisała że zabieg się udał i wszystko w porządku,myślami jestem z Wami.
banialuka - 2009-11-17, 15:04

jusia, jestem z Wami i mocno trzymam kciuki. Musi być dobrze!!!!! Wierze w to i zyczę Wam tego z całego serca.
agusiek77 - 2009-11-17, 16:27

Jusia, ja też jestem myœlami cały dzien z Wami, mam nadzieję, ze chociaz troszkę sie dobrze trzymasz. Buziaczki wielkie słonce
agni5 - 2009-11-17, 18:07

Również o Was pamiętam! Życzę Ci Jusiu dużo sił w tych trudnych chwilach!!!! Przytulam ciepło! :)
kaja115 - 2009-11-17, 19:21

jusiu - myśle cały czas o WAS :!: :!: Ściskam kciuki!
Trzymaj sie dziewczyno :!: :!:

MaFi - 2009-11-17, 20:27

jusiu oby tych dni było jak najwięcej...myślami jestem z Tobą...trzymam kciuki za udany zabieg! w wolnej chwili napisz co u Taty.

Dzięki gontcha.
O tym zabiegu wiedziałam a pomyślałam że może przegapiłam o innym. Sprawdzałam i nic nie znalazłam. Wolałam zapytać-dzięki za szybką odpowiedź.

gontcha - 2009-11-17, 20:36

Jusia
Jak zabieg Taty - wszystko oki?

madziorek - 2009-11-17, 20:38

Jusia myślę o Was cały czas.. trzymaj się kochanie..
jusia - 2009-11-17, 21:44

Ponownie dziękuję Wam WSZYSTKIM za cieplutkie słowa!!
Tatę na blok operacyjny z mężem odprowadzaliśmy dopiero o 16 godzinie.
Zabieg rozpoczęto około17.
O 19 kazano nam wrócić.
Jak wróciliśmy do szpitala, tata był już na sali. Leżał pod monitorami. Nie musiał zostawać na oiomie. Nawet udało nam się zamienić parę słów.
Rozmawiałam z lekarzem - powiedział, że było ciężko, ale to co chirurdzy sobie zaplanowali, zrobili. Płynu nie było aż tak tragicznie dużo, ale ze względu na ogólny zły stan zabieg był niebezpieczny.
Ma założone dreny.

Dziś także tata dziwnie się zachowywał - niby było ok, normalnie rozmawiał, ale dużo przysypiał i wtedy zauważyłam, nie dość że te odruchy rąk i nóg, to jeszcze co jakiś czas otwierał oczy, ale tak jakby nic nie widział, jakby nie kontaktował. Nie wiem jak to opisać - o może tak: jak się jest bardzo zmęczonym i próbuje na siłę utrzymać otwarte oczy, ale i tak sen wygrywa. A po chwili tak jakby dobudzał się, znowu rozmawiał, i tak w kółko cały dzień.
Myślałam, że dali mu jakieś leki wyciszające, ale nie...
Jak zwykle rano wracam do taty.
Pozdrawiam!

agni5 - 2009-11-17, 21:50

Jusiu ufam,że ów zabieg podniesie tacie komfort życia.Towarzyszą Ci moje życzliwe myśli.
madziorek - 2009-11-17, 22:20

Jusia nie nie był to efekt znieczulenia?
buziaki

gontcha - 2009-11-17, 22:45

Jusia,

Cieszę się, że zabieg się udał i Tato dochodzi do siebie. Nieustająco trzymam kciuki za poprawę i jak najwięcej 'darowanego' czasu.

Buziaki

banialuka - 2009-11-17, 22:48

madziorek, tez o tym pomyślałam zle zabieg był popołudniu a Jusia napiała
jusia napisał/a:
A po chwili tak jakby dobudzał się,znowu rozmawiał,i tak w kółko cały dzień.


Jusia wierze w to ze po tym zabiegu tata poczuje sie lepiej i wszystko bedzie dobrze. Ciągle trzymam kciuki. I duuuużo siły Ci zyczę

jusia - 2009-11-17, 23:11

Madziorek, nie.
To się działo przed zabiegiem....
Po zabiegu byłam u tatka tylko chwilkę, zobaczyć się z nim. Był jeszcze oszołomiony narkozą.

madziorek - 2009-11-17, 23:15

Jusia mam nadzieję, że to nic groźnego, ale zwróć na to uwagę lekarza- wiesz oni przy chorym są 5min i nie ma siły żeby zauważyli. A teraz leć do wyrka, miałaś wystarczająco ciężki dzień.
Kołyszę Cię do snu...

jusia - 2009-11-17, 23:21

Ja już właśnie dziś na ten temat rozmawiałam z lekarką.
Powiedziała, że wszystko jest możliwe - choroba już jest tak rozsiana, że wszystko co się dzieje, jest jej objawem.
A lekarze faktycznie nie muszą tego zauważać, ponieważ znają ledwo, ledwo pacjenta i po to jest rodzina, żeby czuwać i zgłaszać takie niepokojące oznaki.
Muli mnie już sen, ale jakoś tak nie mam ochoty iść spać.

gontcha - 2009-11-17, 23:26

Jusia,

Dlatego tak cenne są uwagi i wnioski z obserwowania przez najbliższych...

Całym sercem jestem z Wami! a Ty idź się wyspać, odpocząć... potrzebujesz tego, bo od parunastu dni żyjesz na bardzo wysokich obrotach.

Tulę do snu :tull:

DumSpiro-Spero - 2009-11-17, 23:55

jusia napisał/a:
Ja już właśnie dziś na ten temat rozmawiałam z lekarką.
Powiedziała,że wszystko jest możliwe-choroba już jest tak rozsiana,że wszystko co się dzieje,jest jej objawem.

To nie była chyba ta sama pani dr, która stwierdziła, że nie ma wystarczającego pogorszenia by zastosować chemioterapię II linii?.. :^^: :--:


Prawda jest taka, że nie dałoby się zastosować tego leczenia ze względu na zbyt zaawansowany stan choroby - i zły stan ogólny :|

Jusia, objawy neurologiczne, które wymieniasz ukierunkowują domniemania co do przyczyn ostatnich zmian faktycznie w stronę przerzutów do OUN.
I myślę, że tak niestety jest.
Można by rozważać (oczywiście po potwierdzeniu powyższego badaniem obrazowym) paliatywne napromienianie mózgu, ale..
moim zdaniem tata nie nadaje się do leczenia onkologicznego typu chemio/radioterapia(nawet paliatywnego) ze względu chociażby na krążenie. Najlpszym leczeniem w tej sytuacji będzie podawanie kortykosteroidów i leków diuretycznych, by zapobiec obrzękowi OUN. Stosowanie sterydów w takich przypadkach potrafi przedłużyć chorym z meta do OUN życie nawet o 2 miesiące.
Jednak tu sytuacja jest złożona - największym zagrożeniem zdaje się być raczej nadal zajęcie przez chorobę okolic serca.
I niestety jest tak jak sądziłam, czyli typowo :-( - choroba w tym okresie znacznie 'przyspiesza' i nabiera (szczególnie przy nowotworach G3) galopującego tempa..
Teraz najważniejsze jest by tata miał b.dobrą opiekę i tzw. najlepsze leczenie objawowe - czyli zadbanie o opanowanie lub zniesienie dolegliwości typu ból, nudności, krwioplucie.
Czyli, żeby nie cierpiał..
ściskam mocno, jesteś rewelacyjną córką. I to jest wielka życiowa wygrana Twojego taty :tull:

agakata - 2009-11-18, 08:59

Jusia, jestem z Wami...tule mocno...
jusia - 2009-11-18, 09:02

Racja, te wysokie obroty mnie dobijają, ale nie mam wyjścia. Zaraz znowu lecę do taty.
Chcę aby wiedział, że jestem z nim i czuł się bezpiecznie - bo może na zewnątrz jest twardzielem, ale jestem pewna, że w środku boi się jak każdy.
DSS - oczywiście, że to nie była ta sama dr...
Jak dzieją się te wszystkie złe wydarzenia, to przed oczami stają mi Twoje posty do mnie.
Wszystko się zgadza - że naświetlania dadzą nam tylko jakieś 2-3 miesiące, że latem to był być może ostatni czas w którym tata tak dobrze się czuł, że choroba zacznie galopować itp.
Wtedy wydawało mi się to takie niedorzeczne, bo jak to możliwe, przecież damy radę przeciągnąć na swoja stronę czas..
Teraz wiem, że jesteś jak wyrocznia - nie masz dobrych wieści, ale szczere i to się liczy najbardziej.
Chociaż tak po cichu, to miewam nadzieję, że może coś tam się zmieni i, że się pomylisz, ale wiem, że to złudne.
Pozdrawiam Wszystkich!
Nigdy nie będę w stanie odwdzięczyć się za pomoc jaką tu na tym forum uzyskuję.....

kaja115 - 2009-11-18, 09:04

jusiu ściskam Cię mocno!!!! Trzymam kciuki, myśłę cały czas o WAS :!: :!:
joanna - 2009-11-18, 09:46

Jusiu, wiem, że ten galop i walka mogą wykończyć. Ale najgorsza w tej walce to bezsilność. Na tym etapie można wyrywać sobie żyły o to cholerstwo i tak idzie swoim trybem i nie jesteś w stanie nieczemu zapobiec. Dla mnie to niepojęte....
Jusiu, trzymam kciuki, żeby Tatę nie bolało, żebyście mogli cieszyć się sobą jak najdłużej.

Asia

MaFi - 2009-11-18, 09:47

Tak się cieszę ze zabieg się udał i nie było żadnych komplikacji. Myślami jestem cały czas z Tobą! Trzymaj się! Wieczorem napisz jak się czuje Tata. Trzymamy kciuki za każdy wyrwany dzień!

Pozdrawiam

awilem - 2009-11-18, 11:09

Galop i walka niby męczy, ale bezczynność zabija. Więc walcz ile sił, ile się da o jak najlepszą opieką dla Taty. Bardzo mocno trzymam za Ciebie kciuki bo jadę na tym samym wózku. I co najważniejsze nic sobie nie zarzucaj bo robisz wsio jak trzeba, jest dokłanie tak jak powiedziała DSS, zresztą pewnych rzeczy już się nie da uniknąć.
Życzę wiele siły.

agakata - 2009-11-18, 13:08

Jusiu, z calego serca chcialabym, zeby czas jaki Wam pozostal byl jak najdluzszy i jak najszczesliwszy...bez ciepienia, bez zalu, bez lez...spokojny i godny, cichy...bez szarpania, bez leku, bez bolu....taki Wasz.
MaFi - 2009-11-18, 20:10

Jak dziś czuję się Tata?Jak Ci minął dzień?
madziorek - 2009-11-18, 21:12

Jusia ja też pytam razem z Mafi, jak dziś samopoczucie Tatki
Myślami z Wami M

jusia - 2009-11-18, 21:52

Dziś tatę już przeniesiono z operacyjnej sali na zwykłą.
Nadal ma założony dren.
Nawet go tak nie boli, ale męczy go niewygoda, bo strasznie cierpnie leżąc na plecach, a wstawać mu jeszcze nie wolno.
Ma ciągle dość przyspieszone tętno.
I już nie wiem co myśleć, bo dziś znowu normalnie rozmawiał, znowu był sobą..
Tamte dziwne zachowania mogą pojawiać się i znikać?
Czy bywa tak przy przerzutach do mózgu? Czy objawy by były bardziej ciągłe?

MaFi - 2009-11-18, 22:03

Nie wiem kochana co z tymi objawami dopiero jestem na poczatku drogi pochłaniania wszystkiego co związane z rakiem płuc.
Dobrze że nie czuje bólu.Tak czekałam na wiadomość od Ciebie.Skoro Tatę przenieśli to znaczy że jest już lepiej i tak będzie z każdy dniem. Bardzo Ci tego życzę!

madziorek - 2009-11-18, 22:04

Jusia nie wiem... wiesz ja cała głupia w tej medycynie jestem. Ale ciesz się kochanie, z każdej takiej chwili z Tatką
Uściski M.

MaFi - 2009-11-18, 22:05

madziorek napisał/a:
wiesz ja cała głupia w tej medycynie jestem.

To tak jak ja :^^:

banialuka - 2009-11-18, 22:17

Jusia ja tez cały dzień o Was myslałam i czekałam na wieści. Cieszę sie ze tatuś czuje sie lepiej i leży juz na normalniej sali. Miejmy nadzieję ze z dnia na dzień bedzie coraz lepiej i niedługo wróci do domu. Jeżeli chodzi o tą chwilową zmiane zachowania to nie powiem Ci bo nie znam sie podobnie jak dziewczyny :?ale?:
cleo33 - 2009-11-18, 22:21

jusiu trzymam kciuki napewno sie wszystko jeszcze pouklada :uhm!:
agusiek77 - 2009-11-18, 22:29

Jusia,
mój tato miewa rozne zachwiania rownowagi, czasami sie zlosci i wyklina, czasami bredzi glupoty, a czasami jest strasznie milusienki. Tez ma drgania, bywa ze nie moze wziasc szklanki do reki.Niewyraznie mowi i widac podobno po powiece ze jak zaciaga na oko to znaczy ze jest ucisk w glowie.Przede wszystkim bardzo duzo spi. Po ostatniej wizycie lekarza ,ktory dal mu sterydy na glowe zaczal strasznie duzo jesc . Ale dzisiaj juz go mama prowadzala, dostaje blokady i nie moze sie ruszyc.
Tez jest mi bardzo ciezko, ale juz walczymy rok z ta choroba, strasznie osiwialam i zaniedbalam troszke dzieci (blizniaczki 9latek i meza) Teraz moge powiedziec, ze chyba sie troszke uodpornilam.

Pozdrawiam Cie goraco, i zycze Tobie takiej sily, chociaz polowe jak ja mam

jusia - 2009-11-18, 22:49

agusiek77 napisał/a:
Pozdrawiam Cie goraco, i zycze Tobie takiej sily, chociaz polowe jak ja mam

Oj, siły to ja mam całe pokłady jeszcze, nigdy mi jej nie zabraknie aby walczyć!
Wystarczy, że doładuję troszkę akumulatorek i ruszam dalej!

Dziwczyny to i ja dopisuję się do klubu "czary mary onkologia".

A tak żeby rozweselić, to ostatnio uśmialiśmy się z tatą, bo już dwa razy mu ktoś powiedział "ale żonka dba o pana, tak często przychodzi..."
Więc albo mój tata wygląda młodziej, albo ja starzej :--: , ale z drugiej strony zdarzają się takie różnice wieku ;)

gontcha - 2009-11-18, 23:01

jusia napisał/a:
Więc albo mój tata wygląda młodziej,albo ja starzej


nie, nie..to jest wedle powiedzenia, że ludzie się nie starzeją tylko dzieci im rosną :mrgreen:

Powiem Ci, że kiedyś mojego Ojczulka też wzięto za mego małżonka, dobrze, ze mój synuś jeszcze o głowę niższy od mamy :--: :lol:

agakata - 2009-11-19, 10:11

Jusia, a czy TK glowy jest planowane?
Ciesze sie, ze Twojemu Tacie lepiej...zawsze to lzej na duszy....jest szansa, ze go wypisza do domu?

jusia - 2009-11-19, 10:19

No właśnie nie wiem co z TK.
Nie wiem czy jeśli teraz te dziwne zachowania ustąpiły, to czy nalegać na tk?
Tata dzwonił i mówił, że lekarz który robił zabieg powiedział, że może jutro do domu, bo dziś dren wyciągną. Ale inny lekarz powiedział, że najpierw będzie konsultacja z lekarzem z poprzedniego oddziału, czyli z pulmonologiem.
I ucieszyłam się, że do domku ma wrócić, ale też czuję niepokój...

agakata - 2009-11-19, 10:26

Jusiek, nalegaj na TK, te objawy ustapily, ale obawiam sie, ze wroca predzej czy pozniej...lepiej zrobic to badanie kiedy Tato jest w szpitalu...i reagowac...

[ Dodano: 2009-11-19, 10:27 ]
tak jak pisala DSS...

MaFi - 2009-11-19, 13:34

Tam tak zmieniają zdanie że szału mozna dostać :--:

Jestem za tym aby nalegac na KT.

POZDRAWIAM

awilem - 2009-11-19, 13:50

Jeśli są meta do OUN tak jak przypuszcza DSS to bez TK się nie obędzie. Dla pewności trzeba to zrobić.
Pozdr

JaInka - 2009-11-19, 13:51

jusia napisał/a:
Nie wiem czy jeśli teraz te dziwne zachowania ustąpiły,to czy nalegać na tk?


Jusiu - z tego co słyszę wokół, to trzeba nalegać na wszystko, co potrzebne - bo wszędzie super oszczędności. Ale nalegania pomagają.

Ja miałam dokładnie jak Twój ojciec, po sterydach. Ale przedtem też zdarzały mi się dziwaczne wyskoki, a i teraz ostatnio musiałam problem z odpowiedzią na pytanie, ile mam lat.

Przerzutów nie mam (kolejno dwa razy TK w odstępie miesięcznym + rezonans). Za to prawdopodobnie sam rak może dawać takie zaburzenia pracy mózgu. Zresztą nauczyłam się już przy tej chorobie że nigdy nic na pewno nie wiadomo.

Przytulam

banialuka - 2009-11-19, 15:34

Jusia ja też bym chyba nalegała na TK, bo jak tatuś wyjdzie do domu to po co go potem włóczyć jeszcze po szpitalach na badania, a tak moze zrobia odrazu i nie bedziecie musieli dodatkowo czekac na teramin, a z tymi terminami tez bywa róznie,moze być bardzo odległy.
jusia - 2009-11-19, 16:08

JaInka napisał/a:
Za to prawdopodobnie sam rak może dawać takie zaburzenia pracy mózgu.

Właśnie też tak usłyszałam od lekarki.

Chodziło też mi o to, czy możliwe jest tak, że jeśli to jest przerzut do mózgu, to czy zdarza się, że objawy pojawiają się i znikają, bo dziś nadal wszystko bez zmian...
Bo oczywiście porozmawiam z lekarzem o tk.

banialuka - 2009-11-19, 16:16

jusia napisał/a:
Chodziło też mi o to,czy możliwe jest tak,że jeśli to jest przerzut do mózgu,to czy zdarza się,że objawy pojawiają się i znikają

Oj tego to Ci nie powiem bo nie wiem kochana,ale na mój rozum to raczej utrzymywałyby sie cały czas. Myśle że DSS tu zajrzy i będziemy wiedzieć ;)

jusia - 2009-11-19, 19:24

Właśnie wróciłam od taty.
Przeczytałam wypis z oddziału pulmonologicznego na którym tata był do wtorku.
Wszystko dokładnie spiszę jak tata już wyjdzie, ale chodzi o te zachowania..-
zastanawiało mnie dlaczego odkąd tata jest na innym oddziale nic takiego się nie dzieje i okazało się, że tu mu nie dają żadnych leków, a na tamtym oddziale miał ich bardzo dużo. Nazw nie pamiętam, a większość to i tak nie wiem co to za leki.
Więc najprawdopodobniej to wszystko mogło się dziać po lekach - taką mam nadzieję.

DumSpiro-Spero - 2009-11-19, 19:46

jusia,
trudno się do tego odnieść dopóki nie napiszesz jakie leki tata otrzymywał.
Co do TK głowy - dobrze by było, naprawdę. W zaawansowanym stadium raka płuca (szczególnie gruczolakoraku, który 'lubi' rozsiew drogą krwionośną i często daje przerzuty do mózgu) przy zachowaniu pacjenta powodującym jakiekolwiek wątpliwości pod tym kątem - badanie to jest w zasadzie standardem diagnostycznym.
Tata wróci do domu i?.. Pierwszy 'podejrzany' objaw neurologiczny i będziesz żałowała, że nie wykorzystaliście pobytu taty w szpitalu. Jeśli da radę - idźcie 'za ciosem' i zróbcie to TK.
Kiedy tata miał ostatnie TK głowy?
Jeśli nie miał w ciągu ostatnich 5-6 miesięcy - to trzeba zrobić i już.

Standard postępowania zalecany przez PUO (Polską Unię Onkologii) : u pacjenta z zaawansowanym rakiem płuca wykonuje się TK lub MRI głowy w razie wystąpienia objawów mogących sugerować przerzuty do mózgu.

Są podstawy do wykonania tego badania i już.
Macie do niego prawo.

PS. Tak, 'chwilowe' zmiany na lepsze/na gorsze mogą się wzajemnie przeplatać - początkowo objawy mogą być tak dyskretne i pojawiać się na tyle nieregularnie, że można ich w ogóle nie dostrzec.
Występowanie objawów neurologicznych non stop, z tendencją ich nasilania się, świadczą już zazwyczaj o zaawansowaniu procesu przerzutowego - a wtedy już ciężko o jakiekolwiek skuteczne działanie.
Objawy taty mogą mieć inne źródło, ale takie domniemania to w pewnym sensie jak 'ruletka'.

jusia - 2009-11-19, 20:51

Dziękuję DSS, rozwiałaś moje wątpliwości pisząc, że objawy mogą się przeplatać.
Myślałam, że w przerzutach do mózgu, objawy stale się nasilają.
Tata miał robioną tk głowy na początku lipca, wcześniej w kwietniu - zawsze po utracie przytomności.
Jutro pójdę porozmawiać z lekarzem i poproszę o powtórne zrobienie tk.
Bo bym nie darowała sobie, że coś przeoczyłam czy odpuściłam.

MaFi - 2009-11-19, 21:51

O choinka widzę że awansowałaś kobieto!! :shock: Gratuluję!
DumSpiro-Spero - 2009-11-19, 21:54

Udało mi się jusię namówić _itsme_ i cieszę się z tego jak dziecko :mrgreen:
(a gratulacje Jej się należą, oj taaak! :) :) :) )

banialuka - 2009-11-19, 22:00

jusia gratuluję awansu :cmok: DSS świetny wybór :)
natka7 - 2009-11-19, 22:24

Jusia,bardzo się cieszę i gratuluję.
Super. :)

gontcha - 2009-11-19, 22:29

JUSIA :mrgreen: witam w kadrze i gratuluję.

Co do Taty - wierzę, że te zmiany w zachowanu były jednak 'polekowe'...ale TK wskazane, naciskaj...

Ściskam mocno

jusia - 2009-11-19, 22:47

Dziękuję Wam bardzo z całego serduszka!
Cieszę się ogromnie z tego powodu :lol:
To dla mnie prawdziwy zaszczyt!

cleo33 - 2009-11-19, 22:51

Zasłuzylas kobieto :flower:
kaja115 - 2009-11-20, 08:28

jusiu :bravo" :flower: ::dance::
jednym słowem - gratulacje :-D

agni5 - 2009-11-20, 09:17

Jusiu przyłączam się do gratulacji! :flower: :flower:
Czekam na wieści co dziś u Taty! Jestem pełna podziwu dla Twojej osoby! Pozdrowionka!

agakata - 2009-11-20, 13:32

Gratuluje!!! :flow:
banialuka - 2009-11-20, 13:37

jusia, i jak tata, udało Ci sie załatwic tą TK? A syn jak, lepiej sie juz czuje czy nadal wysoko gorączkuje?
jusia - 2009-11-20, 14:35

Krew mnie zaraz zaleje!
No na serio temu mojemu tacie to tylko na dupsko przyłożyć!!!
Dziś nie wiedział czy go zatrzymają jeszcze czy nie.
Przed 14 okazało się, że jednak zostanie - lekarka mu powiedziała, że jeszcze parę dni powinien pozostać, bo badania chcą wykonać.
A on mi tu przez telefon - że już ma dosyć, że cukier znowu mu badają a to przez sterydy mu na pewno rośnie, że chcą znowu dawać inhalacje a przez to krwioplucie wraca, że lekarka nic nie wie, a on jak go nie wypuszczą to w poniedziałek na własną odpowiedzialność wyjdzie!!!!!!!!!!
No więc tłumaczę mu, że tak trzeba, że jak chcą go zatrzymać jeszcze to pewnie powód mają, że dobrze, że chcą przebadać, upewnić się itp - jak do ściany...
Mam nadzieję, że pomarudzi, powyzywa i ulegnie.
Ja rozumiem, że ma dość, że chce do domu, ale niech sobie zda sprawę, że nie jest chory na przeziębienie.
Jadę do taty po 16, porozmawiam z nim.
On faktycznie nie jest świadomy chyba tego wszystkiego co się dzieje.
Tak myślę ,że powinnam trochę bardziej odkryć przed nim co z tym jego stanem, tylko czy:
-wtedy przemyśli wszystko i zrozumie, że to dla jego dobra, że musi walczyć i pozostać w szpitalu ile będzie trzeba
czy:
-zamknie się w sobie i już mu będzie w ogóle wszystko jedno.
No tak się zdenerwowałam...
A syn dwa dni praktycznie przespał, ale od dziś już nie gorączkuje i widać ,że już o wiele lepiej.

agakata - 2009-11-20, 14:51

Jusia, spokojnie.
Primo po pierwsze: moze mozesz Tate zabrac na przpustke na weekend?
Secundo: czasem takie marudzenie jest wynikiem bezsilnosci. Twoj Tatus ma tak niewielki wplyw na to co dzieje, ze czasem taki bunt, ktory pozwala na ulude kontrolowania sytuacji jest najzwyczajniej krzykiem desperacji...ktory trzeba zrozumiec. Wiec pogadaj z Tatkiem, i ulagodz troche: daj mu moze pomyslec przez weekend, wez pod rozwage jego zdanie. I wpieraj go w tym. Jesli zdecyduje, ze nie chce dluzej lezec w szpitalu i podtrzyma ta decyzje - uszanuj ja. Wiem, ze byloby lepiej, zeby tam zostal, byl pod opieka i nadzorem...

jusia - 2009-11-20, 15:24

Ja rozumiem doskonale tatę, jego bunt.
Zbyt wiele nerwów mnie kosztowało patrzenie na niego jak krwotoki ma, jak ledwo 2 kroki mógł przejść, jak trzęsie go gorączka.
Musi przyznać, że widzi teraz poprawę, nie robią mu żadnych zbędnych badań - to ratuje mu życie, daje chociaż szansę na jeszcze ciut czasu.
Wiem, że to on jest chory, to jego życie, jego decyzja, ale ja też to przeżywam i nie poddam się, będę walczyć - jeśli trzeba będzie to podwójnie!

MaFi - 2009-11-20, 19:49

Też jestem zdania że jeszcze raz pogadać a jeżeli będzie chciał wyjść- uszanować to.

