Witam zgłaszam się do Was z nietypowym pytaniem (prośbą?). Otóż moim bardzo dużym problemem jest strach przed rakiem (kilka przypadków w rodzinie) który o ile kiedyś nie przeszkadzał mi w życiu to obecnie momentami paraliżuje moje życie.
Nie wiem jak dokładnie to wytłumaczyć, ale po prostu nie mogę o tym przestać myśleć, całość spotęgowała jeszcze moja wizyta na oddziałe Pneumatologii po krwiopluciu (okazało, się, iż są to wrzody), gdzie praktycznie przez tydzień nie byłem w stanie spać (2-3 godziny dziennie po lekach nasennych) oraz nic nie jadłem.
Podobne stany zdarzają mi się średnio dwa - trzy razy w miesiącu, może się to wydawać śmiesznym, lecz dla mnie jest to osobista tragedia skrywana nawet przed najbliższymi. Dodam, że nigdy nie miałem żadnych problemów zdrowotnych (to moja druga wizyta w szpitalu, pierwsza na oddziale chirurgicznym w związku z operacją kolana), wszystko zaczęło się tak naprawdę około 4-5 lat temu, w tamtym momencie nałożyło się na siebie odejście dwójki osób z mojej rodziny z powodu raka oraz bliskiej przyjaciółki (białaczka w wieku 17 lat z która zmagała się przez trzy lata).
Jeśli ten temat jest nieodpowiednim na to forum to z góry przepraszam, ale proszę spójrzcie na mnie z dozą tolerancji, jako na osobę zagubioną która tak naprawdę nie wie gdzie i w jaki sposób zgłosić się po pomoc. Myślałem wielokrotnie o psychiatrze jednakże zawsze barierą jest paraliżujący wstyd.
Mam 24 lata i naprawdę chciałbym wreszcie żyć normalnie, a nie egzystować, bo inaczej nie mogę nazwać obecnego stanu.
Tutaj nie chodzi o psychiatrę, ale dobrego psychoterapeutę. Moja koleżanka jest świetnym fachowcem. Napisz mi na prv skąd jesteś, a znajdziemy specjalistę od tego rodzaju fobii.
_________________ Każdy ma swoje walety i zady
THINK BEFORE YOU SAY SOMETHING STUPID
Myślałem wielokrotnie o psychiatrze jednakże zawsze barierą jest paraliżujący wstyd.
Bartku
Kilka słów "z drugiej strony słuchawki".
Ten wstyd to przed kim? Jeśli przed znajomymi ("Byłem u psychiatry = jestem wariatem, a kuku!") to niewiele na to poradzę. Jeśli przed lekarzem - możesz się nie obawiać. Twój problem nie jest głupi, ani niepoważny. Po pierwsze - lęk przed nowotworem, to lęk poniekąd "uzasadniony" (nowowtwory są groźne), w odróżnieniu do np. dość irracjonalnego lęku przed pająkami (pająki nie są groźne). A po drugie każdy lęk nie leczony może dporowadzić do rozwoju choroby psychicznej, znacznie trudniejszej do opanowania. Zapewniam Cię, że ludzie przychodzą do nas, lekarzy nieraz z zupełnymi drobiazgami bez cienia żenady. Opowiadał mi np. znajomy lekarz, że zgłosiła się do niego pacjentka na dyżur w szpitalu o 3.00 w nocy, ponieważ... ukłuła się igłą w palec podczas szycia i ją bolało
Reasumując: Lekarz 1. nie będzie niemile zdziwiony Twoim problemem, ponieważ problem jest realny i jak najbardziej wymaga konsultacji; 2. na pewno będzie zadowolony, że przyszedłeś teraz (kiedy wystarczy jeden lek plus kawałek psychoterapii i wychodzimy na prostą) a nie za 10 lat z psychozą urojeniową, która uniemożliwia życie Tobie i znacznie utrudnia życie Twojej potencjalnej żonie i dzieciom.
Bartku
Jako osoba walcząca od wielu lat (z lepszymi i gorszymi skutkami) z nerwicą lekową (też przerabiałam półroczny epizod, że mam guza mózgu, bo nikt nie potrafił mi zdiagnozować koszmarnych zawrotów głowy), mam pytanie do Ciebie czy czujesz tylko lęk, czy masz jakieś objawy inne typu: bóle głowy, kołatania serca - szybkie bicia serca (puls 100-150), zawroty głowy, zaburzenia równowagi, uczucie ciągłego zmeczenia, senność, bezsenność, brak apetytu, nudności, biegunki z "nerwów", uczucie kluchy w gardle, uczucie ciśnienia w głowie, zatkanych uszu, brak możliwości zrobienia głębszego oddechu itp, itd?
