Link do strony z możliwością wsparcia forum:

https://pomagam.pl/forumdss_2020_22

DUM SPIRO-SPERO Forum Onkologiczne Strona Główna

Logo Forum Onkologicznego DUM SPIRO-SPERO
Forum jest cz?ci? Fundacji Onkologicznej | przejdź do witryny Fundacji

Czat Mapa forum Formularz kontaktowyFormularz kontaktowy FAQFAQ
 SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  AlbumAlbum
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Chemioterapia paliatywna - rak jajnika w IV stadium
Autor Wiadomość
Martyś 


Dołączyła: 15 Wrz 2015
Posty: 182
Pomogła: 17 razy

 #61  Wysłany: 2019-09-27, 13:14  


Litania
Jak dzisiaj? Jak sie mama czuje?

Chyba czegoś nie zrozumiałam.
Co chemioterapeuta teraz zaleciła? Operację?
 
Litania 


Dołączyła: 08 Maj 2018
Posty: 121
Pomogła: 18 razy

 #62  Wysłany: 2019-09-28, 18:52  


Martyś,

chemioterapeuta powiedziała, że jeśli teraz chcą operować, to znaczy, że może jest to najlepszy moment i zważywszy na poprawę stanu funkcjonalnego i wyników (markerów+ct) to jeśli oni będą chcieli to tak - operować. Że może lepiej nie ruszać już tego guza, ale przepuklinę zrobić warto, bo poprawi to jej komfort życia.

Mama żyje - dziękuje Wam za wsparcie i ciepłe myśli:)

Dziś ją posadziliśmy z mężem. Wczoraj i dziś wymiotowała: wczoraj zielono-żółto a dziś przy nas wodnisto-żółte. Odmówiła założenia sondy. Jutro będę rozmawiała z jej lekarze-chirurgiem (ma dyżur) czy jej jednak na tą sondę jej nie należałoby namówić, bo to chodzi o sprawdzanie tzw. zalegań, dzięki czemu można wstępnie ocenić, czy nie ma niedrożności itd.

Jutro będę chciała ją pionizować. Z tego co wiem, to rana się trzyma na ten moment. Mama leży w pasie przepuklinowym. Trzymajcie kciuki.

Pozdrawiam,L.

[ Dodano: 2019-09-28, 19:57 ]
Ps: a to prawda, że kiedyś chemioterapeuta była całkowicie przeciwna jakiemukolwiek operowaniu mamy. Do tego stopnia, że powiedziała, że jeśli ktoś z ośrodka w którym pracuje by ją o to zapytał, to ona się nie zgodzi (ale też chodziło o ewentualną planową operację guza jajnika, ba mama o to pytała). Do operowania przepukliny też nas zniechęcała.
_________________
"I jak sercu powiedzieć: nie płacz?"
 
gaba 
PRZYJACIEL Forum


Dołączyła: 18 Kwi 2010
Posty: 3372
Skąd: warszawa
Pomogła: 1788 razy

 #63  Wysłany: 2019-09-28, 19:10  


to może jednak pójdziesz wcześniej spać?
_________________
sprzątnięta
 
Litania 


Dołączyła: 08 Maj 2018
Posty: 121
Pomogła: 18 razy

 #64  Wysłany: 2019-09-28, 21:56  


Gaba,

spróbuję:) Z czwartku na piątek miałam w sobie tak dużo emocji, że było ciężko.
_________________
"I jak sercu powiedzieć: nie płacz?"
 
Martyś 


Dołączyła: 15 Wrz 2015
Posty: 182
Pomogła: 17 razy

 #65  Wysłany: 2019-09-29, 00:46  


Litania i jak mama dzisiaj?

[ Dodano: 2019-09-29, 01:47 ]
Albo raczej wczoraj, czyli w sobotę?
 
Litania 


Dołączyła: 08 Maj 2018
Posty: 121
Pomogła: 18 razy

 #66  Wysłany: 2019-09-29, 11:22  


Martyś,

tak jak to wczoraj opisywałam - to było o sobocie. Dziś mama zrobiła 2 krótkie rundki z dużym wsparciem, ale już chodziła. Nadal niestety ma zielonkawe wymioty. Dziś lekarz jej proponował kleik, ale nie chciała, nawet nie chce pić bo nie chce wymiotować. Lekarz-chirurg, który ją operował osobiście zmienił jej dziś rano opatrunek. Będę jeszcze u niej po południu aby znów zrobiła 2 rundki. Wiem, że ma dziś dobrą opiekę a ja też niestety mam dużo zaległości za poprzedni tydzień, więc wolę podjechać dziś do niej drugi raz, bo teraz i tak jest zmęczona tym chodzeniem.
_________________
"I jak sercu powiedzieć: nie płacz?"
 
Litania 


Dołączyła: 08 Maj 2018
Posty: 121
Pomogła: 18 razy

 #67  Wysłany: 2019-10-10, 21:24  "Nie cuduj - To Bóg jest od czynienia cudów"


Temat powyżej zaczerpnięty spod czyjejś tablicy rejestracyjnej, jak wracałam ze szpitala jeszcze przed mamy operacją - ale dość aktualny.

Witajcie,

mama wyszła ze szpitala wczoraj, rana się goi, mama sama zaczyna powoli wstawać. Je lekkostrawnie, ma trochę luźne stolce ale trawi.

Nie wiem co mam Wam napisać, bo na ten moment nie wiem nic. To znaczy wiem prawie wszystko, ale to jest...zaskakujące:)

Napiszę wprost: mama (chyba?) nie ma raka jajnika (!?), to był dojrzały potworniak, w tym co jej wycieli (m.in jajniki, fragment sieci) nie ma raka.

Jest za to dużo znaków zapytania. Jeszcze jutro chcę porozmawiać z Prof. B. na ten temat, bo dziś go nie było.

Ale, chemioterapeutka mamy - dr Cz. poza tym, że jak dziś zobaczyła wyniki to powiedziała, że <to jest bardzo dobra wiadomość> i była zaskoczona. Od razu Wam powiem, że osobiście uważam, że decyzja o podaniu mamie chemii była najlepszą z możliwych, to jest super onkolog, nie mam jej nic do zarzucenia.

Dr H. - chirurg, który operował mamę wraz z Prof. B (dr H. jest bardzo dobrym specjalistą - dziś miałam z nim okazję "normalnie" porozmawiać) pytał na jakiej podstawie mama dostała chemię (podstawy są jasne: ca-125 ponad 500 + stan kliniczny sugerujący raka jajnika i badanie makroskopowe płynu z brzucha - to był taki stan, że albo chemia albo do nieba, więc nie dałoby się mamy zoperować z płynem w opłucnej, aktywnym wodobrzuszem oraz rozsiewiem w całej otrzewnej oraz w miąższu wątroby). On uważa, że to mógłby być stan zapalny otrzewnej, ale ca-125 ciut za wysokie. Natomiast poddał w wątpliwość, czy gdyby to np: było jelito, to 5 wlewów z karboplatyny jego zdaniem nie dałoby takiej poprawy. I w każdym raku jego zdaniem by nie dało. Miałam swoją hipotezę, że może zewnątrztorebkowo się uzłośliwił ten potworniak i ta chemia pomogła ale chirurg zgasił mój zapał - on twierdzi, że to niemożliwe.

Wspaniała Pani Doktor W-G z HD dziś przyjechała do mamy: też jest bardzo zaskoczona - powiedziała, że stan zapalny nie objąłby raczej miąższu wątroby i że wyglądało to mimo wszystko na proces nowotworowy. Ale, że poprawa jest niezwykła.

Na spokojnie z onkolog mamy porozmawiam na wizycie (początek listopada). Bo mam mnóstwo pytań.

Spróbuję - o ile jest - wydobyć z o. wewnętrznego preparat z komórkami z płynu z otrzewnej mamy - bo to jedyny ślad z brzucha sprzed chemii. Profesor B. mówił, że mama powinna mieć biopsję - ona by się nie zgodziła (nawet ją dziś spytałam o to jaką by podjęła decyzję).

O pomyłce w jej CT nie ma mowy - jak refren w każdym jest ten guz na jajniku, więc to na pewno jej brzuch jest tam opisany.

Możliwość zrobienia kolonoskopii za pół roku.

Ma ktoś jakieś pomysły?


Pozdrawiam serdecznie. L
_________________
"I jak sercu powiedzieć: nie płacz?"
 
Ola Olka 



Dołączyła: 11 Lip 2016
Posty: 2546
Skąd: DE / PL śląskie
Pomogła: 267 razy

 #68  Wysłany: 2019-10-11, 06:59  


Litania napisał/a:
Ma ktoś jakieś pomysły?
Cieszyć się i świętować ::dance::
_________________
Niech nasza nadzieja będzie większa od wszys­tkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać.
 
Litania 


Dołączyła: 08 Maj 2018
Posty: 121
Pomogła: 18 razy

 #69  Wysłany: 2019-10-11, 12:49  


Ola Olka,

bardzo chciałabym ale po tym wszystkim co przeszłyśmy z mamą, to się już trochę boję świętować:)

Za to szukam dalej. W zupełnym zbiegu okoliczności (w które nie wierzę:) rozmawiałam wczoraj z lekarką - kardiologiem, która jak się okazało robi doktorat z tematyki kardiologiczno-onkologicznej.

Podsunęła pomysł, że to może zespół Meigsa (obecność niezłośliwego guza jajnika+wodobrzusze+płyn w opłucnej+płyn w osierdziu, którego mama nie miała ale ponoć nie jest to wiodący objaw). To mogłoby być to. Ca-125 jest wtedy wysokie, znalazłam przypadek pacjentki, która miała ponad 700, czyli więcej niż mama. Eee...tylko znak zapytanie, czy chemia mogła to wodobrzusze zastopować no i skąd wszczepy w otrzewnej i zmiany meta na wątrobie i węzłach? Mam jeszcze jeden pomysł. Zaniosę pierwsze CT mamy do radiologa - niech mi zerkną czy to na 100000% wygląda jak wszczepy i zmiany meta. No i w przyszłym tygodniu ruszę po wydobycie preparatów sprzed chemii (szukam już namiaru na patomorfologa, ktoś już mi coś wymyśla w tym temacie wstępnie:).

Będzie diagnoza, będzie świętowanie:) A jak nie będzie diagnozy, to przynajmniej zaczekam ze świętowaniem do następnego ct albo przynajmniej do kolonoskopii:)

Bo ja na zmianę mam teraz ochotę płakać ze wzruszenia, że wydarzyło się coś dobrego i płakać z bezradności, że nie wiem co się stanie bo nie wiadomo tak na prawdę nic i boję się bo nie wiem co będzie.

Jak będę wiedziała coś nowego, to dam znać. Ale jak widzicie - Sherlock na tropie:)

Pozdrawiam,L.

[ Dodano: 2019-10-11, 13:49 ]
Ps: w z. Meigsa objawy znikają po wycięciu guza.
_________________
"I jak sercu powiedzieć: nie płacz?"
 
Litania 


Dołączyła: 08 Maj 2018
Posty: 121
Pomogła: 18 razy

 #70  Wysłany: 2019-10-14, 11:10  Jak zamienić znak zapytania w wykrzyknik? Oto jest pytanie..


Witajcie,

działam dalej. Do Prof. B. wybiorę się jutro, ale nie żałuję, bo w poniedziałek mam już więcej pomysłów niż miałam w piątek. Po pierwsze, tak jak Wam pisałam: będzie powtórna ocena CT sprzed chemii oraz preparatu (cytologia z płynu). Muszę poczekać aż patomorfolog odszuka preparaty w archiwum ale to kwestia odczekania - preparaty właśnie zamówiłam.

Z której strony tego nie ugryźć, to wyrasta ściana:

1. Zespół Meigsa - nie do końca bo: był rozsiew w otrzewnej i w wątrobie (chyba, że powtórna ocena ct i preparatów coś wniesie). No i drobiazgi: brak płynu w osierdziu oraz to, że mama miała więcej płynu w lewym płucu aniżeli w prawym co w przeważającej części tego typu przypadków występuje, choć tak jak pisałam, to b. rzadko opisywana jednostka chorobowa.

2. Transformacja potworniaka dojrzałego w raka - też nie do końca bo: obecnie w hist-pat nic nie ma (a może to też powinien jeszcze ktoś ocenić? - jutro będę w szpitalu to postaram się wydobyć preparaty). Poza tym też jest to b. rzadko opisywane - tylko 1,7-2% dojrzałych potworniaków ma potencjał przekształcenia się w raka, ale może chemia podziałała, bo podziałała właśnie na to? (czasami teratoma jest bez zmian, proces złośliwienia może być do otrzewnej a komórki zewnątrztorebkowo)

3. Pseudoguz zapalny - też nie do końca bo: w obecnym badaniu nic poza guzem niezłośliwym nie znaleziono - chyba, że karboplatyna zniszczyła pseudoguz i jego "przerzuty" a pseudoguz był np: z wątroby. Ale są to zmiany głównie do leczenia chirurgicznego wspomaganego chemią i raczej aż takich wszczepów to nie daje - głównie węzły.

Tak jak opisywałam ostatnio: w grę wchodzą też przerzuty do otrzewnej z innego punktu, ale to jest do dalszej diagnostyki. Natomiast patomorfolog z którą dziś rozmawiałam, też stwierdziła, że przy takim rozsiewie te 5 wlewów nie powinno przynieść takiej poprawy. Powiedziała, że jeśli byłoby to jelito albo pierw. rak otrzewnej albo cokolwiek innego, to mama by już nie żyła przy takim zaawansowaniu tego procesu (czytała dokumentację).

Obiecałam sobie, że jeśli tylko się uda i jest to możliwe, to zrobię wszystko aby mama miała diagnozę. Ale jak widzicie to jest b. skomplikowane.

Jeśli ktoś miał podobny przypadek, to uprzejmie proszę o informację (nawet drobiazg może naprowadzić na właściwy trop). Może tu się nałożyły różne problemy. Na ten moment mam sporo danych ale nie umiem tego poskładać. Jak będę miała ocenę ct i preparatów, to udam się do onkologa mamy. Na ten moment nie widzę sensu.

Pozdrawiam serdecznie,L.

[ Dodano: 2019-10-15, 09:42 ]
Witajcie,

na spokojnie przeczytałam jeszcze cały wątek mojej mamy. Tu też szukam czegoś co mogłoby mnie naprowadzić na właściwy trop. Jest jeszcze jedna rzecz o której wcześniej wspominałam a która też się wyjaśniła: mama nie ma marskości wątroby.

Jedynym badaniem w którym zostało to uwidocznione było usg robione w trybie dyżurowym na o. wewnętrznym jeszcze przed paracentezą. Informacja jaką dostałam od lekarza wtedy pomijała wątek zmian meta (choć je opisał później w usg) ale była taka: wątroba resztkowa, zanikowa. No więc mama ma nieco twardszą wątrobę jak się jej dotyka przez powłoki ale jest prawidłowej wielkości. "Próby wątrobowe" były zawsze ok. W CT nigdy wątroba nie była opisywana jako mniejsza itd. Co się stało? Prawdopodobnie ciśnienie w brzuchu było tak duże, że uległa ona kompresji i przesunięciu pod łuk żebrowy (mimo, że jest kruchym narządem). Piszę o tym, bo jeśli ktoś będzie miał jakiś pomysł, to może okazać się to też istotne.

Pozdrawiam,L.
_________________
"I jak sercu powiedzieć: nie płacz?"
 
Litania 


Dołączyła: 08 Maj 2018
Posty: 121
Pomogła: 18 razy

 #71  Wysłany: 2019-10-18, 00:05  Ciąg dalszy


Witajcie,
przede wszystkim chciałam serdecznie podziękować Wszystkim za zaangażowanie. Zupełnie poważnie przyznam, że gdyby nie to Forum, to moja wiedza na temat możliwości diagnostycznych/terapeutycznych byłaby znacznie uboższa. Szczególnie dziękuję <patomorfologCO> oraz <patol> a także <AK>-radioterapeucie (który pozwolił umieścić swoje uwagi z naszej korespondencji mailowej w wątku mamy). Dziękuję też za sugestie pozostałym lekarzom, których poprosiłam o konsultację mailową przypadku mamy (ponieważ nie było takiej sugestii - nie załączam korespondencji). Serdecznie dziękuję też Prof. B i jego Wspaniałej Asystentce oraz chemioterapeutce i patomorfologowi a także lekarzowi z HD - bez Państwa pomocy wiele rzeczy byłoby niemożliwe. Dziękuję też wszystkim, którzy czytają ten wątek i wspierają mnie w chorobie mamy. Dziękuję też chirurgowi - jest Pan wspaniałym operatorem. Choć wszyscy wiemy, że rozwiązania możemy nie znaleźć (oby samo nas nie znalazło...), dziękuję, że razem ze mną szukacie.

Wczoraj rozmawiałam z onkologiem-ginekologiem i jego asystentką:

- niezmiernie rzadko się zdarza, że zmiany opisywane w ct po "otwarciu" są zmianami zapalnymi ale nie można zupełnie tego wykluczyć
-zezłośliwienie teratomy na tym etapie raczej nie jest brane pod uwagę
-pseudoguz zapalny z wątroby - duży znak zapytania, też raczej nie
-z. Meigsa - duży znak zapytania, też raczej nie
-pierw. rak otrzewnej jak najbardziej wchodzi w grę
-materiał można jeszcze przebadać ale po chemii może tam już nic nie być

Propozycja: konsylium ginekologiczne (które było za 40min:). Ja nie chciałam robić tego bez wiedzy lekarza prowadzącego mamy - onkologa-chemioterapeuty, więc zabrałam papiery i pobiegłam do niej:
-przy pierw. raku otrzewnej zdarzały jej się takie spektakularne regresje
-materiał można zbadać ale ona o tym nie decyduje
-powiedziałam jej o konsylium, powiedziała, że poinformuje swojego szefa, bo on tam będzie

Wróciłam do asystentki ginekologa-onkologa, bo ona miała to na konsylium omawiać i dałam jej papiery. Poszła z nimi na konsylium a mi pokazała gdzie są robione badania patomorfologiczne.

Rozmawiałam z patomorfologiem, który oceniał preparaty:
-Pani bardzo cierpliwie i z zainteresowaniem wysłuchała całej historii
-powiedziała, że skoro chirurg napisał w rozpoznaniu: guz jajnika, przepuklina pępkowa, to ocena była adekwatna do skierowania
-w obliczu nowej wiedzy zasadne jest przebadanie preparatów i pobranie kolejnych wycinków, rozważenie immunochemhist.
-Pani patomorfolog zabezpieczyła materiał biologiczny mojej mamy

Z tą wiedzą ruszyłam pod salę gdzie odbywało się konsylium: konsensus - mam do obserwacji onkologicznej a materiał należy przebadać ponownie - choć może okazać się, że to nic nowego nie wniesie.

Chciałam uzyskać skierowanie od chirurga (nie było go, zszedł z dyżuru). Na skierowaniu poza prośbą o ponowną ocenę materiału i preparatów muszą być rzeczywiste problemy pacjenta: w skrócie, że była leczona na raka jajnika i dostała chemię.

Gdyby nie to, że przedwczoraj w nocy "dłubałam" na Forum i znalazłam informację od <patomorfologCO> oraz od <patol> udzielaną innej pacjentce, że ten mat. biologiczny jeszcze jest gdzieś przechowywany, to sama nigdy bym na to nie wpadła. I wszystko co się dziś wydarzyło nie poszło by w takim kierunku.

Dziś wróciłam po skierowanie do chirurga - odmówił wystawienia (długa historia - myślę, że ostatecznie by się zgodził ale musiałabym podjąć jeszcze większy wysiłek). Skierowanie wystawił Prof B, wraz z Asystentką. Zaniosłam je do patomorfologa. Alleluja i do przodu!

Załączam opinię <AK>:
Jestem radioterapeutą, więc rak jajnika pozostaje poza sferą moich działań, niemniej wydaje mi się, że badanie PET mogłoby rzucić jakieś światło na temat ewentualnej obecności zmian resztkowych - jeśli cokolwiek zaświeci to można przyjąć obecność nowotworu.
Zdarzają się takie regresje jak u mamy (bardzo rzadko, ale jednak), nieraz widziałem takie w innych nowotworach - inne sytuacje są mniej prawdopodobne, więc nawet nie brałbym ich pod uwagę. Koincydencja podwyższonych markerów, obecności atypowych komórek w płynie, ewidentnych zmian w TK wskazuje na ogromne prawdopodobieństwo trafnej diagnozy, co dodatkowo potwierdza efekt chemioterapii. Być może to bardzo agresywny typ o dużym stopniu złośliwości, co sugerowałoby dużą wrażliwość na chemioterapię, ale też spore ryzyko nawrotu.
Nie wiem, czy onkolodzy kliniczni będą chętni, ale jest nawet wskazanie do PET refundowanego w ramach NFZ ( 10) rak jajnika, w celu wczesnego wykrycia nawrotu po radykalnym leczeniu (w przypadku wzrostu stężeń Ca 125 lub niejednoznacznych wyników badań obrazowych).

Co wiem dodatkowo:
- niekoniecznie jest cytologia z płynu opłucnowego (zapomniałam zapytać o to patomorfologa)
- na konsylium nie podjęto decyzji, że ta docinka jest konieczna (tak myślałam i Asystentka tak mnie wczoraj "naprowadzała" ale dziś powiedziała, że wczoraj nie miała czasu na spokojnie mi tego wytłumaczyć, ale że jeśli podejrzewają raka otrzewnej a fragmenty otrzewnej albo krezki nie zostały pobrane, to sama sieć, guz i jajniki nie muszą mieć tu wartości diagnostycznej)
- że są osoby na które mogę liczyć:)

Pozdrawiam serdecznie, jeszcze raz dziękuję. Dam znać jak będę wiedziała coś nowego,L.

[ Dodano: 2019-10-18, 01:11 ]
ps: miało być <patomorfolog z CO>, przepraszam:)
_________________
"I jak sercu powiedzieć: nie płacz?"
 
gaba 
PRZYJACIEL Forum


Dołączyła: 18 Kwi 2010
Posty: 3372
Skąd: warszawa
Pomogła: 1788 razy

 #72  Wysłany: 2019-10-18, 17:21  


O jakiej docince piszesz? Nie spiesz się z PET, im później tym większa wartość diagnostyczna. W sumie to na razie wyleczone nie wiadomo co. W jakimś sensie mam podobnie tylko moje nie wiadomo co rośnie wolno ale za to jest platynooporne. Nic nie napisałaś jak mama ogólnie się czuje i sprawuje. Czy jest zadowolona że to tak poszło?
A swoją drogą to dokładnie przeczytałaś forum skoro dotarłaś do AK. Fajne rzeczy pisał.
Pozdrów Mamę.
_________________
sprzątnięta
 
Litania 


Dołączyła: 08 Maj 2018
Posty: 121
Pomogła: 18 razy

 #73  Wysłany: 2019-10-19, 11:26  


Gaba,

będzie ponownie przebadany materiał (i szkiełka) z tego co mamie usunęli. Nie "docinka" z drzewa ale z uciętej gałęzi. Zatem powstaną nowe preparaty z sieci, jajnika itd. Może badanie będzie poszerzone o immunohistochemiczne - o tym decyduje na szczęście patomorfolog, który jeszcze oglądał papiery mamy, bo pierwszy raz też wszystko było "na gębę" - papiery mamy były w tym czasie na konsylium, ale jak poszłam ze skierowaniem, to pokazałam pierwsze CT+cytologię z płynu.

Z PET to nikt się na bank nie będzie spieszył, bo konsensus z konsylium jest: do obserwacji. Nikt tego na ten moment nie zaproponował (AK o tym napisał). Ale jak uznam, że czas to nacisnę. Nie jest trudno wyliczyć jaką dawkę promieniowania moja mama otrzymała w ciągu ostatnich 10-ciu lat. A zwłaszcza oo marca 2018. Czy kolejne CT coś wniesie? Może RM lepiej zróżnicuje. Jeśli miałaby żyć jeszcze pół roku, to nie ma to znaczenia. Ale czy ktoś jest w stanie mi powiedzieć na ten moment jak rokuje? (od 03.2018: 3x CT j. brzusznej i miednicy, 8x rtg płuc, 2x rtg barku, 1x rtg biodra).

Twój wątek też na spokojnie przeczytałam raz jeszcze i też widzę sporo podobieństw. Ale różnice też widzę.

AK pisał, że stracił hasło do Forum, jakbyś coś potrzebowała, to mam namiar ale na Forum też można go znaleźć.

Mama: mama nie do końca rozumie co się stało i dzieje. Zresztą o tym co się dzieje ona...nie wie. Wiedzą wszyscy, którzy wiedzieć mają. Ale wystarczy, że ja nie śpię po nocach. Chcę jej oszczędzić tych rozterek. Mama wie, że prawdopodobnie był jakiś rak i mogą być mikroprzerzuty i może coś z tego odrosnąć ale na ten moment nie wiadomo nic więcej, bo nic widocznego gołym okiem nie było widać w trakcie operacji. Mama jest chyba zadowolona ale jeszcze jest wymęczona tym szpitalem i obolała, więc cieszyć się w pełni może jeszcze przyjdzie czas. Nie będzie już plastrowania przepukliny, guz usunięty a to były jej marzenia.
Ona czuje się całkiem dobrze jak na to co się wydarzyło: rana prawie ok - na środku w okolicy dawnego pępka jest taki kawałek "mięsa", który nie został zszyty brzeg do brzegu i on jest jeszcze na etapie zapalnym. Ale bez patologicznego wysięku. Naklejam jej URGOTUL AG, przemywam solą i oktenidyną. Brzuch miejscami jest zasiniony, nie ma czucia i są okolice gdzie ją boli - dla mnie to nic niepokojącego. Wczoraj podałam jej ostatni Clexan, więc jej życie będzie już coraz milsze na ten moment. Pani Teresa (pas) ją męczy, ale rozumie po co jest. Ma jeszcze trochę problemów z jelitami, zdarzają się biegunki ale stolce gołym okiem są bez krwi. Ma problem z inicjowaniem mikcji, więc w poniedziałek chcę zrobić jej badanie moczu i posiew. Jestem w stałym kontakcie z lekarzem z HD, który w razie potrzeby służy super radami. Dostaje probiotyk. Liczba leków p. bólowych: 0. Na bank ma anemię, ale na tym też będziemy pracować - na razie dietą, bo żelaza nie chcę jej podawać (jest jej zimno, gorzej słyszy - 3 dni przed wyjściem jak miała jeszcze płyny dożylnie, hemoglobina był 9,4, później odstawili płyny a ona mniej piła bo nie chciała sikać, więc badanie "na wyjście" było ponad 11, ale nie jest w tej sytuacji dla mnie miarodajne, bo krew była zagęszczona). Wstaje sama z łóżka (choć z wysiłkiem), na spacery wychodzi ze mną. Na noc jeszcze pampers (najczęściej "na wszelki wypadek") ale w ciągu dnia bez. Mama wróciła ze szpitala do siebie. Mieszka sama. Codziennie jestem u niej 2x, brat 1x albo wcale. Ale nie jest zostawiona bez opieki. Właśnie się do niej wybieram:)

Pozdrawiam.L.

[ Dodano: 2019-10-19, 12:34 ]
Ps: wcześniej jak pisałam o patomorfologu, który czytał papiery to był to patomorfolog od cytologii z płynu puchlinowego. Teraz jest mowa o patomorfologu od histopatologii. Bo pierwsze badanie było w innym szpitalu.

[ Dodano: 2019-10-19, 12:43 ]
Ps'': Gaba - od początku jak jestem na Forum i czytam Ciebie a Ty mnie, to zawsze chciałam Ci to napisać: rozważ zmianę podpisu "sprzątnięta". Jeśli nie w cud, nie w modlitwę i nie w naukę, to może uwierzysz przynajmniej w "efekt motyla":) Myślenie magiczne połączone z EBM w mojej ocenie nie musi się wykluczać:) Samo evidence based medicine to też często myślenie magiczne, bo jak sama na pewno wiesz są badania które łatwo podważyć, tylko dlatego, że ktoś kto je robił nie obrał tego całkowicie z magii w którą chciał uwierzyć.
_________________
"I jak sercu powiedzieć: nie płacz?"
 
Martyś 


Dołączyła: 15 Wrz 2015
Posty: 182
Pomogła: 17 razy

 #74  Wysłany: 2019-10-20, 21:40  


Litania
Bardzo się cieszę, że mama lepiej się czuje, no i że tak to wszystko teraz wygląda.
Podziwiam za determinację w dążeniu do "prawdy", za wiedzę, bystrość i opór.
Trzymam kciuki i gorąco Cie pozdrawiam.
 
Litania 


Dołączyła: 08 Maj 2018
Posty: 121
Pomogła: 18 razy

 #75  Wysłany: 2019-10-29, 00:09  


Martyś,

dziękuję za ciepłe słowa. Wydobyłam dziś szkiełka z cytologią z płynu. Byłam też odebrać histopatologię mamy...ale jeszcze jej nie było. I z tego powodu nie mogę spać. Okazało się, że Pani patomorfolog poprosiła o konsultację preparatów Profesora K. "guru" ze szpitala, gdzie mama ma robioną histopatologię. Może jutro będzie ta histopatologia, bo Profesor miał dziś konsultować. Przepraszam, że robię Wam taki falstart, ale na prawdę mam żołądek w mózgu:(

L.

[ Dodano: 2019-10-29, 00:12 ]
Ps: jutro idę też na konsultację do chemioterapeuty mamy. Nawet bez tej histopatologii w garści - ale nadal liczę na to, że na jutro będzie.
_________________
"I jak sercu powiedzieć: nie płacz?"
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


logo

Statystki wizyt z innych stron
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group