Pozdrawiam i życzę spokojnego wieczoru :)

jusia - 2009-11-20, 20:45

Już wszystko jasne.
Tata, delikatnie mówiąc, zdenerwował się, że non stop ma tam zmianę lekarzy prowadzących.
I jak wrócił znowu na pulmonologię, to lekarka pomyliła go z inną osobą, mówiła do niego tak jakby nie miała pojęcia co mu robili za zabieg... :<: .
Już mu trochę przeszło, powiedział, że jakoś da radę tam jeszcze trochę pobyć.
Dziś nie złapałam lekarza, mam nadzieję, że jutro mi się uda.

MaFi - 2009-11-20, 21:04

Nie wiem co się tam dzieje z tymi lekarzami. Decyzje zmieniają co pięć minut. Myślałam że tylko szwagrowi ale siostra mówiła że facet obok nie dostał chemii i powiedzieli mu że do domu. Ubrał się spakował czekał godzinę za papierami a tu nagle przychodzi lekarz i mówi że pędem do łóżka bo zaraz dostanie chemię.

Siostra potrzebowała na pewnym dokumencie potwierdzenie przez lekarza że jest chory na raka. Napisał na nim 2 zdania a zajeło mu to 2 godz(wspomnę tylko że juz drugi raz prosiła o jego wypisanie a on powiedział za pierwszym razem że tego nie wypisze).Stała pod drzwiami i jak je otwierali to widziała jak siedzą i piją kawę.A potem przyszedł przeprosić szwagra że tak się zachował w stosunku do żony ale nie wie gdzie ma "pierwsze wsadzić ręce".

chyba bym mu powiedziała że w d***

Pozdrawiam

jusia - 2009-11-20, 21:14

MaFi, ja powiedziałam tacie, że wiem, że to bardzo frustrujące, bo chodzi o najważniejsze sprawy, ale z drugiej strony nie dziwię się lekarzom.W szpitalu jest duży ruch pacjentów.
Ja wiele razy wchodziłam do pokoju lekarskiego i mówiąc szczerze najczęściej widziałam ich ciągłą pracę.
I prawdą pewnie też jest,że "nie mają gdzie rąk wsadzić", bo każdy pacjent jest ważny, każdy chce się czegoś dowiedzieć.
Tylko, że nie jest fajnie jak lekarz nie ma czasu dla pacjenta, jak nie ma czasu na porządną rozmowę.
Ale takie są przykre realia...

MaFi - 2009-11-20, 21:26

No właśnie....słowa z nim nie zamienili a byli tam 5 godzin ciągle ich zbywał.Smutne to... :-(

A z drugiej strony to oni muszą się nauczyć że jak ich wypchną drzwiami to trzeba wejść oknem albo nawet kominem(napisałam to jak Viola Kubasińska z BrzydUli).

Mam nadzieję że się tego nauczą...

ASSIA - 2009-11-20, 22:14

Tak własnie niestety u nas bywa :-( zamieszanie i brak czasu .
cleo33 - 2009-11-20, 22:26

Tak jak napisała jusia ,lekarze nie maja zbyt wiele czasu dla pacjenta choc moze i by chcieli (moze nie wszyscy )ale maja pewne limity i ograniczenia ktorych nie sa w stanie przeskoczyc aczkolwiek kazdy z nas jest sflustrowany ta obojetnoscia i niejednokrotnie mamy żal czasami jednak trzeba przygryzc jezyk ......
Niestety :<:

agni5 - 2009-11-20, 22:40

A najgorsze jest to,że lekarze udzielają informacji najbliższym w biegu, często na korytarzu.Pewnie też macie takie doświadczenia.
Mojemu tacie,że ma raka lekarz powiedział przy wszystkich pacjentach na sali i przy mojej mamie,klepiąc tatę po ramieniu!
Gdy się o tym dowiedziałam zwróciłam temu lekarzowi uwagę,że takie wiadomości przekazuje się pacjentowi w gabinecie lekarskim i być może w obecności psychologa.On zmieszał się i mi na to powiedział,że widzi,iż mi przydałby się psycholog(widział,że byłam zdenerwowana)
Tak jak już wcześniej pisałam dla mnie zawód lekarza jest swoista misją i takie traktowanie pacjentów jest niedopuszczalne.
Życzę Jusiu, by tata spotkał się z życzliwością lekarzy w czasie pobytu w szpitalu.
Pozdrawiam serdecznie.

madziorek - 2009-11-20, 23:42

Jusia gratuluje, i przede wszystkim cieszę się, że Tatko czuje się lepiej :)
banialuka - 2009-11-21, 08:49

Jusia nie dziwie sie ze tata się denerwuje, bo w niektórych szpitalach traktują człowieka jak "przedmiot" delikatnie mówiąc. Ale dobrze ze ochłonął i zgodził sie zostac.
madziorek - 2009-11-21, 18:28

Jusia napisz proszę co u Tatki?? Niby brak wiadomości to dobre wiadomości, ale wolę jak tu zaglądasz. Kochanie kiedyś ktoś napisał mi, że kłótnie (takie droczenie się) dobrze działają na dwie strony, i ja w to wierze, wiem że dla nas (rodziny) to ciężkie ale skoro osobie chorej ma ulżyć to niech po urąga i niech po nas jeżdżą ile wlezie..
Cała z Tobą M.

jusia - 2009-11-22, 10:37

Tatko czuje się dobrze - o ile to tak można napisać.
Dają mu antybiotyki, leki przeciwzakrzepowe, na cukier, na sen co nie pomagają.
Dziś będę rozmawiała z lekarzem (mam taką nadzieję), to może czegoś konkretnego się dowiem w sprawie jeszcze jakiś badań i ich planów.

A tak w ogóle to dziś są urodzinki mojego tatusia - kończy 57 latek... więc mam nadzieję, takie moje małe życzenie dla Niego, że jeszcze z nami zostanie dłuższy czas!!

kruszynka - 2009-11-22, 10:43

Wszystkiego najlepszego dla Twojego Taty.
Jedno już ma .... wspaniałą córkę !

absenteeism - 2009-11-22, 10:46

Wszystkiego najlepszego dla Taty! :)
banialuka - 2009-11-22, 11:30

jusia, wszystkiego najlepszego dla tatusia, a przede wszystkim zdrowia, zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia :flower:
gontcha - 2009-11-22, 15:08

Jusia - przekaż Tacie urodzinowe naj, naj, naj... :) a przedewszystkim dobrego samopoczucia, spokoju i powrotu do domku w dobrej formie :flow:
kaja115 - 2009-11-22, 21:52

Może troche późno - ale ode mnie także wszystkiego naj naj naj dla Taty!!!! :)
MaFi - 2009-11-22, 22:21

Dwa dni nie dotykałam komutera:goście, wyjazdy.

Spóźnione ale od serca życzenia dla Taty:tylko zdrowia. Całą resztę pewnie ma. A najważniejsze że ma Ciebie! :flower:
Pozdrawiam

madziorek - 2009-11-23, 19:05

Jusia spóźnione ale najserdeczniejsze życzenia dla Tatki, jak się czuje nasz wczorajszy jubilat?
jusia - 2009-11-23, 20:42

Jutro tata wychodzi.
Rozmawiałam z dr, powiedziała, że jeśli chodzi o tk głowy to już od onkologa zależy.
1. 12 .tj za tydzień mamy wizytę i wtedy mam z lekarką porozmawiać na ten temat jeśli będą znowu jakieś zmiany, bo na razie jest wszystko ok.. - jutro wszystko spiszę z wypisów.
Lekarka powiedziała, że stan taty jest stabilny teraz, ale bardzo poważny, jeśli chodzi o tamponadę to już krytyczny.
Największe zagrożenie w chwili obecnej to nie płuca, a serce, ponieważ choroba już jest bardzo zaawansowana i rozsiana.
Lekarka powiedziała, że mam się liczyć, że w każdej chwili może coś złego się zdarzyć, nie życzy mi tego, ale jest źle.
Powiedziała też, że dobrze jej zdaniem, że tata nie zna całej prawdy.
Chciałam z nią porozmawiać o forum itp, ale po tej rozmowie nie miałam już siły zebrać myśli w innym kierunku.
Niby powinnam być przygotowana, ale nie potrafię...

banialuka - 2009-11-23, 21:18

jusia, nie wiem co mam Ci powiedzieć i jak podnieść na duchu. Przykro mi ze sytuacja jest aż tak poważna ale wierze ze będzie dobrze i trzymam kciuki zeby ta stabilizacja trwała jeszcze bardzo długo. Myślami jestem z Wami.
MaFi - 2009-11-23, 21:25

Tak mi przykro że sytuacji jest taka poważna. Mogę Cię tylko przytulić :tull: i wierzyć że obecnością Taty będziesz się jeszcze długo cieszyć.Tego Ci życzę z całego serca.

Pozdrawiam

madziorek - 2009-11-23, 22:38

Jusia bardzo mi przykro, że choróbsko rozprzestrzeniło się tak bardzo,wiem jak drogie jest Ci te chore serduszko Twojego Tatki, w każdej chwili ciesz się melodią jego bicia. Bądź dzielna i czujna, z tego co piszesz stan jest poważny. Jusia daj Tatce jak najwięcej ciepła i radości.
Przytulam M.

kruszynka - 2009-11-23, 23:06

Przychylam się do Madziorka : " Bądź dzielna i czujna". Ja do końca nie spodziewałam się , że to "już" . Cały czas wierzyłam , że Tacie się poprawi, bo przecież dostał leki i lekarz kazał za 2 tygodnie do kontroli.

Mam nadzieję , że u Twojego Taty to "już" jest jeszcze odległe .

Pozdrawiam i myślę o Was serdecznie.

kaja115 - 2009-11-24, 07:48

jusiu - naprawdę mi przykro, że lekarze mówią, ze jest tak źle - oby się mylili :!: :!:
Ściskam Cie mocno i przytulam <uscisk>

joanna - 2009-11-24, 10:10

Jusiu;
Ja walczyłam do końca, jeszcze na dwa dni przed śmiercią Taty skłóciłam się z jego lekarzem, gdy mi delikatnie mówił o uszanowaniu woli Ojca, o pozwoleniu na odejście etc. Ale kiedy emocje opadły przyznał mi rację, że walczyć trzeba do ostatniej chwili...może się uda. Teraz mądrzejsza o doświadczenia mogę tylko powiedzieć, że nie ma co się przygotowywać na nieuniknione. Cieszcie się każdą chwilą jak najdłużej, a co ma być to i tak się wydarzy. Nigdy nie jesteśmy gotowi na odejście naszych najbliższych.
pozdrawiam
Asia

Wrotkaa - 2009-11-24, 13:44

Droga Jusiu, tak mi smutno, że Wam również nie dano szans na lepsze jutro tzn. wolne od choroby. Życzę Ci słońca pomimo złych prognoz lekarzy oraz dużo siły bo to najgorsze przed nami (mam podobną sytuację).
Jestem pełna podziwu dla Twojej osoby a Twój Tata pewnie jest z Ciebie bardzo dumny.
Pozdrawiam
Asia

awilem - 2009-11-24, 13:53

Wiesz sama najlepiej jak to z tym choróbskiem jest. Niezmiernie mi przykro, że stan Taty jest tak poważny. Mam nadzieje, że dane Wam będzie spędzić jeszcze wiele wspólnych, szczęśliwych chwil.
gontcha - 2009-11-24, 14:46

Jusia,
Trzymajcie się! Stan jest poważny, ale miejmy nadzieję, że chróbsko trochę przyhamuje i dane Wam będzie jeszcze wiele dni razem.

Pozdrawiam

jusia - 2009-11-24, 17:45

Tatko juz w domku.
Oto wypisy ze szpitala:
ODDZIAŁ PULMONOLOGICZNY od 9. 11 - 17. 11.
OB 70, Morfologii, gazometrii, nie wpisuję, jak będzie potrzeba to wpiszę.

Badanie bakteriologiczne:
plwocina/-Candida spp
oraz flora fizjologiczna dróg oddechowych.

Cytologia: (12.11.)
płyn z worka osierdziowego - komórek nowotworowych nie stwierdzono.

EKG:
rytm zatokowy miarowy przyspieszony do 100/min Normogram. Niespecyficzne zmiany ST-T.

RTG: (09. 11)
W porównaniu ze zdjęciami poprzednimi: w porównaniu z poprzednim zdjęciem z 30. 10. zagęszczeń w płucu prawym jest mniej, ale w porównaniu ze zdjęciem z 17. 6 nadal zagęszczeń więcej.
Zagęszczenia skupiają się przywnękowo we wszystkich płatach płuca prawego, widoczne są ogniska zagęszczeń, szczególnie w płucu prawym - mogą mieć charakter cieni okrągłych.
Obraz może wskazywać na progresję zmian naciekowych, a ustąpienie zmian zapalnych, które wcześniej prawdopodobnie towarzyszyły zmianom w przebiegu choroby pierwotnej.
Bardzo powiększyła się sylwetka serca - prawdopodobnie bardzo dużo ilość płynu w worku osierdziowym.

USG/ECHO serca:(09. 11.)
Zastawki serca bez istotnych odchyleń.

OCENA CZYNNOŚCI SKURCZOWEJ ( odchylenia), FRAKCJA WYRZUTOWA:
Hyperkinetyczne obie komory.

INNE:bardzo duża ilosc płynu w worku osierdziowym otaczająca serce przed prawą komorą około 38 mm, zapadanie prawej komory jako wyraz tamponady. Wskazane odbarczenie serca.
Na oddziale torakochirurgicznym wykonano perikardiocentezę - uzyskano około 120 ml płynu.

USG SERCA:(12. 11)
Duża ilość płynu w worku osierdziowym otaczająca serce, przed prawą komorą warstwa max do 30 mm z zapadnięciem się ściany przedniej komory, na wysokości koniuszka warstwa płynu szerokości do 39 mm.

LECZENIE:
Cyclonamina, Exacyl, Augumentin, Zafiron, Hepatil, Diaprel, Proxacin, Insulina Actrapid, Kalipoz, Panogastin, Ketonal, Zopiratio, Tlenoterapia, Dexaven.

ODDZIAŁ TORAKOCHIRURGII od 17.11-20.11:

RTG:
Płuco po stronie operowanej rozprężone. Status idem.

LECZENIE CHIRURGICZNE:
VATS - fenestracja worka osierdziowego na drodze lewostronnej wideotorakoskopii ( z powodu wysięku w przebiegu raka płuca z objawami tamponady). Dnia:17. 10.

LECZENIE ZACHOWAWCZE:
Fraxiparine sc, leki przeciwbólowe, płyny infuzyjne, inhalacje.

ODDZIAŁ PULMONOLOGICZNY od 20. 11-24.11
Pacjent ponownie przyjęty na oddział celem dalszego leczenia objawowego.
W badaniu przedmiotowym z odchyleń stwierdzano nieznaczne ściszenie szmeru pęcherzykowego nad płucem prawym oraz obrzęk prawej goleni.
Włączono leki krążeniowe, diuretyczne, hypoglikemiczne.
Proponowane leki:
Acard, Spironol, Furosemid, Cyclonamina (w razie krwioplucia), Ketonal (doraźnie przeciwbólowo), ZafironBudiair.
Pacjent w stanie ogólnym wyrównanym zwolniony do domu.

Ogólnie to tata nadal dość mocno się męczy, apetyt ma, dużo odpoczywa. Więc obecnie wszystko w miarę ok.
Mam nadzieję, że potrwa to długo!!

agni5 - 2009-11-24, 19:03

Jusiu -Dobra Duszyczko tego forum cieszę się,że Tata w domu. Życzę, by ten stabilny stan utrzymał się jak najdłużej i byście mogli cieszyć się każdą chwilą razem spędzoną.
Pozdrawiam serdecznie.

MaFi - 2009-11-24, 19:06

Życzę Ci żeby taki stan trwał jak najdłużej!!

Ściskam serdecznie

kaja115 - 2009-11-24, 19:22

jusiu - będzie dobrze, bo przeciez musi być!!!
Trzymaj sie a ja trzymam mocno kciuki <uscisk>

maja1 - 2009-11-25, 01:09

ja też trzymam kciuki jusia za to, żeby jak najdłużej twój tato żył.. i aby walczył o każdy dzień.. życzę Ci tego z całego serca
banialuka - 2009-11-25, 09:12

jusia, ja tez mam nadzieję i wierzę w to ze ten stan będzie trwał jak najdłuzej.
jusia - 2009-11-25, 22:23

Męczy mnie pewna sprawa.
Nie do końca jestem pewna czy dobrze robię, że nie mówię tacie wszystkiego.
Co prawda z drugiej strony gdyby chciał wiedzieć więcej to by wypytywał lekarzy.
Miotają mną sprzeczne odczucia na ten temat.
Widzę, że tata tak nie do końca sobie zdaje sprawę jaki jest jego stan, czasem mam ochotę mu coś bardziej wytłumaczyć, ale nie potrafię.
Nie jestem w stanie mu powiedzieć, że jest aż tak źle.
Boję się, że tym bym mu zabrała resztki spokoju.
Dziś sobie z mężem obiecaliśmy, że jak któreś z nas poważnie się rozchoruje, to chcemy aby druga osoba nie ukrywała niczego, żeby wszystko sobie mówić - nawet najgorsze przewidywania.

banialuka - 2009-11-25, 22:41

jusia, ja myślę że dobrze robisz nie mówiąc tacie całej prawdy. ja mojej mamie tez nie powiedziałąm jakie sa statystyki, nie tłumaczyłam szczególowo dlaczego musi miec chemie i radioterapie, nie mówiłam też ze był to już dosć wysoki stopień zaawansowania choroby i ze przerzuty są kwestią czasu, tak jak mi napisała DSS. Moja mama wierzy ze jest zdrowa i ze tak już będzie, ze wycieli co mieli wyciąc i na tym koniec. Ponoć wiara czyni cuda więc dlaczego pozbawiac chorego tej wiary. Sa różni ludzie, jedni chcą wiedziec na czym stoja inni nie. Moja mama nalezy do tych drugich, nigdy nie wypytywała o szczegóły wiec ja sama nie opowiadam. Myslę ze jak Twój tato chciałby wiedziec więcej niż wie, (a myślę ze wie dużo tylko gra przed Tobą a Ty przed nim) to zapytałby. Ja chyba też naleze do osób które nie lubia znac prawdy i na dzień dzisiejszy (oby nie było takiej okazji) ale nie chciałabym wiedziec jak bardzo jestem chora i ile mi czasu zostało.

Trzymajcie się , życzę Wam wszystkim duzo siły i zdrowia i nie zadreczaj sie ze robisz coś źle :tull:

Richelieu - 2009-11-25, 22:48

Skoro piszesz o tym na forum, to pewnie oczekujesz od nas jakiejś rady.
Ale obawiam się, że niewiele możemy pomóc, bo w tych sprawach są różne oczekiwania różnych osób.
Ja sam należę do tych, co chcieliby wiedzieć jak najwięcej i mieć świadomość, jakie są szanse, możliwości, rokowanie, prawdopodobieństwa, możliwy rozwój wypadków, itd.
Ale są też tacy, co boją się usłyszeć niedobrych wieści, które na nich działają źle, odbierają nadzieję, siłę walki, powodują załamanie i poddanie się.
Ty znając Tatę najlepiej, o wiele przecież lepiej od nas, masz najwięcej danych by ocenić, co i w jaki sposób Jemu powiedzieć i kiedy to zrobić.
Uważam, że na pewno podejmiesz decyzję optymalną.
Nasza pomoc polega bardziej na trzymaniu kciuków za Was - co na pewno wszyscy czytający ten wątek czynią od dawna.
Pozdrawiam serdecznie.

agni5 - 2009-11-25, 23:42

Jusiu Ty najbardziej znasz Tatę i wiesz,czy informacje które chcesz mu przekazać nie odbiorą mu chęci walki.Odpowiedz sobie na pytanie, czy to coś zmieni jeśli Tata dowie się prawdy? Może Tata wie więcej niż Ci się wydaje...
Wczoraj rozmawiałam w poczekalni w CO z pacjentką , która walczy z rakiem od 10 lat.Powiedziała mi,że jakby było już z nią bardzo źle to wolałaby nie znać prawdy....
Jusiu nie odbieraj Tacie nadziei, bo gdy jej w życiu zabraknie to nic nie ma sensu....
Jakąkolwiek decyzję podejmiesz, będziemy Cie wspierać! Trzymaj się Jusiu.Przytulam Cię ciepło.

kaja115 - 2009-11-26, 07:49

jusiu - tez myślę, ze niepotrzebnie sie zadreczasz :!: :!: :!: Masz już i tak dosyc zmartwień :!:
Moim zdaniem dobrze robisz, ze nie mówisz wszystkiego - pewnie jakby Twój Tato chciał wiedziec to by sie dopytywał; a jezeli wie więcej niz Ty myslisz to być moze w jakiś sposób chce chronić Ciebie :!:
Ja mojej mamie tez nie mówię jak jest źle - bo i po co - widze, że jest mocno przybita i bez tych dodatkowych wiadomości.
Ściskam mocno <uscisk>

awilem - 2009-11-26, 08:29

Wiesz to odwieczny problem powiedzieć czy nie. Natomiast wszystko zależy od konstrukcji psychicznej człowieka chorującego. Jesli wiesz, że chory świetnie zdaje sobie ze swojej sytuacji i psychicznie jest twardy to można mu powiedzieć choc wydaje mi się, że chorzy świetnie sobie z powagi sytuacji zdają sprawę a jedynie w rachubę wchodzi zabieranie resztek nadzei. ( Jak od najbliższej osoby usłyszysz że twoje szanse są równe 0 to resztki nadzei ulecą )
Natomiast jeśli ma mieć to wpływa na podejście chorego do leczenia to nie wiem czy jest sens.
Natomiast uważam, że poinformowanie chorego, że jest chory na raka jest naszym tzn. najbliższych świętym obowiązkiem. Ja powiedziałem mamie na co jest chora oraz, że stwierdzono komórki nowotworowe w węzłach chłonnych śródpiersia i uważam, że tyle informacji mojej mamie w 100 % starczy. Mama zdaje sobie sprawę na co choruje i znam mamę nie od dziś i informacja o rokowaniach nie byłoby dobry pomysłem.
Zresztą pomyśl jeszcze nie tak dawno wcale rodzina nie mówiła na co się choruje. Mój chrzestny do końca nie wiedział, że choruje na białaczkę i jego szanse są równe 0.
Nie masz sobie nic do zarzucenia, jestem przekonany, że Twój tata świetnie sobie zdaje sprawę z choroby. ( Zakładam, że powidziałaś Tacie, że choruje na raka płuc)
Pozdrawiam Cię serdecznie

joanna - 2009-11-26, 10:54

Ja mówiłam półprawdę i w zależności od Taty nastroju i widoków na przyszłość w porozumieniu z lekarzem dorabiałam historii, żeby zapalić w nim iskierkę nadziei. Nie wolno dopuścić aby chory się załamał. Jusiu, Ty jesteś z Tatą najbliżej i sama instyktownie będziesz wiedziała jak dozować informacje. A cała prawda czasem może więcej zaszkodzić niż przynieść korzyści. Też miałam takie dylematy, ale ostatecznie nie powiedziałm całej prawdy, i doszliśmy do momentu, że nawzajem z Tatą staraliśmy się o siebie zadbać i przygotować na odejście.

pozdrawiam

Asia

jusia - 2009-11-26, 11:28

Dziekuję Wam za odzew.
Ogólnie to napisałam o tym, bo mi ciężko, bo nie jestem pewna czy dobrze robię.
Oczywiście, że tata wie na co jest chory - powiedziała mu to lekarka już na samym początku, ale jestem pewna, że nie wie do końca wszystkiego.
Nie zdaje sobie sprawy z tego, że to co teraz się działo i dzieje jest spowodowane przez chorobę. Sądzi np, że opuchlizna jest spowodowana jakimiś lekami, krwotoki po zastrzyku ze sterydów. Zastanawia się od czego ten płyn w osierdziu się zebrał - i niech tak sobie myśli.
Podjęłam taka a nie inna decyzję, bo stwierdziłam, że tak będzie najlepiej dla taty.
Ale pewnie zawsze będą mną targały sprzeczne uczucia, czy dobrze zrobiłam - bo w środku czuję ,że tak, ale....zawsze jest jakieś ale.

MaFi - 2009-11-26, 21:03

Richelieu napisał/a:
Ja sam należę do tych, co chcieliby wiedzieć jak najwięcej i mieć świadomość, jakie są szanse, możliwości, rokowania, prawdopodobieństwa, możliwy rozwój wypadków, itd.

Też jestem taką osobą. A jeżeli rodzina ukryłaby cos przede mną to nie wybaczę. Z drugiej strony wiedzą że nic przede mną nie ukryją bo przekopie cały internet wszystkie biblioteki i przepytam każdego lekarza.

Też mam taki dylemat ze szwagrem. On wie że z rodziny ja wiem najwięcej i czasami wydaje mi się że szuka okazji zostać ze mną sam na sam.A wtedy zapyta....i.... no właśnie. Do dziś nie wiem co odpowiem. Chociaż coraz bardziej dochodzę do wniosku że nie może wszystkiego wiedzieć bo
Richelieu napisał/a:
Ale są też tacy, co boją się usłyszeć niedobrych wieści, które na nich działają źle, odbierają nadzieję, siłę walki, powodują załamanie i poddanie się


Jesteś bardzo inteligentną kobietką i wiesz co robisz. Znasz Tatę najlepiej i jezeli podjęłaś taką decyzję to znaczy że słuszną.

Pozdrawiam :tull:

krysiekn - 2009-11-26, 22:14

MaFi napisał/a:
Richelieu napisał/a:
Ja sam należę do tych, co chcieliby wiedzieć jak najwięcej i mieć świadomość, jakie są szanse, możliwości, rokowania, prawdopodobieństwa, możliwy rozwój wypadków, itd.

Też jestem taką osobą. A jeżeli rodzina ukryłaby cos przede mną to nie wybaczę. Z drugiej strony wiedzą że nic przede mną nie ukryją bo przekopie cały internet wszystkie biblioteki i przepytam każdego lekarza.



Też się pod tym podpisuję.
Jednak ukrywanie najgorszego to już inna sprawa, robisz to z miłości, musisz żyć z tą świadomością i robić dobrą minę... Podziwiam Cię za siłę.

Ja muszę wiedzieć, przy pierwszym razie to nawet lekarz był zdziwiony tym, że przed operacją byłam bardzo nerwowa, a gdy już było wiadomo że jednak nowotwór uspokoiłam się (on i oddziałowa pytali czy się spodziewałam). Natomiast teraz nie mam wyjścia, mąż woli o niczym nie wiedzieć, to ja jestem ta odporna. Gdyby było gorzej zobaczymy :?: ale chyba sie nie zmienię.

Cytat:
jusia napisała:
Podjęłam taka a nie inna decyzję,bo stwierdziłam,że tak będzie najlepiej dla taty.
Ale pewnie zawsze będą mną targały sprzeczne uczucia,czy dobrze zrobiłam-bo w środku czuję ,że tak ,ale....zawsze jest jakieś ale.


Jusia, gdyby Twój tata chciał wiedzieć wszystko, to nie byłoby na niego mocnych. Skoro zaś nie docieka i sama uważasz, że najlepsza dla Twojego taty jest ta częściowa niewiedza, to nie zastanawiaj się nawet nad tym ale...nie zadręczaj się.

Gdy chorował mój tata, lekarze nie informowali pacjentów. Nie miał żadnego leczenia, bo za późno operacja :?ale?: , ale przeżył jeszcze przeszło trzy lata. Operacja końcem lat 60tych jakie były ówczesne metody leczenia ? Jeden z lekarzy w dosyć drastyczny sposób poinformował go że ma raka, to go podłamało. Miał stomię, czy nie brał pod uwagę nowotworu? nie uwierzę, ale nie chciał wiedzieć. Spotkałam wiele osób, które wolą pozostawać we względnej nieświadomoci, ich prawo.

Pozdrawiam Cię serdecznie,
Krystyna

gontcha - 2009-11-30, 00:53

Jusia,

Jak Tato się czuje?

jusia - 2009-11-30, 09:31

Tata czuje się dobrze.
Ma apetyt, krwioplucie minimalne - tylko czasem przy odkrztuszaniu.
Jutro rano mamy wizytę u onkologa, bo jest zaplanowane rtg klatki piersiowej i biopsja tego guzka szyi.
Mam nadzieję, że wyjdzie dobrze, chociaż po podejrzeniach DSS co do guzka, to wiem doskonale co to oznacza :| .
Synek poszedł dopiero dziś po 2 tygodniach ostrego zapalenia oskrzeli do szkoły.
Córeczka 2 tydzień na antybiotyku w domu z powodu zapalenia krtani.
No i ja od dziś na antybiotyku - gardło, kaszel...Dobrze, że gorączka nie męczy.

gontcha - 2009-11-30, 20:19

Jusia,

Cieszę się, że Tatko w niezłej formie. Jutro macie moje kciuki podczas wizyty...

Pozdrawiam

MaFi - 2009-11-30, 22:07

A ja myślałam że tylko u mnie zaraza panuje! (zaczyna się od bólu brzucha, wymioty ból gardła lub kaszel)Dziś bierze mąża. Nawet pies dziś wymiotował. Nie wiem czy to ma związek z naszą chorobą czy się czegoś najadł.

Trzymam kciuki i czekam na wiadomości! :)

jusia - 2009-12-01, 17:12

Byłam dziś z tatą u onkologa. Miał wyciągane szwy i zrobiony rtg.
Pani doktor prosiła żebym w poniedziałek sama przyjechała do niej. Będzie wynik rtg i decyzja co dalej.
Lekarka zastanawiała się na podaniem chemii drugiej albo leczeniem mono...(zapomniałam nazwy :| )
Z tym, że w taty przypadku to ciężko będzie, bo pierwszą chemię już źle znosił, no i teraz doszły problemy z osierdziem.
Powiedziała delikatnie tacie, że to wszystko co teraz się z nim dzieje jest spowodowane chorobą, pogorszeniem. A to, że nie stwierdzono komórek nowotworowych w płynie nie oznacza, że ich nie ma (więc tak jak DSS pisała, wynik ujemnie fałszywy) i lekarze to tak traktują jakby komórki tam były.
Kazała też kontrolować cukier.
Biopsji nie było - w poniedziałek dowiem się co z nią.
Lekarka mówiła, że szkoda, że jak tata był tyle czasu w szpitalu to, że nie zrobili mu biopsji i tomografii płuc.

Ponoć nfz się czepia, jak pacjent po wyjściu ze szpitala ma w krótkim czasie zlecane badania - bo oni uważają,że należy zrobić je wtedy kiedy pacjent przebywał na oddziale.
Ponakładali limity, a wiadomo koniec roku jak zawsze jest tragiczny w tych sprawach.
Oczywiście chodzi im o pieniądze, dla nfz pacjent, człowiek, się nie liczy.
Jeśli trzeba będzie, to odpłatnie porobimy badania.

Ps.Chodzi oczywiście o monoterapię---sklerotyczka ze mnie!!!

MaFi - 2009-12-01, 20:19

Kiedyś byłam tak naiwna iż myslałam że na chorych na raka nie oszczędzają. Teraz widzę że nie ma wyjątków-liczą się tylko limity a nie czyjes życie.
Mam nadzieję ze w poniedziałek przekażesz nam pomyślne wiadomości.

Pzdrawiam serdecznie :)

madziorek - 2009-12-02, 00:04

Witaj Słonko, buźka mi się cieszy że u Twojego Tatki dobre samopoczucie, Ty kocie też się trzymaj i walcz o badania, bo nie Ty będziesz się tłumaczyć przed nfz że ich w szpitalu nie zrobili...
łokciami Jusia łokciami!!!
buziole M.

banialuka - 2009-12-03, 17:35

jusia, trzymam kciuki zeby udało Wam sie załatwić te badania w miare szybko i nieodpłatnie oczywiście, no i żeby lekarze mogli wdrożyć jakieś leczenie. Dużo zdrówka i siły dla Was :tull: Pozdrawiam

PS. jezeli chodzi o choroby to współczuje. Ja od 10 października non stop z czymś walcze :cry: moja córka juz 3 anginy ropne miała a teraz jej wyszedł paciorkowiec ropny w wymazie z gardła :cry: :cry: :cry: jak jej przechodzi choroba to syn sie zaraza i tak ciagle :cry: Teraz ma brać antybiotyk aż 2 tygodnie i znowu wymaz, mam nadzieję ze sie go pozbędziemy.

madziorek - 2009-12-04, 08:11

Jusia ja tu wpadam na chwilkę i zostawiam życzonka zdrówka dla Tatki i dla Ciebie, jak się czujecie?? przechodzi Ci grypsko??
Przytulam M.

jusia - 2009-12-06, 19:01

Nasze sezonowe choroby sobie odeszły, mam nadzieję, że już na dobre!
Jutro rano jadę do onkolog, jestem ciekawa co zadecyduje, bo bardzo dobrze zdaję sobie sprawę, że lekarze ręce mają związane jeśli chodzi o leczenie.
Tata nadal bez większych zmian, oby tak nadal było jak najdłużej.

banialuka - 2009-12-06, 20:05

jusia napisał/a:
Tata nadal bez większych zmian,oby tak nadal było jak najdłużej.


Życze Wam tego z całego serca :tull:

jusia napisał/a:
Nasze sezonowe choroby sobie odeszły,mam nadzieję,że już na dobre!


Cieszę sie i również mam taką nadzieję :)

kaja115 - 2009-12-07, 07:33

jusia napisał/a:
Tata nadal bez większych zmian,oby tak nadal było jak najdłużej.

I oby tak dalej!!! trzymam kciuki i sciskam <uscisk>

madziorek - 2009-12-07, 11:21

Jusia dużo zdrówka dla Tatki :) niech się trzyma cieplutko a dla Ciebie dużo sił, kochanie napisz jak po wizycie u doktorów...
Ucałowania dla dzieciaczków
M

jusia - 2009-12-07, 12:57

Byłam u lekarki.
Na rtg było napisane, że w porównaniu z poprzednim zdjęciem jest stabilizacja.
Jeśli chodzi o guz na szyi który w zastraszającym tempie się powiększa, to-
Doktor chciała jeszcze raz wykonać usg w przyszłym tyg, ale oczywiście nie ma limitów :<: Próbowałam w innym miejscu zapisać na usg, ale nie da rady.
Wstępna wizyta na 22. 12., ale mam codziennie dzwonić i może coś się zwolni - jeśli do poniedziałku nadal nie będzie szybszego terminu, to prywatnie to zrobimy, ja nie chcę tyle czekać.
Po usg albo biopsja cienkoigłowa lub będą wycinać.
Ponieważ lekarka konsultowała się z innym lekarzem i on powiedział, że nie wiadomo czy biopsja coś da tzn jakąś odpowiedź co to, a po drugie jeśli to tak szybko rośnie to należy tego się pozbyć.
I nad tym guzem i co z leczeniem trzeba się zastanowić, bo tata źle znosił poprzednie próby leczenia, do tego serce teraz. Więc nawet zabieg wycięcia tego guza też będzie trudny,,,,ciągle coś.

A dziś rano jak wychodziłam z domu to tata mi powiedział:"...podpytaj się lekarki o wszystko..."
Przecież ja nie mam czego się podpytywać... :-(
Powiedziałam Mu po powrocie tylko wszystko na temat szyi i wyniku rtg.

DumSpiro-Spero - 2009-12-07, 13:14

jusia napisał/a:
Wstępna wizyta na 22.12.,ale mam codziennie dzwonić i może coś się zwolni-jeśli do poniedziałku nadal nie będzie szybszego terminu ,to prywatnie to zrobimy,ja nie chcę tyle czekać.

Zróbcie - USG to nie to co TK, koszt jest do przyjęcia, poniżej 100zł w każdym razie na pewno.

jusia napisał/a:
Po usg albo biopsja cienkoigłowa lub będą wycinać.
Ponieważ lekarka konsultowała się z innym lekarzem i on powiedział,że nie wiadomo czy biopsja coś da tzn jakąś odpowiedz co to,a po drugie jeśli to tak szybko rośnie to należy tego się pozbyć.

BAC nie ma sensu kompletnie. Chyba, że obraz USG będzie bardzo niejednoznaczny - jednak już tamto USG wykazało obecność tkanki litej , więc nie sądzę niestety, by szykowała się jakaś niespodzianka..
Jeśli to węzeł, to BAC to ok. 40-50% ryzyko wyniku fałszywie ujemnego. Poza tym po co czekać kolejnych 14 dni na wynik (bez gwarancji, iż będzie on wiarygodny). Dr ma rację.

jusia napisał/a:
nawet zabieg wycięcia tego guza też będzie trudny,,,

ano właśnie - pytanie jak do sprawy ustosunkuje się anestezjolog. Moim zdaniem jego opinia będzie b.ważna - przesądzi bowiem o tym, czy zabieg w ogóle wchodzi w grę. Co prawda skoro wykonano VTS to można widzieć szansę, ale anestezjolog zechce pewnie wykonać kilka badań przed wyrażeniem zgody.

jusia napisał/a:
A dziś rano jak wychodziłam z domu to tata mi powiedział:"...podpytaj się lekarki o wszystko..."
Przecież ja nie mam czego się podpytywać... :-(
Powiedziałam Mu po powrocie tylko wszystko na temat szyi i wyniku rtg.

Bardzo dobrze tacie powiedziałaś. Nie ma co drążyć, póki nie zadaje pytań o 'szerszym' zakresie.. :|
ściskam mocno.

jusia - 2009-12-07, 13:30

DSS, dziękuję!
A co jeśli nie będzie można wykonać zabiegu?
Czy ten guż może zacząć coś blokować?
Bardzo się rozrasta i tata mi mówił, że zaczyna mu przeszkadzać, a i przy dotyku pobolewa go tam...

madziorek - 2009-12-07, 13:59

Jusia spróbuj prywatnie zrobić USG, ja ostatnio robiłam swoje nery i zapłaciłam 50zł
a może da się to złapać i wyrzucić w znieczuleniu miejscowym?? tak, jak u mojego wuja, zaproponował chirurg. Musisz z nimi pogadać.
Tatce informacje filtruj, tak będzie lepiej.
Uściski dla Ciebie M.

jusia - 2009-12-07, 14:03

Z prywatnym usg nie będzie problemu. Jak kiedyś robiłam swoją szyję to 80 zł kosztowało.
Wątpię żeby się dało to zrobić w znieczuleniu miejscowym, bo duże już cholerstwo u rosło i ciągle rośnie, no ale zobaczymy co mądrzejsi powiedzą.
Pozdrawiam!

DumSpiro-Spero - 2009-12-07, 14:32

jusia napisał/a:
Czy ten guż może zacząć coś blokować?
Bardzo się rozrasta i tata mi mówił,że zaczyna mu przeszkadzać,a i przy dotyku pobolewa go tam...

Może - może uciskać naczynia (np. tętnice), może uciskać i przemieszczać tchawicę, oczywiście może mu towarzyszyć przewlekły i trudny farmakologicznie do opanowania stan zapalny - generalnie jeśli szybko rośnie, to może się stać sporym problemem. Zależy jeszcze jak jest umiejscowiony i co uciska. Może być b.blisko jakiegoś naczynia - jednak nie wydaje mi się by było to przeszkodą do zabiegu, który i tak miałby założenie paliatywne (a więc nie radykalność zabiegu by się tu liczyła, a osiągnięcie efektu usunięcia jak największej masy guza).
Jeśli tacie zaczyna przeszkadzać, to jest to sygnał, że pora coś z tym zrobić.
Oby dało radę, niech się chirurg z anestezjologiem pogimnastykują - innej opcji działania bowiem w zasadzie nie ma. Chemia moim zdaniem odpada (zresztą guzy przerzutowe i tak reagują na chemioterapię II linii słabo lub wcale).

MaFi - 2009-12-08, 20:41

Trochę mnie nie było i teraz nie mogę nadążyć z czytaniem.Nie potrafię nic doradzić bo się na tym nie znam. Mogę tylko trzymać kciuki żeby udało sie wyciąć guza aby tata czuł się lepiej.Tego Wam życzę z całego serca!

Pozdrawiam

jusia - 2009-12-11, 21:42

Tata wieczorkiem leżał sobie i zaczął kaszleć. Po chwili dostał dziwnych drgawek kończyn -intensywnie odrzucał nimi bezwiednie. Podbiegłam do Niego i odwróciłam na bok. Po chwili było już wszystko w porządku. Mówił,że kaszląc poczuł, że nie może złapać oddechu, że nie wie co to było.
Znowu wystraszyłam się straszliwie, nie mówiąc o moich dzieciach...

jusia - 2009-12-15, 22:42

Tata coś słabo się czuje.
Nie narzeka, ale ja widzę..
Kaszel się bardzo nasilił, bardziej suchy. Mniej je i ogólnie mało się odzywa.
Oczywiście do lekarza nie chce iść i o wizycie domowej nie chce słyszeć.
Usg szyi i wizyta u onkologa dopiero za tydzień, bo OCZYWIŚCIE tata nie chciał przyspieszać terminu!

jusia - 2009-12-17, 15:51

Tatka zawiozłam dziś do szpitala. Ponownie podczas kaszlu stracił na chwilę przytomność. I to dziś dwa razy rano się wydarzyło. Za drugim razem znowu były przykurcze kończyn, jak kiedyś już.
Wyglądało to okropnie.
Później jadę do niego.
Jest słaby, ledwo chodzi, bo od razu męczy się, ma też ciężki oddech i trochę zawroty głowy...

JaInka - 2009-12-17, 16:30

Jusiu, kochanie...

Mocno przytulam, życzę dużo siły, dużo miłości.

maganana - 2009-12-17, 16:36

Przykro mi bardzo Jusia
przytulam Ciebie mocno.Trzymaj się jakoś :/pociesza:/

kaja115 - 2009-12-17, 19:08

Jusiu - trzymaj się :!: :!: :!:
Życzę dużo siły, ściskam i trzymam kciuki <uscisk>

joanna - 2009-12-17, 19:27

Jusia trzymam kciuki za Was...
Richelieu - 2009-12-17, 20:51

Ja również jestem z Wami ... Pozdrawiam serdecznie.
gontcha - 2009-12-17, 20:59

Jusia, trzymajcie się...
natka7 - 2009-12-17, 21:06

Jusia,bardzo mi przykro,trzymaj się jakość
krysiekn - 2009-12-17, 21:20

Jusia, trzymajcie się jakoś, życzę Wam dużo siły.

Pozdrawiam Cię serdecznie

banialuka - 2009-12-17, 21:20

jusia :tull: :/pociesza:/
cleo33 - 2009-12-17, 21:56

jusia kochana przytulam :tull:
soja - 2009-12-17, 22:02

Jusiu, oby twój tatuś poczuł się lepiej i nabrał sił do walki. Trzymam za niego kciuki. Ty też się trzymaj cieplutko. Pozdrawiam
pixi - 2009-12-18, 00:27

Jusiu Kochana , trzymaj się-przytulam cię cieplutko :tull:
tara - 2009-12-18, 11:24

:tull:
mamanel - 2009-12-18, 11:27

Jusiu, życzę Wam dużo siły :tull:
agakata - 2009-12-18, 11:52

Jusia, trzymaj sie, wysylam mnostwo dobrej energii...
kruszynka - 2009-12-18, 17:25

Jusia !
Życzę Ci z całego serca Swiąt spędzonych z Tatą w domu .

Trzymaj się

JaInka - 2009-12-18, 18:47

Jusiu, myślę o Tobie, chciałabym Cie jakoś podtrzymać...
ana7 - 2009-12-18, 20:45

ja również Cię wspieram i jestem z Tobą.
Dużo siły!!!

jusia - 2009-12-18, 20:53

Dziękuję Wam wszystkim!
Jak zwykle niezawodni!
Dziś tatko miał tk głowy.
Powiedział do mnie - ja mam kaszel duszący, a oni mi ciągle głowę chcą badać, nie wiem po co oni to robią... - nie byłam w stanie powiedzieć prawdy.
Źle sypia, ale lekarz powiedział, że w Jego stanie lepiej nie brać nic na sen.
Tatko słabnie w oczach.
Ma gorszy apetyt, kaszle ciągle, męczy się bardzo.
Tata znany jest z tego, że nawet zimą chodzi w kurtce wiosennej, bez szala, wiecznie okno w domu otwarte, bo zawsze mu ciepło - a teraz to się zmieniło.
Zimno mu i siedzi w szpitalu w swetrze, a czasem ma uderzenia gorąca.
DSS, obawiam się, że to może być już ostatnia faza, o której ostatnio rozmawiałyśmy...
Oczywiście mam nadzieję, że jakoś się z tego wywiniemy i dostaniemy jeszcze troszkę czasu, ale coś w środku mnie wie, że...
Jest bardzo ciężko, pogodzić się nie sposób, ale pocieszam się, że tatę chociaż nic nie boli.
Łzy ciągle same się cisną.
Z jednej strony to dobrze, że jest w szpitalu, bo tam ma pomoc, ale jednocześnie jestem nerwowa, że nie mam Go na oku, że nie ma Go w domu. Ciągle myślę co się teraz z Nim dzieje :cry:

[ Dodano: 2009-12-18, 21:12 ]
Ps. Boli tylko tatka w miejscu po zabiegu na woreczku osierdziowym, zwłaszcza podczas kaszlu, ale lekarz powiedział, że jeszcze ma prawo pobolewać.

agni5 - 2009-12-18, 21:15

Przytulam Cię całym sercem.....
maganana - 2009-12-18, 21:41

Trzymaj się kochana
Ciebie pewno też boli "serduszko"
Całuję

ASSIA - 2009-12-18, 21:43

trzymam kciuki :tull:
banialuka - 2009-12-18, 22:29

jusia napisał/a:
Oczywiście mam nadzieję,że jakoś się z tego wywiniemy i dostaniemy jeszcze troszkę czasu


Ja równiez mam taką nadzieję i trzymam kciuki oby tego czasu było jak najwiecej :tull: Pozdrawiam :cmok: Trzymajcie się.

natka7 - 2009-12-19, 11:01

Jusia,trzymaj się
pozdrawiam

Richelieu - 2009-12-19, 19:11

agni5 napisał/a:
Przytulam Cię całym sercem.....

natka7 napisał/a:
Jusia,trzymaj się
pozdrawiam

I ja też.

madziorek - 2009-12-19, 20:40

Jusia kochanie wybacz długo mnie nie było, Iskierko nasza nie daj się zdmuchnąć przykrym myślom , idą magiczne dni, a Twoja opieka dla Tatki emanuje ciepłem i serdecznością i wierzę w to że będzie lepiej- wbrew diagnozom i rzeczywistości
Tulę Cię kochana mocno... jak zawsze myślami z Wami M.

MaFi - 2009-12-19, 21:41

madziorek napisał/a:
Jusia kochanie wybacz długo mnie nie było

Też proszę o wybaczenie bo musiaam zająć się swoim zdrowiem a tu tak smutno w Twoim wątku.

Trzymaj się kochana, myślami jestem z Tobą, wiem jak Ci ciężko na serduszku....

Pozdrawiam :/pociesza:/

jusia - 2009-12-20, 22:30

Tata nadal słabiutki, czuje się kiepsko, szybko się męczy i ciężko oddycha.
Najprawdopodobniej zebrał się znowu płyn w worku osierdziowym..
Dziś ciągle czuł się jakby miał zaraz zemdleć,ciśnienie spadło - 105/50.
Dostał zastrzyk, ale zbytnio nie pomógł.
Do tego coraz bardziej zaczyna tacie przeszkadzać guz na szyi.

Dodatkowo moja babuńka, dziś także trafiła do szpitala.
Wstępnie lekarze stwierdzili silne zapalenie trzustki. Byliśmy u niej i biedula wygląda tragicznie, cała trzęsie się z bólu, żal patrzeć jak cierpi.
Wygląda na to, że przy wigilijnym stole nie będzie ani taty, ani babci :-(

agakata - 2009-12-20, 22:39

Jusia - nie mysl tak, nie wolno. Przy stole beda wszyscy, zawsze sa.
Magiczne dni ida, przesilenie, Wigilia...niech cala ta magia i wiara bedzie z Toba. Niech Cie nie opuszcza nadzieja.
Jusia - spelni sie to co ma sie spelnic i kiedy przyjdzie czas. Tak bardzo chicalabym, zebys te Swieta spedzila jak najpiekniej...Tego Ci zycze...Tule Cie mocno...

banialuka - 2009-12-20, 23:16

jusia, strasznie mi przykro ze taka zła passa u Was ostatnio :( Wierzę jednak w to, ze przy wigilijnym stole zasiadziecie wszyscy łącznie z tatkiem i babcia. Trzymam za to mocno kciuki :tull: Życzę babci i tatusiowi dużo zdrówka.
pixi - 2009-12-20, 23:48

Jusiu, życzę Wam z całego serca, żebyście do stołu wigilijnego mogli usiąść razem,żeby jeszcze trochę, jeszcze nie teraz...
Mocno Cię przytulam

mamanel - 2009-12-21, 08:38

Jusiu, pewnie te Święta będą inne niż zwykle... Na pewno trudniejsze, ale też wypełnione miłością. Życzę Ci, abyście wszyscy, a zwłaszcza Twoi bliscy chorzy, poczuli jaką miłością i troską są otoczeni. Oraz aby pomimo choroby, zarówno Twój tata jak i babcia, zapomnieli o bólu, strachu i smutku, aby czuli się szczęśliwi mając przy sobie rodzinę w tak trudnym momencie życia. :tull:
jusia - 2009-12-21, 21:22

Tata dziś o wiele lepiej.
Tk nie wykazała zmian w mózgu.
W osierdziu znowu płyn się zbiera, ale na razie nie trzeba odbarczać...
Nie wiem nadal co z guzem na szyi planują.


Moja ukochana Babi zmarła dziś.
Byłyśmy bardzo zżyte.
Próbowano wykonać operację i nie udało się.
Ona wiedziała już, że odchodzi.
Wczoraj przed odjazdem do szpitala pokazała mojej cioci gdzie ma prezenty dla prawnuków, żeby im dać..
Żałuję, że dziś już nie zdążyłam się z Nią zobaczyć!
Babuniu kocham Cię bardzo!! Byłaś wspaniała!

Richelieu - 2009-12-21, 21:30

:cry:

::rose::

joanna - 2009-12-21, 21:34

Przykro mi...
kruszynka - 2009-12-21, 21:39

smutna to wiadomość.
współczuję

brydzia - 2009-12-21, 21:39

bardzo mi przykro ....
banialuka - 2009-12-21, 21:40

jusia, tak bardzo mi przykro :cry: [*]
maganana - 2009-12-21, 21:40

Trzymaj się
bardzo mi przykro :cry:

pixi - 2009-12-21, 21:47

Jusiu, trzymaj się, bardzo mi przykro :-(
krysiekn - 2009-12-21, 22:28

Jusia, wyrazy współczucia, przykro mi... :-(
agni5 - 2009-12-21, 22:41

Jusieńko Kochana! Bardzo mi przykro, przyjmij moje kondolencje.....
Cieszę się, że Tata nie ma przerzutów do mózgu i że czuje się lepiej.....
Ściskam Cię!

awilem - 2009-12-21, 23:07

Przykro mi :(
Dobrze, że TK nie wykazało zmian
Pozdrawiam

gontcha - 2009-12-21, 23:32

Jusia - wyrazy współczucia z powodu odejścia Babi ... :cry:

Tatusiowi kibicuję mocno i wierzę, że będzie Wam dane jeszcze trochę czasu razem.

Trzymaj się kochana _itsme_

madziorek - 2009-12-21, 23:41

Jusiu tulę Cię w bólu, jest mi niezmiernie przykro, ukochane osoby zawsze odchodzą za szybko. Najpierw uczą nas świata, jak najpiękniej żyć a z czasem pozostawiają nam po sobie cudowne wspomnienia i niestety pustkę. Wyobrażam sobie Twoje "rozdarcie" ból po utracie Babi i nadzieja na lepsze u Tatki. Jusia życzę Ci świąt z Tatkiem przy stole, chwili "oddechu", promieni nadziei, radości z gwaru dzieci- trochę innego świata niż dziś... myślę, że wiesz co chcę napisać
przytulam M.

kaja115 - 2009-12-22, 10:16

jusia, tak mi przykro [*]
jusia - 2009-12-22, 15:30

W nocy tata znowu źle się poczuł i mówi, że ciągle tak mu jakoś dziwnie.
Było mu bardzo słabo.
Ciśnienie spadło-90/60. Dostał jakąś czerwoną tabletkę i tlen.
Później tlen odłączył ,bo aż go mdliło.

Miał ponowne usg serca - płyn naszedł, ale nie drastycznie.
Zrobili też usg guza na szyi. Bardzo urósł z 34 x 22 na 50 x 40 (mniej więcej ,bo tata mi podawał wymiary). Jutro mają robić biopsję.
Lekarka mi powiedziała, że tata mówił jej o Babi i że przejął się mocno.
Dziś mi powiedział, że Babi specjalnie to zrobiła, żeby Jego wyprzedzić..
Jest mi ciężko, "piękne" święta będą.

madziorek - 2009-12-22, 15:54

JUSIA :/pociesza:/ jestem myślami z Tobą
pixi - 2009-12-22, 19:20

Jusia, przytulam Cię cieplutko :/pociesza:/
awilem - 2009-12-22, 19:30

Przykro mi, że Tata czuje się gorzej. Trzymam kciuki, żeby jak najszybciej stan Taty się ustabilizował.
Pozdrawiam serdecznie

banialuka - 2009-12-22, 19:41

jusia :/pociesza:/ przykro mi ze tatko gorzej sie czuje, pewnie smierc babci go dodatkowo przybiła, jednak mam nadzieje ze sytuacja szybko sie poprawi na lepsze. Trzymam za to kciuki :tull:
natka7 - 2009-12-22, 21:49

Jusia,bardzo mi przykro z powodu twojej babci,jak również z pogarszającego się zdrowia taty.
Pozdrawiam

Ola_1985 - 2009-12-24, 00:48

Jusia, strasznie mi przykro z powodu śmierci Babci...
Ściskam mocno kciuki za poprawę stanu zdrowia Twojego Taty. Święta chyba dla nas wszystkich będą bardzo trudne...

Trzymaj się cieplutko!!!

JaInka - 2009-12-24, 10:35

Jusiu, kochanie - czuję sporo złości na los. Bo nic zrobić nie mogę, a uderza Cię aż z dwóch stron na raz. "Nie zgadzam się" - jakie to dziecinne zdanie.

Przytulam mocno, myślę, tak chciałabym dla Ciebie dobrych Świąt

banialuka - 2009-12-24, 13:57

jusia jak tata sie czuje? Został w szpitalu czy jest z Wami w domu? Mam nadzieje ze to drugie :tull:
agakata - 2009-12-24, 14:36

Jusienko - tule Cie mocno...chcialabym bardzo odjac Ci ciezaru, smutku...jestem z Toba, jak my tutaj wszyscy...badz dzielna, zycze Ci sily i niekonczacej sie nadziei...
jusia - 2009-12-25, 18:35

Dziękuję Wam bardzo za kondolencje...
Tatko w domciu.
Później wypis przytoczę.
Było wszystko w miarę dobrze, aż właśnie przed chwilą znowu miał ten atak.
Zawsze to się zdarza jak tata leży i podczas snu kaszle. Robi się wtedy cały czerwony na twarzy. I tak jakby miał ogromny skurcz mięśni który też blokuje oddech i za chwilę wraca. Jest po tym zawsze bardzo zmęczony jak po biegu.
Każdy taty kaszel powoduje u mnie szybsze bicie serca ze strachu, najgorzej jest w nocy, bo wybudzam się jak tylko coś usłyszę.

Babuni pogrzeb w środę..

[ Dodano: 2009-12-25, 19:42 ]
KT-głowy z 18. 12:
Układ komorowy symetryczny,nieprzemieszczony.
Przestrzenie podpajęcze prawidłowe.
Zmian ogniskowych w mózgowiu nad i podnamiotowo nie stwierdza się.

USG serca Z 21. 12:
W worku osierdziowym warstwa płynu do 9 mm (norma do 6 mm)

USG szyi z 22. 12:
Ponad wcięciem mostka, poniżej cieśni tarczycy masa litowo - węzłowa o max wym. 51 x 45. Masa przyległa do przedniej ściany tchawicy. Zmiana znacznie powiększyła się w porównaniu z badaniem z 30. 11.

Leczenie:
Clexane, Spironol, Zafiron, Dexaven, Diphergan, Dexamethazon.

Epikryza:
...wykonano badanie usg, gdzie potwierdzono charakter lito - węzłowy tej zmiany -prawdopodobnie w przebiegu choroby podstawowej. Po rozmowie z onkologiem ustalono, że pacjent zgłosi się 8. 01. do poradni celem ustalenia dalszego postępowania - w planie ewentualna radioterapia zmiany w okolicy szyi.

Zalecone leki:
Metypred, Furosemid, Foradil, Atrovent, Theovent, Polprazol, Tranxene.

[ Dodano: 2009-12-25, 21:22 ]
O 21 tata miał ponownie atak. Tym razem siedział na fotelu zaczął kaszleć i ...
Teraz były silne drgawki i żyłki w lewym oku popękały...

madziorek - 2009-12-25, 22:38

Jusia przykro mi, że Tatko tak fatalnie się czuje :-(
Współczuje Ci bardzo, wyobrażam sobie Twój strach, Jusia gdyby zdarzało się to częściej wezwij pomoc,dzwoń po karetkę, bo sama możesz sobie nie poradzić.
Myślami z Tobą M.

jusia - 2009-12-26, 10:25

Noc była straszna.
Tata ciągle kaszlał. Z tego wszystkiego dostał mdłości, ale zbytnio nie mógł zwymiotować.
Chciałam wezwać lekarza, ale tata jak to tata powiedział, że nie chce bo mu nie pomoże.
Dopiero nad ranem z 2 godzinki przespał się.
W poniedziałek zadzwonię do onkologa i umówię tatę na szybką wizytę, żeby nie czekać do 8. 01.
Może coś zapisze na ten wredny męczący kaszel - być może plastry by pomogły??

banialuka - 2009-12-26, 10:35

jusia przykro mi że tato tak się męczy z tym kaszlem. Myślę ze faktycznie nie ma co czekac do 8.01 tylko porozmawiaj z onkologiem najszybciej jak sie da, niech przepisze cos tacie żeby sie tak nie męczył. Pozdrawiam.
soja - 2009-12-26, 23:19

Jusia, strasznie mi przykro z powodu twojej babci. Niech spoczywa w pokoju (*). Mam nadzieję, że tata ma się lepiej i juz go tak ten kaszel nie męczy.
DumSpiro-Spero - 2009-12-27, 06:45

jusia napisał/a:
Może coś zapisze na ten wredny męczący kaszel-być może plastry by pomogły??
A nie ma dotąd plasterków?.. Może ze względu na serduszko, ale ja bym się nie wahała, najniższą dawkę fentanylu i już. Na pewno złagodzi kaszel. Nie można tego tak zostawić, nie można pozwolić mu się tak męczyć. A dziś, nie da rady do kogoś przedzwonić, by zajrzał, choćby w ramach wizyty prywatnej? Bez pytania taty o zdanie.
Może być to internista, byle z kontraktem z NFZ.
Przejrzałam wypis.. Meta do OUN nie ma, chyba, że są to przerzuty do opon mózgowych, lub rozsiew drobnoprosówkowy (wtedy TK nie pokaże nic), ale nie sądzę.
Dostał leki na zatorowość - heparynę (Clexane). Nie zalecili kontynuacji w domu?..
Dostał też podskórnie sterydy (Dexaven), prócz tego doustnie. Poza tym typowe leczenie objawowe.
Guz na szyi to masa węzłowa - przerzut. Uciska na tchawicę niestety. Może mu się gorzej oddychać, w szpitalu na pewno pomógł trochę Dexaven (zmniejszył ucisk poprzez zlikwidowanie obrzęku).
SZCZERZE - nie ciągnęłabym taty na żadną wizytę, jego stan jest zbyt poważny. Zorganizowałabym wizytę domową i poprosiłabym o przepisanie: plasterków, clexane, sterydów (jeśli nie macie, może jednak macie i kontynuujecie leczenie np lekiem Metypred).
Nie można nic więcej zrobić. Jusieńko, tata naprawdę może odejść w każdej chwili.. Tylko niech się nie męczy, proszę - zorganizuj szybko te plasterki..

[ Dodano: 2009-12-27, 07:00 ]
O, przegapiłam wiersz z zaleconymi lekami. Widzę, że Metypred jest. Tranxene to dobry lek, ale na nie dający się opanować kaszel - za słaby.
Być może - włączywszy plasterki - trzeba będzie Tranxene odstawić, niech lekarz zadecyduje.
Podejrzewam, że nie chciano ryzykować i podawać opioidów ze względu na serce. Jednak stan taty to stan terminalny - wszyscy wiedzą, że w tej sytuacji priorytety powinny ulec zmianie; najważniejsze powinno być to by nie cierpiał. Jusia, pogadaj o tym z lekarzem (i wezwij go jak najszybciej, może udałoby się poprosić jakieś hospicjum, by wysłało lekarza? Tak byłoby najlepiej - to specjaliści od opieki paliatywnej ).

jusia - 2009-12-27, 17:42

Dziękuję!
Tata w nocy miał atak i dziś około 16 znowu - ponownie utrata przytomności i drgawki.
Tym razem zgodził się bez marudzenia na:
-brać wszystkie leki jakie ma zalecone - bo ciężko z tym było, na wszystko miał jakieś ale (a to, że od tego miał krwotoki, a to, że od tamtego mu ciśnienie spada, a to, że ogólnie po co mu to jak nie pomaga...)
-wezwanie lekarza aby zapisał plastry.
Niestety musimy czekać do jutra, bo pomoc doraźna nie może takich leków przypisywać, bo to różowa recepta.
Zgodził też się na zapisanie do hospicjum.
Wytłumaczyłam mu, że wtedy w takich kryzysowych sytuacjach przyjedzie lekarz który będzie umiał pomóc.

Co ja się muszę naprodukować żeby skłonić tego mojego kochanego upartego tatka na stosowanie zaleceń lekarzy!
Gorzej niż małe dziecko. Nie potrafi pojąć, że to dla Jego dobra!
Nie walczymy z przeziębieniem..

mral - 2009-12-27, 17:58

Jusia, nie wiem czy w czymkolwiek to Ci pomoże , ale wklejam to co znalazłam na temat drgawek.

Cytat:
Stan drgawkowy

Jest to stan długotrwałych (ponad 30 minut) ciągłych drgawek lub 2 i więcej epizodów drgawkowych bez pełnej normalizacji stanu chorego. Jednak w praktyce, ze względu na uszkodzenie mózgu w wyniku długotrwałego stanu drgawkowego, już po 10 minutach powinno być rozpoczynane leczenie. Najczęstszą przyczyną stanów drgawkowych w onkologii są przerzuty do mózgu lub opon mózgowo-rdzeniowych. Inne przyczyny stanowią wczesne lub późne następstwa radioterapii oraz chemioterapii. Wśród leków cytotoksycznych najwyższą neurotoksyczność typu centralnego wykazują antymetabolity (metotreksat i arabinozyd cytozyny), alkaloidy roślinne, niektóre leki alkilujące (ifosfamid, cisplatyna) oraz inhibitory topoizomerazy I. W różnicowaniu należy uwzględniać przyczyny analogiczne do opisanych w przypadku wzrostu ciśnienia wewnątrzczaszkowego. Stan drgawkowy może powodować następstwa systemowe (kwasica metaboliczna lub oddechowa, hiperglikemia, nadciśnienie tętnicze, hiperkaliemia, neurogenny obrzęk płuc, nadmierna potliwość, niewydolność nerek) lub mózgowe (wzrost ciśnienia wewnątrzczaszkowego, uszkodzenie neuronów, naruszenie ciągłości bariery krew-mózg, obrzęk mózgu, wzrost przepływu mózgowego).

Już w trakcie prowadzenia diagnostyki konieczne jest podejmowanie leczenia - należy podać diazepam lub lorazepam dożylnie, a w przypadku utrzymywania się drgawek - fenytoinę lub fenobarbital. Jeśli ostry stan zostaje opanowany diazepamem, to leczenie powinno być kontynuowane przy użyciu pochodnych długo działających fenytoiny.



Trzymaj się.

zufed - 2009-12-27, 18:13

jusia napisał/a:


Niestety musimy czekać do jutra,bo pomoc doraźna nie może takich leków przypisywać,bo to różowa recepta.

jusia, ja stosuję plastry Transtec i nie są wypisywane na różowej recepcie, ani jak dostałam receptę w poradni leczenia bólu anie teraz, kiedy recepty daje mi lekarz rodzinny.zaznaczone jest tylko "P" na recepcie, jako choroba przewlekła, żebym nie musiała płacić.

ściskam Was mocno, dzielna jesteś :cmok: <uscisk>

jusia - 2009-12-27, 19:11

mral, ,dziękuję za informację.
U taty taki atak trwa parę sekund. Po chwili dochodzi do siebie i nie pamięta co się działo.

zufed, mi ten lekarz z pomocy doraźnej powiedział, że tylko może je wypisać rodzinny, lub inny lekarz który opiekuje się tatą.
zufed napisał/a:
ani jak dostałam receptę w poradni leczenia bólu anie teraz, kiedy recepty daje mi lekarz rodzinny

Może w tym tkwi problem, że Ty dostałaś to od rodzinnego oraz z poradni, a ja dziś tylko mogłam skontaktować się z lekarzem dyżurnym.
Niestety nie jestem dzielna, boję się, bardzo.
Mam ogromne wyrzuty sumienia, że nie potrafiłam efektywniej na tatę naciskać, aby te lekarstwa wszystkie brał.

cleo33 - 2009-12-27, 19:46

Niestety nie jestem dzielna,boję się,bardzo.
Mam ogromne wyrzuty sumienia,że nie potrafiłam efektywniej na tatę naciskać ,aby te lekarstwa wszystkie brał.[/quote]

jusia jestes dzielna ,nie mozesz wplynac bardziej na to co zdecyduje tato ,moj tez jest bardo oporny ,prosze ,błagam a on i tak swoje teraz odstawil encorton bo uznal sobie w głowce ze niepotrzebnie sie nie bedzie trul :roll:
I co nasile mu nie wcisne tabletki,prawda?
Takze robisz co w twojej mocy i nie mozesz myslec inaczej ;)
Trzymam kciuki za Was i przytulam

zufed - 2009-12-27, 20:26

jusia może masz racje z tymi receptami, bo u Was chodzi o wypisanie plastrów po raz pierwszy.u mnie to są kolejne recepty.

tak jak pisze cleo- jesteś dzielna i robisz dla niego bardzo dużo- jesteś z nim a tego mu najbardziej potrzeba.

trzymaj się kochana :cmok:

mral - 2009-12-27, 20:27

jusia napisał/a:

Niestety nie jestem dzielna,boję się,bardzo.
Mam ogromne wyrzuty sumienia,że nie potrafiłam efektywniej na tatę naciskać ,aby te lekarstwa wszystkie brał.


Jusia, ja myślę, ze nie powinnaś mieć jakichkolwiek wyrzutów sumienia. Na tyle, na ile jest to możliwe, dbałaś i dbasz o Tatę, robisz wszystko co w Twojej mocy. Zmuszanie chorego do czegokolwiek, nie powinno mieć miejsca, chory potrzebuje spokoju.

Boisz się – nic z tym nie zrobisz, musisz przez to wszystko przejść razem z Tatą i wspierać Tatę do końca.

Takie jest to życie.

banialuka - 2009-12-27, 21:02

mral napisał/a:
Jusia, ja myślę, ze nie powinnaś mieć jakichkolwiek wyrzutów sumienia. Na tyle, na ile jest to możliwe, dbałaś i dbasz o Tatę, robisz wszystko co w Twojej mocy. Zmuszanie chorego do czegokolwiek, nie powinno mieć miejsca, chory potrzebuje spokoju.


Jeśli można to podpisuję się pod tym obiema ręcami.

Jeżeli chodzi o zmuszanie do brania leków to u nas też jest problem. Teraz mama jest bez leków ale wcześniej w czasie chemii miała przepisany Gasec na zołądek ale oczywiście nie brała bo stwierdziła ze jej nie boli aż do momentu jak zaczął mocno boleć. Teraz od września bierze Bio Marine i też musze z nia walczyć bo pisze że powinno sie robić kuracje po 4 miesiace i 2 miesiące przerwy ale mama oczywiście już nie bierze bo stwierdziła ze źle sie po nich czuje i ze są za duze do połykania :fucc: nie wspominajac o tym ze brała po 2 dziennie zamiast po 4 :<:
Więc jak widzisz nie tylko Twój tatko jest uparty. Trzymaj sie cieplutko :tull:

krysiekn - 2009-12-28, 10:40

jusia napisał/a:

Niestety nie jestem dzielna,boję się,bardzo.
Mam ogromne wyrzuty sumienia,że nie potrafiłam efektywniej na tatę naciskać ,aby te lekarstwa wszystkie brał.


Jusia, jesteś bardzo, bardzo dzielna, to nie podlega dyskusji.
Nie szukaj winy tam gdzie jej nie ma. Jesteś z tatą, dbasz o niego, pomagasz mu jak tylko jesteś w stanie. Nie widzę możliwości zmuszenia świadomego, dorosłego człowieka do połykania tabletek, czy czegokolwiek innego. Ile osób rezygnuje z trudnego mi męczącego leczenia? Twój tato walczył, może właśnie dlatego, że ma u swego boku kogoś takiego jak Ty?
Lęk, rzecz normalna, a przy tej chorobie.... Niestety, dużo bólu, cierpienia nie tylko osoby chorej.
Trzymajcie się jakoś i żeby tych lepszych chwil jeszcze nie brakowało.

Pozdrawiam Cię serdecznie

jusia - 2009-12-28, 13:51

Tata gaśnie w oczach, jest coraz słabszy.
Ciężko oddycha, ledwo może parę kroków zrobić. Kolejna noc nieprzespana.
O 4 miał atak, później wymioty i o 12 znowu atak.
Ale chociaż od wczoraj grzecznie wszystkie leki bierze.
Bolą go plecy pewnie od kaszlu.
Mówi też, że guz na szyi przeszkadza, że już nie może na wznak spać, bo uciskać zaczyna.
Załatwiliśmy hospicjum domowe - jutro mają rano przyjechać.
Dziś czekamy na pielęgniarza który jest dawnym kolegą taty i właśnie pracuje w tym hospicjum.
Ma się dodatkowo skontaktować z lekarzem, co można podać tacie jeszcze dziś.
Serce mi pęka jak widzę tatusia w takim stanie, jest bardzo, bardzo źle........

madziorek - 2009-12-28, 14:06

Jusiu kochana Ty to widzisz najlepiej i najwyraźniej jak Tatko słabnie, i najlepiej pielęgnujesz, dbasz i walczysz o Tatusia, nie bój się, że coś robisz nie tak. Piszesz że jest źle :cry: , Jusia jesteś cudowną córką, trzymasz za rękę, a to Tatce przynosi ukojenie.
Trzymaj się kochanie w tym cierpieniu, którego doświadczasz.
Cała z Tobą M.

awilem - 2009-12-28, 14:27

Przykro mi bardzo Jusiu, że stan taty sie pogarsza. Trzymaj się mocno, bezsilność w tej chorobie jest porażająca.
Życzę dużo siły i wszystkiego dobrego dla Taty.

banialuka - 2009-12-28, 14:32

jusia przykro mi że tacie tak bardzo sie pogarsza :-( najgorsza jest ta bezsilność i patrzenie na cierpienie najbliższej osoby :-( Trzymaj sie kochana,życzę Ci dużo siły, myslami jestem z Tobą :/pociesza:/ :tull:
DumSpiro-Spero - 2009-12-28, 15:02

Jusia, los nie dał mi córeczki, ale gdybym mogła ją mieć to chciałabym by była dokładnie taka jak Ty... Ciepła, życzliwa, inteligentna, ciekawa życia, 'wszędobylska' ale z większym wyczuciem niż ktokolwiek inny, i oddana tym, których kocha - bezgranicznie, ale z miłości a nie przymusu.
Tata Twój wygrał wyjątkowy los na loterii w postaci takiej córki jak Ty. I jestem pewna, że wie o tym. I zapewne tysiące razy przebiegało mu przez myśl, jak wielkie ma szczęście..
Musisz o tym wszystkim wiedzieć, byś nie traciła czasu i energii na zbędne i absurdalne wręcz myśli o tym, że w czymś nie byłaś doskonała.
Nie ma ludzi ani sytuacji doskonałych. To życie. A Ty w życiu swojego taty byłaś i jesteś jasnym kwiatuszkiem, najlepszym co mogło go spotkać :)
Tylko powiedz mu...
:tull:

kruszynka - 2009-12-28, 17:54

Ja do końca wierzyłam, że mojemu Tacie się poprawi.

I Ty Jusia pewno też masz taką nadzieję. Cieszyłam się , gdy przeczytałam że masz Tatka w domu na Swięta. Szkoda , że tak się biedny męczy.
Ale dobrze , że jest z Wami w domu . To bardzo bardzo ważne.

Jestem myślami z Wami w tych tak trudnych chwilach.

natka7 - 2009-12-28, 19:50

Jusia,trzymaj się mocno i miej nadzieje,że Bóg da i będzie dobrze.
Pozdrawiam

zufed - 2009-12-28, 20:20

Jusia kochana jesteś wielkim szczęściem dla Taty. Bądź przy nim dalej, chłoń każdą chwile.
Jesteś wspaniałą córką.
Trzymaj się. Jestem z Tobą
_itsme_

Ola_1985 - 2009-12-28, 20:44

Jusia, nie miej sobie nic do zarzucenia, zrobiłaś wszystko co mogłaś! Jesteś fantastyczną córką! Strasznie mi przykro, że stan Twojego Taty jest tak ciężki.

Nie wiem czy to coś da, ale modliłam się dziś za Twojego Tatę i o siłę dla Ciebie i najbliższych. Trzymaj się dzielnie!

mral - 2009-12-28, 21:49

Jusia, podpisuję się pod każdym słowem napisanym przez DSS.
Zatrzymam się na tym fragmencie:
DumSpiro-Spero napisał/a:

Tylko powiedz mu...


Chcę, żebyś wiedziała, że choć od śmierci mego Taty upłynęło wiele lat, wciąż nie mogę sobie darować, że nie powiedziałam. Strasznie się z tym męczę.
:tull:

jusia - 2009-12-29, 01:13

Kolejny raz dziękuję za okazane wsparcie - wiele to dla mnie znaczy.
Załatwiliśmy domowe hospicjum.
Przyjechał też taty kolega, który tam pracuje, dał zastrzyk Fraxiparine w brzuch na zakrzepicę.
Nawet tata dość dużo rozmawiał, wspominali dawne czasy - oj grzeczni to oni nie byli...
Jednak o 22, 22:45 i przed chwilą, podczas pisania tego postu ponownie nastąpiły ataki, a przedtem były o 4 i o 12:30.
Jutro rano przyjedzie lekarz z hospicjum domowego.
Musimy noc jeszcze jakoś pokonać i mam nadzieję, że jutrzejsza wizyta lekarska przyniesie tacie ogromną ulgę.
Nadal nie może spać, bo jak kaszel nie obudzi to atak, jak nie to, to mdłości i ciągle coś.
Najwięcej dziś to z godzinkę pospał w dzień..

pixi - 2009-12-29, 02:26

Jusiu trzymaj się jakoś , kochana :/pociesza:/ to, przez co przechodzicie, jest bardzo trudne. Mam nadzieję, że ten lekarz przyjedzie z samego rana i że pomoże Twojemu tacie, tak strasznie mi Was żal :tull:
meegrena - 2009-12-29, 07:34

Jusiu! Trzymaj się, łączę się z Wami w tych trudnych momentach. <uscisk>
kaja115 - 2009-12-29, 08:33

Jusiu!!! Trzymajcie się!!! Jest cięzko i pewnie będzie coraz gorzej!!!! Ściskam i przytulam <uscisk>
krysiekn - 2009-12-29, 09:02

Przykro mi, że Twojemu tacie tak się pogarsza :-( . Życzę Tobie i Twojej rodzinie dużo siły na kolejne ciężkie dni. Trzymajcie się.
Pozdrowienia, uściski :tull:

banialuka - 2009-12-29, 11:00

jusia :tull:
pixi - 2009-12-29, 11:04

Jusia ?
joanna - 2009-12-29, 11:18

Jusia,
co u Was słychać. Trzymaj się kochana i ciesz z każdej wspólnej chwili.
DumSpiro-Spero napisał/a:
Tylko powiedz mu...

Zrób to, a poczujesz czar słów.

pozdrawiam
Asia

DumSpiro-Spero - 2009-12-29, 13:27

Co prawda w szpitalu nie drążono tematu, jednak po ponownym przeanalizowaniu sprawy odnoszę wrażenie, że ataki taty jusi są wynikiem SVCS (zesp.żyły głównej górnej).
Byłby to nieczęsto spotykany objaw tego zespołu (plus brak innych objawów dla niego typowych) - a jednak wszystko nagle złożyło mi się w całość.. Rozmawiałam z jusią telefonicznie , wkrótce opisze tu bieżący rozwój spraw,
tymczasem ja postaram się nawiązać pilny kontakt z profesorem Jassemem i poproszę o opinię co do tej ewentualności, jak również o wyrażenie zdania w kwestii możliwości wykonania przezskórnej angioplastyki balonowej (w świetle współistnienia problemu zbierania się płynu w osierdziu).
To tyle 'na gorąco'.

jusia - 2009-12-29, 14:37

DSS...sama wiesz.. _littleflower_
Noc była straszliwa - ataki, kaszel, wymioty, ogólnie nie spaliśmy prawie wcale...
Lekarka przyjechała po godz 10.
Zmieniła troszkę leki, oto co zleciła:
Diphergan - w razie wymiotów.
Metypred ma wrócić po zakończeniu Dexavenu.
Dexaven, Clexane - w zastrzykach 10 dni (będzie pielęgniarka środowiskowa przychodzić).
Amizepin, Polprazol, a Theovent na razie odstawić, bo może pobudzać do drgawek i odstawić Foradil, ponieważ tata jak to bierze to ma uczucie, że się dusi.
Furosemidum - co drugi dzień.
Morphini sulfas, Buscolysin, Midanium, Natr Chlor Isoton - z tych leków co 4 godz robię tacie wlewki do "motylka".
Zapomniałam spytać co z Tranxene i Atroventem.

Jutro lub pojutrze przyjdzie pielęgniarka z hospicjum zobaczyć jak tata zareagował na leki, czy coś zwiększyć itp.
Lekarka też wstępnie wpisała tatę na oddział, bo mówiła, że w razie jak nie będzie poprawy to wezmą tatę tam na 2 - 3 dni, aby dokładnie dobrać lekarstwa które bardziej pomogą.
Teraz tata śpi, zobaczymy na jak długo - zazwyczaj to najdłużej trwa parę minut.
O 15 wlewkę daję.

Co do ZŻGG, to na samym początku takie były podejrzenia (tu na forum), ale lekarze odrzucili to.
Dziś rozmawiałam jeszcze z tym taty kolegą i powiedział, że to faktycznie może być to, bo objawy choć nie całkiem typowe, mogą na to wskazywać.
Tyle tylko, że w taty przypadku, ciężko jest coś z tym zrobić teraz.

agakata - 2009-12-29, 16:54

Jusienko, tulę Cię mocno...niewiele mogę dodać...boli bardzo czytać o takim szybkim postępie choroby...rozumiem Twoją niezgodę na odchodzenie Taty...nie można się z tym pogodzić, ani oswoić...życzę Ci siły...mam nadzieję, że stan sie ustabilizuje i będziecie jeszcze cieszyć się słońcem...przesyłam moc ciepłych myśli Jusiu...badz dzielna.
kruszynka - 2009-12-29, 17:53

Jak ciężko patrzeć na cierpienie bliskich.
Oby leki pomogły.

WIERZĘ , ŻE BĘDZIE LEPIEJ .

banialuka - 2009-12-29, 18:23

jusia wierze ze w końcu dobiora odpowiednie leki i tata poczuje sie lepiej :tull:
awilem - 2009-12-29, 18:28

Trzymam kciuki za rychłą poprawę stanu zdrowia Taty. Jeśli to ZŻGG to trzeba coś z tym fantem zrobić jak najszybciej.
Pozdrawiam i życzę jak najszybszej poprawy zdrowia Tacie.

banialuka - 2009-12-30, 21:41

jusia jak tato się czuje? Mam nadzieję ze nocke przespaliscie spokojnie? Pozdrawiam :tull:
jusia - 2009-12-31, 17:09

Leki działają.
Ostani atak był we wtorek o 19 i od tego czasu ciszaaa...
Kaszel także mniej męczący. Przesypia sporo czasu w porównaniu z ostatnimi dniami.
Jedyny minus to były wymioty i mdłości po dexavenie, ale dziś już tylko troszkę mdliło, więc to też się normuje.
Noga nadal opuchnięta, ale to już jest najmniej dla taty uciążliwe.
Wiem od DSS, że wyniki krwi nie wskazują na to, żeby coś niepokojącego działo się w szpiku, jamie brzusznej, nerki i wątroba też ok.
Kochana DSS napisała do profesora Jassema.
To bardzo ważna postać w onkologii (nawet nie miałam pojęcia jak ważna!), więc jestem bardzo ciekawa Jego zdania.

gontcha - 2009-12-31, 17:38

Jusieńko - i oby tak dalej, bardzo się cieszę, że Tatko czuje się lepiej i nie męczą go już te ataki.

Ściskam mocno w ten sylwestrowy wieczór :tull:

Ola_1985 - 2009-12-31, 20:17

Jak dobrze przeczytać coś bardziej optymistycznego! Mam nadzieję, że ten stan bez ataków będzie się utrzymywał jak najdłużej! :)

Pozdrawiam serdecznie!

krysiekn - 2009-12-31, 20:26

Jusia, cieszę się że u Twojego Taty lepiej. Trzymam kciuki za dłuższą poprawę.

Serdecznie pozdrawiam :tull:

banialuka - 2009-12-31, 20:38

jusia bardzo, bardzo sie ciesze że leki działają i ze tato sie nie męczy tak jak przedtem. Mam nadzieje ze tak będzie jak najdłużej. Pozdrawiam :tull:
pixi - 2009-12-31, 20:43

Jusia cieszę się razem z Tobą <uscisk>
JaInka - 2010-01-01, 10:01

Jusiu, trzymam kciuki i życzę jeszcze trochę czasu.

Kochanie, prztulam mocno

soja - 2010-01-01, 13:39

Jusiu, za każdym razem kiedy tu zaglądam mam nadzieję, że przeczytam coś pozytywnego. Cieszę się, że twój tatuś czuje się lepiej. Trzymam za niego mocno kciuki :okok" . A ciebie ściskam cieplutko :tull: .
cleo33 - 2010-01-02, 21:53

JUSIU jak u Was :?:
jusia - 2010-01-03, 14:33

U nas różnie - raz lepiej raz gorzej.
Dziś w nocy było właśnie gorzej.
Tata znowu wymiotował do rana.
Kaszel też miał nasilony - może nie aż tak jak przedtem, ale jednak męczył.
Bolało Go też po stronie serca - mówił, że czuje tam kłucie.
Teraz od ponad dwóch godzin śpi, bo noc Go wymęczyła.
Oczywiście nie muszę wspominać, że nie chciał abym dzwoniła do lekarza.
Skontaktowałam się z taty kolegą i powiedział, że jeśli tatę będzie boleć lub będzie kaszlał, to śmiało mogę podać o jedną kreseczkę więcej lekarstwa, bo to nie zaszkodzi.
Jutro przyjdzie pielęgniarka z hospicjum zobaczyć jak tata się czuje.
Zobaczymy co powie na te pogorszenie się.
Więc kolejny raz przekonałam się, że nie ma co się cieszyć z poprawy, bo trwa tylko moment, ale z drugiej strony nawet takie krótkie chwilki pomagają nam złapać oddech i nabrać nadziei...

cleo33 - 2010-01-03, 15:07

Dobrze ze zasnał sen troche go wzmocni ,musimy wierzyc ze bedzie dobrze :)
Jestem myslami przy Was :tull:

banialuka - 2010-01-03, 17:28

jusia ja równiez ciągle o Was myslę i za każym razem wchodze w Twój wątek ze strachem co w nim przeczytam i wiarą że będą to jednak dobre wiesci. Trzymajcie się :tull: Pozdrawiam.
madziorek - 2010-01-03, 18:30

jusia, przytulam Cię w tej huśtawce samopoczucia Tatki, wierze, że ten wieczór i noc, minie spokojnie i bezboleśnie. Trzymaj się kochanie.
Myślami z Tobą M.

agakata - 2010-01-03, 23:09

Jusia, cieszę sie każdą Waszą chwilą....
Celebruj każdą...
jestem blisko
a

Ola_1985 - 2010-01-04, 00:02

Jusia, należy cieszyć się każdą chwilą poprawy, choćby najkrótszą i mieć nadzieję na jak najwięcej takich właśnie chwil.

Ściskam, trzymaj się dzielnie! :)

pixi - 2010-01-04, 11:30

Jusiumój mąż dostał na wymioty ( zwracał po każdym kaszlu) metaclopramid- pomogło " od ręki". Nie wiem, czy to sprawdzi się w przypadku Twojego Taty, ale możesz chyba zapytać, najwyżej powiedzą ,że nie.
W tej chorobie zmiany samopoczucia zachodzą bardzo szybko i niespodziewanie, a my szarpiemy sie pomiędzy skrajną rozpaczą i nadzieją. Życzę Wam, żeby tej nadziei było więcej :)

jusia - 2010-01-05, 11:52

pixi, tacie dawałam 2 tabletki Dipherganu i chyba już organizm przyzwyczaił się do Dexavenu, bo wymioty ustąpiły. (tata nawet czasem nie chciał tabletek, bo mówił, że jak zwymiotuje to mu lepiej).
Noc przebiegła spokojnie. Tata dużo pospał. Rano też było ok, teraz troszkę gorzej.
Zauważyłam też, że tacie bardzo drżą ręce.
Zwłaszcza podczas podawania leków do motylka całe ręce drżą, aż widać, że mięśnie skaczą - no nie wiem, może morfina tak to powoduje?

MaFi - 2010-01-06, 21:32

Tyle czasu mnie nie było tak się bałam o Ciebie...
JaInka - 2010-01-07, 11:24

Jusiu, z przerwami, ale jestem u Ciebie. Trzymam za rękę, przytulam.
jusia - 2010-01-07, 11:48

Te drżenia rąk mogą być najprawdopodobniej wynikiem niewydolności układu oddechowego, a także takie objawy daje zakrzepica.
Dziś ma przyjść pielęgniarka z hospicjum, a jutro wizyta u onkologa.
Muszę przypomnieć o badaniu krwi, bo jakoś nikt nie kwapi się aby je wykonać.
Odpukać, ostatnio ataki nie pojawiają się, więc dobre i to.
Jestem zła, że pozwolili temu guzowi na szyi tak rosnąć .Nic z nim nie robili, ciągle przekładali terminy i badania, a teraz pewnie już nie dadzą rady go zmniejszyć - a on sobie rośnie w najlepsze.
Mam wrażenie, że spisali na straty tatę.
Robią tylko prowizorkę...

awilem - 2010-01-07, 15:11

Trzymam kciuki, żeby ataki już nie powróciły. Wiesz czasami można odnieść takie wrażenie, że lekarze nie mają odwagi powiedzieć prosto w twarz, że już nic nie da się zrobić i teraz to pozostaje czekanie na śmierć.
Napewno jeszcze nie raz będziesz się cieszyć z chwil spędzonych z Tatą, mocno w to wierzę.
Pozdrawiam serdecznie

MaFi - 2010-01-07, 22:14

Rozumiem Twoje rozgryczenie i tez czasami przy pełnym szacunku do lekarzy nie mgę pojąć ich postępowania.Cieszę się że ataki ustąpiły to być może chociaż na sekundę pozwoli Ci na rozlużnienie psychiczne. Tulę
jaga-bz - 2010-01-08, 07:19

Jusiu, pakiet świadczeń udzielanych w ramach domowej opieki hospicyjnej obejmuje również badanie krwi (wiem z autopsji). Należy zgłosić to lekarzowi (użyć argumentów, domagać się). Krew pobiera pielęgniarka. Wynik jest czasami tego samego dnia (info można uzyskać telefonicznie).
Pozdrawiam serdecznie. Nie poddawaj się rozgoryczeniu i złym myślom.

P.S. odrobinę mi przykro, że tak zamilkłaś

jusia - 2010-01-08, 18:56

Dziś pojechaliśmy do onkologa.
Na miejscu byliśmy o 8 rano, a do gabinetu weszliśmy o 12 tzn wjechaliśmy, bo tata na wózku siedział.
Naszej prowadzącej nie było.
Dowiedzieliśmy się, że naświetlań guza na szyi nie będzie ( tak jak DSS sądziła).
Lekarka powiedziała tacie, że nie będzie ich, bo tata nie wytrzyma w pozycji leżącej.
Tata jej odpowiedział, że wytrzyma troszkę, a ona powiedziała, że troszkę to zbyt mało.
Widziałam, że tata zawiedziony się poczuł. Miał taką nadzieję na jakieś podleczenie..
Zleciła dać tacie 8 ml Dexavenu i podanie tlenu na parę minut.
Później porozmawiałam z nią sama.
Powiedziała, że nie ma sensu już taty męczyć. Takie naświetlania dla niego by były bardzo uciążliwe, a i tak nie wiadomo czy by dały jakieś efekty.
Organizm już jest bardzo osłabiony, a przez serce jest jeszcze gorzej.
Co do ataków, to powiedziała, że owszem może to być ZŻGG, ale "balonikowanie" już także odpada.
Powiedziała też ( tak jak DSS ), że te leki tylko teraz na jakiś czas są ulgą, ale ich działanie nie będzie wieczne.
Mówiła, że jeśli tata będzie mieć lekką śmierć, to powinniśmy być szczęśliwi, bo może to przebiegać też bardzo drastycznie.
Przepraszała mnie, że jest taka szczera, ale tata może umrzeć w każdej chwili i chce byśmy byli na to gotowi.
To była ostatnia wizyta w poradni onkologicznej...teraz tylko hospicjum domowe.

Dziś tata słabiutki, dał mu w kość ten wyjazd.
Ledwo mógł przejść parę kroków i to z pomocą kogoś.
Mdli go po zastrzyku, nic nie chce jeść.
Jest ciężko..tak bardzo ciężko......

agni5 - 2010-01-08, 19:01

Jusieńko przytulam Cię całym sercem, jestem z Tobą....Bądź dzielna w tych dramatycznych chwilach....
krysiekn - 2010-01-08, 19:20

:tull: :tull: :tull:
Jusia, ja też przytulam. Cóż można jeszcze? dużo, dużo sił w tych trudnych chwilach dla Ciebie i Twoich bliskich...

kruszynka - 2010-01-08, 20:31

Wiem co czujesz.
Wspieram Cię w myślach.

Życzę naprawdę dużo siły dla Ciebie i twojego Taty.

banialuka - 2010-01-08, 20:40

jusia jestem z Tobą i zyczę duzo siły :tull: :tull:
cleo33 - 2010-01-08, 20:55

jusiu,kochana takbardzo wiem jak sie czujesz ,ze to aż boli :cry:
Bardzo mocno przytulam ,jestem z wami.

JaInka - 2010-01-08, 21:18

Jusiu, serce mi się ściska na Twój ból. Tak bardzo chciałabym Ci jakoś pomóc, choćby przytulić naprawdę.

Zobacz, ilu masz tu przyjaciół, jak wszyscy ślemy ciepło. Może to i trochę pomaga.

Dlatego pisz dalej.

kaja115 - 2010-01-08, 21:58

Jusiu tak mi przykro, że tylko złe informacje dostałas w tym szpitalu :-( !!!
Przytulam Cie mocno, duzo siły życze :!: :!:

gontcha - 2010-01-08, 22:05

Jusia... :tull: :/pociesza:/
pixi - 2010-01-08, 22:30

Jusiu wiem, jak się czujesz -przechodzicie przez etap, o którym samo myślenie jest udręką- to jest właśnie to, czego boję się najbardziej na świecie. NIe potrafię Cię pocieszyć -płaczę razem z Tobą. Boże, dlaczego to wszystko jest aż tak koszmarne
harieta - 2010-01-08, 22:39

cokolwiek tutaj i teraz napisze nie zmniejszy Twojego bolu i smutku
pozostaje mi tylko wysylanie cieplych mysli i modlitwa :uuu:
jestem z Wami

madziorek - 2010-01-08, 23:03

Jusia kochanie cokolwiek napiszę nie wyrazi tego co czuję. Jest mi tak bardzo przykro, żal i tak bardzo chciałabym Cię pocieszyć- nie umiem, wybacz, ale jestem z Wami w tych cierpieniach, w tej bezsilności... :tull:
absenteeism - 2010-01-08, 23:05

Nie znoszę nie umieć pomóc, więc powiem tylko - trzymaj się w tym czasie...
Ola_1985 - 2010-01-08, 23:42

Jeny, Jusia tak ciężko się czyta...
Nic mądrego mi do głowy nie przychodzi, jestem z Tobą myślami, tulę mocno!!! :/pociesza:/

natka7 - 2010-01-09, 08:27

Jusia,
tak mi przykro nie wiem co pisać
wiem że twój ból jest wielki
myślami jestem z wami
pozdrawiam

awilem - 2010-01-09, 11:24

Jusia nie będę pisał wiele bo słowa nie oddadzą rozmiaru współczucia.
Strasznie mi przykro. Trzymaj się, jestem z Tobą bo my to takie bratnie dusze w walce z tym samym choróbskiem.
Pozdrawiam serdecznie

soja - 2010-01-09, 12:11

Trymaj się jusia :/pociesza:/ . Bardzo mi smutno i przykro, że musicie przez to przechodzić. Mam nadzieję, że twój tatuś jak najdłużej będzie z wami i że nie będzie cierpiał. Przytulam cię mocno :tull: . Jejciu, jak się boję kiedy wchodzę na twój wątek :-( .
Richelieu - 2010-01-09, 19:35

pixi napisał/a:
Jusiu wiem, jak się czujesz -przechodzicie przez etap, o którym samo myślenie jest udręką- to jest właśnie to, czego boję się najbardziej na świecie. NIe potrafię Cię pocieszyć -płaczę razem z Tobą. Boże, dlaczego to wszystko jest aż tak koszmarne

agni5 napisał/a:
Jusieńko przytulam Cię całym sercem, jestem z Tobą....Bądź dzielna w tych dramatycznych chwilach....

harieta napisał/a:
cokolwiek tutaj i teraz napisze nie zmniejszy Twojego bolu i smutku
pozostaje mi tylko wysylanie cieplych mysli i modlitwa :uuu:
jestem z Wami


I ja też jestem z Wami. To co wyżej inni drodzy forumowicze powiedzieli, tak samo odczuwam.
To jest najgorsze w naszym życiu, patrzeć na cierpienie ukochanych osób i nie móc temu zaradzić.
Myślę o Was najserdeczniej ...

jusia - 2010-01-10, 10:36

U nas źle.
Tata nic nie sypia, plątają mu się myśli czasem.
Widać, że męczy go mówienie.
Dzwoniłam w nocy do hospicjum. Kazali zwiększyć dawkę wlewów.
Zamiast co 4 godziny mamy podawać co 2 lub 2,5 godziny. Zamiast 2 kreseczek dawać 3.
Lekarz jutro przyjedzie ponieważ niestety w weekendy hospicjum nie ma wyjazdów.
Podczas rozmowy telefonicznej z lekarzem stwierdziliśmy, że bez sensu wzywać pogotowie, bo oni i tak nic nie zdziałają.
Mimo częstszego podawania leków tata nadal nie może spać, jedynie drzemie parę minut.
Ciśnienie które właśnie mierzyłam wynosi 64/55 a puls 105.
Brak apetytu, jedynie pić tacie się ciągle chce.
Nie wiemy już co robić, jest bardzo ciężko.
Żal ściska serce jak widzimy co się dzieje i jak to wygląda...

awilem - 2010-01-10, 10:55

Tak ciężko cokolwiek mądrego napisać. Trzymaj się Jusia, łatwo nie jest niestety ?
Pozdrawiam serdecznie

JaInka - 2010-01-10, 10:57

Jusiu, kochanie, to co napisze, może Ci się wydać dziwne. Ale dajesz mi nadzieję swoim pisaniem, bo wynika z niego, że tata nie cierpi. A tego chyba boje się najbardziej.

Za to Wy cierpicie. Wiem, rozumiem, myślę z dużym współczuciem o swoich bliskich.

Przytulam mocno

maganana - 2010-01-10, 11:38

droga jusiu
tak bardzo wiem o czym piszesz :cry: u mojego taty było tak samo
tylko drzemanie z boku na bok , tata też czasem mówił dziwne rzeczy i był tak słaby że ciężko było go zrozumieć
bardzo ciężko jest patrzeć na bliską nam osobę w takiej sytuacji
jedynie co mogę Ci powiedzieć to trzymaj się jakoś i bądź przy tacie

przytulam Ciebie mocno

agakata - 2010-01-10, 12:42

Jusia, kochanie...tak bardzo chcialabym Cie teraz przytulic...wlac Ci w serce troche spokoju, pogody...stoicie u kresu - cierpienia, bolu, niemocy...pomoz Tacie odejsc godnie, w ramionach ukochanej rodziny...wiem, ze to trudne, koszmarnie bolesne...ale poddaj sie temu, nie walcz, moze splynie na Ciebie choc odrobina spokoju...ukojenia...wiem, ze trudno zaakceptowac cykl natury...jesli jestes osoba wierzaca, wiara pomoze Ci ukoic smutek, pogodzic sie, ze Twoj ukochany Tata odszedl do lepszego swiata...jesli nie - wiara w obieg materii i energii pozwala jednakoz zobaczyc, ze cykl sie zamyka, z materii stajemy sie energia...tez piekne.
Tule Cie mocno
a

DumSpiro-Spero - 2010-01-10, 16:00

jusia napisał/a:
Tata nic nie sypia,plątają mu się myśli czasem.
Widać,że męczy go mówienie.
(...)
Mimo częstszego podawania leków tata nadal nie może spać,jedynie drzemie parę minut.
Ciśnienie które właśnie mierzyłam wynosi 64/55 a puls 105.
Brak apetytu,jedynie pić tacie się ciągle chce.

Jusieńko, Tata umiera .
Nie szamocz się Kochanie, bo to są ostatnie chwile kiedy jesteście razem.. Zwiększ morfinę zgodnie z zaleceniami i bądź z nim.. Wytrzymasz. To już bardzo niedługo :|

madziorek - 2010-01-10, 17:11

Jusia tulę w tych trudnych chwilach, po prostu żal serce ściska, kochana trzymam Cię za rękę, bo wiem jak te słowa niewiele znaczą w Twoim bólu.
monika30 - 2010-01-10, 17:13

Jusiu....nic innego nie przychodzi mi do głowy jak tylko napisac Ci jak moi poprzednicy, że życzę Ci dużo siły w najbliższym czasie. Bądź dzielna. Napewno dasz radę. Jestem myślami z Wami.... :/pociesza:/
banialuka - 2010-01-10, 19:22

Nie potrafie nawet tego czytać bo łzy się same cisną do oczu :cry: :cry: :cry: Jakie to niesprawiedliwe. Jusiu trzymaj się :/pociesza:/ :/pociesza:/ :-[
ana7 - 2010-01-10, 20:01

:/pociesza:/
tulę Cię do swojego serca........
:/pociesza:/

cleo33 - 2010-01-10, 20:23

jusiukochana tak jak pisala DSS badz znim ,moja mamusia( nie tak dawno) podobnie niestety :cry: odchodzila ale jestem pewna ze w tych kilku ostatnich dniach nie cierpiala a my bylismy przy niej do konca.
Tule Cie skarbie :tull:

krysiekn - 2010-01-10, 20:45

Jusiu, życzę Ci dużo siły w tym najtrudniejszym czasie. Tak trudno...nie wiem co pisać :uuu: .
Ja też jestem z Tobą i Cię tulę :tull:

soja - 2010-01-10, 21:51

Jusiu, cały czas myślę co u was :roll: . Gdyby tylko dało się coś zrobić :-( ..................
agni5 - 2010-01-10, 22:48

Pamiętam w modlitwie....
Myślę o Was.....

gontcha - 2010-01-10, 22:59

Jusia,

Nie wiem nawet co napisać :cry:

Siły na najbliższe, trudne dni. Jestem z Tobą myślami

Ściskam mocno

Ola_1985 - 2010-01-11, 00:00

agni5 napisał/a:
Pamiętam w modlitwie....
Myślę o Was.....


Ja tak samo...

Wiem jak jest Tobie i najbliższym trudno... Ściskam Cię mocno!!! :/pociesza:/

mariak - 2010-01-11, 00:17

JUSIA -kochana, przeczytałam wszystkie Twoje posty . Serce wali mi jak szalone. Znam ten ból . 4 miesiące temu żegnałam się z mężem.
Przytulam Cię mocno.
U nas choroba też tak szybko się potoczyła a mieliśmy jeszcze mnóstwo planów na przyszłość. Niestety to chol.... zabiera nam najbliższych , u Ciebie tato ,u mnie mąż. Trzymaj się Jusiu .

madziorek - 2010-01-11, 12:16

Jusieńka jestem modlitwą i myślami z Tobą.
jusia - 2010-01-11, 18:38

Dziś pielęgniarka z hospicjum zwiększyła natężenie morfiny - dajemy tacie podwójną dawkę, ale co 4 godziny teraz znowu.
Tata nadal nie załatwia potrzeb - pielęgniarka podjęła decyzję, aby nie cewnikować taty, tak jak czasem jest to czynione, bo nerki już zaprzestały pracę i bez potrzeby nie ma co męczyć.
Oczy zrobiły się takie jakieś matowe i zażółcone u dołu.
Noga opuchnięta jak balon.
Jak tata się przebudza, to jak już coś powie, to jest to bardzo niewyraźne i często bez sensu.
Załatwiłam chyba ostatnią wolę taty tj załatwienie odszkodowania z pzu.
Dziś podjęliśmy z rodziną decyzję, że wizyta księdza jest wskazana już.
Ja mówiąc szczerze, byłam temu troszkę jeszcze przeciwna, wahałam się, bo dla mnie to już znak nieuchronnego końca.
W tym czasie co ja załatwiałam formalności właśnie przyszedł ksiądz.
Ponoć tata przyjął ładnie komunię - tj nie cały opłatek, bo został podzielony na części i każdy z zebranych Go otrzymał (byli teściowie, taty bratowa i kolega - Pan Romek z hospicjum).
Nawet mimo trudności z koordynacją rąk, złożył ręce i dość wyraźnie powiedział - Bóg zapłać.
Ciągle jesteśmy przy nim.
Nie śpimy, nie dojadamy, ale nie ma to znaczenia.
Ważne, że nie cierpi i mam nadzieję, że mimo kłopotów z logicznym myśleniem wie, że jesteśmy przy nim.
Boże jak ciężko to wytrzymać......

madziorek - 2010-01-11, 18:55

jusia, Tata na pewno, wie, czuje, że jesteście z nim. Pojednał się z Bogiem w towarzystwie bliskich mu osób, zrobił to świadomie, Ty wykonałaś Jego ostatnią wolę. Tobie pozostaje mówić mu jak bardzo go kochasz i dbać,by nie cierpiał. Wiem, że jest ciężko :cry: , ale wytrzymaj kochanie, współczuje i przytulam M.
agnieszka.40 - 2010-01-11, 18:59

Jusia jestem tu ......rzadko....ale Jestem z Tobą....

brak mi słów........ściskam i bądź zTatą.....

awilem - 2010-01-11, 19:01

Ciężko jest napisać cokolwiek w sytuacji gdy Twój tata odchodzi.
Trzymaj się mocno.

monika30 - 2010-01-11, 19:19

Jusiu cóż powiedzieć....wszystko w rękach Boga.

Trzymaj się....

:tull:

joanna - 2010-01-11, 19:21

Jusiu, tulę Cię mocno...
Richelieu - 2010-01-11, 19:26

Całym sercem jestem z Wami. Myślą i modlitwą.
Kiedyś tak żegnałem Mamę. Współczuję Wam tego bólu rozstania.
Gorąco pozdrawiam :cry:

agakata - 2010-01-11, 20:07

Jusiu - jestem blisko. Trzymam za reke.
banialuka - 2010-01-11, 20:08

jusia jestem z Tobą :-[ Trzymaj się... :cry:
soja - 2010-01-11, 21:24

Jusiu, nie wiem co napisać :-( . Brakuje mi słów. Tak strasznie mi żal :cry: . Przytulam cieplutko ciebie i twojego tatusia :/pociesza:/ .
krysiekn - 2010-01-11, 21:44

Jusia, ciężko napisać coś w takiej sytuacji :-( . Myślami jestem z Tobą, przytulam :/pociesza:/
cleo33 - 2010-01-11, 22:31

:/pociesza:/
miracle - 2010-01-11, 23:15

A jeśli nie czekając na Ciebie odejdę, wiedz iż nadal żyję
wibrując jednak dźwiękiem innej miary.
Bo za zasłoną , przez którą nie przejrzysz
i sama wiara musi Ci wystarczyć , nim znów wlecimy pod niebo ,
znów siebie świadomi.
Nim to nastąpi żyj, żyj jak najlepiej

A jeśli będę Ci potrzebny wyszepcz w sercu me imię
- znajdziesz mnie na pewno.

