Jak sobie poradzę z lękiem po leczeniu ?. Mamy plany...W lutym mój Mąż jedzie do Warszawy otworzyć filię firmy. Ja kończę leczenie (chemia, operacja, rehabilitacja), dzieci kończą przedszkole i zerówkę w czerwcu i przeprowadzamy się do domku pod Warszawą... nie pozwolę by to strach zawładnął moim życiem i wpłynął na realizację naszych planów
podziwiam twoja postawe
to nasze zycie i to my mamy wpływ na jego jakośc
wierzę ze wszystkie twoje plany się spełnią
wygrasz z skorupiakiem a przy Twojej postawie reszta tak samo się powiedzie
zyczę ci tego z całego serca
ty pokazujesz innym jak cieszyc sie zyciem ,
pozdrawiam i cały czas trzymam za ciebie kciuki
_________________ ..:: potrzebne są szare dni by słońce mogło wschodzić ::..
A umnie znowu strach zaczyna zwyciężać. Od jakiegoś czasu zmagam się z niegojącą raną. Najpierw była wypukłość, którą próbowałem wycisnąć, sączyła się z tego tylko woda. Po tych moich "zabiegach" powstała nadżerka, krater , która nie może się zagoić, robi się strup, który po jakimś czasie odpada, znowu jest krater, znowu robi się strup i tak w kółko.
Boję się czy to nie jakiś rak skóry, albo mięsak skóry
W tej chwili nie myślę o sobie, chociaż owszem był okres gdy myślałam o tym, że mam raka mózgu. Teraz jednak boje się raka mojej Mamci. Boje się o Nią, o Nas. Nie chcę bez Niej żyć, nie wyobrażam sobie tego i wiem, że bez Niej nie będę umieć żyć.
Cały czas o tym myślę. Boje się pragnąć, boje marzyć, boję myśleć o sobie w obawie, że przez to Mamci się pogorszy. To okropne uczucie, że to czego pragnę, o czym marzę może Jej zaszkodzić. Koszmarne.
Momentami już mam wrażenie, że zaczynam fiksować, jeszcze trochę i zacznę chodzić o wróżkach i jasnowidzach już łapie się na tym, że jak układam pasjansa (by zająć czymś głowę i czas) czy to prawdziwego czy na komputerze, to myślę o tym czy Mamcia wyzdrowieje, czy nie i jak wychodzi, że nie wyzdrowieje, to strasznie się tym gryzę i przeżywam. Wiem jak to brzmi, ale jakoś nie mogę tego u siebie zwalczyć.
A umnie znowu strach zaczyna zwyciężać. Od jakiegoś czasu zmagam się z niegojącą raną. Najpierw była wypukłość, którą próbowałem wycisnąć, sączyła się z tego tylko woda. Po tych moich "zabiegach" powstała nadżerka, krater , która nie może się zagoić, robi się strup, który po jakimś czasie odpada, znowu jest krater, znowu robi się strup i tak w kółko.
Boję się czy to nie jakiś rak skóry, albo mięsak skóry
Może po prostu czymś zainfekowałeś czymś ranę, masz cukrzycę, która wpływa na gojenie, itp.
Reszka 78 , nie możesz zdawac się na los, nie wolno ci na tym bazowac bo to jak będzie nie jest zalezne ani od kart ani wrożek,
wiem często tak robimy ze liczymy płatki kwiatow licząc tak nie- ale to tylko dodatkowo dołuje
skup sie na tym co masz tu i teraz , bo mama jest i cie potrzebuje a, jak będzie jak jej zbraknie?
to juz całkiem inna sprawa,
na razie bądz i staraj sie cieszyc tak zeby i ona na tym mogła skorzystać
a chile złe kiedys przyjdzie czas
armando , dlaczego ty nigdy nie pomyślisz o czym prozaicznym tylko od razu o raku ??
przeciez niegojące sie rany (u ciebie sam ją zainfekowałeś swoimi zabiegami ) występują
w tak wielu chorobach ze nawet trudno je wymienić,
przestań ja skubać przestań na nia patrzec, drapać wygniatać, bo takimi zabiegami na pewno jej nie wyleczysz. ona zagoi się sama
ja miałam taki okres kiedy nie goiły mi sie rany - to był gronkowiec , zwykły gronkowiec na skórze,
wystarczyła maść z antybiotykiem i kilka dni antybiotyków doustnych i problem zniknął
idz do rodzinnego niech ci cos przepisze i zniknie
_________________ ..:: potrzebne są szare dni by słońce mogło wschodzić ::..
niki, masz absolutną rację Nieco powoli, ale pokonuje takie złe myślenie i staram się myśleć pozytywnie. Wyniki Mamcia ma rzec mogę na piątkę, samopoczucie na tróję, ale trudno Jej się dziwić skoro tak wiele rzeczy na Nią spadło.
Wszystko niby jest pięknie cudnie, ale łazi po mnie taki niepokój...
Powiedzcie mi proszę, kiedy minie u mnie ten lęk przed rakiem? Tak jak mówię, Mamcia czuje się dobrze, ale wystarczy, że gorzej się poczuje (co każdemu się może przecież zdarzyć), że Ją coś zaboli - od stycznia pobolewa Ją krzyż, a ja już myślę czy to nie przerzuty i nie uspokajają mnie słowa lekarki, że w obecnej sytuacji taka możliwość jest właściwie zerowa, pęka Mamci warga, a ja już myślę, czy to nie rak, od kilku dni ma na nadgarstku taką szorstką skórę, a dziś czerwonawą skórę dłoni - oczywiście od razu myślę o tym gadzie. Miewa bóle głowy, ma słabsze ręce, bywa roztargniona i nieuważna, a ja już myślę, o guzie mózgu
Powiedzcie, kiedy może mi to przejść? Kiedy się uspokoję na tyle, że Mamcine dolegliwości nie będą mi się od razu kojarzyły z najgorszym? Czy jest to w ogóle możliwe, czy też już zawsze będzie nam towarzyszyć ten lęk?
Radzę sobie, lepiej, gorzej, ale radzę. Nachodzi mnie taka myśl, ale ją przeganiam, by nie dać się zwariować. Pytam po prostu, czy możliwe jest, że taki lęk przed rakiem minie, czy też zawsze już będzie towarzyszyć?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum