Link do strony z możliwością wsparcia forum:

https://pomagam.pl/forumdss_2020_22

DUM SPIRO-SPERO Forum Onkologiczne Strona Główna

Logo Forum Onkologicznego DUM SPIRO-SPERO
Forum jest cz?ci? Fundacji Onkologicznej | przejdź do witryny Fundacji

Czat Mapa forum Formularz kontaktowyFormularz kontaktowy FAQFAQ
 SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  AlbumAlbum
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Przesunięty przez: Finlandia
2011-03-25, 13:44
emocje -piszcie o nich, to bardzo ważne!
Autor Wiadomość
Luika 



Dołączyła: 18 Maj 2010
Posty: 262
Pomogła: 65 razy

 #166  Wysłany: 2013-03-19, 20:57  


asiunia176, Ja MAM czerniaka tzn j.estem chora onkologicznie. Nie rozumiem...
Przeież rozmawiamy o emocjach....
_________________
nie boję się ;)
http://mamczerniaka.blog.pl/

Czerniak złośliwy, Clark III, naciek 9 mm
Melanoma epithelioides partim fusocellulare typus nodularis cutis, exulcerans, T4bN1aM0
» Mój wątek na tym Forum «
 
Caroline 



Dołączyła: 03 Lut 2010
Posty: 662
Skąd: Dąbrowa Górnicza
Pomogła: 102 razy

 #167  Wysłany: 2013-03-19, 20:59  


Ja też niestety jestem chora onkologicznie, pisząc o węzłach miałam na myśli ziarnicę złośliwą :/
_________________
HISTORIA MAMY http://www.forum-onkologi...ejacy-vt599.htm
MOJA HISTORIA http://www.forum-onkologi...olog-vt6463.htm
 
 
asiunia176 
PRZYJACIEL Forum


Dołączyła: 18 Kwi 2012
Posty: 284
Pomogła: 19 razy

 #168  Wysłany: 2013-03-19, 21:45  


Dobra inaczej dziewczyny, może trochę z grubszej rury, wyobraźcie sobie np. pacjentów onkologicznych leczonych palio, czy myślicie, że im się miło czyta jak rodzina cierpi itp.
Fajnie temat zaczęłyście ale po to są tel. maile itd żeby jednak jak by nie patrzeć "głębsze" emocje dawać na priva.
Kurcze naprawdę Was rozumiem, ale pewne rzeczy na tel... tu nie są tylko radykalnie leczeni i tyle.

[ Dodano: 2013-03-19, 21:56 ]
...każdy z nas ma emocje.,Każdy: chory i wspomagający...
Że super, że jako chore wspomagacie, że jako wspomagające mają emocje.... Ale czy na prawdę każdy chciałby przeczytać, że inny nie śpi? nie je? że to nie pierwszy raz takie emocje.Skupmy się na MERYTORYCZNEJ pomocy...
 
Luika 



Dołączyła: 18 Maj 2010
Posty: 262
Pomogła: 65 razy

 #169  Wysłany: 2013-03-19, 22:13  


asiunia176, Ale właśnie ten temat dotyczy EMOCJI. To forum polega na pomaganiu: w leczeniu chorych onkologicznie ale także w rozmawianiu o emocjach i to nie tylko chorych ale również "współchorych" czyli osób, które z nami żyją, mieszkają, nas kochają i próbują na pomóc.
I to nie jest jedyny temat, który porusza te sprawy.
Zrozum,że choroba nie jest obecna tylko w NAS chorych ale również w naszych rodzinach, przyjaciołach i znajomych. Ci, którzy mają trochę empatii w sobie, zwyczajnie CZUJĄ. Boją się o nas i my to rozumiemy.
Staramy wyjaśnić IM,że choroba dotyczy tak nas jak i ich. I rozmawiamy o tym....
Jęśli mamy do siebie dzwonić, czy pisać na pv, to po co byłoby nam potrzebne to forum?
Tu My chorzy piszemy co czujemy a inni, którzy z nami żyją- o swoich. Każda,że stron próbuje zrozumieć EMOCJE drugiej strony. Dla mnie to jest naturalne. W ten sposób sobie pomagamy. Ja to tak odczuwam.
Proszę nie zrozum mnie źle, ja zwyczajnie ciebie nie rozumiem....
_________________
nie boję się ;)
http://mamczerniaka.blog.pl/

Czerniak złośliwy, Clark III, naciek 9 mm
Melanoma epithelioides partim fusocellulare typus nodularis cutis, exulcerans, T4bN1aM0
» Mój wątek na tym Forum «
 
JustynaS1975 
Administrator



Dołączyła: 24 Cze 2011
Posty: 12614
Skąd: Warszawa
Pomogła: 2742 razy


 #170  Wysłany: 2013-03-19, 22:14  


asiunia176 napisał/a:
Skupmy się na MERYTORYCZNEJ pomocy...

Nie tylko.
Jesteśmy w wątku, w którym osoby chore onkologicznie mogą opisywać swoje emocje.
_________________
Człowiek ma dwa życia. To drugie zaczyna się wtedy, gdy zrozumiesz, że życie jest tylko jedno.
Choroba moim nauczycielem, nie panem.
 
Luika 



Dołączyła: 18 Maj 2010
Posty: 262
Pomogła: 65 razy

 #171  Wysłany: 2013-03-19, 22:17  


JustynaS1975, Własnie to chciałam napisać ;)
Dziękuję ;*
_________________
nie boję się ;)
http://mamczerniaka.blog.pl/

Czerniak złośliwy, Clark III, naciek 9 mm
Melanoma epithelioides partim fusocellulare typus nodularis cutis, exulcerans, T4bN1aM0
» Mój wątek na tym Forum «
 
Aniaha 
PRZYJACIEL Forum



Dołączyła: 21 Mar 2010
Posty: 655
Skąd: trzeci swiat
Pomogła: 136 razy

 #172  Wysłany: 2013-03-20, 10:43  


Postarajmy się nie mylić emocji z emocjonalnym przelewaniem wszystkich odczuć na forum. Mamy prawo do ich odczuwania, ale dzielenie się nimi na lewo i prawo może innych po prostu ranić.

I będzie ranić. Jestem przekonana, że chory z remsją całkowitą rzadko będzie dobrym towarzyszem dla chorego leczonego paliatywnie. Zbyt radośnie ćwierka.

Jak zawsze lepsze wstrzemięźliwość i taktowny umiar.
:-D
_________________
jest dobrze
http://raknieborak-aniaha.blogspot.com/
 
Renata66 


Dołączyła: 07 Mar 2013
Posty: 163
Skąd: Warszawa/Poznań
Pomogła: 40 razy

 #173  Wysłany: 2013-03-25, 22:27  


Od końca stycznia wiem, że mój tata ma raka. Najpierw TK wykazało przerzut do mózgu. Potem okazało się, że to NDRP. O przerzucie dowiedziałam się przez telefon od mamy, z napisanej po łacinie diagnozy, którą rozszyfrował internet – Meta ad cerebri. O raku płuc usłyszałam od lekarza w szpitalu.

Od tego czasu moje życie bardzo się zmieniło. Chodzę do pracy, na służbowe imprezy – bo na tym polega moja praca, ale większość czasu spędzam sama i na tym forum, albo czytając na temat naszego wroga. Nie umarłam, ale życia mało we mnie zostało. Mam przyjaciół, którzy chcieliby ze mną teraz być. Przyjmuję ich troskę. Ale bywają dni, że nie chcę mi się nawet z nimi rozmawiać. Mieszkam 300 kilometrów od taty. Jeżdżę teraz często do domu. W czwartek kolejny raz. Codziennie rozmawiamy. Nie wiem czy wypłakałam już wszystkie łzy. Wiem, że mam zadanie do wykonania, więc na pozór „nie pękam”. Ale jadąc codziennie mostem Poniatowskiego z pracy gapię się bezmyślnie w Wisłę i ryczę w tych tramwajach. Tata dostaje chemię paliatywną, czuje się dobrze. Nie spisałam go na straty. Ale wróg, który stoi u naszych bram powalił mnie na kolana. Wszystko się przewartościowało. Nie wiem czy to właściwe, nie wiem czy wszyscy tak mają, ale nie potrafię myśleć o niczym innym. Zbieram informacje na wyrost, na potem, na czas umierania, które kiedyś nastąpi. Przygotowuję się na najgorsze. Choć jednocześnie wiem, że nie zdołam się przygotować na ból, który przyjdzie. Wiem, że uderzy. Tylko nie wiem z jaką siłą.