Dziękuję Wam wszystkim za tak szybki odzew i słowa otuchy jestem mile zaskoczony atmosferą panującą na forum.
Katarzynka36 - przepraszam kilka słów wyjaśnienia ten strach rozpoczął się u mnie jak pisałem kilka lat temu jednakże wcześniej w wieku 16 lat cierpiałem na nerwicę lękową wywołaną przez własną głupotę (na skutek JEDNORAZOWEGO zażycia amfetaminy po którym wylądowałem w szpitalu na odtruciu) wtedy także nie leczyłem się u psychologa, a jedynie otrzymałem Afobam od lekarza rodzinnego. Obecnie jedyny lek jaki biorę to sporadycznie Hydroksyzyna jako środek nasenny (zdarzają mi się epizody kilkudniowej bezsenności). Ogólnie jestem człowiekiem bardzo nerwowym (w tym roku leżałem w szpitalu z powodu opisanego wcześniej krwawienia które okazało się chorobą wrzodową (obecnie biorę IPP40). Ogólnie staram się przyjmować jak najmniej leków jednakże z powodu tego strachu coraz częściej uciekam w alkohol (obecnie 3-4 razy w tygodniu 1-2 piwa przed snem) i boję się, aby popaść dodatkowo w chorobę alkoholową (tym bardziej, iż jestem obarczony podwyższonym ryzykiem, gdyż dwaj moi wujkowie mają problem alkoholowy - jeden zapił się na śmierć).
Jeszcze wracając do Twojego pytania kiedyś miałem nie tyle zawroty głowy co uczucie, że zaraz zemdleję (po epizodzie z amfetaminą) z czasem zdarzało się to coraz rzadziej i obecnie nie mam już tego problemu.
Gazda - jestem z Warszawy.
Posłuchaj... nie jesteś obarczony żadnym "podwyższonym ryzykiem" zapadnięcia na chorobę alkoholową. Wypijając 4 do 6 piw tygodniowo zapewniasz sobie właściwą profilaktykę kamicy nerkowej, a z całą pewnością znajdujesz się poniżej średniej krajowej (moje własne badania przeprowadzane na brzuchatych facetach przychodzących po robocie do chałupy i oglądających mecze). Myślę, że znakomitym remedium dla Ciebie byłoby znalezienie sobie zdrowej i chętnej dziewuchy, która wybiłaby Ci z głowy wymyślanie głupot na temat własnego zdrowia i zagrożeń, na które jesteś podatny TAK SAMO JAK KAŻDY INNY STATYSTYCZNY POLAK. Na prv wyślę Ci namiary na terapeutę, który powinien wyleczyć Cię z hipochondrii.
_________________ Każdy ma swoje walety i zady
THINK BEFORE YOU SAY SOMETHING STUPID
Bartku, problem, o którym piszesz łatwo jest sprowadzić etykietką do zaburzeń lękowych, ale myślę, że nie o to chodzi. Daleka bym była do ferowania diagnoz. Zwracasz uwagę na kilka spraw, które wydaja mi się niezwykle ważne i decydują z pewnością o Twoim gorszym samopoczuciu.
Po pierwsze, piszesz o lęku przed zachorowaniem na raka. Lęk ten jest na tyle silny, że towarzyszą mu objawy ze strony organizmu, tj. problemy ze snem, ale także dolegliwości ze strony układu pokarmowego, choroby wrzodowej. Tu od razu zwracam Twoją uwagę na dodatkowe utrudnienie, a mianowicie na błędne koło, które prowadzi do nasilenia Twoich obaw i objawów. Im bardziej się boisz choroby nowotworowej, tym większe mogą być Twoje objawy ze strony układu pokarmowego, a im więcej krwioplucia i pobytów na oddziale szpitalnym, tym znów bardziej zaczynasz myśleć, czy to aby jednak nie choroba nowotworowa…? Nie wiem, czy tak właśnie jest w Twoim przypadku, ale byłby to w pełni zrozumiały mechanizm nasilenia dolegliwości, które realnie masz. To nie jest hipochondria!
Po drugie, z opisanych przez Ciebie objawów wnioskuję, że muszą one w znacznym stopniu utrudniać codzienne życie – nie wysypiasz się, masz problemy z jedzeniem, potrzebujesz częstszej pomocy lekarskiej. Nie wiem, jak zazwyczaj wygląda Twój dzień, ale podejrzewam że coraz bardziej to, co robisz jest uzależnione od tego, jak się aktualnie czujesz. Tym samym wiem, jak bardzo takie dolegliwości wrzodowe mogą uprzykrzyć życie, zwłaszcza towarzyskie.
Po trzecie, otwarcie piszesz o ryzyku związanym z sięganiem po alkohol. Ja rozumiem to, jako taką nieskuteczną formę „autoterapii”. Rozumiem bowiem, że chcesz w ten sposób obniżyć swoje wieczorne napięcie i ułatwić sobie zasypianie, jednakże sam zwracasz uwagę, że nie jest to metoda skuteczna. O konsekwencjach zdrowotnych w kontekście Twojej choroby wrzodowej pisać nie będę. Ryzyka obciążenia rodzinnego uzależnieniem wykluczyć nie można, bo z badań wiadomo, że możliwe jest odziedziczenie zwiększonej tolerancji na alkohol, co może w konsekwencji sprzyjać uzależnieniu (stwierdza się dziedziczenie odpowiadającego za to genu w badaniach bliźniąt). Ale zostawmy problem uzależnienia. Pytanie raczej powinno dotyczyć tego, czemu mają służyć piwa wypijane wieczorem? Dla mnie jest to jasny sygnał, że próbujesz w jakiś sposób znaleźć „lekarstwo” na przeżywany lęk, a alkohol jest nieudaną próbą łagodzenia objawów.
Z postów odnoszę wrażenie, że jesteś osobą wnikliwie analizującą to, co się dzieje z Twoim organizmem i emocjami. A to oznacza , że mógłbyś odnieść duże korzyści ze spotkań z psychologiem. Wierz mi, że wśród pacjentów gabinetów są osoby, które bynajmniej nie są chore psychicznie, a potrzebują wsparcia we własnym rozwoju, ukierunkowania, wzmocnienia mechanizmów radzenia sobie z trudami codziennego życia, do których można zaliczyć jak najbardziej lęk przed poważną chorobą, jaką jest nowotwór.
Najprawdopodobniej kluczowe jest zrozumienie tego, w jaki sposób przeżyłeś odejście bliskich osób, które zmarły na raka. Przypuszczam, że nerwica lękowa, o której piszesz, występująca w dzieciństwie wskazuje na pewną wrażliwość na reagowanie lękiem w sytuacjach trudnych, a do takich z całą pewnością możemy zaliczyć śmierć bliskich osób. Czynnikiem spustowym dla obniżenia progu reagowania lękiem, mogło być wspomniane przez Ciebie zażycie amfetaminy, a ujawniona wrażliwość pozostała. I jest szczególnie dostrzegalna w sytuacjach stresujących. Dlatego tym bardziej polecam Ci kontakt z psychologiem, najlepiej takim który jest jednocześnie psychoterapeutą i nie obce są mu tematy onkologiczne.
Twój lęk przed zachorowaniem jest realnie przeżywanym problemem, ale nie musisz się tak czuć! Przynajmniej spróbuj. Gabinety psychologów są zazwyczaj zlokalizowane w kameralnych miejscach, w spokojnej atmosferze łatwiej jest rozmawiać o tym, co trudne.
równiez mam takie lęki :(
( u mnie już zdjagnozowano refluks, nadal ma cos takiego jak klucha w gardle, strach ze przestanę oddychać, gdzie nie zaboli tam już strach ze rak...)
Boję się panicznie raka. MOja mama umiera na raka, jej siostra już tyle lat walczy z rakiem (12 lat jak dobrze pamiętam) mooja przyjaciółka zmarła chyba rok po zdjagnozowaniu i to w wieku 28 lat... Mój dobry kolega niedawno zmarł na raka- nawet nie wiedział ze go ma... miał 33 lata bodajże... Ja w tym roku skończe 29 lat- a rak to dla mnie coś co doprowadza mnie ze strachu przed nim nawet do problemów z oddychaniem :(
O dobrego lekarza naprawde ciężko, niestety w większości uciekają się do przepisania prochów bez wysłuchania i doradzenia...
Ja jestem z Tarnowskich Gór... I potrzebuję tu kogoś kto naprawdę mi pomoze...
Na raka zmarli mi oboje rodzice, oboje w tym roku, a pomiędzy śmiercią jedną a drugą zrobiłem sobie badania genetyczne w Gliwicach. Czy powinienem się bać ?, odczuwać niepokój przed rakiem ? Badania genetyczne miały pozytywny rezultat, a że to nie HIV, więc pozytywny oznacza brak odpowiednich genów "prorakowych", a na dumanie czy będę miał raka ... nie mam specjalnie czasu i to chyba wszystko.
Może upraszczam, ale uważam, że jak ma gówniane myśli to może powinien ... bąka puścić , no może niekoniecznie przy wszystkich, ale tak na uboczu, pomaga
Trzymcie się i nie myślcie o głupotach, a jak coś to ... na ubocze
Mark, masz rację!
Ja już dawno przestałam się doszukiwać przerzutów....mają być, to będą, ich zakichane prawo. Inaczej już dawno trafiłabym do czubków.
Bardzo podoba mi się Twoja metoda aczkolwiek ja preferuję kichanie, nie trzeba się oddalać a jeszcze "na zdrowie" powiedzą
_________________ Jeśli choć raz zapaliłeś światełko nadziei pogrążonemu w rozpaczy, nie żyłeś nadaremnie.
Witam
w związku z postem Bartka chciałam napisać że również boję się raka ale akurat u mnie przejawia się to w (jak to określiła moja lekarka pierwszego kontaktu) hipochonrię
jak poszłam do niej po skierowania do laryngologa, chirurga, kardiologa i pulmonologa. Z tym że mam sporadyczne trudności z oddychaniem i przełykaniem i piekące bóle w klatce piersiowej. I tak po wizytach okazało się że miałam zapalenie krtani z obrzękiem (według mojej lekarki "globus-histerykus"), mam zmniejszoną pojemność płuc i podejrzenie astmy (jeszcze do ustalenia), kardiologa jeszcze nie zaliczyłam, a z chirurgiem jestem umówiona na gastroskopię i kolonskopię w przyszłym roku (mama walczy z guzem jelita). Także moje lęki niekoniecznie były związane z rakiem ( na szczęście) przyspieszyły wizyty u specjalistów a tym samym możliwość szybkiego leczenia innych schorzeń. Lęki w moim przypadku były motorem napędowym nie tylko do zastanowienia się nad własnym życiem ale i działaniem w kierunku poprawy zdrowia. Życzę wszystkim tylko dobrych myśli i "trafienia" do odpowiedniego specjalisty nie takiego który z góry przewiduje u pacjenta histerie i inne takie.
Trzymajcie się pozdrawiam
_________________ "Moim sąsiadem jest anioł
on strzeże ludzkich snów
dlatego wraca późno do domu
na schodach słyszę dyskretne kroki
i szelest
zwijanych skrzydeł
on rano staje w moich drzwiach
otwartych na oścież
i mówi:
twoje okno znowu świeciło długo w noc"
andromeda
Dołączyła: 28 Lip 2011 Posty: 87 Pomogła:8 razy
Taaaaak.... skąd ja to znam...
Od paru lat cyklicznie, co parę miesięcy miałam obawy (na podstawie jakiś mało specyficznych symptomów), że mam raka tego czy owego. Chodziłam do lekarzy, oni z upodobaniem stwierdzali, że "pani to chyba taka trochę nerwowa i przejmująca się" i odsyłali. I słusznie odsyłali, po to tu to tam nic nie było i póki co jeszcze łażę, ale... nowotwór spokojnie, niewzruszenie i bezwzględnie rósł sobie w mojej głowie, na którą nigdy nawet uwagi nie zwróciłam....! Na szczęście łagodny jak baranek, więc mnie nie zabił, zaledwie ogłuszył w połowie (w sensie dosłownym - w trakcie operacji razem z guzem usunięto mi słuch z jednego ucha).
Jak już w miarę stanęłam na nogi po operacji, to pomyślałam "uffff.... przecież dwóch "raków" w życiu nie można mieć" a zaraz potem "a w zasadzie dlaczego" - i też musiałam odbyć rundę po lekarzach wielu specjalności, żeby ukoić lęki...
Ale przynajmniej na razie jest ok, w sensie hipochondria sobie poszła, albo śpi. Znalazłam sobie taki wentyl bezpieczeństwa, że po prostu co roku będę kontrolować skórę, robić cytologię i parę jeszcze innych i nawet jak coś się wydarzy, to ja to złapię "in situ."
A, i drugi wentyl to unikanie prorakowych czynników, co wespół z badaniami każdemu polecam:)
Myślę sobie, że trzeba tu odróżnić to na co nie ma się wpływu od tego, na co wpływ się ma, w sprawie tego ostatniego robić wszystko jak książka pisze, a o pozostałych czynnikach myśleć jak adept zen...
Hough!
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum