DUM SPIRO-SPERO Forum Onkologiczne Strona Główna
Logo Forum Onkologicznego DUM SPIRO-SPERO
Forum jest częścią Fundacji Onkologicznej | przejdź do witryny Fundacji

Czat Mapa forum Formularz kontaktowyFormularz kontaktowy FAQFAQ
 SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  AlbumAlbum
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
jak się umiera na raka płuc?
Autor Wiadomość
martaM 


Dołączyła: 26 Kwi 2010
Posty: 15
Pomogła: 1 raz

 #31  Wysłany: 2010-06-11, 01:23  


Mack, moje wyrazy wspolczucia
Moja mamusia tez zmarla w szpitalu, ale zadzwoniono rano i moje siostry i brat byli przy niej dokladnie w tym ostatnim momencie, pielegniarka powiedziala ze mamusia czekala tylko na nich
co dzialo sie wczesniej nie wiem, napewno sie nie meczyla, caly czas byla podlaczona do tlenu..po prostu zasnela
Ja mieszkam za granica, nie bylo mnie przy mamie ale ona byla przy mnie i dala mi znak ze odchodzi
Bardzo bardzo wspolczuje wszystkim ktorzy traca swoich bliskich, dopiero wtedy to rozumiemy kiedy nas to dotyka
 
Ewelinaaa 


Dołączyła: 26 Lut 2011
Posty: 29

 #32  Wysłany: 2011-02-27, 19:48  


Pisałam na innym wątku , ale przeniosłam część wpisu na ten.Zależy mi na jakimś potwierdzniu, właściwie do końca nie wiem na czym.Może na odpowiedzi na pytanie ile jeszcze zostało...poniżej załączyłam to co tam napisąłam ale celem wprowadzenia napiszę

mama ma raka niedrobnokomórkowego płuca prawego z przerzutami do wątroby i nadnercza . Nie chcieli podać chemii ani naświetlań. Czekamy na lekarza z hospicjum a narazie przychodzi pielęgniarka.Opórcz wziewów nie bierze żadnych leków, no może minimalne ilości apapu i no-spa.To wszystko.Jest wytrzymała bardzo a ja myślę że już blisko jest śmierć.

dziś byłam u mamy i sie przeraziłam jak ją zobaczyłam
Czuję niepokój, strach. Widze ze się zbliża.
Masowałam jej plecy i stopy.Stopy spuchnięte bardzo, po masażu troszkę zeszła opuchlizna ale za 15 min znów pojawiły się obrzęki. Już coraz żadziej oddaje mocz. Dzisiaj do toalety prowadziłam ją pod rękę. Troszkę jest zapach nieprzyjemny, ale to chyba wynik pzretrzymania moczu.
I jak wcześniej nie chciała pić teraz chce bo zasycha jej w gardle.
Naczytałam się o objawach zbliżającej się śmierci.Widzę że chyba mało czasu zostało.
Trzyma się dzielnie ale chyba jest to że nie powiedziałyśmy jej prawdy z siostrą.
Jutro muszę wrócić do pracy po zwolnieniu na opiekę.I nie będzie mnie przy niej. Będę przyjeżdzała na chwilę po pracy.Ma coraz większe problemy z połykaniem.Dzisiaj zrobiłam jej zupkę z kluskami lanymi.Trochę zjadła.Nie wiem czy ją boli.Chyba plecy tak mówi ale bardziej od zgarbionej pozycji.
Nie chce leków przeciwbólowych.Teraz nic nie bierze oprócz wziewów, bo ma za niskie ciśnienie na leki moczopędne.
Jak myślicie ile jeszcze?
wiem że to okropne pytanie.Nikomu nigdy nie życzyłam śmierci.Ale mam nadzieję że to syzbko nastąpi skoro nie ma nadziei.Żeby się nie męczyła.Bo tylko cud by teraz musiał nastąpić.A ja nie wierzę.oswoiłam się z tą myślą. Wiem że nic nie można zrobić.Staram się być przy niej i spędzić jak najwięcej czasu , skoro niedługo ma jej już nie być.
 
kasik12 



Dołączyła: 12 Sty 2011
Posty: 24
Skąd: lublin

 #33  Wysłany: 2011-04-02, 10:42  


witam wszystkich, moja teściowa ma raka puc z przerzutami do węzłów chłonnych i kręgosłupa była naświetlana i dostała jedną chemię według schematu PE. niestety nie ma szans na wyleczenie podejrzewają przerzuty do mózgu/ jeden już osunęli.rozpoznanie było 9 lutego w tej chwili leży w szpitalu jest bardzo słaba chemia zniszczyła jej wątrobę i następnej już chyba nie będzie. mama bardzo gorączkuje i wczoraj ją zacewnikowali ale nic nie mówią co będzie dalej,ona jest coraz słabsza nie odzywa się do nikogo udaje że śpi albo naprawdę śpi, czasem mówi od rzeczy nie wiem co mam myśleć,czy to już koniec. ona zawsze była taka wesoła, nigdy nie chorowała,była dobra dla innych nigdy nie dbała o siebie a teraz jest taka inna nieobecna jeszcze dwa tygodnie temu po chemii czuła się dobrze chciała walczyć żeby
żyć jak najdłużej a teraz nic ją nie interesuje. jestem załamana to nie miało być tak szybko!!!!!!
 
boralis 


Dołączyła: 26 Mar 2010
Posty: 52
Pomogła: 13 razy

 #34  Wysłany: 2011-04-05, 14:34  


Rozumiem. To chyba zawsze jest za wcześnie, za szybko. I z drugiej strony- jeśli człowiek się męczy- za późno.
Nikt nie powie: to jeszcze 4 dni, 10 dni, 12 dni, 23 dni. Teraz rozumiem, że nie da się powiedzieć tego dokładnie. Trzeba po prostu być.
 
Jarosawa 


Dołączyła: 05 Kwi 2011
Posty: 1
Skąd: Bydgoszcz

 #35  Wysłany: 2011-04-05, 22:25  


Jestem tutaj bo i mnie dotknęło to nieszczęście moja mama w maju 2010 dowiedziała sie ze ma raka płuc /gruczolorak IV st/ jest po chemii i 10 naświetlaniach dziś właśnie miała ściąganą wodę z płuca / 1200 ml/. - walczy - ale jak dlugo ????widze jak cierpi i marnieje a ja jestem bezsilna a to jest najgorsza rzecz , bo nie moge jej pomoc :( !!!

[ Dodano: 2011-04-06, 10:49 ]
Poradzcie co moge jeszcze zrobic dla mojej mamy ?? Mama ma gruczoloraka na prawmy płucu z przerzutami na wezly chlonne , nerki i wątrobę wczoraj miałą sciągana wodę z płuc dostała biseptol i plastry oraz leki osłaniające żołądek.Przeszłą jedna chemię i 10 naświetlan.Czy jest jeszcze jakas nadzieja ze bedzie dobrze ??????Czy prawdą jest ze woda w płucach to juz ostatnie stadium ?
 
 
iwoncia22 



Dołączyła: 23 Kwi 2011
Posty: 1
Skąd: wielkopolska

 #36  Wysłany: 2011-05-28, 18:14  


MÓJ TATUS ZAMKNOL POWIEKI NA WIEKI BYŁAM PRZY TACIE JAK JUZ NADCHODZIL TEN CZAS MIESZKAM DALEKO ALE STARAŁAM SIE BYC DO KONCA ALE NIE ZYCZE NIKOMU TAKIEGO WIDOKU NIC NIE POWIEDZIAL NIE POZEGNAL SIE NIC WIDZIAŁAM JAK PŁAKAŁ ALE NIE UMIAŁ ANI SŁOWA POWIEDZIEC JA JAKO CÓRKA NIE UMIAŁAM TACIE POMÓC ALE RATUNKU JUŻ NIE BYŁO DZIS MIJA MIESIAC I DWA DNI A TAK TESKNIE ZA TATA BARDZO

[ Dodano: 2011-05-28, 18:15 ]
iwoncia22,
_________________
iwoncia wielkopolska
 
Gonia 
PRZYJACIEL Forum



Dołączyła: 06 Sty 2011
Posty: 868
Skąd: Warszawa
Pomogła: 107 razy

 #37  Wysłany: 2011-06-16, 22:56  


Jarosawa, Moj Tatus mial we wrzesniu 2010 sciagana wode z pluca,oraz ostatnio..poczytaj moj watek.pozdrawiam.Kazdy przypadek jest inny-pamietaj!
_________________
Kocham Cię Tatulo !!! Ty Tylko Go poprowadz,Tobie powierza swa droge..Panie moj.
 
drMarta 
Psychoonkolog



Dołączyła: 06 Cze 2011
Posty: 92
Skąd: Warszawa
Pomogła: 39 razy

 #38  Wysłany: 2011-06-20, 11:01  


Przeczytałam cały wątek i odnoszę wrażenie, że najwięcej obaw rodzi bezradność wobec bólu i niespokojnej śmierci bliskich, choć z drugiej strony towarzyszy temu silna potrzeba bycia blisko w ostatnich chwilach.

To zawsze są trudne doświadczenia, szczególnie, jeśli pogorszenie stanu bliskiej osoby przychodzi nagle. Dlatego ważne jest poznanie potrzeb chorego jeszcze wtedy, gdy czuje się w miarę dobrze. Są osoby dla którym niezwykle ważne jest zapewnienie kontroli bólu - nawet np. kosztem przytomności w ostatnich dniach. Wówczas warto wiedzieć, że możliwa jest sedacja - zastosowanie odpowiednich leków przeciwbólowych i nasennych (na oddziale szpitalnym lub w hospicjum). Wówczas ostatnie dni/godziny chory jest w stanie podobnym do snu, nie jest pobudzony, jest spokojny, nie czuje bólu. Są także osoby, które wolą pozostać świadome do końca. Dobrze jest to wiedzieć.

Rozmowa taka przeprowadzona jeszcze na długo przed początkiem umierania to takie zabezpieczenie się na wypadek różnego scenariusza, jaki napisze życie. Także w sytuacji możliwości pełnego leczenia, zawsze może nadejść dzień w którym ktoś odejdzie. Równie dobrze możecie w chwili obecnej pomyśleć o swojej śmierci, nawet jeśli jej perspektywa wydaje Was się dziś odległa - na czym by mi zależało? czy wolę być wtedy sam/a czy chcę, aby ktoś był przy mnie? jak chciał/abym, aby wyglądało moje pożegnanie z bliskimi? co chcę jeszcze przed śmiercią zrobić/powiedzieć?

Takie myślenie może przynieść spokój. Także osobie zdającej sobie sprawę z powagi swojej choroby. A niezależnie od tego, czy świadomie podejmiemy ten temat, czy pozwolimy mu żyć własnym życiem w naszych lękach i koszmarach sennych, to i tak prędzej, czy później przyjdzie każdemu wziąć udział w ostatnim akcie swojego życia.
Skoro przygotowujemy się na narodziny dziecka, równie dobrze można przygotować się do godnego przeżycia ostatnich chwil bliskiej osoby.

Jeśli chodzi o to, co można zrobić, aby zapewnić większy komfort odchodzenia, to cieszę się, że wiele osób korzysta ze wsparcia zespołów hospicyjnych (stacjonarnych i domowych). Pozwalając specjalistom zająć się zabezpieczeniem chorego pod względem medycznym (przeciwbólowym itp.), sami możecie zająć się tym, co najważniejsze - byciem razem i pielęgnowaniem tych ważnych chwil.

Tyle, ile okażecie sobie wzajemnie w tych dniach miłości, troski, wdzięczności za czas spędzony razem - te wspomnienia będą Wam towarzyszyły przez całe życie, a bliskiej osobie pomogą odejść z poczuciem spełnienia.
Pozdrawiam ciepło, MP
_________________
dr Marta I. Porębiak
www.ipsycholog.com
 
boralis 


Dołączyła: 26 Mar 2010
Posty: 52
Pomogła: 13 razy

 #39  Wysłany: 2011-06-20, 15:08  


dr Marta, bo bardzo ważne, co piszesz!
Przygotowanie, tego słowa mi zabrakło w naszej historii. I może jeszcze wiedzy ile mamy czasu, ale tego przecież nigdy nie wiadomo.
Byłam przede wszystkim zaskoczona sytuacją. Trafiliśmy na fatalny sposób przekazania pierwszych podejrzeń co do diagnozy. Nie docierało też do mnie, że lepiej będzie tylko na chwilę albo wcale. Nie wiedziałam jak powiedzieć mamie jak jest chora. To jak odebrać nadzieję. I nie wiedziałam, że jaka mama jest całkiem samodzielna, to jej stan może się gwałtownie pogorszyć w ciągu 3-4 godzin. Nie wiedziałam, że ksiądz może odmówić przyjścia argumentując "wiedziała jak jest chora i nie zdążyła się pojednać wcześniej?! To nie moja parafia... Jeśli to będzie aktualne za godzinę, to proszę przyjść, teraz idę komunikować".

"Tyle, ile okażecie sobie wzajemnie w tych dniach miłości, troski, wdzięczności za czas spędzony razem"- święta prawda
 
Katarzynka36 
PRZYJACIEL Forum


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 1912
Skąd: Poznań
Pomogła: 303 razy

 #40  Wysłany: 2011-06-20, 18:34  


Boralis

Mój lichy włos na mej głowie sie zjeżył jak przeczytałam zacytowane przez Ciebie słowa księdza... :shock:

na usta cisną mi się niecenzuralne słowa...

ściskam
_________________
Katarzynka36
 
 
gosia33 



Dołączyła: 23 Paź 2009
Posty: 226
Skąd: zabrze
Pomogła: 31 razy

 #41  Wysłany: 2011-06-20, 19:16  


Katarzynka36 napisał/a:
na usta cisną mi się niecenzuralne słowa...

Katarzynka36 dobrze napisane..
Przykra sprawa...
_________________
gosia33
 
boralis 


Dołączyła: 26 Mar 2010
Posty: 52
Pomogła: 13 razy

 #42  Wysłany: 2011-06-21, 08:48  


ach, ja rozumiem tego księdza. On żyje w swoim świecie, gdzie pory dnia są wyznaczane przez obrzędy, lekcje religii w szkole. Nie mam do niego żalu. Szkoda mi go tylko.
Ostatecznie ostatniego namaszczenia może udzielić również osobie zmarłej.A mama Wierzyła i nie wątpię, że jest Po Właściwej Stronie.

[ Dodano: 2011-06-21, 08:52 ]
Ja tylko tak widzę i obserwuję i nie cieszy mnie to, że nowotwór jest tematem tabu. Osoba chora staje się automatycznie społecznie trędowata (taki zwrot ma sens?)- naznaczona widmem śmierci, bo przecież tak ta choroba kojarzy się przede wszystkim.
Jakby samo wymówienie słowa "ŚMIERĆ" zbliżało nas do niej.
 