Nigdy nie czułam się nieśmiertelna. Paplałam na lewo i prawo, że życie jest jedno, jest krótkie, że dzisiaj jesteś a jutro Cię nie ma. Ale to były tylko słowa. Dopiero teraz z całą pokorą wsłuchuję się w siebie, w życie, bywa też, że złorzeczę Bogu, aby za chwilę prosić go o więcej czasu dla taty, dla nas. Powoli wychodzę z szoku. Staram się wspierać mamę. Czytam wasze historie bólu i strachu, i wielkiego bohaterstwa. Podobno wszystko jest po coś. Nawet jeśli odkryłam po co jest ta lekcja, to nie jestem pogodzona z tym, że mój bardzo pracowity, bardzo dobry, choć niewolny od ludzkich ułomności tata, dostał do wykonania tak trudne zadanie...
_________________
Tata NDRP - walczył dzielnie od lutego 2013 do 23 września 2014.
 
soraj 



Dołączyła: 04 Mar 2012
Posty: 117
Pomogła: 13 razy

 #174  Wysłany: 2013-03-25, 23:59  


Bardzo trafnie opisalas. Tak moge Cie zapewnic ze kazdy ma to samo, ze zycie po raku nigdy nie bedzie takie jak przedtem z tym czytaniem mialam dokladnie to samo wszystko musialam wiedziec, przeczytalam wszystko co sie dalo na temat nowotworow etc. Forum mi pomagalo wiedzialam ze zawsze moge sie zapytac profesjonalistow o wyniki etc.

Pamietaj, ze wszyscy tu na forum przez to przechodzili wiec i Ty dasz rade, nie ma innej mozliwosci. A co do raka po co na co? U mnie wydaje mi sie ze choroba pozwolila nam sie bardziej poznac, byc blizej siebie Taty, poglebic kontakty nasza milosc. Za kazdy dzien bycia z Tata podczas choroby oboje jestesmy z bratem bardzo wdzieczni. Bylo to tragiczne, ciezkie doswiadczenie ale i z perspektywy czasami naprawde wzruszajace i piekne, boskie, swiete -nawet nie wiedzialam, ze tak bardzo mozna kochac i dzielic cierpienie z bliska osoba.

I pamietaj czlowiek wszystko przetrzyma. Dbaj o siebie.
_________________
mj
 
Renata66 


Dołączyła: 07 Mar 2013
Posty: 163
Skąd: Warszawa/Poznań
Pomogła: 40 razy

 #175  Wysłany: 2013-03-26, 17:37  


soraj,

Dziękuję za wiarę i za to co napisałaś...
_________________
Tata NDRP - walczył dzielnie od lutego 2013 do 23 września 2014.
 
Dominikaa 


Dołączyła: 26 Mar 2013
Posty: 2
Skąd: Bydgoszcz

 #176  Wysłany: 2013-03-26, 19:57  


witam!! nie dawono sie dowiedzielismy ze moj 2 letni synek ma raka !! jestem totalnie zalamana nie wiem jak sobei z tym radzic staramsie nie plakac zeby drugi synek nie widzial pozatym jestem w ciazy i to nie wskazane w moim stanie blagam powiedzcie mi jak mam sobie poradzic ? isc do psychologa ? nie daje rady z tym wszystkim :(
_________________
Dominikaa
 
soraj 



Dołączyła: 04 Mar 2012
Posty: 117
Pomogła: 13 razy

 #177  Wysłany: 2013-03-26, 21:31  


Dominiko, bardzo Cie los doswiadczyl i dal ogromny krzyz. Ale podobno nie dostaje sie krzyza ciezszego niz mozna uniesc. Ja na Twoim miejscu bym poszla po to Ci ludzie sa zeby mozna sie bylo wygadac i wyzalic. Zaszkodzic nie zaszkodzi a moze pomoze. Zalezy to od Ciebie.
Jak sama zauwazylas jestes bardzo potrzebna imusisz sie soba opiekowac, dbac o siebie. Zalezy od nowotworu poniewaz wiele dzieci daje rade i wychodzi bez szwanku. A jak sama wiesz jak cos sie bedzie mialo stac to nicna tym swiecie, placze, rozpacze nie pomoga.
Pomysl zejestes w stanie blogoslawionym, masz synka jednego, ktory wyczuwa ze sie martwisz a drugiego ktory wymaga szczegolnej teraz opieki. Teraz jest czas na to zeby byc silnym. A jako matka wiem ze jestes.
_________________
mj
 