Jusiu jestem z Tobą , nawet nie wiesz jak bardzo .

Moja mama umarła mi w ramionach, ciuchutko .....
Powtarzałam sobie ten wiersz tysiace razy , miliony...
ściskam mocno...

kaja115 - 2010-01-11, 23:15

:cry: :/pociesza:/ :tull:
jusia - 2010-01-12, 08:31

miracle napisał/a:
A jeśli nie czekając na Ciebie odejdę, wiedz iż nadal żyję
wibrując jednak dźwiękiem innej miary.
Bo za zasłoną , przez którą nie przejrzysz
i sama wiara musi Ci wystarczyć , nim znów wlecimy pod niebo ,
znów siebie świadomi.
Nim to nastąpi żyj, żyj jak najlepiej

A jeśli będę Ci potrzebny wyszepcz w sercu me imię
- znajdziesz mnie na pewno.

Pięknie napisane.


Noc ciężka. Mimo silniejszej morfiny Tata co 15 minut się wybudzał. Ciężko Go było potem położyć.
Zauważyliśmy, że noga bardzo bolała. W miejscu zaczerwienionej gorącej skóry płyn przebija się.
Zadzwoniłam do hospicjum i od 4 godziny podajemy wlewkę co godzinkę.
Widać, że Tatko bardzo walczy. Każdy oddech to ogromny wysiłek.
Mówiłam Mu, żeby nie walczył już, że może w spokoju odejść, że nie będzie cierpiał, że Go kocham i jestem ciągle przy nim.
Modlę się, aby już odszedł w pokoju. Łzy ciekną, ale to dla Jego dobra.
Wieczorem jeszcze odpowiedział,że też nas kocha..............

banialuka - 2010-01-12, 08:34

jusia, :/pociesza:/ :/pociesza:/ :cry: nic innego nie jestem w stanie powiedzieć :cry: ale chcę zebyś wiedziała ze jestem z Toba :cry:
ana7 - 2010-01-12, 09:07

wspieram Cię kochanie całą sobą, całym sercem
:tull: :/pociesza:/


ten wiersz.... mówi chyba wszystko...

JaInka - 2010-01-12, 09:12

Od rana przytulam
agakata - 2010-01-12, 09:51

Jusienko, to juz niedlugo...tule mocno do serca....
ninoczka - 2010-01-12, 10:11

jestem z tobą ...
madziorek - 2010-01-12, 10:20

moje myśli są z Wami
pixi - 2010-01-12, 10:37

Jusiukochana, jestem z Wami....
joanna - 2010-01-12, 11:08

Trzymaj się!! Czytając relację ze stanu Taty to niewiele macie czasu, ale tam będzie mu lepiej nic nie będzie bolało. A Ty zrobiłaś dla niego wszystko i jescze więcej...
tara - 2010-01-12, 11:50

<uscisk>
gosiac - 2010-01-12, 16:03

identycznie bylo w przypadku mojego tatusia, zycze duzo sil :cry:
kruszynka - 2010-01-12, 18:40

czytam i płaczę .

Wiem jak to boli .....

monika30 - 2010-01-12, 18:47

tak jak kruszyna...czytam i płaczę, a ten wiersz.....

Trzymaj sie.... :cry:

MaFi - 2010-01-12, 19:44

Czytam i serce mi pęka :-[ . Jestem z Tobą. Żadne słowa nie ukoją Twojego bólu....tulę mocno....
jusia - 2010-01-12, 21:48

KU CZCI MOICH UKOCHANYCH RODZICÓW
Wiem, że bardzo mnie kochaliście.
Dzięki Wam jestem kim jestem.
KOCHAM WAS!


MÓJ TATUŚ
Choć nie był moim ojcem biologicznym, to był i zawsze będzie moim ukochanym Tatusiem.
MÓJ TATUŚ - to On nauczył mnie jeździć na łyżwach... Pamiętam to jak dziś - było bialutko od śniegu. Tatko stwierdził, że wyjdzie ze mną na mały spacerek z nowymi pierwszymi łyżwami.
Spacerek trwał ponad godzinkę. W drodze powrotnej, nie miałam już siły, moje nogi wtedy chude patyczaki, jak galaretka się trzęsły. Padłam na śnieg, uczepiłam się Taty nogi, a On mnie tak dociągnął do domu - jeździć nauczyłam się już po tej lekcji perfekcyjnie..
MÓJ TATUŚ - to On uratował mnie spod pędzącego auta..
MÓJ TATUŚ - to On dowiedział się pierwszy o mojej pierwszej naganie za gadulstwo w pierwszej klasie..
MÓJ TATUŚ - to On tak mi pomagał w zadaniu domowym z matematyki, że dostałam dwóję..
MÓJ TATUŚ - to On pojechał dla mnie po malutkiego pieska, no i przywiózł, maleńką sunię, która wyrosła na dużego owczarka..
MÓJ TATUŚ - to On jak dowiedział się, że jestem w ciąży, kupił po kryjomu zabawkę autko, bo czuł, że będzie chłopak..
MÓJ TATUŚ - to On pracował na dwa etaty, żeby wyprawić mi wesele..
MÓJ TATUŚ - to On prowadził mnie dumnie do ołtarza..
MÓJ TATUŚ - to On podarował pierwszą zabawkę mojemu synkowi..
MÓJ TATUŚ - to On w spokoju, wśród kochającej rodziny, bez bólu, z godnością, odszedł dziś o 16:30....................






banialuka - 2010-01-12, 21:52

jusia :cry: :cry: :cry: :cry: trzymaj się [*][*][*] Wyrazy współczucia :cry:
soja - 2010-01-12, 21:53

Jusieńko kochana tak strasznie mi przykro :cry: :cry: :cry: . Składam ci wyrazy mojego najszczerszego współczucia. Niech twój tatuś spoczywa w pokoju (*) . Wiem, że to żadne pocieszenie, ale chociaż już nie cierpi. Tak pięknie o nim napisałaś. Napewno jest tam u góry bardzo z ciebie dumny. Kondolencje dla całej twojej rodziny :-( . Przytulam cie mocno :/pociesza:/ .
maja12 - 2010-01-12, 21:54

jusia,
współczuję
(*)

agakata - 2010-01-12, 21:55

Jusiu, wiem, że Twój smutek i boleść nie mają teraz granic.
Wiem, że Twój Tatuś odszedł mając przy sobie wspaniałą córkę i wiem także, że zawsze będzie z Tobą w Twoim sercu i pięknych wspomnieniach.
Jestem z Tobą w Twoim bólu.

Ola_1985 - 2010-01-12, 21:59

Jusia, pięknie napisałaś o Tacie!
On już nie cierpi, odszedł do lepszego świata, głęboko w to wierzę! Niech spoczywa w pokoju! [']

Jestem z Tobą i Twoimi bliskimi myślami, tulę mocno :/pociesza:/

KarolinaK - 2010-01-12, 21:59

Jusiu kochana,
przestraszliwie mi przykro :cry:
Tyle walki, tyle cierpień, poświęceń...

Twoja historia bardzo przypomina mi moją...
Mój ukochany Tatko odszedł w 20 czerwca 2006 roku i nadal cierpię i nie mogę się z tym pogodzic...
Ale wiedzmy, że są przy nas, patrzą z góry i czuwają nad nami!

Teraz przechodzę to samo ze swoją Mamusią i to jest straszne, straszne jest patrzeć jak ukochani tak cierpią...

Jestem z Tobą myślami...
Ściskam mocno!

MaFi - 2010-01-12, 22:05

Jusiu kochana....tak bardzo mi przykro...płaczę razem z Tobą....pewnie to czyta z góry i duma rozrywa Mu serce.Jesteś wielka. Brakuje mi słów...tulę cię...spokojnej nocy ... chociaż odszedł ale wiesz że już nie cierpi.

Kondolencje dla całej rodziny [*]

absenteeism - 2010-01-12, 22:06

Jusiu, Tata na pewno jest dumny widząc, jak pięknie o nim myślisz.
Nie wyobrażam sobie, jak bardzo jest Ci teraz ciężko, ale wyobrażam sobie Twojego Tatę, którego już nie cierpi i stara się dodać Ci teraz sił...

Szczere wyrazy współczucia, myślę o Was [*]

kaja115 - 2010-01-12, 22:25

[*][*][*][*][*]
ninoczka - 2010-01-12, 22:28

Jusio, powtórzę po wszystkich -a;e nie mogę "przejść obok"wspaniała z ciebie córeczka -ja straciłam mamę a z tatą jestem "daleko"zawsze byłam .To zdjęcie które ty zamieściłaś nasuwa mi jedno - że jest mu już dobrze i musisz w to wierzyć.
Richelieu - 2010-01-12, 22:35

:cry: ::rose::

Najserdeczniej współczuję. Wieczny odpoczynek ... [*]

agni5 - 2010-01-12, 22:42

...naprawdę umierają
tylko Ci
O których zapominamy!!

Jusiu łzy płyną mi po policzkach.....Ściskam Cię całym sercem.
Niech Tatuś odpoczywa w pokoju!
Jesteś niesamowitą osobowością!!!

kruszynka - 2010-01-12, 22:48

[*] [*] [*]
awilem - 2010-01-12, 23:54

Jusia ja po prostu nie wiem co napisać.
Głębokie wyrazy współczucia.Czytając Twój wątek od a do z był on jakby kopią zmagań moich z chorobą mamy. A teraz... jakby zabrano cząstkę mnie.
Strasznie mi przykro, moja bratnia duszyczko w walce z tym badziwiem.

pixi - 2010-01-13, 00:49

Jusia - tak mi przykro...
miracle - 2010-01-13, 07:17

Jusiu ,dopóki Ty żyjesz Tatko żyje w Tobie.....,
masz wspaniałego Anioła Stróża, jeszcze nie raz wyciągnie Cię z opresji.

Wyrazy współczucia...

cleo33 - 2010-01-13, 07:42

JUSIENKO
Tak bardzo Cie tule....
Wyrazy wspólczucia...

natka7 - 2010-01-13, 08:06

Jusia
wyrazy współczucia
tak mi przykro

ana7 - 2010-01-13, 08:12

jestem z TOBĄ
madziorek - 2010-01-13, 08:19

Jusia przyjmij moje wyrazy współczucia.
Tulę Cię w bólu kochanie...

krysiekn - 2010-01-13, 08:27

Jusiu....tak bardzo mi przykro. Wyrazy współczucia dla Ciebie i Twoich bliskich.
Wieczny odpoczynek.... [*] [*] [*]

joanna - 2010-01-13, 08:29

Jusiu, współczuję. Twój Tatuś ma wspaniałe dziecko, na takie Cię wychował. Tule z całych sił.
kangur_2007 - 2010-01-13, 08:30


JaInka - 2010-01-13, 09:55

Jusiu, wiele współczucia...

Jestem dumna, że mogłam poznać tak dobrą córkę, w dobrej rodzinie, dobrego człowieka po prostu.

Mam cichą nadzieję, że z nami zostaniesz. Choć na trochę.

Przytulam, płaczę razem z Tobą

kasiekk - 2010-01-13, 10:14

wiem Jusiu,dokładnie wiem co czujesz...
(*)(*)(*)

zufed - 2010-01-13, 12:37

Jusiu kochana mocno Cie teraz przytulam, tak bardzo mi przykro...

To w jaki sposób napisałaś te parę słów o swoim Tatusiu było pięknym wyrazem Twojej miłości.

Jesteśmy z Tobą

DumSpiro-Spero - 2010-01-13, 13:05


tara - 2010-01-13, 13:11

Jusia- bardzo, bardzo mi przykro...
joanna39@op.pl - 2010-01-13, 14:55

Jusiu bardzo mi przykro, wiem co czujesz, cierpię wraz z Tobą. Asia
monika30 - 2010-01-13, 20:01

Jusiu...żadne słowa nie są w stanie wyrazić tego jak bardzo mi przykro. Wielki szcunek dla Ciebie za tak piękne słowa o Tacie...

Wieczny odpoczynek....

:cry:

ana7 - 2010-01-13, 20:12

musiałam jeszcze raz napisać.....

mimo, iż słowa są tu zbędne

Jusia chciałabym CIĘ w tym momencie, jeszcze raz mocno przytulić

myślę o Tobie ...
przesyłam dużo, dużo siły kochanie...
moje serce jest przy TOBIE.........

maganana - 2010-01-13, 20:45

jusiu
bardzo bardzo mi przykro :-(
trzymaj się jakoś kochana.
wiem jak bardzo boli odejście taty...

przytulam Ciebie mocno

MaFi - 2010-01-13, 23:31

Ja też muszę jeszcze raz napisać.....mam nadzieję że jak się otrząsniesz z bólu i pozałatwiasz wszystkie sprawy to wrócisz tu. Nie wyobrażam sobie forum bez Ciebie.Będę czekać. :/pociesza:/
banialuka - 2010-01-13, 23:33

MaFi napisał/a:
mam nadzieję że jak się otrząsniesz z bólu i pozałatwiasz wszystkie sprawy to wrócisz tu. Nie wyobrażam sobie forum bez Ciebie.Będę czekać. :/pociesza:/


Podpisuje sie pod tymi słowami. Jusiu jeszcze raz powiem ze bardzo mi przykro :cry: Czekam na Ciebie

amberka - 2010-01-13, 23:49

Bardzo mi przykro
gosiac - 2010-01-14, 05:04

strasznie sie poryczalam, jest mi bardzo przykro :cry:
napisalas przepiekne slowa o swoim tatusiu!!!

jusia - 2010-01-14, 10:47

Tak bardzo boli...

Nie jest prawdą, że można na to się przygotować, pożegnać, że tak lżej...jest strasznie....

Dzień przed śmiercią wieczorem przytulałam Tatę i mówiłam jak bardzo Go kochamy. Spytałam - kochasz nas? Spojrzał na mnie i odpowiedział słabym głosem - Kocham... Był jak maleńkie bezbronne dziecko. Taki kochany..
Później Tatuś powiedział spokojniutkim głosem: daj mi mydło. Ja spytałam: po co? Odpowiedział: jak po co? no daj mydło. Więc z mężem zabraliśmy chusteczki nawilżone i wytarliśmy Go.S pytałam czy tak wystarczy, odpowiedział że tak. Pokazywał ręką, że się goli, chwyciłam Jego rękę i przyłożyłam do Jego twarzy i powiedziałam, że nie musi się golić, bo ma mały zarost jeszcze, ale jeśli chce to jak rano się obudzi i będzie się w miarę dobrze czuł, to Go ogolimy. Kiwnął głową , że dobrze.
O 21:30 koniecznie chciał zakładać spodnie, ale wytłumaczyłam, że teraz idzie spać i niewygodnie Mu będzie, że jak będzie chciał, to jak wyśpi się to Mu założymy.
Poszłam spać. Mąż z Tatkiem siedział do 3. Później ja wstałam, przyszłam do pokoju. Tatuś spał, ale mąż opowiadał, że się wybudzał i siadać chciał. Że wołał Ewę lub Elę (niewyraźnie mówił) i wyciągał rękę do niej. (Moja zmarła Babi miała na imię Ewa). Że tak spoglądał na balkon, jakby ktoś na nim był.
Obudził się po około godzince. Usiadł. Jego noga była już bardzo w złym stanie. Zadzwoniłam do hospicjum, bo widziałam, że Go boli.
Powiedzieli, żebym podawała morfinę już co godzinkę.
Między 4:30, a 7 jeszcze parę razy otworzył oczy, ale już nic nie mówił. Raz chciał siadać, ale powiedziałam, żeby odpoczywał. Posłuchał.
O 7 zasnął. I tak już spał, nie wybudzając się.
Siedziałam przy Nim ciągle. Nie odchodziłam nawet na chwilkę. Głaskałam. Mówiłam do Niego. Prosiłam nawet, żeby już tak nie walczył, żeby nie męczył się, że widzę, że każdy oddech to wysiłek, żeby się nie bał, że jestem przy Nim, że nie odejdę, że poradzimy sobie...
Jeszcze przyszła jedna ciocia do Niego, którą bardzo lubił.
Spał bardzo spokojnie, jedynie oddech miał "płynowy", tak jakby maszyna za Niego
oddychała.
Przyjechali moi teściowie, bo mama chciała zostać na noc z nami.
O godzinie 16:20 zauważyliśmy, że oddech staje się słabszy, cichszy.
Uklękliśmy koło Niego. Trzymaliśmy z Nim świecę.
Łzy lały mi się strumieniem. Nadal Go głaskałam. Aby nie przeszkadzać szeptałam, że kochamy...Trwało to 5 minut. Oddech zwalniał, uchylił troszkę oczka, uśmiechnął się....
Siedzieliśmy z tą świecą jeszcze chwilkę. Serce mi pękało z rozpaczy..
Odszedł w ciszy, w spokoju, bez bólu i strachu, wśród kochających Go ludzi.
Ubraliśmy Tatusia, uczesaliśmy, wyglądał jakby spał.
Nadal byłam przy Nim tak jak obiecałam. Nadal głaskałam.
Przyszedł lekarz. Ucałowałam Go, mówiłam, że kocham..i już mi Go zabrano.

Mówię do Niego, bo wierzę, że jest koło mnie.
...................................................................................................................................
Kremacja Tatusia odbędzie się we wtorek 19.01 o godz 12.
Msza pogrzebowa w piątek 22.01 o godz 10.
Pogrzeb odbędzie się też w piątek o godzinie 11:30
...................................................................................................................................
Nie jesteś nieobecny,jesteś tylko niewidoczny...
Patrzysz oczami pełnymi miłości w nasze oczy pełne łez.

...................................................................................................................................

ana7 - 2010-01-14, 11:06

kochanie TWÓJ TATUŚ jest i zawsze będzie przy TOBIE, w każdej chwili, tak jak napisałaś - nie nieobecny,tylko niewidoczny...
tak mocno jednam się z TOBĄ w TWOIM bólu i cierpieniu..
pisz jeśli tylko będziesz mogła...
mocno CIĘ tulę do siebie...

absenteeism - 2010-01-14, 13:08

Jusieńko, płaczę kiedy to czytam i naprawdę Cię podziwiam...
Oczywiście, że Tata jest obok Ciebie! Nie widzisz go, ale na pewno czujesz, a On stara się Ciebie wesprzeć w tym niewyobrażalnym bólu.
Jestem z Tobą jak tylko mogę :tull:

Richelieu - 2010-01-14, 13:46

:cry: ::rose::
banialuka - 2010-01-14, 14:03

:cry: :cry: :cry:
kaja115 - 2010-01-14, 14:44

:cry: :cry: :cry:
madziorek - 2010-01-14, 14:52

:cry: :cry: :cry:
MaFi - 2010-01-14, 14:59

:cry: :cry: :cry:
agni5 - 2010-01-14, 15:03

:-( :-( :-(
krysiekn - 2010-01-14, 16:47

Jusiu, tak pięknie piszesz o swoim Tatusiu, że nie idzie przejść obok bez wzruszenia, łzy w oku.

Gdzieś to przeczytałam i tak jakoś mi utkwiło:

"Żaden płomień nie pali się wiecznie. Gasną kiedyś czystym ogniem gorejące pochodnie, dogasa blask zniczy, urywa się wątły płomień świecy. Trwa tylko ludzka pamięć, w której czas dzień po dniu zapisuje kolejne karty, listy nieobecności..."

Jusia Twój Tatuś teraz będzie żył w pamięci swojej wspaniałej córki.

Przytulam :tull:

mada - 2010-01-14, 17:34

Jusiu bardzo mi smutno z powodu Twojego Taty. Życzę Ci dużo siły i nic już wiecej nie piszę, bo słowa wydają się zbyt puste.

Mocno przytulam

ana7 - 2010-01-14, 17:51

Ostatni dzień życia

W ostatnim dniu życia, gdy słońce zajdzie
już na zawsze, a ja wchodzić będę w noc śmierci, chcę powiedzieć:

Wszystko jest dobre.
Wszystko jest w porządku
Nie jestem martwy.
Idę jedynie na drugi brzeg.
Życie się zmienia.
Ono będzie pełniejsze, intensywniejsze, nieograniczone
Nie będzie już więcej ciemności i smutku
Tylko powiew boskiego życia
przez który zostanę łagodnie wchłonięty
Wszystko będzie Światłem.
Wszystko będzie Miłością.
Ziemia nie jest w stanie niczego mi uczynić.
W Bogu spełnią się wszelkie marzenia.
Mogę być tylko wdzięczny.
Moje szczęście jest pełne.
Żyję jestem spokojny ponieważ znajduję się w ramionach
Nieskończonego Miłującego Boga.

gosiac - 2010-01-15, 16:09

:cry: :cry: :cry:
onszula - 2010-01-15, 19:37

Bardzo mi przykro :cry: :cry: :cry:
urszula - 2010-01-15, 21:23

SERDECZNE WYRAZY WSPÓŁCZUCIA ,TRZYMAJ SIE JUSIA.
hate_cancer - 2010-01-15, 21:24

Jusiu, strasznie mi przykro. Rzadko ostatnio zagladałam, ale często myslałam o Was. wspieram Cie myślą z całych sił. Kolejny Tatuś w niebie. Mój będzie miał doborowe towarzystwo... strasznie mi przykro, pozdrawiam z całego serca.
monika30 - 2010-01-15, 21:51

:cry: :cry: :cry:
ana7 - 2010-01-16, 11:15

Jusiu, nie wiem czy powinnam . Chciałam zapytać się tylko o TWOJE dzieci.
Przytulam CIĘ mocno kochanie..

renbaz - 2010-01-16, 13:34

Tak mi przykro... :cry: :cry: :cry:
soja - 2010-01-16, 15:39

Jusiu, wiem, że cierpisz i pewnie nie masz czasu, ani ochoty na pisanie, ale daj znać jak się trzymasz :/pociesza:/ . Ściskam cię mocno _littleflower_ .
jusia - 2010-01-16, 16:29

Moje dzieci jak to dzieci, troszkę popłakały i dalej żyją swoimi sprawami.
Zwłaszcza córeczka zniosła to bardzo dojrzale, aż dziw, ale ponoć małe dzieci mają to do siebie, że traktują śmierć jako najnaturalniejszy etap życia.
Role odwróciły się i to dzieci mnie wspierają, pocieszają.
Mężuś także dba o to abym dobrze się czuła.
Jeśli chodzi o mnie to wcale się nie czuję. Działam jak robot - co muszę robić to robię, ot tyle.
Ciężko bardzo. Ból rozsadza serce. Tysiące myśli przelatuje przez głowę.
Łzy...sama nie wiem skąd ich tyle można mieć.
I ta świadomość przegranej walki.
Słowami nie da się tego opisać.
To wszystko to jeden, ogromny,wgryzający się ból.

Właśnie przeczytałam o Mamie Andrzejka, wiedziałam,że to już - szliśmy w tym samym kierunku w naszych walkach...a teraz pustka...

kruszynka - 2010-01-16, 19:36

I jest to niestety ból , który bardzo długo trwa.

Wiem , bo mimo że od śmierci mojego Taty minęły 3 miesiące nadal boli tak samo...

JaInka - 2010-01-16, 20:03

Jusiu, kochanie moje, tak mi się bliska wydajesz, choć przecież się nie znamy. Mam prośbę - wypłacz się porządnie, pozwól sobie płakać i płakać i płakać. Inaczej bedzie bolało o wiele dłużej.

Zrobiłaś teraz najprawdziwszy i najtrudniejszy krok dydaktyczny - pokazałaś dzieciom miłość. One teraz nie reagują jak Ty, uczą się dopiero. Ale to się dzieje.

Przytulam mocno, kołyszę i... wycieram łezki.

ana7 - 2010-01-16, 21:36

skarbie ja też bez przerwy myślę o Tobie, nawet łapię się na tym, np.jedząc obiad, czy pijąc kawę- czy też zjadłaś choć trochę, po południu chciałabym postawić przed Tobą kubek kawy, żebyś wypiła choć kilka łyków.
Jestem blisko...wiem że boli...

gia77 - 2010-01-16, 22:30

:/pociesza:/
Trzymaj sie Jusia...
Sciskam.

sylam5 - 2010-01-16, 22:57

Gdyby miłość mogła uzdrawiać...


:cry:

miracle - 2010-01-17, 09:56

Jusiu

Myślami i sercem jestem z Tobą

Dorika35 - 2010-01-17, 11:57

Bardzo mi przykro. Pocieszeniem może być tylko to, że Twoj Jusia tatuś odchodził w poczuciu, że jest bardzo kochany. Nie zmarnował życia a jego miłość do ludzi, swoich dzieci z podwojoną siłą wróciła do Niego i pomogła mu przejść bezboleśnie na drugą stronę. Trzymaj się Jusia.
zajana - 2010-01-17, 15:46

Strasznie mi przykro!!!!!!!!!!!!!
gontcha - 2010-01-17, 22:48

Jusia,

Dopiero wróciłam...

Serce mi pęka i strasznie mi przykro.

Przyjmij proszę spóźnione wyrazy współczucia, mocno Cię ściskam

renbaz - 2010-01-17, 23:00

Moja Mama odeszła nagle (zator płuc) 12 lat temu...dotąd boli...
Osoby, które kochamy odchodzą zawsze zbyt wcześnie...
Nigdy nie pogodzimy się ze śmiercią bliskiej osoby...nauczymy się tylko żyć bez niej.
Ale mówią, że co nas nie zabije, to nas wzmocni.
Po to, by przekazywać wielką miłość swoim dzieciom i ich dzieciom...
Cry baby, cry...ale łzy kiedyś wyschną...a ONI pozostaną w naszych sercach, aż do chwili spotkania...i znów będzie jak dawniej...tylko nic nie będzie bolało.

harieta - 2010-01-18, 16:00

Wylaczylam forum 12 stycznia okolo poludnia aby sie spakowac na wyjazd do domu i spotkanie z moim Tata.
Kilka dni bez internetu i wracajac dzis na forum dostalam obuchem w leb....
Wiedzialam, ze z Twoim Tatusiem juz bylo naprawde zle, ludzilam sie, ze to nie nastapi tak szybko

Pokoj niech bedzie Jego duszy

[*]

jusia - 2010-01-20, 16:39

http://www.wspomnijbliskich.pl/3436147
MaFi - 2010-01-20, 20:42

:/pociesza:/
ana7 - 2010-01-20, 21:18

jestem...
madziorek - 2010-01-22, 18:03

Jusiu kochanie dziś za Tobą kolejny ciężki dzień. :cry:
Tulę Cię do serca w każdej godzinie.

hate_cancer - 2010-01-22, 21:35

Jusiu, myślałam o Tobie dziś czesto. Pozdrawiam cię serdecznie i życze, abyś dzielnie przeszła przez ten smutny czas. wspieram Cię z całych sił, Agnieszka
agni5 - 2010-01-22, 22:43

:tull: :tull: :tull: :tull: :tull: :tull:
banialuka - 2010-01-22, 22:47

Jusia :tull: :tull: :tull:
miracle - 2010-01-22, 23:27

Jusia...... Ty wiesz -prawda?

nie mam słów , w glowie pustka , w sercu żal...

jusia - 2010-01-23, 10:29

Dziękuję. Ja także jestem z Wami.
Nadal czytam wszystkie posty, ale nie odpisuję, nie mogę, jakoś tak czasem zaczynam pisać i wymazuję...

We wtorek była kremacja.
Tatuś wyglądał jakby spał.
Do rąk dałam Mu różaniec, a obok położyłam książeczkę.
Głaskałam Go, tak bardzo chciałam Mu przekazać, że jestem,że kocham, że zawsze będę.
Wczoraj był pogrzeb.
Pożegnałam się z Tatą, z Jego prochami... ostatni raz.
Głaskałam urnę, mówiłam, że kocham.
Przyszło dużo ludzi. Dużo też było Jego kolegów których nawet nie znałam.
Więc zostałam sama, sierotka.
Muszę żyć dalej. Wiem, kiedyś ten ból się zmniejszy, przyzwyczaję się do życia z nim, będzie lżej...ale jeszcze nie teraz, jeszcze troszkę.

Ciągle czytam, szukam co mogłam jeszcze zrobić, co przeoczyłam, co tak bardzo zawaliłam, że Tatusia nie ma już.
Wiem, że przeciwnik od początku nie dawał nam szans na wygraną, ale czuję, że coś jeszcze można było zrobić, aby zyskać czas...

Ciężko nadal, ale chcę abyście wiedzieli, że jestem z Wami, choć nie piszę jak dawniej (może i dobrze, odpoczniecie troszkę od jusinych wpisów) to jestem z Wami, czytam, rozmyślam i trzymam kciuki.
My przegraliśmy, ale to nie zmienia faktu, że jest nadzieja, nadzieja na to, że ciągle są i będą wygrane.

pixi - 2010-01-23, 11:24

jusia napisał/a:
Więc zostałam sama,sierotka.
:/pociesza:/ :/pociesza:/ :/pociesza:/ :/pociesza:/ :tull: :tull: :tull: :tull:
jusia napisał/a:
Ciągle czytam,szukam,co mogłam jeszcze zrobić,co przeoczyłam,co tak bardzo zawaliłam

JUsia, zrobilaś wszystko, co można bylo . Tak krawiec kraje, jak materii staje.
przecież i tak wiadomo, że to gra o czas - wywalczylas tyle, ile sie dalo. Więcej nie szło. Ale Twoj Tatko wiedzial, że walczysz o niego i wiedzial, że wkładasz w to cale serce.
NIe szukaj błędów w swoim postępowaniu - zawsze musimy dokonywać jakichś wyborów i zawsze towarzyszą temu wątpliwości, czy to wlaściwa droga. A moze , gdybys zrobila inaczej, byłoby gorzej?
Kiedy mój Tato umarl, zlościly mnie powiedzenia w stylu - czas leczy rany. Wydawalo mi sie, że to byloby jeszcze straszniejsze, gdybym przestala odczuwać ból po jego stracie- tak , jakbym go zdradziła - on umarl, a ja nie cierpię. I że to uczucie, to ostatnie, co mnie z nim łączy.
Teraz wiem, że jest inaczej. Ból zniknął, a on mieszka we mnie. Widzę, jak siadal na fotelu, slyszę jego ulubione żarciki, jak się śmiał.Nie mogę z nim porozmawiać, ale i tak wiem, co by mi powiedzial, co doradzil.Nie ma go, a jednocześnie jest. Trudno to wytlumaczyć, ale doświadczysz tego samego. Ból zniknie, a zostanie dobra pamięć.

Przytulam Cie mocno, najmocniej, jak tylko potrafię

JaInka - 2010-01-23, 12:19

jusia napisał/a:
My przegraliśmy,ale to nie zmienia faktu ,że jest nadzieja


Nie wydaje mi się, że przegraliście. Z tego, co czytałam, jasno było widać, że najlepiej jak mogłaś, wykorzystałaś czas z ojcem i dla ojca. To wygrana. Że pokazałaś dzieciom sposób przeżywania - to wygrana. Że wyszłaś z tego procesu umierania głębsza, bardziej dojrzała - to wygrana.

A nieśmiertelności nie ma. Więc w tym rozumieniu każdy od początku jest już przegrany.

Przytulam bardzo, bardzo mocno.

blatka - 2010-01-23, 14:03

Jusia, Twój Tata nie odszedł, On żyje w Twoim sercu.
Jestem z Tobą ...

Beata :cry:

Richelieu - 2010-01-23, 18:17

jusia napisał/a:
[...] Ciągle czytam,szukam,co mogłam jeszcze zrobić,co przeoczyłam,co tak bardzo zawaliłam,że Tatusia nie ma już.
Wiem,że przeciwnik od początku nie dawał nam szans na wygraną,ale czuję,że coś jeszcze można było zrobić,aby zyskać czas... [...]


Nie można było. Wiem, że są takie myśli, też się nad tym zastanawiam czasem. Ale nie można, nie da się uniknąć tego, że są choroby i nieszczęścia na świecie w naszym życiu.

Bardzo mądrze napisała JaInka - to czy jesteśmy zwycięzcami czy przegranymi, zależy od tego w jaki sposób przyjmujemy i jak postępujemy z tym, co nas w życiu spotyka.
Ktoś na tym forum ma w podpisie jako motto słowa św. Augustyna, o tym właśnie mówiące.

Chylę czoła przed Zwycięzcami, którymi wszyscy tu jesteście. Pozdrawiam serdecznie.

cleo33 - 2010-01-23, 18:53

A nieśmiertelności nie ma. Więc w tym rozumieniu każdy od początku jest już przegrany.

Tak jak inka napisala kazdy z nas wie co go czego mamy jedynie nadzieje ze moj bliski moze nie teraz.................

Jusiu czekamy na ciebie .

kaja115 - 2010-01-23, 20:02

:tull: <uscisk> :tull: <uscisk> :tull: <uscisk> :tull: <uscisk> :tull: <uscisk>
awilem - 2010-01-24, 03:12

Jusiu, siostrzyczko w walce, nie zadręczaj się bezsensownymi pytaniami. Nie ma sensu. Trzeba żyć, żyć dla innych.
Pamiętaj o tatusiu ale żyj i nie zadawaj pytań czy coś więcej było do zrobienia, odpowiedzi nie znajdziesz a sama się udręczysz.
Trzymaj się w tym ciężkim okresie

kruszynka - 2010-01-24, 20:37

Ja ciągle myślałam , czy czegoś nie zaniedbałam , nie wywalczyłam dla Taty i myślę, że bałam się odpowiedzi , że jednak jeszcze coś można było zrobić . Bo Jak sobie to potem wybaczyć i jak żyć ze świadomością , że gdybym "coś " tam zrobiła , to może Tata żyłby dłużej.
Wciąż mam wątpliwości i pretensje do siebie.

Tłumaczę sobie, że człowiek jest tylko człowiekiem.

ALE TAK BARDZO TĘSKNIĘ ZA TATĄ.

DumSpiro-Spero - 2010-01-24, 21:38


"Czy można było coś jeszcze zrobić by nie przegrać?"
apel do Jusi

Jusia, masz drukarkę? Wydrukuj to sobie i przyklej w widocznym miejscu, które mijasz co najmniej kilkanaście razy dziennie.. Ode mnie, raz jeszcze, kilka uwag:
  • NIE jesteś lekarzem. Miałaś prawo w trakcie choroby ufać decyzjom lekarzy tatę prowadzących.
  • LEKARZE w trakcie choroby Twojego taty podejmowali odważne decyzje, które były świadectwem szczerej woli walki o życie pacjenta: sama wiesz już, że zlecenie radioterapii radykalnej niekoniecznie w takim wypadku stanowi standard - PRÓBOWALI więc, czego tylko mogli.
  • Owszem, tata nie otrzymał chemioterapii II linii - ale może to i LEPIEJ.
  • Rozkładanie na czynniki pierwsze poszczególnych objawów w ostatnich miesiącach życia taty NIE MA SENSU - choroba była uogólniona i żaden zabieg nie byłby w stanie dać efektu odczuwalnej poprawy - masz w tej kwestii opinie właściwych osób, a nawet autorytetów.
Nie wymyślaj i nie zadręczaj się bo NIE MASZ CZYM. Byłaś cierpliwa, dociekliwa, dokładna, kochająca.
Dziewczyno, dałaś z siebie wszystko, a Twój ojciec miał opiekę najlepszą z możliwych.
Doceń wreszcie sama siebie!..

[ Dodano: 2010-01-24, 22:02 ]
kruszynka, Ty też sobie to wydrukuj.

kruszynka - 2010-01-25, 19:37

Dzięki DSS

Trzymaj się Jusia .

Jest ciężko, ale tak musi być.

monika30 - 2010-01-25, 21:56

kruszynka,.....................
jusia.................

Jestesmy wszyscy przy Was.....Trzymajcie sie..... :tull:

manusia - 2010-01-25, 22:26

jusiu czytam i bardzo ci wspołczuje naprawde badz dzielna :cry:
agnieszka.40 - 2010-01-26, 19:08

Jusiu nie piszę ale czytam....

Współczuję i jestem z Tobą...Wami....

Przytulam....A.40

madziorek - 2010-01-26, 19:45

Jusia ja wiem, że tu jesteś, wracasz, czytasz, tęsknisz....
ja chcę tylko otrzeć Twoje łzy...
Jestem

JaInka - 2010-01-27, 08:45

Juliu, Kruszyno - dziewczyny kochane.

Poczucie krzywdy często myli się z poczuciem winy. Ale jak je będziecie nazywać - faktem jest to, że Was boli.

Bardzo dużo współczucia, chęci pomocy, zagłaskania, zagadania, zakarmienia (a może byście coś dobrego zjadły?)

Jednak ból jeszcze długo będzie bolał. To paradoks, ale im jesteście lepsze, wrażliwsze, z silniej rozwiniętymi uczuciami wyższymi, tym dłużej będziecie cierpiały.

Dzięki Wam coraz lepiej rozumiem moich bliskich, coraz bardziej im współczuje.

Przytulam mocno.

joanna - 2010-01-27, 10:51

Dziewczyny strata bliskiej osoby boli cholernie, ale spójrzcie na to z innej strony. Nasi rodzice przeżyli swoje życie, byli dumni i szczęśliwi jak widzieli, że ich pielęgnujemy z ogromną troską, okazujemy wiele miłości. Im było łatwiej odejść, a my mieliśmy możliwość pożegnania, pogłaskania itp. I tu chcę zwrócić uwagę na rodziców, którzy tracą swoje maleństwa. Może nie powinnam o tym pisać bo każdy z nas ma swój ból swoje życie własne problemy, których ni jak nie powinno się porównywać, ale... Ostanio rozmawiałam z moim bratem, który stracił czteroletniego synka, dziecko które było dla niego tym co najsłodsze. Mowił mi co czuje jak stoi nad jego grobem. Pilnuje, aby cały czas świeciło światełko na cmentarzu, bo maluch bał się ciemności, jak chodzi w czapce maluszka etc. Nas boli, ale mamy dla kogo żyć, mamy nadal to co najsłodsze - nasze dzieci- i pielęgnujmy w nich pamięć o dziadkach, babciach a oni tam na górze będą szczęśliwi i czekali aż w końcu kiedyś się spotkamy.
Trochę się rozpisałam ale mnie zwróenie uwagi na mojego brata, na jego cierpienie bardzo pomogło.
pozdrawiam
Asia

awilem - 2010-01-27, 11:24

Asia nic dodać nic ująć, popieram w 100 %.
Przeżywamy wewnętrznie tragedię ale taka kolej rzeczy, natomiast śmierć maluszka to jest dramat.
Pozdrawiam serdecznie

JaInka - 2010-01-27, 14:17

Asia, masz racje.

Uprzytomniłam sobie z kolei, że w momencie diagnozy pomyślałam natychmiast: "dzieci odchowane, OK!". Więc małe dzieci tez nie powinny tracić rodziców. A przecież w każdym z nas jest małe dziecko... I pewno to tak bardzo boli...

Dzięki, że pomogliście mi sobie uprzytomnić...

ana7 - 2010-01-27, 15:30

Każde odejście kochanej osoby boli, cierpimy bardzo..
Każdy z nas jest inny i przeżywa odejście bliskiej osoby mocno,
Każdy z nas ma rację, Ty Asiu, TY kochana JAINKO...
to boli, jest trudne i ciężkie,
nie można tego uogólnić, podciągnąć wszystkiego pod jedną kreskę,
żyjemy,
kochamy,
cierpimy,
dobrze że mamy przyjaciół, bliskich, że możemy się wspierać, że jest to forum...

dobrze że jesteście

że mogę czerpać siłę

że tu jestem.......

renbaz - 2010-01-27, 20:09

Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z ludzkością...

Myślę, że nie istotne jest jaki jest wiek odchodzącej osoby - bo jeśli jest na świecie choć jedna osoba, która kocha, każda śmierć jest przedwczesna

Właśnie niedawno minęła 1 rocznica śmierci synka mojej koleżanki, miał 6 lat, chorował na białaczkę, doszło do zakażenia organizmu po pierwszej chemii...

Kiedyś moja babcia mówiła, że najgorzej jest przeżyć śmierć własnego dziecka...

Obyśmy nigdy nie musieli tego przechodzić :!: :!: :!:

monika30 - 2010-01-27, 20:24

joanna, chciałam Ci podziękować za to ze się rozpisałaś....Wielu z nas uzmysłowiło to tak oczywistą oczywistość.....

Pozdrawiam...

soja - 2010-01-27, 21:30

Jusiu - trzymaj się kochana :/pociesza:/ . Kiedyś wszyscy się tam spotkamy...........
ana7 - 2010-01-28, 19:51

Jusiu, co u Ciebie?

myślę o Tobie, wciąż słyszę piosenkę.....

przytulam mocno......... :tull:

jusia - 2010-01-29, 18:00

U mnie jakoś w miarę się toczy.
Aby przejść ten czas, nie rozmyślam wnikliwie, aby nie rozdrapywać ran i bardziej się nie zadręczać - to taki płaszcz ochronny.
Kieruję myśli w inną stronę, chociaż to nie zawsze wychodzi, ale staram się.

Podjęliśmy decyzję, aby sprzedać mieszkanie i kupić nowe, większe, żeby dzieci miały osobne pokoiki itp.
Już przed Taty chorobą o tym myśleliśmy, ale przeszkodził nam ten wredny nowotwór i plany i marzenia zostały odłożone na czas nieokreślony.
Najpierw sama nie wiedziałam co począć, czy pozostać jeszcze tu,bo przecież Tatuś tak niedawno odszedł..
Tyle wspomnień, uczuć w tym miejscu jest.
Ja bardzo sentymentalna jestem i choć wiem, że te wszystkie emocje będą ze mną to ciężko tak.
Ale na moją decyzję nałożyło się parę spraw:
Osoby wtajemniczone, czyli te które są dla mnie ważne, doradzały nam aby zmieniać na lepsze.
Niestety wiem doskonale, że znajdą się i tacy, co ta decyzja ich rozochoci to obgadywań (delikatnie pisząc) itp - szkoda słów na to, aby o tym pisać.
Moi rodzice nigdy nie przejmowali się tym "co powiedzą inni", żyli własnym życiem, podejmowali własne decyzje, owszem czasem nie najlepsze, ale własne.
Ostatnio dowiedziałam się, że mojej koleżanki mąż zmarł - nagle na serce w wieku 34lat.
Słyszałam jak ona mówiła:"...i co,mam teraz usiąść w kącie i płakać? Ja muszę żyć, dla siebie i dla dzieci, życie toczy się nadal..."
I te słowa tak mnie jakoś zastanowiły, że powiedziałam, sprzedajemy, zamieniamy, niech inny gadają, ale to moje życie, moje decyzje i to dla nas, dla osób które kocham ma być dobrze.
Mama z Tatą i z moją Babi by byli szczęśliwi, że podjęliśmy taką a nie inną decyzję.
To dla nich,dla wszystkich mi bliskich osób które zmarły i dla osób mi kochanych które są nadal na tym świecie, będę żyć tak jak umiem najlepiej.
I nic innym złośliwcom, zazdorśnikom do tego!

Przeczytałam to co napisałam i jestem już pewna swojego zdania, no może tylko gdzieś tam w środku tli się jakaś maleńka zadra niepewności, ale to już nic nie zmienia.

Richelieu - 2010-01-29, 18:20

Całym sercem jestem z Tobą ! To bardzo dobry pomysł. Jak jest okazja, trzeba kupować. Pamiętaj o tym, że po obecnej stagnacji kryzys na rynku nieruchomości się skończy i ceny pójdą w górę.
A co do tego, że to Twoje życie i Twoje decyzje, pomyśl, że Ojciec pierwszy radził by Ci, byś myślała o Twojej rodzinie, dzieciach, o sobie i o Waszej przyszłości. Życie jeszcze przed Wami.
Pozdrawiam serdecznie :-))

JaInka - 2010-01-29, 18:44

Jusiu, z tego co wiem, to Tato Was wszystkich bardzo kochał i chciał dla Was jak najlepiej. Więc starając się o to szczęście - wypełniasz wolę Taty. Przecież nie zabiegasz o super rozrywki, nie szastasz pieniędzmi na futra, brylanty itp., tylko chcesz poprawić życie własnych dzieci. Co w tym złego?

Masz jednak rację, że zawsze znajdą się bezinteresowni wyzłośliwiacze. Ale tu i tak nie masz szans ich ułagodzic, zamknąć im usta - więc najlepiej robić swoje.

W podobnych sytuacjach zawsze pytam siebie, czy jestem w porządku. Jeśli tak, to robię swoje bez względu na ludzkie języki i na własny lęk przed nimi.

Pamiętaj, że masz obowiązki wobec dzieci. Więc zajęcie się ich sprawami, Waszymi sprawami, nie jest niczym zdrożnym - a na pewno i Tobie pomoże.

Serdecznie pozdrawiam.

agni5 - 2010-01-29, 18:54

Jusiu cieszę się,że potrafisz w tych trudnych chwilach myśleć o dzieciach o przyszłości. Nie patrz co mówią inni, najważniejsze byś Ty wiedziała,ze postępujesz słusznie.
Choć proces żałoby jest trudny i bolesny jest szansą na uświadomienie kruchości i przemijalności naszego życia. Pomaga także skupić się na tym, co jest najważniejsze i dobrze korzystać z danego nam czasu.
Ściskam Cię mocno.

natka7 - 2010-01-29, 18:54

jusia
myślę że nie powinnaś przejmować się ludzmi
tym co powiedzą i jak cię osądzą
kieruj się sercem i rozumem
rób to co dobre dla twojej rodziny
zawsze znajdą się tacy co tylko osądzają
ale czy sprawiedliwie?
to TY mieszkałaś z tatą, to ty go najlepiej znałaś i sama wiesz że on by tego chciał co jest dla was najlepsze
czy warto przejmować się zawiścią innych?
pozdrawiam

cleo33 - 2010-01-29, 20:29

Jusiu nie patrz na ludzkie gadanie, ludzie na chleb ci nie daja,pamietaj o tym prosze :!:
Faktem jest ,ze dla dzieci człowiek choc niejednokrotnie sie waha to jest gotów zrobic wiele i to moim zdaniem iest piorytet ;)
Trzymam kciuki abyscie kupili piekne mieszkanie gdzie bedziecie szczesliwi a tatko zawsze bedzie z Wami i przy Was.
Buziaki

miracle - 2010-01-29, 21:49

Jusiu
Tata jest w Waszych sercach i w nowym , wygodniejszym mieszkanku znajdzie sobie Swoje miejsce.
Zaczynasz nowe życie , jakis rozdział sie zamyka , niech bedzie też zmiana materialna

A ludzie......... szkoda gadać

agakata - 2010-01-30, 08:35

Jusia, banalnie Ci napiszę: Show must go on.
Tata będzie zawsze w Twoim sercu, w Twoich myślach. W radości Twoich dzieci. Każdego pięknego dnia. W każdym zakątku.
Dobrze, że możesz zmienić miejsce. Zamkniesz drzwi za cierpieniem, bólem, zwątpieniem.
A ludzie...moja babcia powiedziałaby: a pies im mordę lizał.
Tulę Cię mocno do serca.

Wrotkaa - 2010-01-30, 11:25

Witaj Jusiu, łączę się z Tobą w smutku...
Wierzę, że Twoi bliscy są przy Tobie i cieszą się tym, że mimo bólu chcesz żyć, a decyzje które podejmujecie są dobre dla Ciebie i Twojej rodzinki.
Pozdrawiam ciepło Asia

Ps. Tak bardzo boję się tej chwili. Z każdym dniem jest bliżej...
Chciałabym być tak silna jak Ty.

ana7 - 2010-01-31, 18:22

JUSIU
rozumiem Cię bardzo dobrze. Sama przechodziłam przez to. Wyprowadziliśmy się z mieszkania, po śmierci teściowej, która z diagnozą RAK żyła dokładnie pół roku. Nie powinnam - ale do tej pory oglądam się w przeszłość, taka już jestem...kiedy znajduję się w okolicach, w których wcześniej mieszkałam, patrzę na nasze okna, myślę o pokojach, w których już nigdy nie znajdę się, nie poczuję zapachu tak charakterystycznego dla tamtego miejsca...tyle wspomnień...czasem myślę o tym że bardzo chciałabym wejść , zobaczyc jak wygląda teraz ale wiem że nie mogę . Minęło trochę czasu, ale nadal boli.
Nie potrzebnie wracam, rozpamiętuję tamten okres.Ale jakos nie potrafię inaczej.Kiedy umarła w szpitalu, wracałam na ten oddział i spoglądałam na łóżko na którym leżała, a przebywał wtedy przecież już ktoś inny. Nie wiem dlaczego tak robiłam, czy to jest normalne?? chyba nie..
Ale trzeba iść naprzód, razem ze swoimi wspomnieniami, tak bardzo nam drogimi. Musimy żyć dalej, dla siebie, dla naszych dzieci... pozdrawiam serdecznie..........

monika30 - 2010-02-03, 23:03

Jusiu...uważa że to bardzo dobrze że podjęłaś decyzję o zmianie mieszkania. Skoro nadażyła sie okazaj wiec bierz życie pełną garścią....i ciesz się nim, dla twoich bliskich tu na ziemii i tam na górze. Jestem pewna że on obserwują Cię i pomagają Ci jak mogą abyś zmieniała swoje życie na lepsze....

Bądź sobą. Żyjesz dla siebie, dla bliskich których kochasz, a ci co gadają....zawsze gadać będą. Nie przejmuj się nimi i stawiaj im czoła....Jestem pewna że dasz radę...

Z całego serca życzę ci abys zmieniła mieszkanko i była szczęśliwa. A Twoj Tatuś, Twoja Mamusia i Babi zawsze będą w Twoim serduszku....

Gorąco pozdrawiam....

blatka - 2010-02-03, 23:22

Jusiu,
wychodzę z założenia, że w życiu nieszczęście musi być równoważone szczęściem. Z takim podejściem żyje się łatwiej, przynajmniej mnie. I myślę sobie, że fakt iż o mieszkaniu dowiedziałaś się na stypie też świadczy o tym, że w życiu nic nie dzieje się bez przyczyny, ot takie moje małe filozofie.
Spakuj pudełko ze wspomieniami, zamknij za sobą drzwi i idź tam gdzie będzie lepiej, a na pewno inaczej.
Trzymam kciuki i pozdrawiam ciepło.
Beata :)

renbaz - 2010-02-03, 23:22

Wiesz co? Ludzie są wredni i zazdrośni:-(
I tu kolejna znaleziona sentencja:
"Trudniej jest nie zazdrościć człowiekowi, któremu się powiodło, niż być wspaniałomyślnym wobec tego człowieka w nieszczęściu".
Gdzie byli owi ludzie, kiedy potrzebowałaś pomocy???? Podali Ci rękę???
Powiem brzydko - olej to dziewczyno i ŻYJ, bo tego chcieliby Twoim rodzice... <uscisk> :cmok: :flower: ::thnx::

ana7 - 2010-03-02, 18:40

Jusiu co u Ciebie? pozdrawiam
jusia - 2010-03-03, 09:42

ana7, dzięki za pamięć.
U mnie jakoś się kręci .Mam lepsze i gorsze dni, a nawet z chwili na chwilę to się zmienia. Oczywiście na zewnątrz pokazuję, że jest ok, ale w sercu czuję ogromny ból.
Nadal wisi Taty kurtka w korytarzu. Nadal Jego okulary leżą na ławie .Nadal jest włączony Jego telefon. Nadal nie zabrałam się za uporządkowanie Jego rzeczy, choć próbowałam wiele razy. Nadal jak wstaję i wchodzę do Taty pokoju mówię dzień dobry, idąc położyć się na noc mówię dobrej nocy życzę.

Sprzedaliśmy tydzień temu mieszkanie. Dziś najprawdopodobniej wpłacimy pieniądze na nowe. I ciągle oczywiście mam radość mieszaną ze smutkiem, ale staram się z tym walczyć. Powtarzam sobie, że życie toczy się dalej, że nie mogę zatrzymać się w miejscu.
Wczoraj byłam u fryzjera, tak na poprawę nastroju - ale zbytnio nie pomogło. To jeszcze nie ten etap.
Jestem umówiona z koleżanką która jest super fotografem, aby stworzyła mi ze zdjęć moich rodziców jakiś niepowtarzalny portret.
No i rozkleiłam się.
Tęsknota boli straszliwie.

Richelieu - 2010-03-03, 11:40

jusia napisał/a:
[...]

Dziękuję ::thnx::


jusia napisał/a:
[...] Tęsknota boli straszliwie........

:tull:

kaja115 - 2010-03-03, 12:06

jusiu tak z innej beczki :) Bardzo dziękuję ci za wczesniejsze informacje odnośnie dodatku pielegnacyjnego!!!! Mamcia miała wczoraj komisje i z tego co zrozumiałam to dostanie ten dodatek :-D
Bez Ciebie i Madziorka bym nawet nie wiedziała, że jej się należy!!!
Wielkie dzieki :flower:

JaInka - 2010-03-03, 12:33

Jusiu - kochanie, to właśnie jest definicja życia: przenikanie bólu i zadowolenia.

Jestem ciekawa Twojej fryzury. Kolor ciemniejszy odmładza, krótkie włosy też.

Jak dzieci ustosunkowują się do nowego mieszkania?

joanna - 2010-03-03, 16:13

Hej Jusia,

czytam Twoje odczucia. Też zmieniłam kolor włosów, staram się żyć normalnie, skupić na dzieciakach i pracy. I niby życie toczy sie dalej, jak kiedyś. Tylko choler... na cmentarzu wszystko pęka. Rodzą się pytania: Dlaczego ??? a łzy... myślałam, że przez te kilka miesięcy już je wypłakałam. Jadę do mamy, i nie mam z kim obgadać swych problemów. Tak, tęskonota boli strasznie....
Jusiu, wiesz przytulam Cie teraz mocno - razem będzie nam łatwiej.

Całuję
Asia

jusia - 2010-03-03, 18:42

kaja115, bardzo się cieszę, że Mama dostanie dotatek - zawsze parę groszy wpadnie.
joanna, ja właściwie nie zastanawiam się dlaczego?
Bardziej męczy mnie to, czy wszystko zrobiłam co w mojej mocy podczas naszej walki. Starałam się aby Tata czuł się kochany do samego końca i teraz już sądzę, że to mi się udało.
Chciałabym,aby moje dzieci zawsze tak mnie szanowały i kochały jak ja swoich Rodziców.
JaInka, dzieciaki zadowolone - będą miały swoje pokoiki.
Chociaż czasem też się zdarza że mówią, że szkoda im tego mieszkania.
Teraźniejsze nasze osiedle jest faktycznie bardzo fajne.
Oczywiście nie muszę pisać, że moja typowa księżniczka kolory już wybrała do swojego pokoiku - różowy i fioletowy, no i plakat z Hannah Montana :lol:
Nowe jest dokładnie 6 km od tego, więc będziemy tu czasem przyjeżdżać na placyk, dzieciaki będą pod kontrolą teraźniejszej pediatry itp.
Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze - bo musi być ;)
Richelieu, Ty to musisz być bardzo dobrym człowiekiem.Zawsze znajdziesz tu dla każdego pocieszający gest :) . Dziekuję.

cleo33 - 2010-03-03, 21:06

jusiu tatko zawsze bedzie z wami musisz pielegnowac wspomnienia o nim najlepsze.....
A zmiany sa potrzebne uwierz mi ;) wiem to bardzo dobrze .......
Do tej pory pytam dlaczego :?: i dlaczego znów :?: :?: :?:

Sciskam mocno i zapodaj jakas zmiane imagee ;)

MaFi - 2010-03-08, 12:10

Też jestem bardzo ciekawa nowej fryzury!

pozdrawiam i ściskam

monika30 - 2010-03-08, 20:15

jusia, ... uważam że po tym jak dzieci widziały Twoje dzieci widziały z jakim oddaniem i poświęceni opiekujesz się Tatą i jak razem walczycie w chorobie napewno będą i Ciebie szanowały....mając takie świadectwo nie mam wątpliwości....

Tak jak poprzednicy....jestem ciekawa fryzurki

ana7 - 2010-03-11, 16:48

kochanie więc jak nic musisz wkleić swą fotkę w ciemnych włosach.

Bardzo mocno mocno CIĘ przytulam . Jestem z TOBĄ. Myślę bardzo często.

:tull: :heart:

jusia - 2010-03-12, 14:20

Dziś dwa miesiące mijają jak Tati odszedł.
Ciężko bardzo - wspomnienia Taty ostatnich dni i godzin buszują w głowie.
Serce nadal krwawi, rana ciągle mocno otwarta.

ana7 - 2010-03-12, 14:40

jesteś cudownym, wrażliwym człowiekiem.
szkoda, że nie poznam Cię osobiście...
rozumiem. przytulam i jestem....

JaInka - 2010-03-12, 17:20

Jusiu, kochanie moje. Ana ma racje, jesteś cudownym człowiekiem. Bycie cudownym człowiekiem boli. Ale zobacz - tak wychowujesz własne dzieci, a nie hartujesz w cynizmie. One też będą cierpiały, będzie je bolało - po coś.

Sama to widzisz.

Wiesz, że nie ma prawdziwego szczęścia bez nieszczęścia. Nie ma prawdziwej miłości bez bólu rozstań.

Ty dobrze to wszystko wiesz, dokładnie to przerobiłaś. Jesteś prawdziwa.

Z podziwem i wielką chęcią pomocy. Czuję się jednak bezradna. Czas z jednej strony pomaga, a z drugiej strony - jak piszesz - zaciera, zabiera.

Przytulam

natka7 - 2010-03-12, 19:03

jusia
trzymaj się jakoś
żyj dniem dzisiejszym chociaż to trudne
tato już nie cierpi i na pewno nie chciał by żebyś ty cierpiała
pozdrawiam

gontcha - 2010-03-12, 20:17

jusia - _itsme_
monika30 - 2010-03-12, 20:58

jusia, Twoj Tatuś patrzy z góry na Ciebie i jest napewno z Ciebie bardzo dumny....

tulę Cię mocno i pozdrawiam

trzymaj sie...

jusia - 2010-03-14, 01:24

Romek102 coś pięknego mi napisał. Dla mnie i moich przyjaciół - więc zacytuję:

"...pamietaj że " człowiek umierając odchodzi fizycznie ale żyje dalej w pamięci i sercu bliskich, nigdy śmierć nie pokona miłości, nigdy miłość nie przegra ze śmiercią " Tata twój dalej jest z wami jak ci jest ciężko smutno porozmawiaj z nim pożal się, "powyzywaj" go dlaczego zostawił ciebie, a na pewno on ci powie, że jak był z tobą to były dwa ślady stóp na piasku twój i taty, a teraz jest jeden, bo tata "niesie ciebie na ramieniu".."

Ślicznie to napisane. Dziękuję!

pixi - 2010-03-14, 01:37

jusia _itsme_ :cmok:
JaInka - 2010-03-14, 11:25

Jusiu, myślę o Tobie, o tym, że cały czas starasz się pomagać innym, choć przecież Ci trudno.

Z dużym szacunkiem

kaja115 - 2010-03-14, 13:52

jusia <uscisk> :tull:
MaFi - 2010-03-15, 10:29

Dzięki że jesteś! Chylę głowę (dlaczego nie ma takiej emotikony?)

Tulę...

pixi - 2010-03-16, 08:48

Jusia :cmok: podpisuję się pod tymi wypowiedziami :) naprawdę jesteś świetna :in_love: -przecież masz okres żałoby, a mimo to pomagasz innym ( m.i. mnie ::thnx:: )- próbuję być podobna do Ciebie, ale nie potrafię - cokolwiek napiszę , jest tak beznadziejne, że to od razu kasuję, i chyba ten stan ogłupienia się nasila, bo nawet teraz myślę nad każdym wyrazem :-(
TY jesteś dzielniejsza - :flow: :heart:

MaFi - 2010-03-16, 11:13

Gdzie te fotki??Niedługo pojadę na komisję miniemy się na ulicy i nawet nie zajarzę że to Ty!!
JaInka - 2010-03-16, 11:23

Przepraszam Jusiu za wtręt do Pixi. Pozwoliłam sobie, bo myślę, że ważne:

Pixi - jesteś mądrą i dobrą kobietą, kochającą żoną i matką. Nie jesteś Jusią, więc i zachowujesz się inaczej w cierpieniu.

Pamiętaj - nie musisz być dzielna, musisz być prawdziwa, bo inaczej za to zapłacisz wysoką cenę.

I prawdziwa jesteś - z tego powodu duży szacunek za odwagę. Taka prawda "nieuśliczniona" pomaga lepiej Cię rozumieć, pomaga więc oswajać się z nieszczęściem nam wszystkim tu na forum.

Każdy tu wnosi to, co ma do dania, więc nie porównuj.

Przytulam bardzo mocno, jesteś dla mnie tu ważna.

pixi - 2010-03-16, 11:43

JaInko :flow:
jusia - 2010-03-17, 21:41

JaInka napisał/a:
Pamiętaj - nie musisz być dzielna, musisz być prawdziwa, bo inaczej za to zapłacisz wysoką cenę.

JaInko, opisałaś to idealnie.
Ja już płacę za trzymanie wszystkiego w środku.
Nie pozwoliłam sobie tak do końca wywalić wszystkiego z siebie i teraz wybija to się podwójnie.
Przy Mamie także popełniłam ten błąd - a później w środku mnie rozwalało.
Nie lubię pokazywać po sobie, że jest mi źle, bo nie lubię zwracać na siebie uwagi i żalić się.
Jak jestem sama to płaczę, rozpaczam, ale przy kimś uśmiech cały czas.
Każdy myśli, że sobie super radzę, ale nikt nie wie ile mnie to kosztuje - ta cała maska.
Czasem mam ochotę krzyknąć, że jest mi źle, bardzo źle, ale nie robię tego bo i po co?
Sama muszę to przejść.
pixi, ja ciągle piszę,wymazuję,piszę wymazuję i tak w kółko.Nawet teraz chciałabym to wszystko co mam do przekazania jakoś ładnie,mądrze opisać,ale słów nie znajduję,nie potrafię.
MaFi, zapraszam na kawkę :) .
Fotek nie ma co dawać nowych, bo już niestety mam takie włosy, że ciemnych barw długo nie trzymają i co mycie są jaśniejsze....

MaFi - 2010-03-17, 22:32

dzięki za zaproszenie :) Odezwę się !
pixi - 2010-03-17, 23:45

jusia napisał/a:
MaFi, zapraszam na kawkę :) .

to ja też chcę na kawkę <prosi> :-D

gontcha - 2010-03-18, 00:09

jusia - cały dzban tej kawki zatem musisz naparzyć :mrgreen: , a jak w weekend to i ja się wproszę ;)
pixi - 2010-03-18, 00:31

gontcha napisał/a:
ak w weekend to i ja się wproszę
|happy| :-D
JaInka - 2010-03-18, 18:34

jusia napisał/a:
Sama muszę to przejść.


Nie jesteś sama. Masz rodzinę, masz nas. Dobrze, że "pękasz". Zawsze trochę ulgi.

Ja nie mówię, żeby chodzić i się użalać wszędzie. Ale najbliżsi, ludzie, którzy podobne przeszli czy właśnie przechodzą - wysłuchają, zrozumieją...

Z wielkim szacunkiem i wielką życzliwością

ana7 - 2010-03-19, 08:32

Wasze posty i Twoja mądrość JAINKO działają na moją duszę jak balsam.
Trzymaj się JUSIU kochana...moje serduszko jest blisko Twojego.. :heart:

agakata - 2010-03-19, 20:34

Jusia, każdy swoją drogą kroczy sam. Ale bez przyjaciół i bliskich nie dojdzie się daleko.
Więc pozwól sobie pomóc trochę...Nie chowaj uczuć, nawet jeśli są bolesne...Tyle masek trzeba nosić do świata...odpocznij...pokaż siebie...
Bardzo mocno Cię przytulam...

pixi - 2010-03-21, 00:05

jusia- puk...puk...
ana7 - 2010-03-21, 21:07

musiałam bo potrzebowałam przyjść tu do Ciebie i trochę posiedzieć w ten niedzielny wieczór. Usłyszałam przed chwilą słowa ks.Tischnera ( nie wiem czy dobrze napisałam ), które polecał ANDRZEJ S..( opieka paliatywna ) .... posłuchaj
pozdrawiam

jusia - 2010-03-22, 16:24

Dziękuję Wam wszystkim!
Jak zwykle wspaniali jesteście.
Oczywiście z chęcią wszystkich zapraszam na kawę.

monika30 - 2010-03-22, 21:57

Ja w sprawie tej kawki....bo jeśli jesteście przed to ja bardzo chętnie też się wpraszam.
Już pędzę do Was :run:!!

gontcha - 2010-03-22, 22:06

Hihihi - jusia, - nie dzban, a gar tej kawusi szykuj :mrgreen:
banialuka - 2010-03-22, 22:07

jusia ja mam troche daleko do Ciebie, to tylko na wirtualną sie pisze ;) Pozdrawiam :tull:
kaja115 - 2010-03-23, 08:34

To ja także wirtualna poprosze ;) z mleczkiem :-D
Pozdrawiam !yes!yes!

natka7 - 2010-03-23, 20:21

oj
to ja też na kawusie
:run:!!

harieta - 2010-03-25, 21:59

no i watek przerodzil sie w "kafejke internetowa" ...jesli mozna to dla mnie taka slabiutka, z jednej lyzeczki i mleczko no i troche cukru na oslode :)
MaFi - 2010-03-26, 09:53

O Boże ! Jusiu zbankrutujesz przeze mnie! Nie martw się ...przywiozę worek kawy! ;)
JaInka - 2010-03-26, 10:40

Mam wrażenie, że co jakiś czas na jakimś wątku pojawia się wątek kawiarniany. To pewno atawizm - tęsknota za spotkaniem realnym.

Czy z czasem dojdzie do takich spotkań? Nie wiem - chyba raczej, gdy przyjdzie faktyczna potrzeba.

A do worka kawy dodaję pudło herbaty dla odmieńców.

ana7 - 2010-03-26, 20:38

tak Jainko, też tak myślę. Ostatnio, gdy byłam u hematologa, na Kopernika w Łodzi, to - teraz się pewnie uśmiechniecie, dość daleko ode mnie siedziała dziewczyna szczupła, króciutko obcięta i tak chciałam wierzyć że to Nasza Zuza!!! Zuza byłaś tam?? ;) , wciąż zamykałam oczy i próbowałam sobie przypomnieć Zuzy zdjęcie ślubne, które jest na stronie głównej :shock: ..oczywiście póżniej jednak stwierdziłam że to jednak nie może być ONA!!!
ale tak to tęsknota jakaś podświadoma za Wami, za tym jakimi osobami jesteście naprawdę, jak wyglądacie naprawdę...
ale jeść i pić też z Wami chcę!!!
dobrej nocy dla Was...

ana7 - 2010-03-28, 22:11

Znowu kolejna niedziela...
jak z mieszkaniem JUSIU?

ana7 - 2010-04-01, 21:00

dawno nie pisałaś...

pozdrawiam mocno!!!

wesołych Świąt!!! dla wszystkich..

Jusiu to dla Ciebie szczególne Święta..

............dla mnie jutrzejszy dzień ma szczególny charakter..Wielki Piątek i rocznica śmierci Jana Pawła II..........

trzymaj się....

jusia - 2010-04-05, 22:09

ana7, nie pisałam, bo ładowarka mi padła, ale już ok jest.
Co do mieszkanka - to od 31 jesteśmy już na nowym.
Tak jak napisałam w innym wątku tj raczej biwakowanie - nie mamy jeszcze mebli , kuchni itp.
Śpimy na materacach. Wszędzie kartony, worki, bałagan straszliwy - staramy się to jakoś wszystko ogarnąć, ale nie jest to łatwe.

Święta - starałam się nie wnikać, nie analizować, aby w miarę jakoś to przejść.
Jagoda z forum zrobiła mi prześliczne stroiki, które zaniosłam na groby...

jerzozwiesz@amorki.pl - 2010-04-06, 11:28

W 98 roku wyszedłem z domu i nie wróciłem.W 99 pokazałem palcem na mapę-tu będę mieszkał podoba mi się.2000 kąpiel w rzece kibel w lesie dobytek kilkumiesięczne szczenię.Brak możliwości ogrzewania.Ocena otoczenia ........ i.jeszcze więcej.Obecnie pytania JAK TO ZROBIŁEŚ?.Chciałem zawsze chciąłem.Tylko tyle,może aż tyle.Możesz wszystko,ale szukaj wyjścia nie trudności.One Cię znajdą.Tylko od Ciebie zależy jak sobie poradzisz.Wygrywasz jeśli jesteś zwyciezcą.Dasz radę :bravo"
madziorek - 2010-04-06, 20:22

jerzozwiesz@amorki.pl, :bravo" jednak to były szalone czasy :mrgreen:
Juśka jak wyjedziesz z domu-pamiętaj WRACAJ :mrgreen: bo dzieci, facet, net i forum czeka :mrgreen:

ana7 - 2010-04-13, 21:01

cichutko tutaj.........
fajnie jest zobaczyć Cię na zdjęciu innym niż to w galerii, choć ubzdurałam sobie że włosy masz krótkie!!!
pozdrawiam ;)

jusia - 2010-04-13, 21:15

Jakoś nie mam weny żeby pisać.
A włosy faktycznie mam krótkie. Ta fotka z długimi to stara strasznie.

MaFi - 2010-04-14, 10:14

Nawet te dwa króciutkie zdania... tak bardzo cieszą. Tak smutno bez Ciebie....cały czas czekam cierpliwie kiedy Ci wróci wena....ściskam
ana7 - 2010-05-30, 11:59

:in_love: dla Ciebie....
gapcia - 2010-09-18, 00:01

jusia napisał/a:
JaInka napisał/a:
Pamiętaj - nie musisz być dzielna, musisz być prawdziwa, bo inaczej za to zapłacisz wysoką cenę.

JaInko,opisałaś to idealnie.
Ja już płacę za trzymanie wszystkiego w środku.
Nie pozwoliłam sobie tak do końca wywalić wszystkiego z siebie i teraz wybija to się podwójnie...
Przy Mamie także popełniłam ten błąd-a później w środku mnie rozwalało.
Nie lubię pokazywać po sobie ,że jest mi źle,bo nie lubię zwracać na siebie uwagi i żalić się.
Jak jestem sama to płaczę,rozpaczam,ale przy kimś uśmiech cały czas.
Każdy myśli,że sobie super radzę,ale nikt nie wie ile mnie to kosztuje-ta cała maska.
Czasem mam ochotę krzyknąć,że jest mi źle,bardzo źle,ale nie robię tego bo i po co?
Sama muszę to przejść.
pixi, ja ciągle piszę,wymazuję,piszę wymazuję i tak w kółko.Nawet teraz chciałabym to wszystko co mam do przekazania jakoś ładnie,mądrze opisać,ale słów nie znajduję,nie potrafię.
MaFi, zapraszam na kawkę :) .
Fotek nie ma co dawać nowych,bo już niestety mam takie włosy ,że ciemnych barw długo nie trzymają i co mycie są jaśniejsze....

DrogaJusiu, czytam Ciebie i wszystkich Was wspierających od A do Z, ja jestem na początku niestety tego koszmaru i dziś już widzę jak się skończy, mamy z mamą to samo, czułam to od 3 tygodni a teraz jestem już pewna. gorzej mama kazała mi grzebać w necie za informacjami i sama nie wiem co jej mówić. Kłamać? nie jest ani zdezorientowana ani głupia, wie co się dzieje, co mam jej powiedzieć żeby jej nie zdruzgotać i żeby chciała walczyć. podziwiam Twoją MIŁOŚĆ i walkę. ( Ja chodzę wyć wieczorem do nad jeziorko gdzie mnie nikt nie widzi i wyję cicho bo mogą słyszeć,)

Łysy - 2010-09-19, 22:46

JaInka napisał/a:
Mam wrażenie, że co jakiś czas na jakimś wątku pojawia się wątek kawiarniany. To pewno atawizm - tęsknota za spotkaniem realnym.

Czy z czasem dojdzie do takich spotkań? Nie wiem - chyba raczej, gdy przyjdzie faktyczna potrzeba.

A do worka kawy dodaję pudło herbaty dla odmieńców.


coś jakoś się nie mamy ku sobie chyba w sensie zbiorczego spotkania - wątek w hyde parku przygasł :-( mi skrzydła ciężko rozwinąć by to ciągnąć. może kiedyś?gdzieś?

kaja115 - 2010-11-22, 11:46

Jusiu :/pociesza:/
Lena W. - 2010-11-22, 15:39

jusia, |przytula|
ana7 - 2010-11-22, 17:11

_itsme_
irena5519 - 2010-11-22, 19:46

Ode mnie również :tull:
agni5 - 2010-11-22, 21:15

:tull: :tull:
praptak :) - 2010-11-25, 11:39

Witaj Jusia :)

Przeczytałam Twoje wpisy towarzyszące Waszej walce z nieuniknionym i wyłam jak bóbr :)
Kolejne notki wzruszały mnie coraz bardziej...
Na kolana powaliło mnie to jak dzielnie trwłaś przy Tatusiu u schyłku jego drogi i to Twoje cudowne wspomnienie- pożegnanie... a potem zobaczyłam zdjęcie Twojego Taty- i to uczucie niesamowitej pogody ducha, dobroci i optymizmu :) jakie od Niego bije :)

...wiesz, pisałaś nie raz, że mogłaś zrobić więcej... ale Ty Kochana Dziewczyno, zrobiłaś wszysko, a nawet więcej!

I cała ta MIŁOŚĆ jaką dał Ci Tato, wróciła do niego w dwójnasób :-D

Nie można wymarzyć sobie lepszego dziecka :-D


Ciesz się wspomnieniami, ich nie odbierze Ci nikt, żadna choroba ni śmierć...
I miej nadzieję, że te nasze żegnaj, to do zobaczenia- za jakiś czas :)

Pozdrawiam Cię serdecznie (jak mój Synek) iiiiiiiiiiii! :-D

ludmila - 2010-12-08, 22:25

praptak :) napisał/a:
Witaj Jusia :)


[color=darkred]...wiesz, pisałaś nie raz, że mogłaś zrobić więcej... ale Ty Kochana Dziewczyno, zrobiłaś wszysko, a nawet więcej!



no właśnie ja też się zastanawiałam czy mogłam zrobić więcej, miałam wyrzuty. Wniosek z tego jest jeden: nie mogłaś zrobić więcej w danym momencie. bo gdybyś mogła to byś zrobiła. i koniec wyrzutów sobie samej. Ściskam.

jusia - 2010-12-09, 09:53

Wiecie, nie mam odwagi przeczytać od początku całego tematu.
Wiele razy już zaczynałam, ale to nadal tak bardzo boli....
Codziennie zmagam się z tym bólem.
Codziennie myślę o moich Rodzicach. zbliżają się następne święta bez Nich.

Przecież śmierć jest wpisana w nasze życie, a ja nie potrafię się z tym pogodzić.

Richelieu - 2010-12-09, 09:59

Każdy doskonale wie, jak to jest, kto sam tego doświadczył,

Jusieńko, _itsme_

dorota24 - 2010-12-09, 10:22

Jusiu kochana...
Wiem jak jest ciężko...
U nas w tym roku będą pierwsze święta bez Tatusia-samo to jet ciężkie dla nas..
Na dodatek Tatuś miałby 26 grudnia 50 lat...
Myślę,że szczęśliwe chwile jeszcze do nas wrócą a ból... ból nie zniknie..nauczymy się z nim żyć....

kaja115 - 2010-12-09, 14:06

:/pociesza:/ |uscisk|
ana7 - 2010-12-09, 15:56

Pamiętaj Jusiu, ja też jestem..

rozumiem Cię...

Święta jeszcze bardziej potęgują nieobecność tych których kochamy...

jestem z Tobą kochanie...

blatka - 2010-12-09, 19:39

Jusiu, wczoraj wydrukowałam swój wątek. Kartkowałam bez składu ani ładu, chciałam coś przeczytać, wyłapywałam tylko pojedyńcze zdania.
Płakałam, bardzo płakałam. Każde przeczytane słowo, wywołuje we mnie jeszcze silne emocje. Nie mogę, jeszcze nie pora, poprostu nie jestem gotowa :uuu:
Dlatego rozumiem Ciebie doskonale!
Niedługo pójdę do Tatusia na cmentarz z opłatkiem i małą choineczką wiem, że bedzie ciężko ale muszę sobie z tym poradzić - przecież Tata nie może być sam...

owcaMarta - 2010-12-11, 12:18

JUSIA!!!!!!

I Tobie również chciałabym PODZIĘKOWAĆ tak wiele wsparcia od Ciebie zaznałam!!!!



DZIĘKUJE

tinas - 2010-12-13, 15:23

Pomimo wsparia jakie otrzymujemy na forum, najtragiczniejsze jest to, że każdy z nas ma swoją smutną historię, logujemy się, opisujemy chorobę, na początku pełni nadziei, pózniej pełni obaw, szukający najmniejszej szansy i kończymy ze łzami w oczach po odejściu naszych najbliższych. Jutro minie tydzien jak odszedł mój tata, też mieliśmy nadzieje na wspólne święta, nic z tego nie wyszło, wszyscy walczymy z okrutnym przeciwnikiem i jedyne co nam zostaje to pamiętać, kochać i dawać wsparcie i nadzieję innym, którzy tutaj trafią. Jusia życzę wam Spokojnych Świąt, nasi bliscy już nie cierpią i to jest najważniejsze.

Pozdrawiam serdecznie,

Justyna

jusia - 2011-01-12, 19:10

Dziś mija już rok...
[*]

dorota24 - 2011-01-12, 20:08

_itsme_ _itsme_ _itsme_
awilem - 2011-01-12, 20:12

Przykra rocznica, niedługo mojej mamy.
Trzymaj się.

agni5 - 2011-01-12, 20:47

Jusiu wiem,że to jeszcze świeża rana..... :tull:
absenteeism - 2011-01-12, 20:48

Trzymaj się kochana...
ana7 - 2011-01-12, 21:00

ja też skarbie myślę o Tobie....
Peti - 2011-01-12, 21:02

Jusiu.....ściskam...
kasiekk - 2011-01-12, 21:07

jusia, ściskam Cię mocno
nie wiedziałam nawet że straciłyśmy rodziców w tym samym dniu :-(

ela1 - 2011-01-12, 21:45

:/pociesza:/
kaja115 - 2011-01-13, 11:01

jusiu :/pociesza:/
U nas niedługo minie pół roku :cry:
Wiem co czujesz, jestem z Tobą


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group