1. Link do strony z możliwością wsparcia forum:
https://pomagam.pl/forumdss_2020_22

2. Konta nowych użytkowników są aktywowane przez Administrację
(linki aktywacyjne nie działają) - zwykle w ciągu ok. 24 ÷ 48 h.

DUM SPIRO-SPERO Forum Onkologiczne Strona Główna

Logo Forum Onkologicznego DUM SPIRO-SPERO
Forum jest cz?ci? Fundacji Onkologicznej | przejdź do witryny Fundacji

Czat Mapa forum Formularz kontaktowyFormularz kontaktowy FAQFAQ
 SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  AlbumAlbum
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Ostatnie chwile bliskiej osoby...
Autor Wiadomość
Kasiastka 


Dołączyła: 28 Sie 2015
Posty: 30
Pomogła: 7 razy

 #1  Wysłany: 2015-10-03, 14:35  Ostatnie chwile bliskiej osoby...


Cześć

piszę, bo widzę, że jest tu dużo osób, które przechodziły przez tak samo trudne momenty jak ja teraz...

Mój tato jest w bardzo ciężkim stanie... Diagnoza (nowotwór jelita grubego) postawiona 5.08.15, a teraz... sama skóra i kości, wyczerpanie, lekarze w czwartek powiedzieli,że zostało nam parę dni.. Wypisaliśmy dziś na własne życzenie tatę do domu. Wydaje mi się, że tata jest już tak wykończony, że zaraz odejdzie...

Boję się, jestem przerażona.Siedzę teraz koło łóżka taty,nasłuchuję jego długich oddechów, cała drżę, jak jest jakaś nieregularna przerwa między jednym a drugim...

Ktoś kiedyś powiedział, że umieranie jest gorsze od śmierci. Od 2 miesięcy na widok błyskawicznego osłabienia taty serce mi się łamie, nigdy nie przeżywałam czegoś tak strasznego jak teraz...

Co Wam w tych momentach przynosiło spokój? Czy w ogóle istnieje coś takiego?
 
marzena66 
MODERATOR



Dołączyła: 13 Lip 2014
Posty: 9836
Skąd: gdańsk
Pomogła: 1764 razy


 #2  Wysłany: 2015-10-03, 15:15  


Kasiastka napisał/a:
Co Wam w tych momentach przynosiło spokój? Czy w ogóle istnieje coś takiego?


Witaj wśród nas. Nie wiem czy innym przynosiło coś ulgę ale mi osobiście nic. Trudno patrzeć na cierpienie kochanej osoby i nie móc zbyt wiele zrobić. Najważniejsze żebyście byli razem, rozmawiaj jak tata chce, pogłaszcz po ręce, głowie, przytul, rób to wtedy kiedy tata chce, jeśli nie chce nie rób nic na siłę, czasami nasz delikatny dotyk może sprawiać ból. Czasami w tych ciężkich chwilach prosimy o zakończenie tego cierpienia dla naszych najbliższych i dla siebie samych.

Życzę Ci dużo sił w tym trudnym dla Was czasie.
 
asia333 


Dołączyła: 17 Cze 2015
Posty: 185
Pomogła: 26 razy

 #3  Wysłany: 2015-10-04, 08:23  


Kasiastka, bardzo dużo sił życzę tobie i twojej rodzinie. Jeśli potrafisz i chcesz to módl się, mnie modlitwa przynosi ukojenie i spokój.
 
OLILB 


Dołączył: 16 Sie 2015
Posty: 62
Pomógł: 4 razy

 #4  Wysłany: 2015-10-04, 15:38  


niestety nie ma na to recepty, musisz przez to przejść. Moja mama odeszła 2 miesiące temu, a ja mam cały czas przed oczami ostatnie chwile, ostatnie tchnienie... Mama odchodziła w ciężkich cierpieniach, ostatnie 2 tygodnie to jeden wielki ból, z którym anestezjolodzy nie potrafili sobie poradzić (przerzut na trzustkę - ból nie do opanowania). Ktoś powiedział, że po roku będzie lepiej. Trzymaj się bo przed Tobą ciężkie chwile, ważne żeby być teraz cały czas przy chorym, aby nie czuł się opuszczony. Możesz pocieszać się tym, że niedługo tata będzie po tej lepszej stronie, a Ty za jakiś czas też do niego dołączysz, każdego z nas to przecież czeka. Życzę wytrwałości i dużo siły
 
iskra07 



Dołączyła: 03 Wrz 2015
Posty: 87
Pomogła: 16 razy

 #5  Wysłany: 2015-10-04, 16:34  


Witaj,
niestety nie ma dobrego lekarstwa, ktore przynosi ukojenie kiedy bliska nam osoba jest umierajaca... Jedyne co mi przychodzi do glowy to skupienie sie na chorym zeby zapewnic mu jak najmniej bolu, zeby mu ulatwic odchodzenie bez cierpienia... To tak dla uspokojenia wlasciwie swojego sumienia, ze zrobilo sie wszystko dla najblizszych zeby ta "ostatnia prosta" nie byla dla nich droga przez meke. Masz racje piszac, ze umieranie jest gorsze od smierci, ale niestety nie mamy opcji "wylaczenia" swoich uczuc i emocji w tym czasie...
Przykro mi bardzo, ze i Ty musisz byc tak blisko smierci.
Zycze duzo sil i wytrwalosci :tull:
_________________
http://www.forum-onkologi...t976.htm#217751
 
Kasiastka 


Dołączyła: 28 Sie 2015
Posty: 30
Pomogła: 7 razy

 #6  Wysłany: 2015-10-04, 21:04  


Dziękuję Wam... Tata dzisiaj miał chyba ten stan "nadpobudliwości", cały czas chciał się przekręcać, siadać. Widzę, że go boli, ale morfina nie pomaga:(

Spytał się mnie dziś obolałym, ledwie zrozumiałym głosem: "Co się ze mną dzieje??". Ja nie rozumiem i on sam też nie rozumie, czemu musi tak cierpieć :(:(

Asia333 modlę się i rzeczywiście to troszkę uspokaja, ale ciężko skoncentrować się na modlitwie, bo różne myśli napływają.

Wydaje mi się, że paradoksalnie największe ukojenie przynosi, gdy przy nim jestem i moge mu jakoś pomóc. Powiem Wam też, że jeśli najbliższa rodzina jest przy Tobie, to człowiek ma siłę na więcej. Zmieniamy się z braćmi w opiece nad tatą, wspieramy się, nie wiem co bym bez nich zrobiła...

Dużo tutaj można przeczytać o godności umierania... Robimy wszystko, żeby tata czuł się godnie i jak najmniej go bolało, ale zastanawiam się, czy można w ogóle mówić o godnym umieraniu, jeśli nie możesz nic wokół siebie zrobić? Gdy jesteś skazany na pomoc innych w każdej sprawie? Tu nie ma żadnego patosu, jest tylko cierpienie. Człowiek tyle przeżył, zrobił tyle dobrego, żeby na koniec wszystko to straciło kompletnie sens i przybrało formę wegetacji.... Tak ciężko na to patrzeć...

[ Dodano: 2015-10-04, 22:11 ]
OLILB masz rację, choć chcę jeszcze długo pożyć na tym świecie, to myśl, że "jeszcze się spotkamy" (a jestem tego pewna) mnie podnosi. Gdy żegnam się z tatą (gdy wychodzę z domu), to mam w głowie, że to może być już to ostatnie pożeganie, ale mówię do taty "do zobaczenia", bo wiem, że kiedyś się jeszcze zobaczymy...
 
marzena66 
MODERATOR



Dołączyła: 13 Lip 2014
Posty: 9836
Skąd: gdańsk
Pomogła: 1764 razy


 #7  Wysłany: 2015-10-04, 21:52  


Kasiastka napisał/a:
Widzę, że go boli, ale morfina nie pomaga:(


Jesteście pod opieką hospicjum? Jeśli tak to zawołajcie lekarza żeby zmodyfikował dawki, można zapanować nad bólem, tatę nie powinno boleć bo więcej cierpi.

Sił życzę Waszej rodzinie :tull:
 
arnika 


Dołączyła: 28 Sie 2015
Posty: 30
Pomogła: 12 razy

 #8  Wysłany: 2015-10-05, 07:28  


wiekszosc z nas tutaj przez to przechodzi, bardzo ci wspolczuje, nasza walka trwala niecale dwa miesiace, najgorsze cierpienie trwalo ok dwa dni, mozna powiedziec ze krotko...dla mnie to byla wiecznosc, nie wiedzialysmy z mama i siostra czy sie modlic zeby sie juz skonczylo czy plakac ze tata odchodzi. Najwazniejsze zeby byc razem, musisz byc silna dla niego.
_________________
http://www.forum-onkologi...t976.htm#217751
 
BEATASO 


Dołączyła: 17 Mar 2015
Posty: 197
Pomogła: 21 razy

 #9  Wysłany: 2015-10-05, 14:21  


Witaj
Moja mama odeszła w piątek, wczoraj był pogrzeb.

Masz rację, nie ma w tej chorobie miejsca na godność.

To trzeba jakoś przetrwać, nie ma innego wyjścia, myślami będę z Tobą i będę się modlić.
Trzymaj się, :tull:
 
Monika_Maria_Marika 



Dołączyła: 06 Sie 2014
Posty: 175
Skąd: Cieplice
Pomogła: 58 razy

 #10  Wysłany: 2015-10-05, 19:14  


Kasiastka, koniecznie porozmawiaj z lekarzem na temat zwiększenia ilości morfiny. Tacie trzeba maksymalnie uśmierzyć ból i uspokoić Go. To priorytet w tej chwili. Trzeba koniecznie lepiej ustawić Tacie leki przeciwbólowe.

A co do godności umierania...

Kasiastka, ależ to właśnie My, Bliscy zapewniamy Chorym godne umieranie. Ja wiem, cierpienie jest straszne, ale nawet w największym cierpieniu przychodzi czas na czułość, uśmiech, wyznanie miłości i przywiązania. To mogą być krótkie chwilie, ale przecież nie o czas w tym przypadku chodzi, ale o intensywność tej wzajemniej komunikacji.

Wiesz, ja przed śmiercią mojego Taty, w szpitalu, kiedy udawało mi się go uspokoić na tyle, by choć na chwilę zasnął, przeżywałam chwilę zupełnie magiczne. Siedziałam obok tego wyniszczonego człowieka, chwiejącego się na krawędzi życia i śmierci i nagle miałam wrażenie, że jestem razem z Nim w szklanej bańce, wszyscy i wszystko dalej jest niewyraźne i jakby na innym poziome, a tak naprawdę to jesteśmy tylko my. On wtedy spał, ja nic nie mówiłam, ale nasze dusze rozmawiały - tak jak wtedy, kiedy był zdrowy i akurat byliśy szczęśliwi i zgodni, bez żadnych sprzeczek i konflikótw. Trochę tak, jakby niewidzialna dłoń Taty gładziła mnie po duszy...

To było metafizyczne pożegnanie.

Umierałam z Tatą 4 miesiące. Przeżyłam z Nim wszystkie etapy rozpaczy, beznadziei, buntu, cierpienia i zmęczenia. I nie oddałabym ani jednej sekundy z tego czasu.
Bo gdy się umiera, nie liczy się skuteczność działania - bo często nie można być skutecznym. Nie liczy się to, że się nie udało przedłużyć życia - bo na to się nie ma wpływu. Liczy się, aby być i pozwolić duszy umierającego mówić... Nie płakać, nie martwić się - zdobyć się na spokój i nawet optymizm, żeby podziękować Umierającemu za te wszystkie lata, kiedy był z nami, żeby powiedzieć mu "Do zobaczenia" i "Nie martw się, damy sobie radę...".
_________________
Monika -------
Gdzie jest mój Tatuś?
 
Kasiastka 


Dołączyła: 28 Sie 2015
Posty: 30
Pomogła: 7 razy

 #11  Wysłany: 2015-10-05, 21:02  


Poszliśmy dziś za Waszą radą i zadzwoniliśmy do naszego lekarza z hospicjum, niestety może przyjść najwcześniej jutro albo pojutrze... Przez telefon kazał nam tylko podwoić dawkę. Tylko problem w tym, że tata dzisiaj odmawia przyjmowania leków. Bardzo zależy nam żeby wziął morfinę i go trochę do tego zmuszamy. Czy uważacie, że to dobrze?? Nie wiem, na ile tata odmawia tych lekarstw świadomie...

Cytat:
nie wiedzialysmy z mama i siostra czy sie modlic zeby sie juz skonczylo czy plakac ze tata odchodzi


Arnika dokładnie to samo czuję teraz. Dziś mija dokładnie 2 miesiące od postawienia diagnozy..

Monika_Maria_Marika pięknie napisane... Na razie chyba jeszcze nie umiem znaleźć w sobie tego spokoju. Szukam go. Gdy jestem sama z tatą i chwytam go za rękę, to łzy jedna za drugą płyną po policzkach :( Ale może tata właśnie chce mi dać trochę czasu, żebym się z tym oswoiła? Czytałam posty Beatso z ostatnich dni, przeżywałam z nią. I w pewnym momencie krótko przed odejściem mamy napisała, że już nie płacze. Mam nadzieję, że i mi uda się znaleźć w sobie tyle siły, żeby złapać tatę za rękę i spokojnie mu wszystko przekazać. Bez żalu i smutku, tak metafizycznie, jak to MMM napisała. Trzymajcie za mnie kciuki, żeby mi się udało, jutro rano znów się z nim widzę.
 
arnika 


Dołączyła: 28 Sie 2015
Posty: 30
Pomogła: 12 razy

 #12  Wysłany: 2015-10-06, 20:34  


Kasiastka ,u tez tak bylo ze krotko przed samym odejsciem nie plakalam nie potrafilam i nie chcialam zeby widzial moje łzy, ale wczesniej nie moglam sie powstrzymac, to juz dwa tyg a ja cierpie caly czas tak samo, wyobrazam sobie jak ci ciezko- badz silna. Co ja bym dała zeby jeszcze raz z tata porozmawiac....
_________________
http://www.forum-onkologi...t976.htm#217751
 
dokryma 



Dołączyła: 20 Mar 2014
Posty: 206
Skąd: Toruń
Pomogła: 82 razy

 #13  Wysłany: 2015-10-07, 09:26  


Każdy przeżywa inaczej, bo każdy człowiek jest inny ... to jedno jest pewne.

Dlatego ciężko radzić, można za to dzielić się swoimi doświadczeniami w podobnej sytuacji.

Pewne jest również to, że to osoba umierająca powinna mieć spokój i to że jej potrzeby są najważniejsze.

Co do płaczu i smutku ... jeszcze będzie na to czas ... ja osobiście uważam, że nie powinno się okazywać tego typu emocji przy chorym.

Ogromu siły Wam życzę.
_________________
Mamcia NDRP V 2013 do V 2014
 
Kasiastka 


Dołączyła: 28 Sie 2015
Posty: 30
Pomogła: 7 razy

 #14  Wysłany: 2015-10-07, 11:13  


Kochani trwamy przy tacie, nawet tak dużo nie płaczę, ale od wczoraj wieczora tato cierpi zdecydowanie mocniej. Jesteśmy w kontakcie z lekarzem z HD, tata dostaje końskie dawki morfiny, modyfikujemy je, ale nadal go boli. Jest to wyczerpujące nie tylko dla taty, ale i dla nas, bo od jakichś 16h tata nie może się uspokoić. Co odejdziemy od łóżka, gdy zaśnie, to nie zdążymy nawet łyka herbaty zrobić w kuchni, bo tata już krzyczy, trzeba podejść, poprawić, dać pić, złapać za rękę i czekać aż się uspokoi:'''( I jak znów słyszę ten jego jęk, to wszystko się we mnie buntuje. DLACZEGO??? PO CO??? JAKI MA SENS TO CAŁE CIERPIENIE?
Tata krzyczy: "Niech to się już skończy!", "Boże czemu tak długo?"

Oczywiście jeśli płaczę, to nie przy tacie. Tu sobie popłakuję, pisząc tego posta. Choć czasem mam ochotę się przy nim rozbeczeć jak kiedyś i się mu wyżalić, ale wiem, że nie mogę sobie na to pozwolić. Popłaczę sobie do niego, gdy będzie już w niebie...

I choć jest to takie ciężkie, to cieszę się, gdy odpowiada na moje pytania, choć pytania są już bardzo proste: "Chcesz pić?","Tak, pić". I gdy uda mu się wypowiedzieć moje imię, żeby mu pomóc. Arnika, wyobrażam sobie,że będę czuła wkrótce to, co Ty..

Dokryma w pełni zgadzam się z Tobą, to potrzeby osoby chorej są najważniejsze,trudno, trzeba zacisnąć zęby i jakoś to przetrwać.

[ Dodano: 2015-10-07, 12:29 ]
Chyba leki zaczynają działać albo ból jest mniejszy, bo tata w ciągu ostatniej godziny przebudził się tylko z 5 razy, co jest sukcesem w porównaniu do ostatnich kilkunastu godzin.
 
marzena66 
MODERATOR



Dołączyła: 13 Lip 2014
Posty: 9836
Skąd: gdańsk
Pomogła: 1764 razy


 #15  Wysłany: 2015-10-07, 12:41  


Kasiastka napisał/a:
Chyba leki zaczynają działać albo ból jest mniejszy,


Może leki zaczęły działać, pilnujcie regularności podawania leków, nawet jak tata mówi, że mniej boli, jak ból się rozhuśta trudnej go później opanować.

Trzymaj się i ciepło pozdrawiam.
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


logo

Statystki wizyt z innych stron
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group