aniutka34 



Dołączyła: 07 Sty 2012
Posty: 504
Pomogła: 98 razy

 #178  Wysłany: 2013-03-27, 08:31  


Renata66, po przeczytaniu tego co napisałaś wróciły do mnie wszystkie wspomnienia sprzed roku i 3 lat, poczułam się dosłownie tak, jakbym weszła w Twoją skórę i przypomniałam sobie te same emocje. Właściwie to mogłabym to opisać dokładnie w ten sam sposób, co Ty i wszystko by się zgadzało...ponad rok temu, a dokładnie pod koniec października 2011 roku diagnoza dotycząca mojego Taty: przerzuty raka nerki do płuc, kości i drugiej nerki. Nie było to kompletne zaskoczenie, gdyż wydarzenia poprzedziła diagnoza: guz nerki i operacja wycięcia nerki z powodu guza złośliwego, od tamtej pory strach zawsze czaił się gdzieś z tyłu głowy, strach, że uśpiony wróg może się obudzić i znów dać o sobie znać. Niestety tak się stało i dotarło do mnie ze zdwojoną siłą wtedy, kiedy będący zawsze okazem zdrowia tato dostał zapaści i znalazł się w stanie ciężkim w szpitalu, a ja usłyszałam od lekarza, że zostało mu ok. 3 miesięcy życia. Właściwie to ciężko rzetelnie opisać co wtedy czułam, ale podobnie jak ty straciłam radość i chęć do życia, miotałam się na lewo i prawo, dostałam najgorszą lekcję z możliwych nt. co jest najważniejsze w życiu i co można stracić...
Jednak wbrew wszelkim złym rokowaniom mój Tato ma się dobrze, od tamtej fatalnej diagnozy minął rok i 6 miesięcy, a Tato pomimo wcześniejszych trudności i kłód rzucanych nam pod nogi oraz bierności służby zdrowia, otrzymał w koncu skuteczne leczenie i sam jest pełen nadziei na przyszłość, że pomimo leczenia o charakterze paliatywnym, przyjdzie nam spędzić ze sobą jeszcze wiele wspaniałych wspólnych chwil, czego i Tobie i Twojemu Tacie życzę :!: Renata66, jestem z Tobą myślami i życzę wszystkiego dobrego :!:

[ Dodano: 2013-03-27, 08:34 ]
Dominikaa, jeśli czujesz, że to konieczność, a myślę, że tak, powinnaś skorzystać z pomocy terapeuty, bo ciężko samemu poradzić sobie w takiej sytuacji. Musisz działać, nie poddawać się rozpaczy, musisz to zrobić dla Synka i wiem, że uczynisz wszystko, aby mu pomóc :!:
 
ania_90 


Dołączyła: 24 Kwi 2013
Posty: 5

 #179  Wysłany: 2013-04-24, 23:42  


Witam,
moja mama rok temu w marcu była operowana- rak jelita grubego z przerzutami do wątroby. Lekarze od samego początku mówili nam, że mama nie ma żadnych szans na wyleczenie, nie dawali mamie nawet miesiąca na przeżycie. Jednak ja ciągle wierzyłam, że się uda. Mama dzielnie przeszła 3 cykle po 6 chemii, ostatnią TK robiła w styczniu i nie było nowych przerzutów a stare się zmniejszyły.

Jednak kilka dni temu mama gorzej się poczuła. Okazało się że ma żółtaczkę i nic nie można już zrobić. Byłam dzisiaj z mamą i tatą na konsultacji u jeszcze jednego lekarza i powiedział, że moja mama będzie coraz słabsza, będzie przysypiać aż w końcu zaśnie i się już nie obudzi. Wiem, że nie zostało nam wiele czasu.

Naprawdę nie wiem jak mam dokładnie wyrazić to co czuję w tej chwili. Czuję zarówno strach, złość i smutek. Boję się pomyśleć jak to będzie bez mamy, przecież ona zawsze ze mną była i nagle ma jej zabraknąć. Nie wiem jak mam sobie z tym poradzić i jak rozmawiać z mamą, żeby jej nie zasmucać
 
aniutka34 



Dołączyła: 07 Sty 2012
Posty: 504
Pomogła: 98 razy

 #180  Wysłany: 2013-04-26, 12:56  


ania_90, tak naprawdę nigdy nie ma odpowiedniej pory na pożegnanie najbliższej osoby i chociaż zdajemy sobie sprawę, że taka jest kolej rzeczy, że Rodzice kiedyś odejdą, to zakładamy, że to jakiś bardzo odległy czas, tym bardziej trudno pogodzić się z odejściem Rodzica nagle,
z powodu choroby...nikt Ci tak naprawdę nie da recepty na to, w jaki sposób należy teraz z Mamą rozmawiać, jak się zachowywać itp., powiedz Jej, że Ją kochasz, trzymaj za rękę i rób co Ci serce dyktuje, niech czuje Twoje wsparcie i miłość. Przytulam Cię z całych sił, życzę siły w tych trudnych momentach, pozdrawiam,
Ania.
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


logo

Statystki wizyt z innych stron
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group