jahu 


Dołączył: 17 Sty 2012
Posty: 2
Pomógł: 1 raz

 #43  Wysłany: 2012-01-17, 22:46  


Witam wszystkich serdecznie.
Postanowiłem odezwać sie w tym wątku ponieważ tydzień temu odszedł mój ojciec i przygotowując sie do tego faktu szukałem wszelkich informacji równiez na tym forum.
Historia nasza jest nieco inna ponieważ nie mam 100% pewnosci na co dokładnie umarł mój ojciec. Była to z pewnością postać POCHP + wykryta metoda genetyczna gruźlica jak i prawdopodobieństwo nowotworu, niestety trudny do diagnozy z powodu szybkości postepu choroby.
Mój ojciec trafił do szpitala niecałe 2 mc przed smiercią z powodu duszności. Od początku zastosowano terapie tlenową. Z tygodnia na tydzien i z dnia na dzień ojciec tracił samodzielność. Tydzień przed smiercią cichł mu głos. 4 dni przed śmiercią zaczeły sie problemy z przełykaniem.W końcu dowiedzielismy sie, że moze umrzeć w każdej chwili.
Ataki duszności z 1 dziennie dochodziły do kilku i lekarz w rozmowie z nami zdecydowal sie na stałe podłączenie morfiny + ( mydocainy? ) Ucieszylismy sie ze tato bedzie mniej odczuwał duszności i przejdziemy to bardziej łagodnie.
Niestety !
Tato miewał chwile utraty świadomości ale generalnie niezauważalne.
Do końca był świadomy ale niestety nie mógł juz mówić i komunikować nam co sie dzieje.
Czuwalismy przy nim 24h na dobę i kiedy przyszedł atak pozbawiający go przytomnosci uznalismy ze to ta chwila. Lekarz potwierdził i kazał czekać.
Ojciec konał 7,5 godziny odzyskując świadomość i z rzadka ja tracąc.
Pierwsze 2 godziny bylismy pewni ze to agonia, kiedy zorientowalismy się że nie przezyliśmy ogromna traumę. Tato nie mógł mówić a my "pomagalismy" mu przytrzymujac kiedy był w pełni swiadomy i przechodził kolejny atak ....Tak nas przygotowali na śmierć lekarze specjalisci ! Chodzilismy przy ojcu na rzęsach i jeszcze troche a nas odwieziono by na sygnale do psychiatryka.... Do końca życia bym sobie tych chwil nie wybaczyl gdyby nie mozliwość " jakiejś" komunikacji i machajaca na uspokojenie ręka mojego konajacego ojca.

Historie samej choroby opisałem w skrócie.
Najważniejsze jest to aby pytać lekarzy lub nawet pielęgniarki o to jak to moze wygladać. Oni dobrze wiedzą ! Niestety nie umieja rozmawiać lub świadomie omijaja temat.
My bylismy poinformowani że śmierć moze nastąpić w "każdej chwili" .
Jakże różnie pojmowana jest chwila ! ........
 
asia77 
PRZYJACIEL Forum



Dołączyła: 26 Paź 2011
Posty: 741
Pomogła: 77 razy

 #44  Wysłany: 2012-01-18, 08:06  


jahu, Bardzo mi przykro z powodu tatki ,wem co czujesz .Wspołczuje Wam tez z opsanej sytuacji .U nas było tak ,że lekarz mówił (tata leżał na odz paliatywnym gdzie miał bardzo dobrą opiekę) że Tatusiowi zostalo niewiele życia do miesiąca max .W niedziele bylam u Tatki ostatni raz czul sie z dnia na dzeń coraz gorzej zostalm z nim do 21 prosilam mame ,żeby została z Tatą na noc ,Tatuś zmarl w poniedziałek rano na godzine przed smiercią lekarz poinformował moją mame ,żeby zadzwoniła po mnie i brata ,że Tata dziś skona ,niestety nie zdążyłam dojechać :uuu: :uuu: :uuu: :uuu:
_________________
Tatulek [*] 12-12-2011 godz 7:50 .Spoczywaj w Pokoju.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

logo

Statystki wizyt z innych stron
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group